Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

11/01/2019

Przegląd książki “Min Hametzar” rabina Weissmandla: Miliony ludzi, które można było ocalić

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 00:10

https://grypa666.wordpress.com/2010/01/16/miliony-ludzi-ktore-mozna-bylo-ocalic/

Posted by grypa666 w dniu 16/01/2010

Miliony ludzi, które można było ocalić

Przegląd książki Min Hametzar rabina Weissmandla, opisującej brutalną rolę syjonistów w niechęci do  uratowania swoich braci

Autor I. Domb, tłumaczyła Ola Gordon, korekta Piotr Bein 10.1.2019

Dziś państwo Obamy z totalitarnym prawem i aparatem przemocy, wtedy państwo Hitlera. Produkty kompleksu jot. Strzeżcie się, masy gojowskie i żydowskie…

 

Jest wiele książek, które napisano, przeczytano i zapomniano. Ale nie wolno dopuścić, by tę książkę spotkał ten sam los. Jest to kronika napisana przez rabina Michaela Ber Weissmandla w l. 1942 – 1945 pt. Min Hametzar (Z głębin),  opublikowana w jęz. hebrajskim. Niewiele osób ją przeczytało. Stąd opisane w niej porażające fakty nie są wystarczająco znane.

Kto może sobie wyobrazić hitlerowski Holokaust? W jakim języku powinien on być opisany? Wszystkie słowa znane ludzkiej mowie używane są do opisywania standardowych wydarzeń; nabyły codziennie używanych znaczeń i zostały uformowane z brakiem możliwości oddania okropności Auschwitz lub Treblinki. Co można powiedzieć, by ktoś zrozumiał dzikie krzyki nocne, kiedy nasi bracia i siostry prowadzeni byli na rzeź? I w jaki sposób można przekazać przemianę szlachetnych żydów na zwierzęta przygotowane na rzeź?

Ściany wysokości drapaczy chmur zapobiegły usłyszeniu ich krzyków. Wśród tej okropnej ciszy stworzonej przez człowieka, najbardziej wartościową część żydowskiego ludu stłoczono w murach getta, głodną i spragnioną, w epidemiach i torturach, gorzko płaczącą… wśród swoich do samego końca udręki, gdy ładowano ich do zatłoczonych bydlęcych wagonów na tydzień trwające podróże, w których sami jeszcze żywi, jak i ciała niektórych z nich, dojechali do rzeźni i komór gazowych. Gdzie spośród znanych słów można znaleźć odpowiednie do opisania tych wydarzeń? Kto może wymyślić nowe wyrażenia, by je w należyty sposób opowiedziały?

A wszystko to działo się na skutek rozkazów niewinnie wyglądającego biura, gdzie metodami nowoczesnej cywilizacji mordercy z SS wydawali rozkazy. Poprzez reakcję łańcuszkową, wprawiały one w ruch całą machinę śmierci i zniszczenia i końca nie można było przewidzieć. Jeden ruch pióra kończył życie setek tysięcy ludzi. Kilka słów wartych miliona. I tych kilku oficerów wprawiało w ruch koła Auschwitz, Treblinki, Einzatzkomados; głębokie doły opuszczonych równin Europy przepełnione ludzką krwią. Za tym wszystkim stała taka siła, taka potęga militarna, że jedynie zwycięzcy wojny światowej zdolni byli jej w tym przeszkodzić.

Jakże zdziwiony był rabin Weissmandl, kiedy odkrył, że te ruchy piórem łatwo możnaby usunąć, że tragedię Żydów możnaby w znacznym stopniu złagodzić prostymi ‘staromodnymi’ metodami. Ile setek tysięcy, a może nawet milionów Żydów możnaby uratować.
Wisliceny był niemieckim oprawcą Żydów na Słowacji, przedstawicielem Reichmanna odpowiedzialnym za zakładanie gett, niszczenie w nich życia i w końcu za wysyłkę na rzeź setek tysięcy Żydów ze Słowacji i sąsiednich krajów. Spełnił swoją misję tak, jak zaplanował Reichmann i jak dyktowały mu własne zachcianki. Jego kraj był pierwszym w Europie zobowiązanym do dostarczania Żydów na rzeź, gdyż właśnie Słowacja jako pierwsza była okupowana przez Hitlera – nawet wcześniej niż Polska. Marionetkowy rząd kardynała Tissu poprosił Hitlera by „oczyścił” jego kraj z Żydów. Oficjalnie nawet zapłacił Niemcom za transport i Wisliceny był najwyższym przywódcą i organizatorem. Zawsze pijany od alkoholu i krwi, pozornie nie do usunięcia.

W końcu 1943 r., kiedy dwie trzecie słowackich Żydów wywieziono „do pracy”  w odległym miejscu, Rabin Weissmandl dowiedział się od niejakiego Hochberga, intryganta SS i z-cy Wisliceny, że jego szef był również chciwy na pieniądze. Zdarzało się, że niejednokrotnie pieniądze kupowały niektórym pomoc w formie odroczenia ich wywozu. Zadowolony z odkrycia, rabin skonsultował się z teściem, znanym i szanowanym rabinem z Nitry, który zgodził się, że jeżeli ta staromodna metoda odnosiła skutki, nie było zastrzeżeń do jej wypróbowania, by ratować wielu ludzi.

Rabin Weissmandl napisał o Hochbergu: Pierwszy raz byłem u niego w piątek latem 1942 r. Stałem na korytarzu koło jego biura. Wszystkie poczekalnie wypełnione były ludżmi zamierzającymi błagać Hochberga o odroczenie tego najważniejszego wyjazdu do ‘pracy na wschodzie’, jak wielu jeszcze wierzyło. Słyszałem Hochberga rozmawiającego przez telefon z Wislicenym, swoim szefem: „melduję, że pociąg odjechał z 727 mężczyznami, 637 kobietami i 1667 dziećmi, razem 3028. Rozkaz!”. Ta suma nigdy nie wyjdzie mi z pamięci, 1,600 dzieci! Żadne krzyki i żadne łzy. Nikogo to nie obchodzi. Cały świat pogrążony w ciszy. Rozkaz, Herr Hauptsturmbanfuehrer.

Jednej ze słynnych osób z Pressbergu, rabinowi Aharonowi Gruenhutowi udało się spowodować, by Hochberg nabrał zaufania do rabina Weissmandla. Rabin zorganizował ich potajemne spotkanie. Przedstawił się Hochbergowi jako reprezentant światowego rabinatu. Aby wywrzeć jak najlepsze wrażenie, okazał paszport z brytyjską wizą wydaną przed wybuchem wojny i powiedział Hochbergowi o wyjazdach do Londynu oraz o różnych konferencjach. Następnie powiedział, że jest na tajnej misji największego znaczenia jako przedstawiciel światowego żydostwa, które skontaktowało go przez amerykański Joint w Szwajcarii [American Jewish Joint Distribution Committee, skrótowo Joint, tj. Amerykańsko-Żydowski Połączony Komitet Rozdzielczy — PB]. Wiadomość otrzymana od nich mówiła, że byli przygotowani na zapłatę w gotówce za zaniechanie następnych transportów słowackich Żydów na wschód. ‘Joint’ zapłaciłby każdą sumę wskazaną przez jego szefa Wisliceny’ego. Podkreślił, że ta misja nie jest organizowana przez lokalnych Żydów.

W trakcie tej rozmowy, kiedy losy wojny zaczęły przechylać się na stronę nieprzychylną Hitlerowi wskutek ciężkich strat na wschodzie, zadanych przez aliantów przy wsparciu Amerykanów, rabin mógł z amerykańską siłą taktownie wsunąć w umysł Hochberga cień wątpliwości co do niemieckiego podboju świata, a bardziej specyficznie — do sytuacji Hochberga po zakończeniu wojny. Przekazał mu, że byłoby korzystne zapewnienie bezpieczeństwa zarówno jemu jak i jego szefowi. Dodał, że ma pełnomocnictwo światowego żydostwa, że jeśli się zgodzą na zaniechanie dalszych transportów, on i Wisliceny będą bezpieczni.

Hochberg zdenerwował się tymi sugestiami, ale w miarę trwania rozmowy uspokoił się i uważnie wysłuchał propozycji, po czym powiedział: muszę porozmawiać z Wislicenym. Wyszedł natychmiast i rabin Weissmandl czekał. Każda minuta wydawała się godziną, każda godzina wydawała się wiecznoscią. Zmęczony siedział oczekując na odpowiedź, wierząc, że życie wielu pozostałych słowackich Żydów wisi na włosku.

Siedział przez wiele godzin, kiedy nagle otworzyły się drzwi i Hochberg wybiegł z pokoju. Podekscytowany mówił szybko, w końcu powiedział:

Sprawa załatwiona. Mój szef wyznaczył sumę 50 tys. dolarów i nie będzie dalszych transportów, ale jego warunki są następujące: pokaże swoją dobrą wolę – pierwsze trzy transporty: wtorek, czwartek i przyszły wtorek – każdy około 3 tys. dusz, będą wstrzymane, ale w następny piątek musi otrzymać pierwszą ratę 25 tys. dolarów. Póżniej nie będzie żadnych transportów przez siedem tygodni, by umożliwić zgromadzenie i dostarczenie drugiej raty 25 tys. dolarów, po czym nastąpi całkowite wstrzymanie dalszych transportów. I jeden więcej warunek – musisz udowodnić, że pieniądze pochodzą z zagranicy, a nie od słowackich żydów.

Drugi z wymienionych warunków był niezmiernie ważny dla tego oprawcy, gdyż stanowił  gwarancję bezpieczeństwa, jeśli światowe żydostwo stało za tą umową. Rabin nawet nie myślał, że słowaccy Żydzi mogliby zebrać taką sumę, ponieważ dotąd zabrano im wszystko, co mieli. Ale z drugiej strony nie mógł sobie wyobrazić, by bogaty Joint mógł nie dostarczyć stosunkowo niewielkiej sumy, by ocalić dziesiątki Żydów od unicestwienia w niemieckich rzeźniach.

Rabin Weissmandl opuścił biuro Hochberga z nadzieją i radością. Spieszył się do domu w Nitrze, by poinformować teścia i rozpocząć starania o realizację zawartego porozumienia. Pomimo poczucia szczęścia z możliwości uratowania tak wielu Żydów, odczuwał również pewną rezerwację. Czuł, że Joint będąc daleko, nie widzi jak wielka jest ta tragedia i że syjonistyczni przywódcy współpracujący z Joint mogą kalkulować inaczej. Ale zaproponował, by w wykonanie tego zadania włączyć przedstawicieli  spoza Kanzelei (Rada Ortodoksyjnych Społeczności Żydowskich), a nawet grupy syjonistów i nie-ortodoksów.

Wysunięto wtedy nazwisko pani Gisi Fleischman, która pochodziła z kół syjonistycznych i przed wojną reprezentowała Joint na Słowacji. Dobrze znana, była też odważną o dobrym sercu i jej opinia miałaby duże znaczenie w Joint. Właściwą była również rozmowa z panem Fuerstem – znanym z uczciwości i możliwości finansowych.

Pośród różnych rodzajów broni, w które wyposażyli się syjoniści w celu przebijania ścian oporu na ich wpływy, jest jeden najważniejszy: ahavas Yisroel – miłość do braci Żydów. Ten slogan jest bardzo ważny dla religijnych Żydów. Syjoniści wyjaśniali, że ich celem jest nabycie państwowości i zapewnienie schronienia dla cierpiącego żydostwa.

Nasza długa i zakrwawiona ścieżka do chwili obecnej — trwające 2 tys. lat wygnanie, z jego inkwizycjami, prześladowaniami, pogromami, zabijaniem i torturami, zawsze istniała w umyśle każdego Żyda. Rzadko gdzie było miejsce na świecie zamieszkałe przez Żydów, albo okres, w którym nie było krwi i łez na rękach licznych prześladowców z wszystkich narodów.

Być może sami syjoniści początkowo wierzyli w takie rozwiązanie i to było ziarenkiem współczucia, dającego im siłę wywierania wpływu na innych. Syjonizm wierzył, że rozwiązanie sprawy narodowościowej, odnoszącej się do każdego innego narodu, odnosi się także do Żydów, jako że syjoniści nie widzieli różnicy między Żydami a innymi narodami na świecie. Dla syjonizmu nie istniała wiara w wygnanie wskutek niebiańskiego dekretu jako kara za nasze grzechy, ani wiara w niebiańskie odkupienie z woli Stwórcy. Ludzie nie myśleli o podstawowej, powszechnej herezji, na której powstał syjonizm, ale łapali tylko te atrakcyjne składane im obietnice, ponieważ, niestety, syjonizm pokazał się w czasie najsłabszego i najmniejszego liczebnie pokolenia, razem z nieszczęsnymi wydarzeniami, które przyczyniły się do zablokowania ludzkich umysłów na prawdę i do pozwolenia na zejście na złą ścieżkę syjonistycznej ideologii.

.
Nieusłyszany płacz

.
Jak bardzo uradowani byli rabin Weissmandl i jego przyjaciele, kiedy udało im się zebrać odpowiednią grupę ludzi! Jak wielką mieli nadzieję! Ale też jak bardzo byli zasmuceni, gdy próbowali działać i jak wielkie było ich rozczarowanie, gdy dowiedzieli się, że syjoniści wspólnie z Jointem zadbali o to, by nie dotarła do nich żadna pomoc z zewnątrz. Dotyczyło to możliwości ratunku resztki słowackich Żydów –- około 40 tys. dusz, jak i resztki Żydów z Polski i Węgier, gdzie chodziło o miliony dusz. Syjoniści umyślnie zapobiegli jakiejkolwiek pomocy pod różnymi pretekstami,  zauważalnymi nawet dziecku. To nigdy nie będzie wybaczone ani zapomniane. Toteż mówienie syjonistów o ahavas Yisroel trzeba ujawniać wyrażnie i bez  żadnych wątpliwości.

Piątek — dzień, w którym trzeba było zapłacić pierwszą ratę 25 tys. dolarów, zbliżał się nieubłaganie, a nie było jak zgromadzić pieniędzy dla Wisliceny’ego. Słowo pani Fleischman, przedstawicielki Światowego Kongresu Żydów, znanej Żydowskiej Agencji, powinno było się liczyć.

Napięcie rosło. Pierwszy transport wstrzymano. Ale jak można nawiązać kontakt z Zurychem, Nowym Jorkiem i Jerozolimą, siedzibami Żydowskiej Agencji, które mogłyby koordynować prace pozostałych dwóch organizacji? Słowacja była małym państwem odciętym od sąsiednich niemiecką okupacją. Nie było granicy z żadnym wolnym państwem, by przekazać wiadomość światu na zewnątrz.

Shloimo Stern okazał się niezastąpiony w znalezieniu chwilowego rozwiązania. Znalazł kuriera dyplomatycznego przygotowanego do dostarczenia ważnych wiadomości Jointowi w Zurychu. Mógł również pożyczyć pieniądze na krótki okres z różnych źródeł w Słowacji, więc zebrał równowartość tej olbrzymiej sumy i wymienił ją na czarnym rynku na 25 tys. dolarów. Wręczono ją Hochbergowi dla Wisliceny’ego. Hochberg przyjął pieniądze i przekazał nam wiadomość, że nie będzie dalszych transportów przez następnych siedem tygodni, po czym trzeba będzie sfinalizować nasze porozumienie wpłacając drugą ratę.

Wszyscy byli przekonani, że kiedy kurier dyplomatyczny przekaże wiadomość do Jointu i Agencji Żydowskiej, to nie 50 tys. dolarów, ale dziesięć razy tyle będzie oddane do ich dyspozycji dla tej i podobnych „transakcji”. Przecież Żydzi z całego świata będą tańczyć z radości, kiedy usłyszą, że w końcu otwarto drzwi do wewnętrznych kręgów SS, znalazłszy sposób na ratowanie braci.

Pani Fleischman usiadła, by napisać memorandum do Salli Mayera, przedstawiciela Jointu w Szwajcarii. Ostrożnie pisała każde słowo, wyjaśniając sytuację z iskierką nadziei. Joint powinien przyspieszyć pomoc w ostatnim momencie. Memorandum wysłano do Jointu, Żydowskiej Agencji i do przyjaciela Fleischmanowej, pana N. Schwalbe w Zurychu. Nastąpiło wyczekiwanie.

Mijały dni, tygodnie i niewiele pozostało z siedmiu tygodni. Zbliżał się termin drugiej i ostatniej raty i potrzebna była ogromna suma. Wiele osób zdołało uciec piekłu z Polski do Słowacji w drodze na Węgry i do Rumunii, które nie były jeszcze tak przetrzebione przez hitlerowskie hordy. Nie stanowili tysięcznej procenta tych, którzy już zostali zamordowani, ale powinni być wspierani. Pieniądze były konieczne do przekupienia słowackiej żandarmerii i policji, w celu zmniejszenia ich naporu na kontynuację deportacji. Pieniądze były konieczne dla obozów pracy w Sered, Novaki i Wiener na Słowacji.

Antysemicki rząd Słowacji wybudował te obozy pracy niewolniczej przed rozpoczęciem deportacji. Powiedziano pozostałym Żydom, że gdyby sami rozbudowali te obozy i zwiększyli ich pojemność, mogłyby one przyjąć więcej Żydów i zmniejszyć parcie na deportacje, a przede wszystkim, pieniądze były konieczne do spłacenia długów zaciągniętych u wielu osób, oraz zapewnienia zapłaty drugiej raty, kończącej ten krwawy układ.

Te pieniądze były sprawą życia i śmierci dla dziesiątków tysięcy Żydów na Słowacji i, ostatecznie, dla milionów jeszcze żywych na terenie Europy. Kto mógłby je zapewnić i kto powinien je zapewnić, jeśli nie Joint i Agencja Żydowska, w posiadaniu których były ogromne sumy darowizn od Żydów z całego świata na udzielanie pomocy braciom w potrzebie. Czy była kiedykolwiek większa i ważniejsza potrzeba?

Kurier dyplomatyczny wyjechał do Zurychu, trzymając w rękach rozpacz resztki Żydów. Musiał spędzić kilka dni w Zurychu, zanim wrócił. Czekaliśmy na niego z niepokojem, ponieważ jego przyjazd wiązał się z nadzieją wszystkichm nad którymi wisiał wyrok.

I wrócił. Ale nie miał nawet listu od tych „służących pomocą” organizacji, tylko słowną wiadomość, że nie mieli czasu napisać, nie wspomnieli nawet o pomocy.

Rabin Weissmandl pisze, że usłyszawszy to, poczuli się tak, jakby zawalił się na nich cały świat. Tylko pani Fleischman chciała sprawę wyjaśniać. Powiedziała, że wuj Salli Mayer był bardzo ostrożnym człowiekiem i trzeba napisać jeszcze raz. Trzeba również napisać do pana Silberstena, przedstawiciela Kongresu Żydów. I kto wie, może zrobią coś wspaniałego – dodała. Może w takiej ważnej sprawie musieli zwracać się do Nowego Jorku i Jerozolimy – kto wie?

Rabin Weissmandl sam napisał listy do Agencji i Jointu w imieniu pozostałych słowackich rabinów – listy pełne łez i błagania, lecz nie otrzymał odpowiedzi. Minęło siedem tygodni i w końcu wysłali wiadomość do Hochberga, prosząc go o przekazanie wyjaśnienia Wisliceny’emu, że kurier z pieniędzmi ze Szwajcarii miał wypadek i spóźnia się, przebywając w szpitalu. Z pewnością przywiezie pieniądze za dwa lub trzy tygodnie. Wisliceny zgodził się zaczekać.

W końcu przyszedł list od Jointu, napisany przez Salli Mayera: 50 tys. dolarów to duża suma na taki mały kraj, w budżecie na ub. rok zagwarantowanych mieli tylko kilka tys. dolarów. Joint musi być administrowany zgodnie z przepisami. Wyjaśnienia podane w memorandum –  dlaczego potrzebna jest tak duża suma i dane odnośnie sytuacji w Polsce, do której trwały deportacje, były przesadzone, wg Mayera. gdyż Żydzi ze wsch. Europy zawsze proszą o pieniądze. Ogólnie, dodał, niemożliwe jest wysłanie jakichkolwiek pieniędzy, ponieważ przychodzą one z Ameryki, która zakazała wysyłki do wrogich krajów. Ale możliwe było udzielanie pomocy finansowej co miesiąc, jeśli węgierski Joint zgodziłby się na wypłaty z funduszy zablokowanych na ich koncie od początku wojny.

Rabin Weissmandl i przyjaciele przeczytali list. Nie mogli uwierzyć, że napisali tak  bracia Żydzi. Kiedy zrozumieli, stanęły im serca. Ale to nie koniec. Był jeszcze jeden list, wyjaśniający pierwszy. Ten był jeszcze gorszy i bardziej druzgocący. Otworzył bezdenną przepaść, w której mogą utopić się Żydzi – za których odpowiedzialny jest syjonizm.

……………..

Ilustracje wybrał PB z youtube i http://www.infobomber.org/2009/05/07/citizens-guide-to-fema-camps/  za wyjątkiem tej na górze z: http://de-construct.net/?p=7699 

 

Advertisements

2 Comments

  1. […] Przegląd książki “Min Hametzar” rabina Weissmandla: Miliony ludzi, które można było ocali… […]

    Pingback by Dariusz Libionka z Centrum Badań Holokaustu PAN jak pozostali Holo-oszuści Holo-Geszeftu | Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina — 11/01/2019 @ 00:32

  2. […] Przegląd książki “Min Hametzar” rabina Weissmandla: Miliony ludzi, które można było ocali… […]

    Pingback by [Dyskusja] Głupi naród nie rozpozna mądrych przywódców | Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina — 17/01/2019 @ 00:26


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Create a free website or blog at WordPress.com.

%d bloggers like this: