Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

12/05/2012

Zagadki 11 IX – Cz. III: Coś walnęło w Pentagon

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 10:14

[Tekst Piotra Beina sprzed kilku lat, przygotowany do publikacji w Wir.]

WIR analiz

Zagadki 11 IX – Cz. III: Coś walnęło w Pentagon

 

Zważywszy wymiary Boeinga 757 i niską pozycję ataku, maszyna lotu American Airlines 77 powinna była pozostawić rozsypane szczątki samolotu. Precyzja podejścia i trafienie w parter, tuż nad gruntem, wyklucza niewyszkolonego terrorystę islamskiego.

Esy-floresy Boeinga na niebie waszyngtońskim, które obserwowały setki świadków, a pracownicy sterowania ruchem powietrznym oglądali z niedowierzaniem na ekranach radarowych, zdaniem specjalistów, powodowały przyspieszenia, które obezwładniłyby pilota. Według reportażu CBS z rozmów w wieży sterowania ruchem powietrznym, o 9:30 radar wykrył samolot, gdy ten zbliżył się na 50 km do Waszyngtonu. O 9:36, lotnisko waszyngtońskie zleca samolotowi C130, który właśnie wyleciał z bazy lotniczej w Andrews, by przechwycił i zidentyfikował podejrzany samolot. C130 raportuje, że jest to Boeing 767, lecący nisko i bardzo szybko  (http://professor2222.tripod.com/Flight-93/Fl93.Pentagon.htm).

CBS, na podstawie dialogów w wieży: Ale Boeing, lecąc ponad 600 km na godzinę, był za wysoko i leciał za szybko, kiedy znalazł się nad Pentagonem o 9:36. Piloci-porywacze musieli wtedy wykonać trudny zakręt przy wielkiej szybkości, jednocześnie obniżając prędkość. Radary pokazują, że lot 77 wykonał spiralę w dół, wykonując niemal kompletny okrąg i pokonując ostatnie 2,1 km wysokości w dwie i pół minuty. Mniej więcej wtedy wykrył go C130.

Boeing musiał być zdalnie kierowany – wywnioskowali Donn Grand Pre oraz inni lotnicy cywilni i wojskowi USA, którzy od początku podejrzewali spisek („Teorie i spiski”, były „Info nurt”, nr 14). „Wielka szachownica” (nr 12) poruszyła obawy Roberta Hicksona z dowództwa sił specjalnych USA, o korupcję elit USA.

 

Planiści „ataku” wybrali sekcję Pentagonu, poddaną renowacji. Nie było wewnątrz normalnej liczby pracowników i oficerów departamentu obrony USA. Według oświadczenia kierownika renowacji w Pentagonie, uderzona część budynku była po remontach wzmacniających: Mogło być o wiele, wiele gorzej. Samolot pasażerski uderzył […] w dopiero co odnowioną część koło lądowiska helikopterów po zachodniej stronie budynku, zanim przebił się do niewyremontowanej części. Renowacje objęły ponoć pokaźne wzmocnienia: pionowe belkisłupy stalowe, okna pancerne z szybą grubości 25 mm i panele z kewlaru w ścianie zewnętrznej

(www.defenselink.mil/news/Sep2001/n09152001_200109153.htm)

 

Pamiątki narodowe

 

Boeing 757 ma rozpiętość skrzydeł ponad 37 m, wysokość i szerokość kadłuba odpowiednio 3,7 m i 4 m (www.boeing.com/assocproducts/aircompat/acaps/753sec2.pdf). Podobno uderzył w parter, lecąc poziomo pod kątem 55 stopni do fasady, lotem lekko koszącym z małym przechyłem w lewo, nie ryjąc trawki. Lewe skrzydło teoretycznie „weszło” w parter, ale zdjęcia nie pokazują dziury od silnika, tylko wybite szyby i utratę wapiennych okładzin fasady od wstrząsu (http://perso.wanadoo.fr/jpdesm/pentagon/pages-en/dam-front.html).

 

Górna część kadłuba wylądowałaby na I piętrze, „obcięta” przez strop nad parterem. Tymczasem w miejscu rzekomego uderzenia (i tylko tam) jest wybity strop, jak od wybuchu z dołu. Podobnie na bok odgięte są kolumny i ściany. Kolizja samolotu wyłamałaby je w kierunku ataku. Na pierwszym piętrze nie znaleziono odpowiedniej części samolotu, mimo że strop chronił przed pożarem paliwa poniżej, na parterze.

 

Być może koniec prawego skrzydła odłamałby się, uderzając w kant zagłębionej części elewacji, nie uszkadzając przy tym okien w zagłębieniu. Reszta skrzydła zostawiła ślady na fasadzie, co oznaczałoby, że roztrzaskało się ono i odbiło od twardych powierzchni, a reszta weszła do środka przez okna (jeśli to było skrzydło i Boeing).

 

Paliwo normalnie wybucha na styku z budynkiem. Na przedpole lecą kawałki samolotu, siedzenia, bagaż i części ciał – wynik miażdżenia maszyny oraz wybuchu. Zdjęcia przy Pentagonie pokazują porozrzucane nieosmalone, małe części jakiegoś samolotu, ale żadnych siedzeń pasażerskich czy bagażu i fragmentów zwłok.

 

Dwa kawałki blachy z kadłuba nosiły fragmenty liter „c” i „n” z American Airlines. Christopher Bollyn, reporter niezależnej agencji prasowej American Free Press: dużego kawałka, który pozornie należał do samolotu American Airlines, nawet nie wciągnięto na listę znalezisk Departamentu Obrony. Bollyn bez skutku próbował dowiedzieć się z Pentagonu o losie tak ważnej części samolotu, którą media pokazały milionom ludzi.

 

Za to do muzeum narodowego dostał się podejrzanie wyglądający (jak na część należącą do Boeinga) kawałek tworzywa sztucznego. Darująca, Penny Elgas, oświadczyła, że przejeżdżała właśnie obok Pentagonu, a przedmiot wleciał na tylne siedzenie jej auta przez otwarty dach, co odkryła dopiero później. Tak zdumiał ją widok samolotu o kolorach American Airlines, lecącego nad jej głową, obcinając wierzchołki lamp i uderzającego w Pentagon, że nie zauważyła wpadającej „pamiątki”. Czując, że jej patriotycznym obowiązkiem było zachować przedmiot jako relikwię, zrobiła specjalne na niego pudełko i wyścieliła je czerwonym, białym i niebieskim materiałem (http://americanhistory.si.edu/september11/collection/record.asp?ID=28).

 

Porównanie

 

Samoloty rozlatują się przy uderzeniu w solidny obiekt. Pokazują to zdjęcia z eksperymentu z myśliwcem F4, który z szybkością 215 m na sekundę (ponad 700 km na godzinę), uderza w solidny blok betonu – symulacja ataku w ochronę reaktora jądrowego (www.sandia.gov/media/NRgallery00-03.htm).

 

Z samolotu zostaje konfetti, a w betonie – skazy od dziobu i silników, głębokości kilku cm. Dziób F4 rozlatuje się na kawałeczki w momencie kolizji. Reszta posuwa się nietknięta w stronę tej „maszynki do mięsa”. Skrzydła ani ogon nie odłamują się, tylko lecą z resztą kadłuba na „przemiał”, odpryskując w kawałeczkach od betonu. Paliwo, zastąpione w eksperymencie wodą, rozbryzguje się w wielką „chmurę”. Prawdziwe paliwo wybuchłoby.

 

ZDJECIA www.sandia.gov/media/NRgallery00-03.htm także na http://www.911-strike.com/missing-confetti.htm

 

Nie można bezpośrednio porównać obu uderzeń. F4 ma stosunkowo mocną konstrukcję, ale masę (19 ton) mniejszą ok. 5 razy od Boeinga. Kolizja spowolniła ogon F4, do 185 m/sek. w momencie jego uderzenia. Ze względu na większą masę Boeinga, nie byłoby większego spowolnienia ogona, mimo że jest on ok. 3 razy dłuższy od F4.

 

Blok betonu to nie ściana Pentagonu z cegły między słupami żelbetowymi w odstępach ok. 3 m, wszystko podobno wzmocnione kewlarem i stalą na ścianie „wlotowej” Boeinga. Strop, w który powinna była uderzyć górna część kadłuba, jest sztywną przeszkodą, która przekroiłaby „miękki” samolot. Uderzając weń, części maszyny rozleciałyby się, jak w ww. eksperymencie.

 

Pod trajektorią

 

Na drodze lewego skrzydła stały: murek oporowy wokół podziemnego wlotu wentylacyjnego, płot druciany oraz budki robót renowacyjnych. Na drodze prawego – płot i generator prądu w budce. Pod trajektorią samolotu stało kilka szpul kablowych. Większość z nich nie przewróciła się od podmuchu samolotu i wybuchu.

 

Prawy silnik przebił płot, roztrzaskał generator i odtrącił budkę alternatora. Na jej dachu, „płetwa” skrzydła wyryła bruzdę pod kątem 55 stopni (http://perso.wanadoo.fr/jpdesm/pentagon/pages-en/trj-before.html). Lewy silnik zaczepił o róg ścianki oporowej wlotu wentylacyjnego, wyrywając dziurę. Następną ściankę obalił.

 

Trudno przez dym i strumienie gaśnicze dopatrzyć się pozycji ewentualnych dziur od silników. Potem fasada zawaliła się. Niektórzy tłumaczą brak dziur od silników faktem, że rozleciały się one, uderzając w przeszkody przed Pentagonem. Zdjęcia zrobione właśnie tam, nie pokazują szczątków silników. Natomiast dziura w płocie i stosunkowo niska pozycja szkody w budce generatora wskazują, że niemożliwe byłoby uderzenie prawego skrzydła w I piętro. Oba „dowody” wykluczają się wzajemnie.

 

Raport Amerykańskiego Stowarzyszenia Inżynierii Budownictwa (ASCE, http://fire.nist.gov/bfrlpubs/build03/PDF/b03017.pdf): końce skrzydeł i statecznik pionowy nie wniknęły do wewnątrz. Przez analogię do F4: części Boeinga uderzające w sztywne części fasady, rozleciałyby się, spadając przed Pentagonem (www.911-strike.com/missing-confetti.htm).

 

Zdjęcie przy generatorze prądu nie pokazuje konfetti na trawie. Właśnie tam Frank Probst, cytowany przez ASCE, widział kawałki metalu i betonu, spadające jak konfetti. Uderzenie w budkę i generator powinno roztrzaskać silnik, jeśli nie skrzydło. Części z wirników, lądując z obrotem, powyrywałaby dziury w trawniku. Zdjęcie pokazuje nienaruszoną trawę (www.tradoc.army.mil/pao/viwebpage/pentagonattackrescue/pages/07my8.htm).

 

Pentagońskie srebro

 

Brakuje na zdjęciach (www.911-strike.com/missing-confetti.htm) „deszczu” odpadków. Świadkowie twierdzą, że widzieli to z autostrady Washington Boulevard, która biegnie równolegle do zaatakowanej fasady Pentagonu (http://perso.wanadoo.fr/ericbart/witness.html).

 

Mark Faram: Na całej powierzchni szosy były kawałeczki powłoki samolotu, żaden nie większy niż moneta półdolarowa. Terry Mitchell: Nie było śladu po samolocie. Michael Tamillow: Wydaje się, że nie przetrwały żadne większe kawałki samolotu. Clyde Ragland widział srebrne kawałeczki spadające z nieba: wyglądały jak białe konfetti, które spadało wszędzie niby deszcz. „Konfetti” składało się z kawałeczków samolotu. DelawareOnLine: Kiedy opad kawałków ustał, ludzie zaczęli wychodzić z aut.

 

Donald R. Bouchoux, kombatant z Wietnamu i były dowódca eskadry samolotów marynarki wojennej („Washington Post”, 20.9.2001): samolot przeciął mu drogę ok. 200 m z przodu i uderzył w fasadę budynku. Bouchoux widział ogromną kulę ognia, a parę sekund później spadł „deszcz”.

 

Tony Terronez, ok. 9:40 przejeżdżał koło lądowiska śmigłowców przed Pentagonem (www.counseling.org/ctonline/news/amazing1001.htm): Ok. 100 m dalej […] usłyszałem głośny piszczący dźwięk, który narastał, następnie potężne CHUSZ! Kiedy podniosłem wzrok, zobaczyłem wybuch na fasadzie Pentagonu. Z podnoszeniem się kuli ognia, widać było unoszące się kawałeczki […] usłyszałem stukanie kamyczków i kawałków betonu, które odbijały się od mojego auta. Coś stłukło tylną szybę pojazdu przed Terronezem. Nie wiedziałem wtedy, że to był samolot. Myślałem, że to był atak pociskiem. Odjeżdżając, Terronez zauważył wokół na ziemi tony odpadków: duże kawałki metalu, betonu, wszystko. W jednym punkcie drogi leżał duży, naprawdę duży jakiś przedmiot. Wyglądał jak część silnika […] strażnik, a może wojskowy […] chronił to przed dostępem. Popatrzyłem do tyłu i zobaczyłem ogromny pożar.

Publiczne wideo

FBI skonfiskowało wideo ochroniarskie ze stacji benzynowej „Citgo” i hotelu „Sheraton” naprzeciw sceny uderzenia. Nagrania z dwu kamer obserwacji ruchu drogowego, które powinny były uchwycić widok lecącego nisko Boeinga oraz scenę uderzenia w ścianę, nie są do wglądu.

Jedyne „wideo” dla publiki pochodzi z kamery ochroniarskiej Pentagonu. Kamera patrzy z boku na (podobno) Boeinga lecącego tuż nad ziemią. Podobno – bo na okrojonej, oficjalnej wersji, nic takiego nie widać, poza ogonem ponad skrzynką biletową, stojącą tuż przed kamerą. Za „tym” ciągnie się smuga, ale nie wygląda na smugę z odrzutowca ani z rakiety pocisku.

Nałożono na to obraz Boeinga (www.911-strike.com/pentagon.htm). Z nałożenia wynika, że jest niemożliwe, żeby ta sama klatka nie uchwyciła dziobu Boeinga, rzekomo schowanego za skrzynką. W wersji alternatywnej nie widać również Boeinga, przelatującego nad dachem, podczas gdy pocisk trafia w parter.

Samo zatajanie i manipulowanie dowodami na aż 5 nagraniach wideo, inkryminuje sprawców. Jeśli był atak samolotem, to dlaczego nie ujawnić pełnych nagrań wideo ze stacji benzynowej, hotelu, 2 kamer obserwacji ruchu drogowego i Pentagonu? Wszak po atakach na WTC pokazywano nagrania pochodzące od wielu amatorów, na dowód zbrodni.

Pokaz hollywoodzki

Wideo z Pentagonu podrobiono. Ogon i smugę dodano, a wymazano Boeinga i pocisk. Możliwe też, że nie było samolotu i pocisku, tylko hollywoodzki spektakl, np. głowica plazmowa i bomba zapalająca w ciężarówce przy parterze budynku (www.911-strike.com/pentagon.htm): w Pentagon uderzył samolot pasażerski, albo odpowiedzialny za to był pocisk. Jednak nigdy nie ukazał się żaden wymierny, sprawdzalny dowód uderzenia samolotu. Według naszej analizy, użyto zaawansowanej techniki ładunku kumulacyjnego, by stworzyć scenę przypominającą katastrofę samolotu pasażerskiego, podczas gdy 757 przeleciał nad sceną i wylądował na pobliskim lotnisku państwowym im. Reagana.

 

Jeśli ten scenariusz jest prawdą, dowodzi on, że agencje wywiadu USA osiągnęły niesamowitą zdolność stwarzania zawiłych pokazów magicznych na scenie światowej, fabrykowania fałszywych zeznań i dowodów oraz kontroli i manipulacji nie tylko „oficjalną wersją”, ale też jej dialektycznym przeciwstawieniem ze strony krytyki.

 

Według tej teorii, relacje świadków byłyby sfałszowane, a opisane szkody i znaleziska wewnątrz budynku – zainscenizowane, co raczej nie jest prawdopodobne. Prawdopodobnie w Pentagon uderzył mały samolot zdalnie kierowany lub pocisk CALCM, równocześnie z odpaleniem głowicy plazmowej i przelotem Boeinga o niewyjaśnionej tożsamości. Lecąc na małej wysokości, mały samolot lub pocisk byłby niewidoczny dla radarów sterowania ruchem na lotnisku waszyngtońskim.

 

WirCopyright Piotr Bein

TrackBack URI

Blog at WordPress.com.

%d bloggers like this: