Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

27/06/2012

Relacja Ks. Edwarda Orłowskiego 10.6.2001 o zbrodni w Jedwabnem

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 04:39

Urywek z artykułu Powołać międzynarodowy trybunał dla osądzenia żydowskich zbrodni dokonywanych nie tylko w Polsce

………………………

Wobec niekończącej się zakłamanej propagandy polskojęzycznych mediów dotyczącej zbrodni dokonanej na Żydach w Jedwabnem w 1941 r. uważamy za właściwe  odsłanianie całej prawdy dotyczącej tego wydarzenia.

NA PLEBANII W JEDWABNEM
Mgr Edward Orlowski, Jedwabne, dnia 10 czerwca 2001 roku, proboszcz parafii Jedwabne i dziekan dekanatu Jedwabne

RELACJA KS. EDWARDA ORŁOWSKIEGO   SPISANA DNIA 10 CZERWCA 2001 ROKU NA umowy Ribbentrop-Mołotow ustąpili miejsca Sowietom.

Po wkroczeniu Sowietów Żydzi przywitali ich kwiatami, objęli stanowiska w urzędzie miejskim, utworzyli z młodych Żydów sowiecką milicję i przystąpili do współpracy z NKWD. Współpraca ta polegała m.in. na tym, że udzielali oni szczegółowych informacji o tworzącym się w ruchu oporu. 

W październiku 1939 roku zawiązał się w Jedwabnem ruch oporu; była to szkoła przygotowująca do walki w trzech powiatach:
łomżyńskim, białostockim i augustowskim. Zgromadziło się tu trochę ludzi ze szkół warszawskich i podwarszawskich. Mieszkali oni i działali w Jedwabnem, ale Żydzi ich szpiegowali. Konspiratorzy przenieśli się więc do sąsiedniej wsi Kubrzany, ale i tam ich szpiegowano. Wtedy przenieśli się za Biebrzę, na tereny bagienne, do uroczyska Kobielno, gdzie była leśniczówka, która stała się terenem ich pobytu. Ale i tam ich również wyszpiegowano, i w tym był duży udział Żydów jedwabieńskich.

W dzień Zesłania Ducha Świętego w 1941 roku najechało NKWD i oddziały Armii Czerwonej. Na uroczysku Kobielno rozegrała się walka, w której zginęli partyzanci, ale o wiele więcej żołnierzy NKWD. Po tym wypadku były najboleśniejsze zsyłki. Żydzi przygotowywali listy patriotów, ludzi wartościowych, wykształconych, których należało jak najszybciej wywieźć. l czynnie uczestniczyli Żydzi w aresztowaniu, przyprowadzali NKWD-zistów w miejsce zamieszkania skazańców i wraz z NKWD wywozili furmankami do Łomży na stację kolejową. Furmanki były konwojowane przez uzbrojonych w karabiny Żydów. Matki i żony aresztowanych błagały Żydów – sąsiadów, by umożliwili ucieczkę ich mężom i synom, w czasie drogi do stacji, zwłaszcza gdy jechali przez las. Żydzi jednak nie dopuścili do żadnej ucieczki, nie jest znany ani jeden przypadek, aby komuś pomogli uciec. Najbardziej tragiczny był ostatni konwój tuż przed wkroczeniem Niemców do Łomży, tuż przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej. Olbrzymi skład pociągu, składającego się z wagonów bydlęcych, nie zdążył zabrać wszystkich ludzi. Pozostałych umieszczono w więzieniu, oczekiwali na następny transport. 22 czerwca 1941 roku Niemcy wkroczyli do Łomży. Zamknięci w więzieniu Polacy sforsowali drzwi i zamki i wydobyli się z więzienia. Powrócili oni zaraz do Jedwabnego, gdzie spotykali Żydów, którzy ich konwojowali. Mieszkania Polaków były zajęte, rodziny były wywiezione w głąb Rosji, wracający Polacy nie mieli gdzie się podziać. 10 lipca 1941 roku Niemcy zorganizowali likwidację Żydów w Jedwabnem. Przez pierwsze trzy dni, poprzedzające tę likwidację, Żydów zganiali na rynek do pracy w celu wyrywania trawy na. rynku, po tym wyrywaniu trawy rozpuszczali ch do domów. Na drugi dzień znowu powtórzyli ten eksperyment. I dopiero trzeciego dnia postanowili ich zamordować. Tak więc dopiero trzeciego dnia Niemcy dokonali spalenia Żydów.

Ks. Kębliński mieszkał na plebani, którą Niemcy zwrócili po Sielsowiecie. Niemcy mieli kwaterę w Starej Aptece. Zwrócili ks. Kęblińskiemu plebanię, bo poprzednio zarekwirowali ją Sowieci. Na plebani mieszkał z księdzem Kęblińskim przez krótki czas kapelan niemiecki. Ponieważ ksiądz Kębliński znał język niemiecki, z konieczności stawał się tłumaczem między Polakami i Niemcami oraz Żydami i Niemcami.
Dowiedział się ksiądz Kębliński od Niemców (od kapelana), że Żydzi będą zniszczeni; jeden z żandarmów udzielił informacji, że przyjechało do Białegostoku komando w liczbie 240 Niemców, które zrobi porządek z Żydami. Ksiądz Kębliński próbował tłumaczyć, że może jednak udałoby się ocalić tych Żydów. Żydzi nawet chcieli zebrać kosztowności w celu przekupienia Niemców. Ale Niemcy oświadczyli, że jest to niemożliwe. Powiedzieli, że tam, gdzie stąpnie stopa żołnierza niemieckiego – Żyd nie ma prawa żyć. Ksiądz Kębliński ostrzegł niektórych poważnych Żydów. Mógł o tym powiedzieć tylko tym, których uważał za zdolnych do dyskrecji, bo inaczej sam zostałby rozstrzelany. W dniu, w którym Niemcy spędzili na rynek nie tylko mężczyzn, ale kobiety i dzieci, ks. Kębliński poszedł na posterunek do oficera wysokiej rangi dowodzącego całą akcją i tłumaczył mu, że jeżeli winni są wam mężczyźni i posądzacie ich o sympatię do komunizmu, to przecież dzieci i kobiety nie są nic winne. I usłyszał odpowiedź: – Czy ty nie wiesz, kto tu rządzi?! Nie wtrącaj się, Jeśli chcesz mieć głowę na karku i zachować życie! Otworzył drzwi i potężnym głosem krzyknął: -Rauss!!!…Ksiądz Kębliński opuścił
posterunek, czuł się całkowicie bezradny. Na słupach wisiały niemieckie ogłoszenia, że kto ukryje Żyda lub ułatwi ucieczkę, będzie rozstrzelany do trzeciego pokolenia. Ksiądz Kębliński widział, jak Polacy byli zmuszani, wyganiani na rynek, celem pilnowania i konwojowania Żydów prowadzonych do stodoły. Ale nikt się nie domyślał, jaki będzie finał, ani Żydzi, ani Polacy. Żydzi poszli z rzeczami, potrzebnymi im do użytku codziennego, spokojnie, nie domyślali się, co ich czeka. Ksiądz Kębliński przypuszczał, że Żydów mogło być od 150 do 200 osób. O samym momencie wiemy tylko, że nastąpił
wybuch, krzyk, wiemy, że Żydzi usiłowali uciekać ze stodoły, ale stodoła była szczelnie otoczona przez Niemców uzbrojonych. Tylko Niemcy byli uzbrojeni. Wiadomo, że nie zgodzili się dać broni nawet Karolakowi, agentowi niemieckiemu, którego sami mianowali burmistrzem.

 DZIEŁO WIĘC OSTATECZNEJ ZAGŁADY ŻYDÓW BYŁO TYLKO I WYŁĄCZNIE DZIEŁEM NIEMCÓW, POLACY BYLI ZMUSZANI DO PILNOWANIA POD GROŹBĄ UTRATY ŻYCIA. Z zeznania Żyda dochodzącego spadku w Sądzie Rejonowym w Łomży WYNIKA JEDNOZNACZNIE, że Żydzi zostali spaleni w stodole przez Niemców. Do stodoły wepchnięto i zostali tam spaleni co najmniej trzej Polacy, wepchnięci zostali przez Niemców, ponieważ nie chcieli trzymać drzwi do stodoły, na które napierali z wewnątrz Żydzi; Polacy nie chcieli przyłożyć do tego ręki i wepchnięci zostali do ognia przez Niemców. Żydzi mieli ze sobą przedmioty użytku codziennego, mieli ze sobą łyżki, widelce, rzezak miał nóż. Na tym relacja została zakończona. Zawiera ona pięć kart zapisanych na plebani w Jedwabnem, jest podpisana przez księdza Edwarda Orłowskiego dnia 10 czerwca 2001 roku w obecności trzech świadków; niżej złożyły podpisy następujące osoby: dr Andrzej Leszek Szcześniak, Marian Barański i Władysław A. Terlecki. Dzięki opowieści ks. Edwarda Orłowskiego wyłania się z mroków historii wspaniała postać wielkiego kapłana i bohatera, jakim był ks. Józef Kębliński. Był nie tylko troskliwym ojcem swych katolickich wiernych, ale czuł się także odpowiedzialny i za tę gromadkę mieszkańców, która w inny sposób czciła Boga, za żydowskich mieszkańców Jedwabnego. Dziś jakże modnym słowem jest ekumenizm. Ks. Kębliński nie używał zapewne tego słowa, ale za tę wartość był gotów oddać życie. Ks. Kębliński podjął próbę ratowania żydowskiej społeczności Jedwabnego. Ostrzegł starszyznę żydowską. Odczuwał grozę zbliżającej się tragedii, Widział maltretowanie Żydów na rynku w Jedwabnem. Gdy czuł, że dramat się zbliża, podjął jeszcze jedną, dramatyczną próbę: udał się do
sztabu Jednostki wojskowej, aby prosić o ocalenie choćby kobiet i dzieci. Wyrzucony brutalnie przez niemieckiego dowódcę, przygnieciony był ogromem dopełniającej się tragedii. Gdy Niemcy zaczęli
wypędzać skazańców z rynku, ks. Kębliński stanął na stopniach kościoła w Jedwabnem i błogosławił odchodzących na śmierć. Oni Jeszcze wtedy nie wiedzieli, że już dopełnia się ich los, ks. Kębliński wiedział, że żegna ich znakiem krzyża na ostatnią drogę…l czy nie takim powinien pozostać w naszej pamięci na zawsze? Dziś obaj wielcy kapłani już nie żyją. Po wieczną nagrodę odszedł ks. Edward Orłowski. Byt godnym następcą ks. Kęblińskiego w Jedwabnem. Byt proboszczem i dziekanem dekanatu Jedwabne. Z żołnierską determinacją stawiał czoła najazdom całych hord szyderców i cyników, którzy niemal z całego świata zjeżdżali się, aby zobaczyć, jak wygląda „ksiądz-antysemita”. Wyśmiewano, drwiono, podważano Jego relację. W dniach przed 10 lipca 2001 roku jego plebania była może najbardziej obleganą twierdzą świata. Zapytywaliśmy, czy przed 10 lipca wyjedzie z Jedwabnego?. – Nie, Ja muszę pozostać z moimi wiernymi właśnie tego dnia! – padła odpowiedź. Wieczorem dzwoniliśmy do niego. Był
straszliwie zmęczony ciągłymi atakami, ale wszystko przetrwał, walczył bowiem o prawdę Bożą, miał tego pełną świadomość. Jak nam opowiadał 13 maja 2001 roku, bardzo dawno temu, gdy cmentarz żołnierzy niemieckich poległych nad Wizną w 1939 roku, a pochowanych w Jedwabnem; po dziesiątkach lat zarastał, mur rozsypywał się, niemal nie było już śladów mogił -władze administracyjne zaproponowały
splantowanie cmentarza. Lecz ks. Orłowski się nie zgodził: – Przecież cmentarz to miejsce święte!- powiedział. Zaprosiłem Parafian, aby pomogli odbudować cmentarz żołnierzy niemieckich. Jakiś starszy
parafianin kopie łopatą. i płacze jak bóbr. Dlaczego. bracie, płaczesz” -pytam. A on na to: „6o widzi ksiądz, gdy tu Niemcy chowali w 1939 roku swych poległych, to nas spędzili do budowy tego cmentarza, l w tym miejscu zostałem straszliwe przez Niemców pobity” Ale przyszedł na moje wezwanie, pracował na niemieckim cmentarzu. Podobnie – po dziesiątkach lat zarastał kirkut. Nikt o cmentarz żydowski nie dbał. Władze nie miały pieniędzy na jego utrzymanie. Zaproponowano splantowanie kirkutu. Ks. Orłowski się nie zgodził: – Powiedziałem im że cmentarz to miejsce święte… Parafianie poprawili,  parę groszy dołożyła Parafia, uporządkowaliśmy kirkut. Przecież to nasza historia! Przecież ci ludzie żyli tu  wśród nas. Musi tu zostać ślad ich istnienia..

Advertisements
TrackBack URI

Blog at WordPress.com.

%d bloggers like this: