Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

18/08/2014

Ukraińcy to naród bandytów i sadystów?

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 21:45

Sent: Friday, August 08, 2014 at 11:19 PM
From: “Marian Kaluski”
To: “‘JAN SASKI'” <saski@gmx.com>
Subject: Warto wiedzieć
Ukraińcy to naród bandytów i sadystów?
Ukraińcy mordują teraz Polaków w Polsce!

POLECAM: Trzy pierwsze teksty powinien przeczytać każdy, a już na pewno ten, kto uważa się za Polaka
Pozdrawiam, – Marian Kałuski

…………………….
Nr 90.   8.8.2014

Polski jastrząb wojenny, czyli czy Polska jest w szponach Ukraińca czy zdrajcy?

Są politycy i „politycy”, są politolodzy i „politolodzy”, są eksperci ds. polityki wschodniej i „ekspert  ds. polityki wschodniej”, są politycy poważni i politycy zdziecinniali oraz politycy wariaci a la Adolf Hitler, który chciał wojny światowej i doprowadził do niej.

Do jakiej z tych grup można zaliczyć Pawła Kowala, o którym w Wikipedii czytamy: „Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca 1975 w Rzeszowie) – polski polityk, doktor politologii, historyk, publicysta, w latach 2005–2009 poseł na Sejm V i VI kadencji, od 2006 do 2007 sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagraniczych, poseł do Parlamentu Europejskiego VII kadencji, od 2011 do 2013 prezes partii Polska jest Najważniejsza, od 2013 przewodniczący rady krajowej Polski Razem”?

Można by było pomyśleć, że to poważny i zasłużony polityk, jakich w Polsce występuje wielki deficyt.

Niestety, nic z tego. Wszystkie jego ewentualne zasługi i jego myśli jako politologa w niektórych sprawach przekreśla to, że jest – tak jak 99% innych polityków – przemądrzały, arogancki, kąpany w gorącej wodzie oraz politykiem bardzo niebezpiecznym tak dla Polski, jak i dla Europy. Jest nie tylko zwolennikiem doktryny politycznej Jerzego Giedroycia, która ma uczynić z Polski parobka Litwy, Ukrainy i Białorusi (bo czym innym może być Polska dla tych państw, które swoją państwowość budują na antypolonizmie, o czym wiedzą nawet Eskimosi i Papuasi, ale nie politycy polscy!), ale wręcz bardzo niebezpiecznym agentem spraw ukraińskich w Polsce (za co otrzymał od rządu ukraińskiego Order za Zasługi w 2007 roku), do tego stopnia, że chce, aby Polacy umierali za Ukrainę. Aby Warszawa, a zapewne i cała Polska, dla Ukrainy zamieniła się ponownie w kupę gruzów. Otóż z  mediów dowiadujemy się, że kozak z wyboru – Paweł Kowal w radiowej Trójce krytykując politykę Europy Zachodniej wobec Rosji stwierdził: „Boją się wojny, zdziecinnieli, bo myślą, że przez kilka lat można prześlizgnąć się przez swój urząd nie podejmując żadnych decyzji” („Paweł Kowal: Europejscy politycy zdziecinnieli. Boją się wojny” Dziennik.pl 23.7.2014).

Tylko wariat a la Hitler może chcieć wojny! I to w imię czego czy dla kogo? Dla potęgi i chwały banderowskiej Ukrainy, która, a to jest więcej niż pewne, będzie wrogiem państwa polskiego?!

Codziennie w telewizji oglądamy tragizm wojny w Donbasie i jeszcze większy w Gazie: niszczone miasta, tysiącami zabijanych i rannych ludzi, w tym masę, masę niewinnych dzieci. Tragedia ludzka wprost nie do opisania. Widzimy potworny terror wojenny na całym Bliskim Wschodzie. Pokazuje go także akurat wyprodukowany film o Powstaniu Warszawskim – o 200 000 jego ofiarach i zniszczeniu Warszawy – „Miasto 44”.

Czy gówniarz-kozak (ze względu na młody wiek jak na wartościowego polityka) Paweł Kowal tego nie ogląda? Czy raczej obojętnie przechodzi obok dokonanego zniszczenia i nie do opisania tragedii ludzkich?

Raczej to drugie, bo dla niego liczy się jedynie realizacja jego głupiej idei politycznej. I ta obojętnoć i bielmo, które ma na to oczach, pchają go do wojny w obronie jego jedynej życiowej miłości – banderowskiej Ukrainy (bo innej nie ma; w obecnym rządzie ukraińskim jest 5 psubratów banderowców). To dla niej Polacy mają ginąć i w ruinę obrócić się ponownie Warszawa i cała Polska. Bo jak wybuchnie wojna to więcej niż pewne, że na Polskę polecą bomby atomowe.

Idiota, któremu zachciewa się wojny!

Każdy przeciwnik obecnej polityki polskiej wobec Ukrainy jest nazywany agentem Putina czy agentem rosyjskim (dowód: komentarze wielu internautów, szczególnie zwolenników PiS). Ja na pewno nie jestem agentem Putina, którego stawiam na równi z ukraińskimi banderowcami. Jego i ich uważam za sukinsynów, wrogów Polski i narodu polskiego. Powiem więcej: módlmy się o upadek Putina. Nie zgadzam się jednak z rodakami, którzy chcą wybiarać między rakiem a cholerą. Obie choroby zabijają i obu unikajmy przez odpowiednie zachowania i dietę oraz higienę. Czyli przez prowadzenie MĄDREJ polityki zagranicznej, zawsze zgodnej z polskim interesem narodowym. Ani Rosja, szczególnie rządzona przez Putina i jemu podobnych polityków, ani Ukraina, szczególnie rządzona przez antypolskich banderowców, NIGDY nie będą naszymi przyjaciółmi. Ale to nie znaczy, że nie możemy dążyć do względnie poprawnych stosunków z OBU państwami. Starczy nie wtrącać się do kłótni między nimi i budować swoje bezpieczeństwo w oparciu o Unię Europejską (starajmy się tylko o jej zreformowanie) i NATO. Tym bardziej, że konflikt na Ukrainie udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że Rosja, chociaż zasobna w broń atomową i pełna zapędów imperialistycznych, tak naprawdę jest dzisiaj papierowym tygrysem, który nie może sobie pozwolić ze względów ekonomicznych na prowadzenie polityki imperialistycznej. To jest dla Polski i Europy wielkie odkrycie, niosące ze sobą nową rzeczywistość polityczną. Korzystną dla Polski i Europy. Dlatego od teraz nie Rosja jest zagrożeniem dla Polski, ale banderowska Ukraina, która, a tylko ślepi i głupcy tego nie widzą!, ma także ambicje imperialistyczne, które bardziej od rosyjskich mogą zagrażać Polsce.

Wojna z Rosją na pewno nie byłaby w interesie Polski. Ale mogła by być w interesie Ukrainy i na to liczą banderowcy, którzy na pewno to sobie przemyśleli. Bowiem Polska byłaby jej pierwszą ofiarą i państwem najbardziej przez nią poszkodowanym. Tak zniszczona, że przestała by pełnić rolę klucza do Wschodniej Europy (gen. de Gaulle) i najważniejszym państwem w rejonie środkowo-wschodnim Europy. A czy wojna byłaby w interesie Ukrainy? Jak najbardziej tak. Pod warunkiem, że spełnione zostały by dwa życzenia nacjonalistów ukraińskich: pierwszy, że Rosja nie niszczyła by Ukrainy, mając na celu jej odzyskanie i biorąc pod uwagę to, że mieszka tu 10 milionów Rosjan, a po drugie, że Zachód szybko wygra wojnę, czyli pokona Rosję. Wówczas nie tylko, że Ukraina wyszła by cało czy względnie cało z konfliktu, ale mogła by od pokonanej Rosji zagarnąć tereny po Morze Kaspijskie, o czym marzą nacjonaliści ukraińscy od ponad stu lat. Wyeliminową z gry w Europie Polskę zostąpiła by teraz Ukraina, która chciała by w nowej sytuacji geopolitycznej zrealizować swoje drugie marzenie: zawiązanie sojuszu niemiecko-ukraińskiego, który gwarantował by niemiecko-ukraińską hegemnonię w Europie, lub co najmniej na wschód od Niemiec, Austrii i Włoch. Taka Ukraina na pewno posunęła by się do dowolnego przesunięcia granicy polsko-ukraińskiej w głąb Polski, co jest także marzeniem każdego banderowca.

Czy Paweł Kowal jako rzekomy politolog nie wziął nigdy takiej możliwości pod uwagę, gdyby rzeczywiście doszło do wojny z Rosją? – Jeśli nie to marny z niego politolog, albo po prostu zdrajca, wysługujący się Ukrainie!

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski we „Fronda.pl” (Internet) napisał: (Paweł Kowal, były pupilek Lecha i Jarosława Kaczyńskich i realizator ich wspólnej polityki wschodniej, po odejściu z PiS – M.K.) „używa obecnie hasła „Polska Jest Najważniejsza”. Z całą odpowiedzialnością, powiedziałbym, że p. Kowal powinien na swoich sztandarach napisać: „Ukraina Jest Najważniejsza”, a nawet dodać: „Ukraina Banderowska Jest Najważniejsza””.

A ja mam pytanie do Pawła Kowala: czy jest on Polakiem czy Ukraińcem? Bo w Internecie ukazały się informacje, że jest Ukraińcem (np. patrz poniżej i komentarze pod artykułem „Paweł Kowal dla Onetu: ws. zbrodni wołyńskiej Lech Kaczyński nie używał słowa “ludobójstwo”” Onet 13.7.2013, w którym Kowal twierdził, że zamordowanie przez Ukraińców 100 000 Polaków nie było ludobójstwem: np. ~PiS+: „Pan Kowal ma tryzuba w sercu”). Powinien ustosunkować się więc do mojego pytania, które może wiele nam powiedzieć. Bo jeśli jest Ukraińcem – to sprawa jest jasna, natomiast jeśli jest Polakiem – to zachowaj Boże Polskę od takich Polaków i takich polskich polityków.

Jeśli doszło by do tej wojny, to mam jedno wielkie pragnienie: aby pierwszą jej ofiarą stał się nie on, ale jego rodzina (żona i czworo dzieci) i jego dom. Niech by sam, ten idiota co się nie boi wojny i jej chce, na własnej skórze doświadczył utratę rodziny i własnego domu.

Zdecydowana większość internautów pod informacją podaną w Dzienniku.pl z oburzeniem przyjęła kretynizm Pawła Kowala. Oto kilka wypowiedzi (oryginalna pisownia): Orzeszko: „ten Pan zgodnie z prawem europejskim powinien byc scigany za podzeganie do wojny – ten ukrainiec ma szanse wykazac swoja odwage na froncie ukrainskim – pampers w gaciach?”; Europejczyk: „Politycy europejscy zmadrzeli, bo nie chca wojny. A ty Polaczku sam sobie machaj szabelka”; zzz: „Kowal nie wysilaj sie,bo mądroscia i tak nie grzeszysz,wez sie lepiej za gotowanie,bo to ci ponoć wychodzi” (Kowal uczy gotować w ukraińskiej telewizji i zapewne z niego lepszy kucharz niż polityk i politolog – M.K.); Stary wojak: „Do pana Pawla Kowala i innych durni wymachujacych szabelka , liczacych na to , ze ktos inny wybawi nas z klopotow, ktore sami sobie nawarzymy . Oto cytat z pamietnikow bylego secretery of state /ministra spraw zagranicznych / Stanow Zjednoczonych Henry Kissinger “” USA have no permanent friends nor permanent enemies , USA only has interests “”.W dowolnym tlumaczeniu – USA nie posiada stalych przyjaciol lub stalych wrogow , USA ma interesy .Na dzisiejszym forum dyskusyjnym FOX NEWS jeden z dyskutantow powiedzial , ze jezeli USA nie obroni Polski to zachodnia Europa napewno to zrobi . Oswiadczenie to wywolalo duzo smiechu w studio . Ja tez sie usmialem”.

…………………………………

Ukraińcy – naród bandytów i sadystów?

Czy Ukraińcy to naród bandytów i sadystów?

Nie, na pewno nie. To uogólnienie byłoby niesprawiedliwe. Bowiem w każdym narodzie, a więc także wśród Ukraińców, są ludzie dobrzy i źli. Sami walczymy z żydowsko-amerykańskio-niemieckim nie tylko kłamliwym, ale w gruncie rzeczy wyjątkowo podłym stereotypem, że Polacy to antysemici. Wyjątkowo podłym, gdyż rzucają kamieniem ci, którzy na swoim sumieniu (włącznie z Żydami) mają więcej od nas grzechów rasizmu i ksenofobii, a w przypadku Niemców i Amerykanów grzechów związanych z antysemityzmem. Gdyby ktoś odważył się napisać pracę naukową o antysemityzmie amerykańskim i znalazł się odważny i poważny wydawca, to okazało by się, że niedaleko Amerykanom do historycznego antysemityzmu Niemców (poza oczywiście holokaustem). Na przykład wytyka się Polakom (i słusznie!), że na niektórych przedwojennych uniwersytetach w Polsce były getta ławkowe dla Żydów. Tymczasem w Ameryce były uniwersytety (i to te prestiżowe), które w ogóle nie przyjmowały Żydów. Bandytyzm i sadyzm są tak stare jak starą jest ludzkość. Przecież w Biblii czytamy, że pierwszymi dziećmi Adama i Ewy – pierwszymi ludźmi urodzonymi na świecie byli Kain i Abel i że Kain z zawiści zabił swego brata Abla. I tak bandytyzm i sadyzm jest rozpowszechniony wśród wszystkich ludzi-narodów po dziś dzień. Dlatego jakże słusznie powiedział Pan Jezus, że nikt z nas nie jest bez winy. Pomimo tego byli, są i będą zawsze ludzie wśród wszystkich narodów świata, którzy nigdy nikogo nie zabili i nad nikim się nie znęcali. Na przykład znamy nazwiska kilkuset Ukraińców, którzy podczas ludobójstwa Polaków na Wołyniu w 1943 roku, dokonywanego przez nacjonalistów ukraińskich (bandytów bandyty Stepana Bandery) i ciemną czerń ukraińską, ryzykując własnym życiem ratowali polskich sąsiadów. Wielu innych za to zostało zabitych przez swoich zwyrodniałych rodaków.

Dlatego byłoby wielką niesprawiedliwością twierdzić, że Ukraińcy to bandyci i sadyści i wrzucać ich  wszystkich do jednego banderowskiego worka terroryzmu, bandytyzmu, sadyzmu i ludobójstwa.

Jednak kto DOBRZE zna historię narodu ukraińskiego ten wie – zdaje sobie z tego sprawę jak często i ile masowych mordów popełniali Ukraińcy na przestrzeni wieków i z jak wyjątkowym sadyzmem traktowali swoje ofiary. W odniesieniu do nas – Polaków starczy wspomnieć m.in. rzezie i sadyzm Ukraińców podczas powstania Chmielnickiego, brutalne wyrżnięcie 5000 polskich jeńców po bitwie pod Batohem w 1650 roku, koliszczyzną w XVIII w. (20 000 zamordowanych Polaków i Żydów) czy wymordowanie 100 000 Polaków przez nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-45, a w odniesieniu do Żydów to, że Chmielnicki ze swoją bandą mordował każdego napotkanego Żyda, dlatego w „Encyclopaedia Judaica”, wydanej w Jerozolimie w 1971 roku, pod zdjęciem pomnika Chmielnickiego w Kijowie jest napis, że jest to pomnik „rzeźnika Żydów”, że na Ukrainie były największe pogromy Żydów pod koniec XIX i na początku XX wieku i podczas II wojny światowej Żydzi na Ukrainie – 1,5 miliona – zostali wymordowani przez Ukraińców i Niemców (w tej kolejności!). W dzisiejszej Polsce, pod wpływem głupiej i antypolskiej doktryny Jerzego Giedroycia z lat 70. XX w. przyjętej przez rządy polskie po 1989 roku, która narzuca Polsce prowadzenie polityki umizgów i wszelkich ustępstw wobec Ukraińców, Litwinów i Białorusinów, gdyż oni są naszymi naturalnymi sojusznikami w walce z Rosją, to temat tabu.

Jednak zanim doktryna Giedroycia weszła w życie, w Polsce zdążyła się ukazać książka pisarza polskiego żydowskiego pochodzenia Aleksandra Ziemnego pt. „Rzeczy ukraińskie” (1990), w której autor zajmuje się m.in. sprawą wyjaśnienia czy lepszego zrozumienia POWSZECHNEGO i ciągłego w czasie bandytyzmu i sadyzmu wśród Ukraińców. Nie, to nie jest książka antyukraińska. Są to więcej refleksje i spostrzeżania z podróży literackich autora na Ukrainę i kontaktu z Ukraińcami, wśród których miał, a chyba mam prawo to powiedzieć, przyjaciół lub co najmniej dobrych znajomych i ludzi życzliwie ustosunkowanych do Polaków. Do tego ciekawego tematu jeszcze kiedyś powrócę.

Tutaj chciałbym się skoncentrować, i to w sposób iście telegraficzny, do jego próby wytłumaczenia powszechnego i przez wieki uprawianego bandytyzmu i sadyzmu wśród Ukraińców. Mówi się, że literatura jest duszą narodu. Dlatego Ziemnego wstrząśnie fakt odkrycia tego, że w literaturze ukraińskiej jest nie tylko wyjątkowo dużo o ukraińskim  bandytyzmie i satyzmie, ale  i usprawiedliwiania tego przez wielu poetów (począwszy od Tarasa Szewczenki i jego „Hajdamaków”) i pisarzy ukraińskich. To chore, to bardzo chore. I wskazuje na to jak chora jest dusza ukraińska. I jak bardzo niebezpiecznym człowiekiem jest przeciętny Ukrainiec.

Ziemny pisze, że badając literaturę ukraińską stwierdził, że na język polski nie został przetłumaczony poemat epicki „Hajdamacy” (1841) ukraińskiego WIESZCZA NARODOWEGO Tarasa Szewczenki, którego pomnik wzniesiono niedawno w Warszawie (!), a w którym, jak pisze Ziemny: „głosi sławę i chwałę rzezi humanieckiej w 1768 roku, kiedy rozbestwiona  tłuszcza – każda inna nazwa będzie tchórzowsko obłudna, a przede wszystkim fałszywa – wymordowała tysięce bezbronnych Polaków i Żydów, ludzi tutejszych. To nie krew za krew, ale krew dla samej krwi”. Ziemny zaciekawiony tym sięgnął po ukraiński oryginał. Pisze: Znalazłem go, chociaż przyszło mi to wcale niełatwo i nieprędko. Muszę się przyznać, że wiele razy osłupiałem w czasie tej lektury. I doświadczyłem czegoś więcej: chłodu przerażenia. Nie, nie używam przesadnych określeń. Stało się dla mnie jasne, dlaczego polscy tłumacze, wydawcy i księgarze nie zdobyli się na wypuszczenie w świat bodaj znacznych fragmentów poematu, nie mówiąc o jego całości. Bali się wzmożenia nienawiści, wzajemnie nienawistnych reakcji. Nie umiem natomiast zrozumieć pobudek – niechby i były zmącone – dla których przeciętni Ukraińcy, zupełnie wolni od obaw, że nienawiść zaleje wszystko i wszystkich, uznali te same straszne słowa za święte posłanie narodowe. Ponad łańcuchem pokoleń”. Zwykły bandytyzm i sadyzm Ukraińcy uważają za bohaterstwo, a największych i wyjątkowo obrzydliwych i zwyrodniałych bandytów i sadystów ukraińskich uważają za bohaterów narodowych, którym stawia się pomniki, nazywa ulice ich imieniem, wydaje monety z ich podobizną (np. Semen Nalewajko, Iwan Gonta, Stepan Bandera). W żadnym innym kraju, poza Ukrainą, nie stawia się pomników faszystom, ludziom, którzy pomagali Hitlerowi w podboju i okupacji niektórych państw europejskich. W rządzie żadnego innego kraju europejskiego poza Ukrainą nie ma jawnych faszystów i ksenofobów.

„Europoseł Jacek Kurski skrytykował obecność w ukraińskim rządzie polityków, odwołujących się do dziedzictwa Stepana Bandery. – Nie ma zgody, by poważnie traktować ludzi we władzach Ukrainy, którzy przyznają się do dziedzictwa UPA, odpowiedzialnej za bestialski mord na 120 tysiącach Polaków – oświadczył polityk” („Jacek Kurski: Polska powinna postawić warunek eliminacji banderowców z ukraińskich władz” IAR – Informacyjna Agencja Radiowa 14.5.2014).

Niestety, to w dzisiejszej Polsce przysłowiowy „głos na puszczy”. Takich mamy „Polaków” w rządzie polskim!

Nie ulega wątpliwości, że bandytyzm i sadyzm jest wyjątkowo mocno ustyuowane w genach Ukraińców (wyjątki potwierdzają regułę), co niezbicie potwierdza nie tylko literatura ukraińska (poza Szewczenką wielu innych pisarzy i poetów ukraińskich – przykłady podaje Ziemny), która, jak wspomniałem, jest uważana przez literaturoznawców za duszę narodu, ale także historia bandytyzmu i sadyzmu na Ukrainie. Bandytyzmu i sadyzmu istniejącego tu po dziś dzień, o czym informują nas media światowe, chociaż, z powodu wojny domowej na Ukrainie (między Ukraińcami i Rosjanami), na Zachodzie –  sprzyjającemu Ukraińcom – niechętnie i półgębkiem. Polska i polskie media, za panią matką amerykańską, popierają Ukrainę i są w naszym kraju rzecznikiem propagandy ukraińskiej nadsyłanej z Kijowa (jak np. tej, podanej przez media australijskie, że separatyści zaminowali teren, na którym leżą szczątki zestrzelonego samolotu melezyjskiego, aby nikt nie mógł się do nich dostać; tymczasem kilka dni później międzynarodowa grupa dotarła w to miejsce i żadnych min tam nie było!). Polacy nie lubią Rosji i Rosjan i mają do tego pełne prawo. Putin nie jest przyjacielem Polski, bo za dużo w nim siedzi duchów carów jak i duch samego Stalina. Ale gdyby przeprowadzono uczciwy sondaż w Polsce czy Polacy popierają obecną politykę polską wobec Ukrainy, to na pewno większość z nas odpowiedziała by na to pytanie przecząco (starczy poczytać wypowiedzi większości polskich internautów po tekstach o Ukrainie zamieszczanych w portalach internetowych). Nijaki „mike” pisze pod artykułem Jerzego Haszczyńskiego „Narodziny ukraińskiej armii” (Rzeczpospolita 6.7.2014): „Obrzydzenia dostaję czytając to ciągłe, (język sienkiewiczo-buzkowy) lizanie ukraińskiej (język sienkiewiczo-buzkowy). W powojennej historii nie było nigdy tak upierdliwe ‘braterskiego’ rozmazywania się nad obcym krajem, który w dodatku nigdy nie był Polsce przyjacielski. Wręcz przeciwnie, tak okropnych mordów na Polakach to nawet Niemcy się nie dopuścili, jak to robili obecni ‘bracia’ Ukraińcy”.

Odnośnie współczesnego bandytyzmu i sadyzmu ukraińskiego media światowe pisały i mówiły wiele razy. Oto kilka przykładów:

Podczas prorosyjskiej demonstracji w Odessie nacjonaliści ukraińscy z „Prawego Sektora” zagnali część demonstrantów do siedziby związków zawodowych, następnie podpalili wielki budynek, a kiedy budynek się palił to dokonali rzezi demonstrantów – rannych dobijano: „Nie tylko gazem, granatami, bombami, z broni palnej. Dwóch ludzi zabito pałkam… Co się tyczy ofiar, to są dowody i informacje potwierdzone przez dwa źródła, że trupów jest tam bardzo wiele”  – relacjonował ukraiński dziennikarz Anatolij Szaryj na antenie kanału 112 Ukraina („Ukraiński dziennikarz: ofiary pożaru w Odessie były dobijane” [+VIDEO] YouTube.com/Kresy.pl 5.5.2014).

Nacjonalistyczny rząd ukraiński zamiast szukać dialogu z Rosjanami w Donbasie (następnego dnia po objęciu władzy, ogłoszony pierwszy dekret nowego rządu ukraińskiego uderzył w język rosyjski na Ukrainie, w której mieszka 10 milionów Rosjan, a drugie tyle mówi na co dzień po rosyjsku!) poszedł na siłowe rozwiązanie konfliktu (tak zawsze czynili w swej historii – M.K.). Wyższy urzędnik Organizacji Narodów Zjednoczonych Ivan Simonovic: powiedział, że sytuacja na Ukrainie przypomina tą podczas wojny na terenie byłej Jugosławii na początku lat 90. XX wieku. Kraj dochodzi do sytuacji z której nie ma wyjścia, co nic dobrego nie wróży. (“Ukraine is approaching point of no return, says UN chief” BBC World News 18 May 2014).

Ofensywę ukraińską krytykują także Niemcy: Dziennik niemiecki “Tagesspiegel” twierdzi, że “(Ukraińska) Ofensywa militarna od samego początku była niebezpieczną strategią. Ukraina ma wprawdzie pełne prawo uwolnić swoje terytorium od separatystów, ale wcześniej czy później ryzykuje odwet Putina (Niemiecka prasa: Europa Wschodnia i Ukraina są niemieckim “Bliskim Wschodem” mm, dw, „Rzeczpospolita” 7.8.2014).

„To, co teraz się dzieje to koszmar. Nie wiem, co będzie dalej. To tylko początek, zginie wielu ludzi. Po wyborach prezydenckich Kijów rozpocznie pacyfikację. Będzie dużo krwi, ucierpi bardzo wielu ludzi – powiedział reporterom WP.PL prorosyjski rebeliant. Wtóruje mu młoda dziewczyna: “To, co teraz się dzieje, to prawdziwe ludobójstwo” (“To, co teraz się dzieje, to prawdziwe ludobójstwo”. Relacja WP.PL z Doniecka,  Wirtualna Polska 19.5.2014). I tak jest! Wojska ukraińskie masowo mordują cywilów.

Podczas okupacji hitlerowskiej Polski za jednego zabitego Niemca rozstrzeliwano lub wieszano 50 Polaków. Teraz w ślady hitlerowców idzie prezydent Ukrainy: „Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko powiedział, że…  za życie każdego żołnierza (ukraińskiego) bojówkarze (separatyści rosyjscy) zapłacą po stokroć” („Poroszenko: Za każde życie naszych żołnierzy bojówkarze zapłacą dziesiątkami i setkami swoich” Telewizja Republika 11 lipca 2014). Czyli co? Czyli będzie mordował cywilów rosyjskich, bo przecież nie ma tylu separatystów-bojowników, aby mogła się spełnić zapowiedź Poroszenki. No i morduje cywilów rosyjskich, o czym informują m.in. media australijskie (chociaż skąpo ze względu na samocenzurę).

Po zajęciu Słowiańska w Donbasie przez wojska ukraińskie „Lider Radykalnej Partii Ukrainy Ołeh Liaszko groźbami zmusił pełniącego obowiązki mera Słowiańska Ołeksandra Samsonowa, by podał się do dymisji. – Na jakim jesteśmy piętrze? Trzecim? Będziesz na pierwszym. Wylecisz przez okno – zagroził Ołeh Liaszko. Zmusił mera, by napisał w oświadczeniu, że do dymisji podaje się “dobrowolnie”” (media w Australii, m.in. SBS i „Wirtualna Polska” 3.7.2014).

Międzynarodowa Amnesty International zebrała dowody na brutalne torturowanie złapanych separatystów rosyjskich w Donbasie przez oddziały ukraińskie (“Ukraine: Report exposes ‘stomach-turning’ violence” BBC News 11 July 2014).

W  me diach po ja wi ła się re la cja, we dług któ rej w Sło wiań sku na stą pi ło ukrzy żo wa nie trzy let nie go chłop ca na oczach jego matki przez Ukraińców („Trzylatek ukrzyżowany na Ukrainie”  Wirtualna Polonia 13.7.2014).

Human Rights Watch jako międzynarodowa organizacja zajmująca się ochroną praw człowieka monitoruje również konflikt między ukraińskimi siłami rządowymi a separatystami w Donbasie. Potwierdza odpowiedzialność ukraińskiej armii za kilka przypadków śmierci cywilów w wyniku użycia przez nią rakiet systemu “Grad”. Wbrew zapewneniom ukraińskiego sztabu Human Rights Watch stwierdziła (po zbadaniu czterech przypadków użycia systemów “Grad” w okresie między 12 a 21 lipca – M.K.), że siły ukraińskie “notorycznie” używają rakiet systemu “Grad” do ostrzeliwania “gęsto zaludnionych obszarów”, co organizacja uznała za naruszenie praw wojny… HRW apeluje do ukraińskich władz aby “natychmiast nakazały zaprzestanie używania systemu “Grad”” w operacjach na gęsto zaludnionych obszarach… Wzywa też do pociągnięcia do odpowiedzialności karnej osób odpowiedzialnych za wymienione w jej reporcie przypadki ostrzału cywilów („Human Rights Watch obciąża ukraińską armię odpowiedzialnością za śmierć cywili” [+VIDEO], hrw.org/kresy.pl 27.7.2014).

Bohdan Butkewycz, dziennikarz gazety “Ukraińśkyj tyżden”, powiedział dla Hromadske.tv, że na Donbasie jest “wielka liczba absolutnie niepotrzebnych ludzi”. 1,5 miliona ludzi jest tam wg dziennikarza “zbędnych”. “Nie musimy rozumieć Donbasu, my musimy rozumieć ogólny narodowy interes ukraiński. A Donbas trzeba po prostu wykorzystać jak zasób” – mówił. “Najważniejsze, co trzeba zrobić w tym momencie, jakkolwiek to brutalnie zabrzmi – jest pewna kategoria ludzi (czyli Rosjanie, bo przecież nie mówił by o mordowaniu Ukraińców! – M.K.), jakich trzeba po prostu zabić” – powiedział Butkewycz („Ukraiński dziennikarz o Donbasie: 1,5 miliona ludzi może być tam zbędnych” [+VIDEO], Kresy.pl 2.8.2014).

Roszyfrowano walczący z separatystami rosyjskimi w Donbasie ochotniczy batalion „Ajdar” złożony z nacjonalistów ukraińskich. „Przyczyną mają być m.in. oskarżenia o znęcanie się nad miejscową ludnością kierowane ze strony oficerów wobec członków batalionu” („Ukraina: rozformowano batalion “Ajdar” walczący w Donbasie” Kresy.pl  7.8.2014).  

I na koniec wiadomość interesująca Polaków w kraju. Otóż przybyli do Polski jako rzekomo uchodźcy dwaj Ukraińcy z Krymu w wieku 31 i 40 lat, a więc wychowankowie wolnej Ukrainy, gdzie za bohaterów narodowych uważa się zwykłych ludobójców, którym stawia się pomniki, jak np. Stepanowi Banderze, którzy postanowili żyć w Polsce z bandytyzmu. Z zabijania Polaków i ich okradania. Zabili w Warszawie jednego dnia – 2 lipca dwóch przypadkowych Polaków. „Motyw był rabunkowy” –  mówi Renata Mazur, rzecznik prokuratury Warszawa-Praga. Nie starczyło dla nich zwykłe zabicie ofiar. Postanowili zabić ich „po ukraińsku”. „Okazało się, że mężczyzna był brutalnie skatowany i żył jeszcze gdy wrzucono do kanału (na Gocławiu). (Drugi) „Miał liczne rany kłute zadane nożem” („Dwaj Ukraińcy podejrzani o dwa morderstwa” Blik „Rzeczpospolita” 6.8.2014).

Pod tym tekstem internauta o pseudonimie „mike” napisał: „Genetycznie odziedziczona skłonność po przodkach banderowcach. A do Polski przybędzie takich jeszcze cała rzesza. Bracia Ukraińcy…”.

Jest szereg wpływowych osób w Polsce, które chcą masowej emigracji Ukraińców do Polski. Naprawdę warto się zastanowić czy ludzie z genami skłonnymi do bandytyzmu i sadyzmu powinni być wpuszczani do Polski. No, chyba że Polacy chcą być teraz mordowani przez Ukraińców na zawsze etnicznie polskiej ziemi.

………………………………

Ukraińcy gwałcili 3-letnie dziewczynki i 80-letnie kobiety i krytyka historyków

Z okazji 70. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego 1944 internetowa Wirtualna Polska przeprowadziła rozmowę z Haliną Wołłowicz, wówczas mającą 18 lat łączniczką i sanitariuszką „Rena” w kompanii K-1 batalionu „Baszta”, bohaterką tylko co wydanej książki Anny Herbich „Dziewczyny z Powstania”. Z rozmowy tej dowiadujemy się, że jej pierwszym rannym był kolega z konspiracji  Rajmund Kaczyński „Irka”, który był ciężko ranny w rękę, który później został ojcem Jarosława i Lecha Kaczyńskiego, i o tym, że podczas trwania powstania Ukraińców bała się bardziej niż Niemców. Wspominając okrucieństwo Niemców i Ukraińców podczas tłumenia Powstania Warszawskiego powiedziała: „Były też sytuacje, gdy kolegów przerzucało się przez płoty, by ratować im życie. Tak było na Wyścigach. Musieliśmy to robić, żeby nie dopadli ich Niemcy, którzy dobijali ciężko rannych. Ale i tak bardziej niż Niemców, bałam się Ukraińców… Niemcy mordowali, a Ukraińcy przedtem torturowali i gwałcili dziewczyny. Banderowcy byli okrutni. Dało się to odczuć bardzo wyraźnie. Później dowiedziałam się, że gwałcili zarówno 3-letnie dziewczynki jak i 80-letnie kobiety”(„Halina Wołłowicz dla WP.PL: moim pierwszym rannym był Rajmund Kaczyński, kolega z konspiracji” 31.7.2014).
Niestety, zbrodnie te, jak i wszystkie inne ukraińskie popełnione na narodzie polskim podczas II wojny światowej, nie zostały nigdy należycie opracowane przez polskich historyków i nie ocenione przez polski wymiar sprawiedliwości. Historycy polscy wolą pisać prace i książki np. o Żydach w Polsce (w ostatnich 25 latach ukazało się wiele setek prac i książek, bo za to dostają dobre pieniądze i stypendia; nie mam nic przeciwko temu, bo Żydzi polscy są częścią historii Polski i wielu z nich zasłużyło sobie na uwagę polskich historyków, chodzi mi jedynie o zachowanie proporcji i o zwrócenie uwagi na to, co w historii Polski jest  najważniejsze do opracowania) niż zajmować się ważnymi zagadnieniami z historii Polski. Np. Irena Lasota zajmując się w „Rzeczpospolitej” tematem skuteczności sankcji gospodarczych, nakładanych teraz na Rosję za jej współudział w wojnie na wschodzie Ukrainy („Gdzie Krym, gdzie sankcje” 2.8.2014), zauważyła, że „do dziś nikt nie zrobił analizy skutków sankcji amerykańskich na politykę Jaruzelskiego. Sankcje te, nałożone w 1982 roku w odpowiedzi na stan wojenny, musiały być dosyć dotkliwe, skoro rząd PRL wkładał tyle wysiłku w ich zniesienie, w czym energicznie pomagali mu Kongres Polonii Amerykańskiej i sam Jan Nowak-Jeziorański”.

Ciekawe, że wielu z tych Polaków, którzy studiowali historię Polski, słabo ją znają i przez to, w odniesieniu do polityków, jak np. Bronisława Komorowskiego (który publicznie udowodnił, że mało wie o Konstytucji 3 maja!), Donalda Tuska czy Pawła Kowala, historia Polski nic ich na nauczyła, gdyż popełniją te same błędy, które popełniali polscy politycy w przeszłości.

Wracając do tematu Powstania Warszawskiego 1944, to wielu historyków polskich (może raczej powinno się pisać polskojęzycznych) nie tylko, że nie zajmuje się zbrodniami Ukraińców popełnionych podczas tego powstania, ale postępuje jak przystało na prawdziwych trolli ukraińskich działających w Polsce: fałszują ich udział w tym powstaniu lub bardzo, a bardzo pomniejszają ich udział. Rozpoczął ten taniec kłamstw Kazimierz Podlaski (Bohdan Skaradziński) w swej szeroko promowanej książce „Białorusini, Litwini, Ukraińcy” (Białystok 1990).

Jednak, wbrew ich zamiarom, oliwa zawsze na wierzch wypływa. I tak z artykułu „Członek SS-Galizien zatrzymany w USA. Tłumił powstanie warszawskie?” (Gazeta Wyborcza 14.6.2013) dowiadujemy się, że w USA odkryto kolejnego zbrodniarza ukraińskiego z II wojny światowej – 94-letniego Michaela Karkoca, który „przez lata milczał o wojennej przeszłości, ale w 1995 roku opublikował wspomnienia w języku ukraińskim, w których przyznał, że pomagał utworzyć Ukraiński Legion Samoobrony w 1943 roku, współpracując z SD – tajną służbą wywiadowczą SS… (za co) otrzymał ordery SS, m.in. Krzyż Żelazny. Wspomnienia Karkoca dostępne są w amerykańskiej Bibliotece Kongresu, w British Library, a także w Elektronicznej Bibliotece Ukrainy… Ukraiński Legion Samoobrony pacyfikował polskie wsie. Brał też udział w brutalnym tłumieniu powstania warszawskiego. Karkoc w dokumentach SS wymieniony jest jako najwyższy rangą członek drugiego oddziału Legionu, który działał w Warszawie”.

Po raz kolejny sprawdza się powiedzenie, że: „Największymi wrogami Polski (i sprawy polskiej) są sami Polacy”.

Przed Powstaniem Warszawskim 1944 była Operacja „Ostra Brama” w Wilnie

1 września 1939 roku od zachodu i południa oddziały niemieckiego Wehrmachtu (na południu wspierane przez wojsko słowackie i oddziały nacjonalistów ukraińskich) w szyku zbrojnym przekroczyły granicę Polski. 17 września t.r., w myśl zawartego paku niemiecko-sowieckiego, z pomocą Hitlerowi przyszedł Stalin – sowiecka Armia Czerwona, która zajęła wschodnią część Polski wraz z arcypolskim Wilnem (Litwini stanowili w mieście tylko 1% ludności!), które Stalin sprezentował Litwie za bazy wojsk sowieckich w tym kraju. Głupi i polakożerczy  politycy litewscy złapali się na haczyk i już w czerwcu 1940 roku Wilno wraz z całą Litwą znalazło się w granicach Związku Sowieckiego. Po okupacji sowieckiej trwającej do lipca 1941 roku, w wyniku agresji Niemiec na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 roku, Wilno było okupowane przez Niemców do lipca 1944 roku. Latem 1944 roku Armia Czerwona, w pogoni za Wehrmachtem, ponownie szła na Wilno czy raczej po Wilno, gdyż Polacy zdawali sobie sprawę z tego, że Sowieci nie nadchodzą wyzwalać Polaków i oddać Polsce Wilno skradzione nam w 1939 roku. Rząd polski w Londynie wraz z dowództwem Armii Krajowej postanowił uprzedzić żołdaków z Armii Czerwonej i wyzwolić Wilno od Niemców jeszcze przed nadejściem frontu, by jak najszybciej zainstalować w mieście polskie władze, aby móc wystąpić w roli liczącego się partnera w rozmowach z przedstawicielami wojsk sowieckich. Operacja militarna w Wilnie przeszła do historii jako operacja „Ostra Brama”.

Dowództwo Armii Krajowej ściągnęło pod Wilno 4280 żołnierzy z oddziałów Wileńskiego i Nowogródzkiego Okręgu AK, których dowódcą w mieście został ppłk. Aleksander Krzyżanowski „Wilk”. Tworzyli oni dwa zgrupowania bojowe: Nr 1 i Nr 3. W skład 1 Zgrupowania „Pohoreckiego” wchodziły: 3, 8 i 13 Brygada, 3 i 5 batalion 77 pp, ORKO „Groma” i OS „Wilczura”. Do 3 Zgrupowania „Jaremy” przydzielono 9 Brygadę, 1 i 6 batalion 77 pp, OD „Promienia” i OS „Gracza”. Żołnierzy AK wspierały jedynie dwa działka przeciwpancerne oraz kilka moździerzy i granatników. Natomiast garnizon wojsk niemieckich w Wilnie liczył ok. 17.5 tys. dobrze uzbrojonych żołnierzy,  pozostających pod dowództwem gen. Gerharda Poela, a następnie gen. Rainera Stahela. Kiedy Wilnu zagroziły jednostki 3 Frontu Białoruskiego (dca gen. Iwan Czerniachowski), Niemcy ogłosili miasto miejskim rejonem umocnionym (Fester Platz Wilna), a gen. Krzyżanowski wydał 6 lipca 1944 roku rozkaz rozpoczęcia operacji „Ostra Brama”, nazywanej dziś – zupełnie słusznie – także Powstaniem Wileńskim.

Polacy podjęli próbę samodzielnego zdobycia miasta. Jednak ze względu na szybkie postępy wojsk sowieckich, nie wszystkie oddziały AK zdążyły na punkty koncentracji i strona polska przystąpiła do walki jedynie częścią swoich sił. Natarcie na twierdzę niemiecką (17.5 tys. żołnierzy), wsparanych przez czołgi, artylerię i lotnictwo, rozpoczęło się 7 lipca o godz. 2.00 nad ranem. Pas natarcia ciągnął się od cmentarza na Rossie do Belmontu. Kierunki uderzenia wyznaczały miejscowości Lipówka, Hrybiszki, Góry i Kolonia Wileńska. Po przełamaniu obrony oddziały partyzanckie miały skoncentrować się na placu Katedralnym w centrum miasta.

Atak dwóch zgrupowań AK: Nr 1 („Wschód”, dca mjr Antoni Olechnowicz) oraz Nr 3 („Południowy Wschód”, dca mjr Czesław Dębicki) natrafił na umocnienia i ostrzał z broni maszynowej, na ogień artylerii i naloty i niewiele mógł zdziałać: 1 i 6 batalion AK zdobyły pierwszą linię umocnień na skraju Lipówki i przekroczyły linię kolejową Wilno-Podbrodzie, jednak kontratak niemiecki odrzucił partyzantów na pozycje wyjściowe. 9 Brygada nie mogła przebić się przez betonowe schrony bojowe na skraju Hrybiszek. Jedynie żołnierze 3 i 5 batalionu 77 pp po ciężkich walkach zdobyli Góry, ale silny opór wroga uniemożliwił im dalszy pochód. Działania 8 Brygady skutecznie blokował pociąg pancerny w rejonie stacji Kolonia Wileńska. Największy sukces militarny po ciężkich walkach odniosła 3. Brygada AK por. Gracjana Fróga „Szczerbca”, która dotarła do Belmontu, następnie do skraju Zarzecza i Traktu Batorego, a jeden z jej plutonów przekroczył trakt i walczył na Antokolu. W ten sposób, włamując się w głąb pozycji niemieckich, zajęła część wschodniego przedmieścia miasta. Innym oddziałom to się nie udało i po dalszych krwawych walkach były zmuszone do wycofania się z Wilna (w rejon Szwajcar) z dużymi stratami. Jednak po przegrupowaniu partyzanci byli gotowi do dalszej walki. Do walki wkroczyły teraz oddziały Garnizonu Konspiracyjnego Miasta Wilna (kilkaset ludzi), które dotarły do miasta spóźnione. Działały zbrojnie głównie z dzielnicy „A” – Kalwaryjskiej. Opanowały prawobrzeżną część Wilna i współdziałając z jednostkami sowieckimi, walczyły w części lewobrzeżnej. Operacja „Ostra Brama”, prowadzona wyłącznie przez jednostki Armii Krajowej w dniu 7 lipca, powiodła się częściowo. Mimo ogromnej przewagi ogniowej Niemców Polacy zajęli część miasta.

Kolejnym etapem walk o Wilno była walka oddziałów Armii Krajowej we współdziałaniu z jednostkami Armii Czerwonej (około 100 tysięcy żołnierzy wspieranych przez kilkaset czołgów i masowe naloty lotnictwa), która włączyła się do walk w mieście 7 lipca o godz. 20. 2 batalion 85 pp kpt. Bolesława Zagórnego „Jana” opanował całą dzielnicę Kalwaryjską, 8 lipca w walkach o wzgórze Szeszkinie, partyzanci zdobyli dwa czołgi, a od 10 lipca batalion walczył w centrum miasta: nacierał na ul. Zamkową i Wielką, ciężkie walki toczył w rejonie cerkwi i nacierał po osi ul. Niemieckiej, Trackiej w kierunku na Wilczej Łapy,  walczył u podnóża Góry Zamkowej, dalej ul. Świętej Anny, Sofianki i Baszty, na ul. Subocz po kilkugodzinnej walce zdobył niemiecki bunkier łączności, potem nacierał w kierunku cmentarza na Rossie i dalej na południe, wsparty czołgami sowieckimi nacierał ul. Mostową, Zygmuntowską, Wileńską do Małej Pohulanki, Góry Bouffałowej i wzgórz Zakrętu, walczył o gmach braci Jabłkowskich na rogu ul. Wileńskiej i Mickiewicza, o budynek Arbeitsamtu i gmach ośrodka wychowania przy ul. Ludwisarskiej. Z kolei w Śródmieściu walczyły kadrowe kompanie batalionu kpt. Józefa Grzesiaka „Kmity”, które m.in.  zdobyły skład broni w gmachu starostwa przy ul. Żeligowskiego, kompleks domów przy Jagiellońskiej i duży obiekt przy Sierakowskiego. W rękach polskich oddziałów znalazł się teren Wilna, którego granice stanowiły: od północy ulica Poznańską, od strony południowej – Dominikańska i Trocka, a od zachodu Zawalna. 12 lipca opanowano jeszcze ul. Poznańską i Gdańską aż do skrzyżowania z Zawalną i Jagiellońską. Od wschodu granicę stanowiła ulica Tatarska do Dobroczynnej. W innych dzielnicach Wilna też walczyły oddziały AK, jak np. oddział ppor. Mariana Homolickiego „Wiktora”, który  opanował więzienie na Łukiszkach i uwolnił dużą grupę aresztowanych.

Rankiem 13 lipca pchor. Jerzy Jensz „Krepdeszyn” z częścią plutonu osłonowego dowództwa dzielnicy „D” Garnizonu Miasta Wilna zlikwidował na Górze Zamkowej w centrum Wilna gniazdo ciężkiego karabinu maszynowego i wraz z kpr. Arturem Rychterem „Zan” zatknął na wieży Giedymina na Górze Zamkowej polską flagę państwową. Widoczna z miasta wywołała entuzjazm wśród Polaków. Niestety,    została po południu zdjęta przez Sowietów i zastąpiona flagą bolszewicką. To był akt symboliczny, bolesny dla wszystkich wileńskich Polaków.

Epilogiem operacji „Ostra Brama” była krwawa bitwa partyzantów Armii Krajowej z oddziałami Wehrmachtu uciekającymi z Wilna, stoczona 13 lipca 1944 roku w podwileńskich w Krawczunach. W bitwie tej poległo 79 AK-owców, a około 100 zostało rannych.

Po pięciodniowych zaciekłych walkach całe miasto zostało zdobyte przez żołnierzy Armii Czerwonej, przy znaczącym udziale jednostek AK, które opanowały wiele ważnych punktów w mieście. W ramach operacji „Ostra Brama” zginęło ponad 500 oficerów i żołnierzy AK z Wileńszczyzny i Nowogródczyzny. Tak AK-owcy polegli w walkach o Wilno jak i pod Krawczunami oddawali życie za polskie Wilno. Bóg chciał inaczej, odrywając miasto od Polski.

Sowieci w czasie walk o Wilno traktowali Polaków jak sojuszników. Na zdjęciach z tego czasu widzimy nawet wspólne sowiecko-polskie patrole na ulicach miasta. Jednak prawie zaraz po zdobyciu miasta dowódzwtwo Armii Czerwonej nakazało żołnierzom AK wyjść z miasta. Płk Aleksander Krzyżanowski rozkazał przeprowadzić oddziały na skraj podwileńskiej Puszczy Rudnickiej. Zaraz potem został on podstępnie aresztowany w typowo sowiecki sposób: dowódca wojsk sowieckich w Wilnie, gen. Iwan Czerniachowski, wspólnie z generałem NKWD Iwanem Sierowem, zaaranżowali spotkanie z nim rzekomo w sprawie współpracy i organizacji polskiej dywizji, na którym, wraz z mjr Teodorem Cetysem „Sławem”, został aresztowany i wywieziony do Kaługi (Rosja). Aresztowano również delegata rządu polskiego na okręg wileński i pracowników  delegatury. Partyzanci w Puszczy Rudnickiej zostali niebawem zaatakowani, także z użyciem lotnictwa, otoczeni i rozbrojeni. Na AK-owców w Wilnie rozpoczęło się polowanie, zakończone śmiercią wielu z nich. Dla schwytanych żołnierzy AK Sowieci utworzyli obóz przejściowy w Miednikach Królewskich, przez który przeszło około 5-7 tysięcy oficerów i żołnierzy AK, skąd 1/4 zbiegła; oficerów zesłano do Riazania (Rosja). Wielu AK-owców zmarło potem na Wschodzie, w sowieckich obozach.

Niektórzy, chcąc ratować życie, zdecydowali się wstąpić do ludowej 1 Armii Wojska Polskiego (armia  Berlinga), pozostałych, a była to większość, jako rzekomo obywateli sowieckich (bo pochodzili z Ziem Wschodnich RP zagarniętych przez ZSRR we wrześniu 1939 r.), przymusowo wcielono do pułku rezerwowego Armii Czerwonej, a kiedy odmówili złożenia przysięgi zostali osadzoni w obozie dla internowanych AK-owców w Kałudze (Rosja), gdzie zagnano ich do wyrębu lasów, skąd byli stopniowo zwalniani w latach 1946-1947 i wysyłani do komunistycznej Polski.

Tak zakończyła się wileńska operacja „Ostra Brama”.

Litwini nie brali najmniejszego udziału w wyzwoleniu Wilna spod okupacji niemieckiej, gdyż po pierwsze-  podczas wojny współpracowali z hitlerowcami, a po drugie – koloniści litewscy (przybłędy z Kowna), którzy osiedlili się w Wilnie podczas wojny, przed zbliżającą się Armią Czerwoną uciekli na swoją Litwę Kowieńską albo z pomocą Niemców do Niemiec. W lipcu 1944 roku Wilno było najbardziej polskim miastem w swej historii: (po wymordowaniu przez Niemców i Litwinów wileńskich Żydów) około 95% ludności miasta stanowili Polacy.

Należy wspomnieć również o łajdackim zachowaniu się rządu brytyjskiego Winstona Churchilla w odniesieniu do powstania polskiego w Wilnie. Otóż, ze względu na to, iż operacja „Ostra Brama” była niezgodna z sowiecko-brytyjsko-amerykańskimi ustaleniami co do przynależności państwowej Wilna i uzgodnieniu przez Stalina, Churchilla i prezydenta USA Roosevelta nowej granicy polsko-sowieckiej na tzw. Linii Curzona, minister informacji Wielkiej Brytanii Brandan Bracken, wrogo ustosunkowany do katolików, a więc do Polaków jako takich,  nałożył cenzurę prewencyjną na wszelkie informacje w brytyjskich mediach o powstaniu Polaków w Wilnie, wskutek czego nie zostało ono zauważone na Zachodzie.

Dzisiaj walki żołnierzy Armii Krajowej w operacji „Ostra Brama są, od upadku komunizmu w Polsce w 1989 roku, upamiętnione tablicą „WILNO 7 – 13 VII 1944” na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Pamięć o operacji „Ostra Brama” jest pielęgnowana szczególnie przez mieszkającą ciągle w Wilnie 100-tysięcznę rzeszę Polaków, czego potwierdzeniem są coroczne – na początku lipca obchody wyzwolenia Wilna, organizowane przez Związek Polaków na Litwie. W okupowanym przez szowinistów litewskich Wilnie (żadne umowy międzynarodowe zawarte w łajdacki sposób przez polityków  nie zmienią tej prawdy, że polskie Wilno okupują dziś Litwini!) nie ma pomnika bohaterów operacji Ostra Brama. Dlatego uczestnicy tegorocznych obchodów 70 rocznicy tego wydarzenia – kombatanci, harcerze, społeczność polska na Litwie pod kierownictwem Związku Polaków na Litwie, a także goście z Polski: delegacje Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy AK, Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, najpierw pomodlili się w Kaplicy Ostrobramskiej, a następnie złożyli kwiaty na cmentarzu na Rossie przy mauzoleum marszałka Józefa Piłsudskiego.

Przed Powstaniem Warszawskim 1944 było powstanie we Lwowie

We wrześniu 1939 roku Niemcy hitlerowskie i Związek Sowiecki napadły zbrojnie na Polskę i podzielili kraj pół na pół. Związek Sowiecki zajął wschodnią część Polski wraz ze Lwowem. Z kolei w czerwcu 1941 roku Niemcy napadły na Związek Sowiecki i Lwów w okresie od lipca 1941 do lipca 1944 roku znajdował się pod okupacją niemiecką. Od 1943 roku Niemcy zaczęły przegrywać wojnę, którą prowadzili prawie w całej Europie. Sowiecka Armia Czerwona parła na zachód i 4 stycznia 1944 roku na Wołyniu przykroczyła ponownie wschodnią granicę Polski sprzed września 1939 roku. W całej okupowanej Polsce działało polskie podziemie niepodległościowe, a największą zakonspirowaną organizacją zbrojną polskiego podziemia była Armia Krajowa (380 tys. ludzi). Okręg Lwów Armii Krajowej, wchodzący w skład Obszaru Południowo-Wschodniego AK, pod koniec 1943 roku liczył około 15 300 ludzi w sztabach i jednostkach liniowych, a jego ostatnim komendantem był płk Władysław Filipkowski  (1 VIII 1943 – 31 VIII 1944); z kolei ppłk dypl. Stefan Czerwiński od 30 czerwca 1944 roku dowodził powstałym wtedy Podokręgiem AK Lwów. W samym Lwowie istniał Inspektorat Lwów Miasto AK. Wobec zbliżania się do Lwowa Armii Czerwonej polskie władze państwowe i wojskowe podjęły zorganizowanie we Lwowie akcji wojskowej – powstania oddziałów Armii Krajowej przeciw wojskom niemieckim. Celem powstania, znanego pod nazwą „akcja Burza”,  było wyzwolenie miasta spod jarzma niemieckiego i opanowanie go w momencie wycofywania się z niego wojsk niemieckich przez polskie siły zbrojne przed wkroczeniem Armii Czerwonej, aby w ten sposób polskie siły zbrojne wystąpły w roli gospodarza miasta i terenu i zajęły stanowisko liczącego się partnera w rozmowach z przedstawicielami wojsk sowieckich.

Oddziały AK znajdujące się na terenie miasta, jednostki 5 Dywizji Piechoty AK (dca ppłk dypl. Stefan Czerwiński) i pododdziały 14 Pułku Ułanów (dca por./kpt. Andrzej Chołoniewski), i mające wziąć udział w powstaniu (93 plutony), zostały podzielone na dzielnice: śródmieście, wschodnią, zachodnią, południową i północną i w chwili wybuchu powstania w Śródmieściu zgrupowane były plutony Armii Krajowej w sile kilkuset żołnierzy, w Dzielnicy Wschodniej było 28 plutonów i 2 szwadrony 14 pułku ułanów w sile 1030 ludzi (miały zabezpieczać ludność polską przed ewentualnymi atakami ze strony nacjonalistytcznej partyzantki ukraińskiej, która, jak zwykle w takich chwilach tchórzliwa, nie była aktywa podczas wyzwalania miasta spod okupacji niemieckiej), w Dzielnicy Zachodniej 1200 żołnierzy, w Dzielnicy Południowej 540 żołnierzy w 11 plutonach i w Dzielnicy Północnej 738 żołnierzy w 19 plutonach. Całością dowodził płk Władysław Filipkowski, a komendantem miasta był ppłk dypl. Stefan Czerwiński.

Powstanie wybuchło 22 lipca i trwało do 28 lipca 1944 roku. Wybuch powstania – akcji „Burza” nastąpił po otrzymaniu informacji, że 22 lipca 1944 w godzinach porannych na Lwów, od strony południowo-wschodniej (ulicą Zieloną), uderzyła sowiecka 29 brygada zmotoryzowana z 10 korpusu 4 Armii Pancernej. W miarę wycofywania się oddziałów niemieckich żołnierze AK obsadzali teren, zabezpieczając  ważniejsze obiekty i zamykali rejony zgrupowań nacjonalistycznych terrorystów ukraińskich.

Powstanie rozpoczęły oddziały 14 pułku ułanów AK, przystępując do oczyszczania  Łyczakowa z oddziałów niemieckich. Oddziały te prowadziły walki w rejonie ul. Zielonej i Łyczakowskiej, w kierunku środka miasta. W ogólnych walkach oddziały piechoty AK wsparały marsz sowieckiej 29 brygady zmotoryzowanej z 10 korpusu 4 Armii Pancernej z rogatki łaczykowskiej w głąb miasta,  wzięły udział: 23 VII w walkach na obronne pozycje niemieckie w rejonie Pasiek, 25 VII w odparciu przez oddziały sowieckie próby przedarcia się Niemców z Winnik w kierunku północno-zachodnim, na Krzywczyce (4 szwadron AK), 25-27 w walkach z Niemcami w rejonie Pasiek. W Śródmieściu 22-23 VII 6 plutonów AK obsadziło rejon od Poczty Głównej do placu Mariackiego, oddziały AK zmusiły Niemców do wycofania oddziałów z rejonu ul. Piekarskiej i walczyły z wycofującymi się Niemcami w Parku Kościuszki, w rejonie Teatru Wielkiego, na wieży zajętego ratusza powstańcy wywiesili flagę polską, a obok niej amerykańską, brytyjską i sowiecką, jak również flage polską na gmachu Sprechera przy ul. Akademickiej i na gmachu Politechniki, zdobytej przez Oddział Kedywu Okręgu Lwów, przydzielony ze sztabu AK przewodnik umożliwił sowieckim czołgistom w oczyszczeniu z Niemców  rejonu placu Strzeleckiego, aż do wylotu na pl. Krakowski. W Dzielnicy Zachodniej oddziały AK 22-23 VII zabezpieczyły Główny Dworzec kolejowy i początkowo opanowały rozległy teren niemal całej dzielnicy, odrzucając Niemców wzdłuż ul. Króla Leszczyńskiego i Gródeckiej, jednak po walkach 25 VII zostały wyparte z Sygniówki i Lewandówki, dzień wcześniej, 24 VII bezskutecznie atakowały stanowisko Niemców na Kortumowej Górze, resztę terytorium utrzymano, prowadząc nawet rozpoznanie patrolami lotniska w Skniłowie. W Dzielnicy Południowej doszło do sporadycznych walk, gdyż Niemcy wycofali się stąd bez prób stawienia oporu. Doszło jedynie do utarczek z ukrywającymi się Niemcymi w Cytadeli i do oczyszczenia z nich ul. Sapiehy, co umożliwiło zajęcie gmachu głównego Politechniki. Pilnowano przez otoczenie oddziałami kompleksu budynków greckokatolickiej katedry św. Jura i siedziby grekokatolickiego arcybiskupa Andreja Szeptyckiego, szermierza antypolskiego nacjonalizmu ukraińskiego, odddział por. „Lisa” miał pod obserwacją pobliskie skupiska ludności ukraińskiej, a wydzielony pluton wziął udział w odparciu niemieckiego kontrataku w rejonie rogatki Gródeckiej. Dzielnica Północna była silnie obsadzona przez Niemców i oddziały AK nie były w stanie pokonać licznych i dobrze uzbrojonych oddziałów wroga, chociaż walki były tu szczególnie zaciekłe. Jedynie pluton dowodzony przez por. Zbigniewa Borzysławskiego, opanował teren Gazowni Miejskiej i wziął do niewoli całą załogę niemiecką, a następnie odparał kilka kontrataków Niemców, chcących zająć i wysadzić gazownię. Podczas walk o wyzwolenie Lwowa zginęło około 700 żołnierzy AK. Miejsce ich pochówku przez okupanta sowieckiego dzisiaj jest nieznane.

W opuszczonych lub wyzwolonych na Niemcach rejonach miasta ludność polska wśród wielkiego entuzjazmu dekorowała domy polskim flagami; cały Lwów był udekorowany polskimi sztandarami. Podczas walk o Lwów panowała harmonijna współpraca żołnierska między dowództwem AK a wojskami sowieckimi.

28 lipca 1944 roku Lwów był wolny od Niemców. Jednak tego samego dnia znalazł się pod ponowną okupacją sowiecką. Cel polityczny powstania nie został więc osiągnięty. Z murów miasta zniknęły biało-czerwone flagi.

Lwowskie oddziały Zgrupowania Zachodniego AK pod dowództwem kpt. Witolda Szredzkiego „Sulimy”, po wykonaniu działań bojowych we Lwowie, ruszyły na pomoc powstańczej Warszawie, gdzie 1 sierpnia 1944 roku także wybuchło powstanie antyniemieckie, a celem jego było wyzwolenie stolicy zanim dojdzie tu Armia Czerwona. Część oddziałów idących na pomoc Warszawie została otoczona, rozbrojona, a oficerowie zostali aresztowani przez oddziały sowieckie.

Na rozkaz dowództwa Armii Czerwonej, 28 lipca 1944 roku pozostałe oddziały AK we Lwowie zostały zmuszone do złożenia broni. Przeczuwając złe intencje władz sowieckich, delegat rządu polskiego we Lwowie, mgr Adam Ostrowski oraz dowództwo AK w Małopolsce Wschodniej postanowiło ratować żołnierzy AK przez wstąpienie ich do ludowego Wojska Polskiego, dowodzonego przez gen. Michała Żymierskiego. 31 lipca samolotem do Kijowa na rozmowy z gen. Żymierskim odleceli płk Władysław Filipkowski, ppłk. Henryk Pohoski, płk Franciszek Studziński – komendant Okręgu AK Tarnopol, ppłk dypl. Stefan Czerwiński – komendant Okręgu AK Lwów oraz ppor. Zygmunt Łanowski. Tam zostali podstępnie aresztowani przez sowieckie NKWD w nocy z 2 na 3 sierpnia 1944 roku i więzieni w Związku Sowieckim do listopada 1947 roku. A we Lwowie w tym samym czasie NKWD aresztowała 40 czołowych żołnierzy AK, a później polowała na AK-owców. Ponad dwa tysiące żołnierzy Lwowskiej Armii Krajowej zostało skazanych i uwięzionych w łagrach sowieckich. Wielu z nich nie doczekało powrotu do Polski. Część AK-owców przemocą wcielono do 1 Armii Wojska Polskiego (tzw. armia Berlinga), kontrolowanej przez Kreml.

Po upadku komunizmu w Polsce w 1989 roku, walki żołnierza polskiego o Lwów w II wojnie światowej zostały upamiętnione na Grobie Nieznanego Żołnierza Warszawie tablicą z napisem „LWÓW 12 – 22 IX 1939/22 – 26 VII 1944”.

W ramach obchodów 70.  rocznicy akcji „Burza” we Lwowie, 21 lipca 2014 roku w Lubartowie, Lublinie, Rykach, Szczebrzeszynie, Tomaszowie Lubelskim oraz w Zamościu zawisły banery – wielkoformatowe fotografie ilustrujące moment wkraczania jednostek AK do Lwowa oraz ujawniania się cywilnych struktur Polskiego Państwa Podziemnego. W Muzeum Armii Krajowej w Krakowie otwarto czasową wystawę upamiętniającą wydarzenie akcji „Burza” we Lwowie”. Zdjęcia i eksponaty pochodziły ze zbiorów Kombatantów Lwowskiej Armii Krajowej.

Marian Kałuski

Advertisements
TrackBack URI

Blog at WordPress.com.

%d bloggers like this: