Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

28/10/2014

Fałszywa wiara Korwina-Mikke (Goldberg) w wolny handel

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 21:19

Madrick: Nasza fałszywa wiara w wolny handel

Jeff Madrick
(Z angielskiego tłumaczył Stan Sas)

Handel jest jednym z niewielu obszarów, co do których ekonomiści głównego nurtu w większosci się zgadzają – im go więcej tym lepiej. Ale w miarę jak administracja Obamy dąży do zrealizowania dwóch ogromnych nowych układów handlowych – jeden z krajami w regionie Azji i Pacyfiku a drugi z Unią Europejską – Amerykanie zaczynają byc coraz bardziej sceptyczni. Według sondażu Pew Research Center, przeprowadzonym w zeszłym miesiącu, tylko 17% uważa, że więcej handlu oznacza wyższe płace. Tylko 20 procent wierzy, że handel tworzy nowe miejsca pracy a aż 50 % twierdzi, że je niszczy.

Sceptycy mają dużo racji. Wolny handel tworzy zwycięzców i przegranych – i amerykańscy pracownicy znalezli się wśród przegranych. Wolny handel jest głównym (ale nie jedynym) czynnikiem erozji płac i bezpieczeństwa zatrudnienia wśród amerykańskich pracowników. Stworzył on ogromny dobrobyt – ale przede wszystkim dla tych na górze.

Nic więc dziwnego, że Amerykanie w innym sondażu Pew z ostatniej zimy uznali ochronę miejsc pracy za drugi najbardziej ważny cel polityki zagranicznej, tylko nieco poniżej obrony przed terroryzmem.

Wielu ekonomistów odrzuca taką postawę jako umieszczanie ludzi po przegranej stronie globalizacji, ale zrobiliby lepiej gdyby spojrzeli do wewnątrz, dostrzegając wady w swoich modelach i teoriach. Od lat 1970-ych ortodoksja ekonomiczna argumentowała na rzecz niskich taryf, wolnych przepływów kapitałowych, zniesienia subsydiów przemysłowych, deregulacji rynków pracy, zrównoważonych budżetów i niskiej inflacji. Ta filozofia – znana jako Konsensus Waszyngtoński – stała sie podstawą zalecen Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego dla krajów rozwijających się w zamian za pomoc finansową.

Ironią jest to, że w czasie rewolucji przemysłowej dzisiejsze bogate kraje – Wielka Brytania, Francja i Stany Zjednoczone – trzymały się przeciwnych zasad: wysokich ceł, rządowych inwestycji w przemyśle, regulacji finansowych oraz stałej wartości walut. Mimo tego, handel rozszerzał się a kapitał i tak płynął.

II wojna światowa zmieniła wszystko. Taryfy były postrzegane jako powód zaostrzenia depresji a niewystarczająca globalizacja jako jedena z przyczyn dwóch wojen światowych. Tak więc, do końca lat 1970-ych Stany Zjednoczone i Europa cięły taryfy, choć waluty miały nadal stały kurs a przepływy kapitałowe wciąż były bardzo mocno kontrolowane. Zadziwiający amerykański wzrost dobrobytu w okresie trzech dekad po 1945 roku doprowadził ekonomistów do przeceniania korzystnego wpływu wolnego handlu. W rzeczywistości wysoki wzrost w tych latach wynikał z wielu innych czynników jak stłumiony popyt w czasie wojny, Plan Marshalla, zimna wojna i związane z nią wydatki wojskowe, inwestycje w uniwersytety, autostrady i badania naukowe oraz spadek cen ropy naftowej.

Począwszy od lat 1970-ych, pod wpływem entuzjastów wolnego rynku, takich jak Milton Friedman, ekonomiści wzywali do dalszego usuwania barier w handlu i przepływach kapitałowych, w nadziei, że połączą świat w jeden wysoce efektywny rynek, nie ograniczany przez rządy.

Rezultaty takiej polityki były często katastrofalne. Obniżenie ceł ochronnych nie doprowadziło do szybkiego wzrostu w Ameryce Łacińskiej, którą ogarneła stagnacja w latach 1980-ych.

Akolici prof. Friedmana wzywali również do zmniejszenia lub zniesienia kontroli przepływów kapitałowych – w latach 1970-ych w Stanach Zjednoczonych, a w latach 1980-ych w Europie – wraz z obniżeniem taryf. Skutki tego były fatalne. Exodus inwestycji krótkoterminowych przyczynił się do kryzysu finansowego w Azji Wschodniej, Rosji, Argentynie i Turcji w połowie lat 1990-ych oraz do upadku funduszu hedgingowego Long Term Capital Management w 1998 roku (co było wstępem do kryzysu w 2008 roku).

Jakkolwiek te błędy zostały dostrzeżone, to jednak Światowa Organizacja Handlu nadal naciskała na zastosowanie jednej uniwersalnej reguły dla wszystkich sytuacji, opierając się bardziej na przesłankach ideologicznych niż na doświadczeniu, ktore dotknęło bolesnie kraje rozwijające się.

W 1995 roku WTO zażądała od swoich członków, aby znacznie ograniczyli dotacje dla branż eksportowych. Wyobraźcie sobie, co by się stało, gdyby Korea Południowa, Japonia i Tajwan miały przestrzegac tych wskazówek w czasach kiedy stały się potęgami gospodarczymi w latach 1960-ych i 1970-ych, własnie dzięki pielęgnowaniu swoich sektorów eksportowych. (Wprawdzie warunkiem przyjęcia Chin do WTO w 2001 roku było obcięcie dotacji przemysłowych, ale Chiny uciekły się do manipulacji walutowaych, aby zwiększyć swoją dynamikę eksportową.)

Również w tym roku WTO przyjęła zasadę zobowiązującą członków do przestrzegania praw patentowych bogatych krajów. (Warto w tym miejscu przypomniec, że Amerykanie w XIX wieku bez skrępowania wykradali technologię z Europy). Przepisy te zwykle umozliwiają inwestorom z bogatych krajow czerpać znaczne korzyści, natomiast biedne kraje, takie jak Indie, zostały zmuszone zapłacić takie same ceny za opatentowane leki jak na bogatym Zachodzie, ponieważ nie pozwolono im na produkcję substytutów (generic).

Ten konsensus był wadliwy. Nawet zwolennicy wolnego handlu przyznają teraz, że amerykańskie płace zostały obniżone w wyniku outsourcingu, erozji produkcji i coraz większej zależności od importu. W międzyczasie kraje o średnich dochodach zostały zablokowane od przyjęcia polityki, która mogła uczynić z nich konkurentów na światowym poziomie. Natomiast kraje, które zignorowały panacea Konsensus Waszyngtońskiego – Chiny, Indie i Brazylia – odnotowały gwałtowny wzrost gospodarczy i podniesienie standardu życia ich mieszkanców. Pewne zmniejszenie ubóstwa i nierówności w Ameryce Łacińskiej nastapiło dopiero w latach 2000-ych, po tym jak MFW i Bank Światowy poluzowały wymagania w stosunku do tych narodów.

Poszerzanie światowych rynków jest na pewno wartościowym celem, ale historia dostarcza również innych lekcji, które mogą prowadzić do bardziej konstruktywnych handlowych, kapitałowych i walutowych polityk.

Pierwsza wskazuje, że stopniowe reformy są bardziej skuteczne niż nagły zwrot do wolnego rynku, deregulacji i prywatyzacji. Terapia szokowa w Rosji była porażką, a narody od Argentyny do Tajlandii zapłaciły wysoką cenę za zbyt szybką liberalizację rynków kapitałowych. Historyczne modele zrównoważonego wzrostu są jasne: stopniowy rozwój branż kluczowych, zróżnicowanie gospodarcze, podniesienie poziomu wykształcenia i umiejętności zawodowych (zwłaszcza dla kobiet), powolne, celowe otwarcie rynków kapitałowych oraz ochrona pracowników przed nadużyciami w zakresie warunków pracy i płacy.

Drugą lekcją jest to, że narodom należy pozostawić przestrzeń do eksperymentowania. Niektóre wydają zbyt wiele na programy socjalne, inne z kolei zbyt mało, niektórym potrzeba infrastruktury transportowej, innym usprawnienia bankowości, niektóre wymagają programów do walki z analfebetyzmem, inni zaawansowanej edukacji, niektórzy muszą subsydiować wschodzące gałęzie przemysłu, inne prywatyzacji rozdętego przemysłu państwowego. Niektóre wymagają zabezpieczenia interestów pracowniczych, takie jak ubezpieczenie na wypadek bezrobocia, inni potrzebują mobilności siły roboczej. Większość z nich ma za mało przepisów dotyczących ochrony środowiska, finansów i konsumentów.

Trzecią lekcją jest to, że w modelach wzrostu, który jest zależny od eksportu, wzrostu nie da się utrzymac na czas nieokreślony. Np. duża nierównowaga w handlu między Chinami a Stanami Zjednoczonymi grozi zakłóceniem gospodarek. Podobnie jest w Niemczech gdzie ogromne nadwyżki handlowe są oparte na stałej wartosci euro oraz wyhamowaniu wzrostu płac krajowych.

Wreszcie – i to szczególnie odnosi się do bogatych krajów – każda umowa o wolnym handlu powinna być połączona z planem wzmocnienia sieci bezpieczeństwa socjalnego, poprzez szkolenia zawodowe, pomoc dla przesuniętych pracowników oraz długoterminowe i wyższe zasiłki dla bezrobotnych. Umowom wolnego handlu musi towarzyszyć także polityka mająca na celu stymulowanie wzrostu poprzez inwestycje infrastrukturalne, dotacje dla czystej energii i być może innych branż, jak również kredyty dla małych firm, a nawet subsydia płacowe.

Wolny handel jest priorytetem dla administracji Obamy, ale Kongres mądrze nie przyznał jej statusu “szybkiej ścieżki”, jak to miało miejsce w przypadku prezydentów Billa Clintona i George’a W. Busha do negocjowania nowych umów handlowych bez jego zgody.

Wszelkie międzynarodowe umowy, np. te o handlu trans-pacyficznym lub trans-atlantyckim, których warunki są nadal tajne, powinny być omawiane w otwarty sposób i powinny brac pod uwagę ochronę praw pracowniczych oraz wymagają zdrowej debaty nad zmianami przepisów, wymaganych przez kraje rozwijające się i wielki biznes. Umowa o wolnym handlu z Unią Europejską ma więcej sensu, ale istnieje niebezpieczeństwo, że regulacje dotyczące środowiska, finansów, bezpieczeństwa produktów, itd. zostaną rozwodnione dla zaspokojenia potrzeb interesów korporacyjnych.

Ekonomiści mają rację, że wolny handel nie musi być grą o sumie zerowej. Ale prawdziwy wzrost dobrobytu poprzez wolny handel można maksymalizować i szeroko udostępnic tylko wtedy, gdy błędy polityczne ostatnich 40 lat będą właściwie rozumiane.
…………………..
Jeff Madrick is a senior fellow at the Century Foundation and the author, most recently, of “Seven Bad Ideas: How Mainstream Economists Have Damaged America and the World.”

P.S. Chyba powinnismy zadedykowac ten artykuł Korwinowi-Mikke,
aby zrewidował swoje poglady n/t wolnego handlu i wolnego rynku.

Advertisements
TrackBack URI

Blog at WordPress.com.

%d bloggers like this: