Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

24/05/2020

Tajemnica mego śp. Ojca + Pieprzyć plandemię i jej plandemistuf

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 07:17

Nadchodzi, proszę o nieco cierpliwości, także o pomoc w rozplątaniu..:

Tajemnica mego śp. Ojca — rozwiązana dzięki antypolskim bredniom Putina. Patrz na dole wpisu.

 

…………………………………………………..

Pieprzyć plandemię i jej plandemistuf

Piotr Bein, od 27.5.2020,  przed Plandemią 2.0 z kitajlandu, tyle że tym razem z wirusa “ruskiego”; fotki: Iwona

Koliber w maseczce radzi: nie wychodzić na manify bez maseczki, uny szykują Plandemię 2.0 zjadliwszą od 1.0, mogą otworzyć ampułkę podczas demonstracji…

Tyle jest osobistych historii, ile lipnych diagnoz (miliony) testem żydofarmackim ustawionym na fałszywe negatywne jak i pozytywne wyniki wobec śfirusa.  Nazwaki go SARS CoV-2 wynalascy, patentowcy i producenty scypionki rzekomo przeciw czyli NA tę bio-broń z ż-laboratoriów w Izraelu, USraelu, ż-kitajlandzie i okolicach jak Italia kolaborująca z okupantem Palestyny w broni ABC (atomowej, biologicznej chemicznej) testowanej komercyjnie na Palestyńczykach w Auschwitz2.0 (Strefie  Gazy).

Chciałem znaleźć sens i zdrowy rozsądek na obdarzonej tymi cnotami prowincji pod Vanqrevem. Nabyłem tam “tanie” guvno made in China: taczkę z pudłem plastykowym, ale kołem bezpompowym i podwoziem stalowym (stop ze śmieci?) kalibru blaszki w puszkach. Wszystko jedno co nabyć z Chin, nie potrwa kilku miesięcy. Dlatego i śfirusa odnawiają mutacją  — więc panie Gates co gojów hejts, pytam, po kija komu diabelska scypionka? Sfirus2.0 podrychtowany w laboratoriach Izraela na Syberii: inkubacja dłuższa niż SARS CoV-2. Poszlaka, że bio-broń, bo zjadliwość normalnej zarazy słabnie z mutacjami.

Powalił mnie sprzedawca w składzie dla rolników, na jego szczęście bez maski, bo wyszedłbym. W magazynku części do irygacji pokazał mi towar “poufnie” (wstęp wzbroniony przez covida), ale zabronił dotykać czegokolwiek. “Czemu?” — pytam. “No bo wirus, nie wiesz pan?” Na to ja: “Czemu więc nie nosisz pan kagańca. Wiem tylko że covid to balszaja zmyła.” Upustu nie dostałem, choć należał się seniorowi.

Przedtem 200-kilowy sprzedawca w warsztacie reperacji elektronarzędzi (zatłoczonym, ale jego kolegami), udsunął się ode mnie na przepisowe 6 stóp wobec mego pytania o jakość. Zareagowałem: “Coś pan, to zmyła! Cały dzień brzuchem ocierasz swoich kolegów i nie umarłeś.” Brzęknięcia kasy fiskalnej nie było. Tak to plandemiści zaplanowali niszczyć ekonomię udając, że ją chronią.

Najzabawniej było w składzie pasz i nawozów. Do ciasnego wnętrza verboten więcej niż 2 osobom. Tymczasem dwie ponadwymiarowo odżywione panie w obciskach i “kozaczkach” konnych, z wyścigowym chartem na smyczy, władowały się do środka zanim para klientów wyszła. Pies obwąchał słupki dystansowych instrukcji, lecz posłusznie pozostał u potężnej nogi pani.

Czemu “rolnicze” pajacowanie na prownicji, zapytacie. Ano jako małżonek osoby o podwyższonym ryzyku (słaba immunologia), samo-aresztowałem się, delektując się ciszą i spokojem w okolicy– no bo wirus. Powstał ambitny ogród na wypadek gatesowego zagładzania po zagładzie scypionkowej: zwiększyliśmy powierzchnię uprawna parokrotnie, więc większe wymogi irygacyjne, druga taczka, węże, złączki, wapień, mączka kostna, nawóz 16-16-16, parę narzędzi ogrodniczych itd. Uny poważnie zapowiadają braki żywności, więc poważnie reagujemy.

 

Gdy Plandemia1.0 szalała w kitajlandzie, wichura złamała konary drzewa w pobliskim parku. Pracownicy zostawili mi pocięte gałęzie na opał. Zaoszczędzili na wożeniu, a ja zyskałem opał.

 

Eksperyment z donicową hodowlą pyrek. Jeden pełny sadzeniak na donicę z dziurami w dnie dla drenażu. Wschodzi tyle łogyg, ile było pędów w sadzeniaku. Przysypuję stopniowo w miarę wzrostu łodyg. Po dojściu do brzegu donicy wstawiam drugą bez dna i kontynuuję przysypywanie, Po ok. 6 tyg. od posadzenia przy dnie donicy, pyrki gotowe są do podwyższania obejmy.  

 

Kolejny projekt: odcinek siatki na warzywa pnące: ogórki, fasola, pomidorki koktajlowe. Długość ok. 5 m. Dziś stoi tam już 10 donic z własnymi sadzonkami ogórka i pomidorów oraz zasianą fasolą. Mniejszą wersję na balkon lub taras mieszkania można sklecić z listewek. Wszystkie słupki z sąsiednich posiadłości przed rozbiórką pod budowę nowych domow. Donice z recyklingu w markecie ogrodniczym, dziś już każą sobie tam płacić, gdy ludzie wzięli się za ogrodnictwo wobec Plandemii.

Doprowadziłem nawadnianie kropelkowo-rozpyłowe (oszczędza wodę,  pomaga chłodzić rośliny w upały). Wysoką trawę na prawo od “siatki ściąłem i ułożylem w poletka na przyszły rok.  Sypię tam sukcesywnie ścinaną trawę z całego ogrodu i od sąsiadów oraz “zielone śmieci ogrodowe”, Można sypać uschłe i świeże liście, słomę i siano — nadgniłe lub suche). Zrębki i gałązki do ok. 1- 2 cm grubości potrzebują parę do kilku lat aby się rozłożyć. Drobniejszy materiał po uschnięciu nadaje się do nadbudowy upraw pyrek na poletkach i jako ściółka chroniąca uprawy od chwastów i utraty wilgoci.   

Wszystkie materiały na fotkach są zdobyczne, zbieram je zwyczajowo, zanim zapanowała eko-moda na 3R. Poza ww. odcinkiem “płotu” mam paredziesiąt m bież.  ogrodzenia przeciw sarnom oraz parę razy dłuższy “płot”.

Donice po ok. miesiącu.

 

 

 

 

 

 

Wąż ogrodowy wyprowadzony w rurce plasykowej, a pod koszonym trawnikem w rurze stalowej przeciw przebiciu szpadlem itp. Na zimę, czarną rurę kropelkowo-rozpyłową zostawiam (woda wycieka dziurkami, bez ryzyka rozerwania na mrozie), odkręcam zawory, wąż ogrodowy wyciągam z rur ochronnych i składuję w piwnicy.

 

Nowa grządka, najżyźniejsza w ogrodzie w kier. dalszego planu. Po przetrawieniu nawozu końskiego (ok. 10 t zwiozłem od farmera przyczepką 1-tonową i rozładowałem u siebie) i zrębków (kilka ton) w tym pasmie oraz uzupełnieniu przestawianiem kompostownika ogrodowo-kuchennego, tą część ogrodu kultywowałem wcześnie w br. w  miejscu byłego bezużytecznego trawnika. Ukształtowałem długą grządkę wzdłuż odcinka siatki na warzywa pnące.  Wąską część po drugiej stronie siatki poszerzę w przyszałym roku przesadzając szpaler malin. Maliny, truskawki i warzywa dobrze tu rosną, także …mięta, którą w br. bezlitośnie wykarczowałem mimo błagań Iwony w imieniu jej przyjaciół — pszczół. Owady mają u nas dość innych terenów dla siebie. Ograniczam dostęp korzeni mięty z kierunku malin (którym nie szkodzą) pasami blachy pionowo na brzegu grządki. 

Każdą garść dobrej gleby zachowałem wykopując ją pod ścieżkę (po prawej) którą wypełniłem zielskiem z kultywacji. Za parę lat będzie żyzną glebą. W mniej żyznej części dodałem nadmiar z części tylnej, Na pierwszym planie przedtem posadzona z gałązki czarnaporzeczka (zbieramy jak leci, robimy kompoty w zimie, wyrzucając wygotowany owoc na kompost). Teraz doszły truskawki wokół porzeczki, też chronione ściółką. Po stronie prawej zwykły plastykowy ogranicznik trawnika (zdobyczny). Inwazja korzeni mięty z drugiej strony, stąd pas blachy 25 cm jako krawężnik.

 

Widok na powyższezestrony przeciwnej, po wykarczowaniu mięty, Nadmiar skompostowanych zrębków i nawozu końskiego. Ścieżki wykopana w kompoście, wypełnione otrzepaną darnią i marną ziemią. Skrót obłożony kamieniami  łączyzżyzną “macicą, patrząc z lotu ptaka. Symbol godny naszej Matki-Ziemi Rodzicielki rok w rok. Wkrótce dotrze tu wąż ogrodowy podłączony do rurek kropelkowo-rozpyłowych ułożonych na nowych grządkach “macicy”.

 

Nieregularne (z powodu chmielu po prawej) podniesione poletko pyrek, eksperyment dodawania gleby w miarę wzrostu łodyg. Po parę typów kompostu (leśny z patykami, ogrodowo-kuchenny), ściółki (suche zielone odpady, własne siano). Planuję 🙂 10-15 pyrek z każdego sadzeniaka (część poćwiartowaliśmy z co najmniej jednym pędem), razem ok. pół tys. pyrek z tego poletka.   

Kilka typów ziemniaka, wszystkie w podłożu glebowym przysypywane powyższymi, jedne sadzone w miękkiej glebie, inne wciskane ostrożnie w szparę robioną łopatą.Szybciej rosnące obejmuję w donice bez dna, by przysypywanie nie przykrywało powolniejszych sąsiadów. 

Dechy odpadowe z sąsiedniej budowy, zimą będą opałem w kominku (popiół źródłem potasu). Wszystko inne własne, oprócz kupnej mączki kostnej na fosfaty i sadzeniaków — resztek z marketowych pyrek w workach, puściwszych  pędy (gwarancja zdrowia i niepaprania radiacją).

 

Dosypuję warstwę kompostu “leśnego” z pomniejszymi pól-skompostowanymi patykami, odsunąwszy ściółkę z siana, zawierającą ziarenka popiołu i mączki kostnej. Po skończeniu rzędu, przykrywam tą samą ściółką. Z tyłu między łydkami donica bez dna obejmuje szybko rosnącą łodygę ziemniaka. W ten sposób ma on dosyć nowej gleby bez potrzeby zasypywania powolniejszych sąsiadów, co mogłoby je zniszczyć.

Ostani rząd lub dwa przy szerokiej desce spróbuję podwyższać tylko sianem i zielonym suchym śmieciem. Tę częśc zagrody mogę podwyższać do ok. 1 m wysokości. Czytałem o hodowli ziemniaków w sukcesywnie dokładanej do wys. 1,2 m masie ściółki słomianej na asfalcie parkingu!

 

Tu był trawnik; niekoszony od kilku lat dla bio-różnorodności i oszczędności paliwa, zamienił się w łąkę, z gęstą suchą ściółką. W tym roku powstają tu poletka: przykrywam podłoże skoszoną świeżą trawą, sianem lub słomą do wytworzenia się gleby w byłej darni. Poletka będą gotowę następnej wiosny do sadzenia pod ściółką i siania w rowkach odsłoniętych w ściółce. Na 1. planie tektura na trawie przykryta w cienkich warstwach trawą koszoną, by schła. Po paru miesiącach trawa pod tekturą już gnije. Poletko nr 2 obudowane dechami, na inne odpady ogrodowe. Poletko 3 — trawa suszona warstwami na skoszonym trawniku. darń zaczyna gnić, siano trzyma wilgoć jak tektura.  

 

Poletko nr 4 — grządka obudowana  belkami impregnowanymi (odpady z budowy) stabilizowanymi odcinkami prętów zbrojeniowych (gdybym poruszył kosiarką). Wypełnienie kompostem z patykami rozłoży się do przyszłej wiosny. Sadzenie w dołku wygrzebanym pod sianem, wypełnionym kompostem wyższej jakości.

 

“Zielony śmietnik” odpadów ogrodowych. W przyszłym roku będzie tu żyzne podłoże pod uprawę, z małym dodatkiem kompostu lub gleby. Rozsypuję popiół, źródło potasu. Fosfor — z mączki kostnej aplikowanej na grządkach.

 

 

 

 

Gałązki z liśćmi z przycinania wierzby idą na kompost, a z grubszych gałęzi obdzieramy korę na herbatki (własności antyzapalne jak aspiryna) i wodę odżywczą do podlewania ogrodu. Liście i kora z wierzby to źródło wzmacniaczy  korzeni.

 

 

Truskawki przykryte tkaniną ogrodniczą. Zielsko cieniolubne i tak pod nią rośnie. W br. truskawki spóźniają się parę tygodni w stos. do cieplejszych wiosen.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Maliny, jagody, porzeczki i owoce też zapowiadają się dobrze, dzięki pracy pszczół i bąków.

 

 

 

Nie tylko pszczoły żywią się pyłkiem, zapylając kwiecie.

 

 

Dzięki bio-różnorodności i wolności od chemikalii, mamy mnóstwo owadów, w tym pszczoły, bąki, osy… Na zdjęciu widać ładunek pyłku na pszczole.

 

Młode wrony urodzone w naszym raju, hałaśliwe jak ludzkie małe, ale mądre i wdzięczne. Za dokarmianie odpadami tłuszczu od rzeźnika kochają nas, obserwują bacznie czy nie wynosimy im smakołyków i natychmiast spożywają. Po kutlywacji, koszeniu lustrują ziemię szukając żarcia. Mam nadzieję, że zjadają żarłoczne ślimaki nagie. 

 

 

Para kaczek co wiosnę przymierza się do stawku (port mej kolejki ogrodowej). W tym roku też odleciały w bezpieczniejsze miejsce…

 

 

 

Osy też lubią Iwonę, w ubr. zbudowały u niej w szklarni swój dom w doniczce odwróconej do góry dnem. Iwona dokarmia je syropem nałożonym wokół wejścia do doniczki. Rojek lubi tam “opalać się” w cieplą pogodę.

 

 

W br. inna, wielgaśna osa zbudowała sobie dom w wejściu do szklarni. Obrys domku precyzyjnie mieści się po suchej stronie nadproża, z dokladnym odstępem dla spadających kropli! Drugie cudo: skąd osa wiedziała, że właścicielce szklarni można zaufać — “pytala” tamte lokatorki?

 

 

 

 

 

Do każdego z kilku sektorów ogrodu doprowadziłem wodę wężem ogrodowym. Wąż wpuszczam w płytko wkopane odpadowe odcinki rur dla ochrony przed przebiciem łopatą. Wszystkie sektory zasila liniowo jedno ujęcie wodociągowe, więc spadek ciśnienia wyklucza irygację więcej niż jednego sektora na raz. Tu instalacja rozdzielcza na bloku drewna impregnowanego, ustabilizowanego między widocznym prętem stalowym i kolankiem rury z przeciwnej strony. Do drewna łatwo mocować rury oraz zblocze zaworowe. Jedno rozgałęzienie zblocza prowadzi wodę do kolejnego węzła (widać wykopany rowek na rurę stalową), jedno służy przenośnemu zraszaczowi w sektorze, a dwa obsługują irygację kropelkowo-rozpyłową sektora. Tę ostatnią można zostawiać włączoną na noc, ustawioną na niewielki przepływ. Podczas suszy można więc irygować dwa sektory na dobę, cały ogród w tydzień do 10 dni, co wystarcza przy obfitej ściółce chroniącej od straty wilgoci.  Bzdurne są zraszacze automatyczne. Zużywają dużo wody, wypłukują glebę, trzeba opróżniać system z wody na zimę, a podczas suszy w krajach Zachodu zabronione jest ich używanie (ale nie rur kropelkowych i rozpyłowych).

 

 

††††††††††††

Tajemnica wojenna mego śp. Ojca

Powoli się ujawnia, wysłałem zapytanie do IPN. Proszę o nieco cierpliwości, także o pomoc w rozplątaniu.

 

A oto moi Rodziciele z nagusieńkim Ploplusiem i starszym bratem Witusiem przy molo w Międzyzdrojach… Ożydzacze sprawdzą, żem nieobrzezany 🙂

Zgłębiam historię rodzinną, zachęcony antypolskimi bzdetami Putina, które naprowadziły mnie na trop wojennej tajemnicy mego śp. Ojca. Jako podoficer rezerwy wyszkolony w dowodzeniu drużyną w stopniu kaprala, z wybuchem II wś. został powołany do Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) do obrony wschodnich granic II RP. Jego powojenne podsumowania okresu II wś. zawierają tajemniczy okres wrzesień 1939 – czerwiec 1941. Jego grafik przebiegu pracy zawodowej wykonany wl. 1959 – 1061 wyszczególnia wtedy  zatrudnienie w firmie “Przybylski”. Na formularzach personalnych pracodawcy (Zarząd Portu Szczecin) z 1959 i 1965 r., Ojciec wymienia w tymże okresie służbę w KOP.

Po służbie w KOP, Ojciec wyrobił nową książeczkę ubezpieczeniową (27.6.1941), by zatrzeć ślady. Ukrył najważniejsze papiery, w tym dyplom ukończenia Państwowej Wyższej Szkoły Technicznej im. Wawelberga i Rotwanda w Warszawie (odtworzony po wojnie) i wybrane świadectwa pracy. W akcie biernego sabotażu pracował podczas okupacji na niższym stanowisku — rzemieślnika.

Jego przedwojenne zatrudnienie zdradziłoby kwalifikacje w przemyśle obronnym i ciężkim maszynowym. Brakuje m.in. zaświadczenia pracy z Biura Badań Wojskowej Łączności, Fabryki Lokomotyw “Fablok” w Chrzanowie (odtworzone z zeznań świadków) i z ww. firmy “Przybylskiego”. Skrytkę z tymi dokumentami przysypały gruzy podczas jednego z nalotów na Warszawę, wg życiorysu Ojca z 6.10.1954.

Balszoje spasiba, Gospodin Putin… Bez putinowskich łgarstw o historii Polaków z okresu przed i podczas II wś. nie zacząlbym studiować tamtej historii, nie miałbym pojęcia ile ładunku historycznego i patriotycznego zawierają trzy literki w kwestionariuszach osobowych mego Ojca — “KOP”.  Ojciec walczył z krasnoarmiejcami przybywszymi pokojowo buhaha na polskie Kresy 17 IX 1939. Aż dostał rozkaz rozproszenia i przeszedł do walki podziemnej do czerwca 1941. Dzięki temu nie dostał się do gestapowsko-NKWDowskiej niewoli i na śmierć katyńską. Dzięki temu przyszedłem na świat i czytasz Grypa666…

Teraz rozumiem czemu Ojciec milczał o wojennych przeżyciach, czemu tak wprawnie na wycieczkach kroił scyzorykiem chleb i plasterki kiełbasy na kolanie i czemu nienawidził pro-syjonistycznej sanacji, syjohitlerowskich i żydosowieckich najeźdźców oraz żydokomuny po wojnie i czemu nie wstąpił do PZPR po zejściu psychopaty Stalina..

Potomków podobnych Polaków proszę o kontakt celem lepszego poznania tego zakłamanego, zatajonego okresu polskiego patriotyzmu, bohaterstwa i martyrologii.

 

TrackBack URI

Blog at WordPress.com.

%d bloggers like this: