Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

10/02/2011

Poświęcić dyktatora, ocalić państwo

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 20:09

Poświęcić dyktatora, ocalić państwo

Prof. James Petras, przekład-skrót Piotr Bein

Obalenie dyktatora to dopiero pierwsza faza długich zmagań ku prawdziwej emancypacji w świecie arabskim. Wynik zależy od stopnia, w jakim masy rozwiną swe własne niezależne organizacje i liderów. Po kilku dekadach głębokiego zaangażowania w struktury państwowe arabskich dyktatur, od Tunezji po Maroko, Egipt, Jemen, Liban, Arabię Saudyjską i Zarząd Palestyny, Waszyngton próbuje zmienić orientację, celem włączenia lub posadzenia liberalnych polityków z wyboru narodów. USA widzi w tym tylko swe permanentne interesy imperialne wobec wasalskiego rządu. Wasal, zakładający stosunki strategiczne z USA,  jest zszokowany i zawiedziony, zostawszy kozłem ofiarnym zachowania wpływu USA.

Historycznie

W obawie przed rewolucjami, Waszyngton zgładził upartych wasalskich despotów (Trujillo i Diem), niektórym zapewnił zagraniczne schronienie (Somoza, Batista), a innych naciskał do dzielenia władzy (Pinochet) lub mianował wizytującymi akademikami na prestiżowych uczelniach Ameryki. Kalkuluje przemeblowanie reżimu ze zdolności dyktatora do stawienia czoła powstaniu, siły i lojalności armii oraz istnienia urabialnego następcy. Czekać to ryzyko: powstanie może zmieść reżim i cały aparat rządu. Taka „pomyłka” zaszła w 1959 r. w przygotowaniach do rewolucji na Kubie, kiedy Waszyngton poparł Batistę i nie zdołał zmontować pro-amerykańskiej koalicji połączonej ze starym aparatem rządowym. W Nikaragui, prez. Carter przypatrywał się obaleniu reżimu, zniszczeniu wyszkolonych przez USA i Izrael wojsk, tajnej policji, i razwiedki przez siły rewolucji, które następnie znacjonalizowały własność USA i opracowały niezależną politykę zagraniczną. Toteż w Am.  Łacińskiej l. 1980-ych, Waszyngton promował negocjowane przejścia wyborcze z dyktatury do neo-liberalizmu, w którym politycy zobowiązywali się do prezerwacji istniejącego aparatu państwowego, ochrony obcych i krajowych elit oraz poparcia dla globalnej i regionalnej polityki USA.

Lekcje z historii a obecna polityka USA

Obama opiera się obaleniu Mubaraka z kilku powodów. Liczni wasale USA (Honduras, Meksyk, Indonezja, Jordania, Algeria) wierzą w stosunki strategiczne z Waszyngtonem. Straciliby zaufanie, gdyby obalono Mubaraka. Poza tym wysoce wpływowe Lobby Izraela w USA zmobilizowało przywódców Kongresu, by kontynuować poparcie dla Mubaraka, gdyż Izrael korzysta z dyktatury trzymającej Egipcjan (i Palestyńczyków) pod stopami państwa żydowskiego. Obawiając się rewolucji, reżim Obamy szuka alternatywnej formuły, która, dając ludowi wybory, usunęłaby Mubaraka oraz  wzmocniła władzę polityczną aparatu państwowego. Przeszkadza w tym 325 tys. ludzi bezpieki i 60 tys. Gwardii Narodowej. Generalicja 468 tys. wojsk też popierała Mubaraka przez 30 lat, za co wzbogaciła się kontrolą lukratywnych firm. Nie poprą zrywu narodowego, który zagroziłby ich interesom. Naczelny wódz sił egipskich to długoletni klient USA i gorliwy współpracownik Izraela.

Obama faworyzuje prezerwację tej warstwy, więc musi ją przekonać o potrzebie nowego reżimu, który rozwodniłby rodzący się ruch sprzeciwu hegemonii USA i poddaństwa Izraelowi. Waszyngton próbował przekonać do negocjacji z Mubarakiem najbardziej konserwatywnych liberałów i kleryków ze zrywu egipskiego. Następnie Obama „obiecał”, że Mubarak nie zastartuje w wyborach na jesieni. Egipski ruch odrzucił i to, więc Obama wyszedł z retoryką (pozbawioną środków poparcia) natychmiastowych zmian. Wtedy Mubarak posłał swych zbójów i tajną policję. W próbie siły, armia stała w pogotowiu, bo zbójecki atak mógł przekształcić się w wojnę domową. Waszyngton i UE naciskali Mubaraka, by się na razie wycofał, lecz wizerunek prodemokratycznej armii upadł, gdy wynikły tysiące zabitych i rannych.

Rosnąca presja ruchu egipskiego stawia Obamie dylemat między promubarakowym Lobby Izraela i ich kongresowych lokajach a doradcami naglącymi do zdecydowanej ochrony Egiptu, póki jest opcja wyborów. Obama ociąga się, jakby licząc na ludowy koniec mubarakowszczyzny i nowy reżim zdolny rozbroić sentymenty narodu i lansować wybory prowadzące do polityki jak za Mubaraka. Przemeblowanie to niewiadome. Demokratycznie nastawieni obywatele, w 83% niesprzyjąjący Waszyngtonowi, są zdolni wezwać do zmiany polityki, zwłaszca zakończenia policmajstrowania Gazy dla Izraela i wsparcia marionetek USA w Afryce Płn. i na Bliskim Wschodzie. Wolne wybory otworzą debatę i wzmocnią presję na zwiększenie wydatków socjalnych i odebranie miliardów elitom, które splądrowały Egipt. Masy zażądają przemieszczenia wydatków z przerośniętego apratu przymusu na produktywne zatrudnienie. Okienko polityczne może pozwoli na drugą rundę, w której konflikty społeczno-polityczne podzielą egipski ruch na zwolenników demokracji socjalnej i elitarnych popleczników neoliberalnej demokracji wyborczej.

Advertisements
TrackBack URI

Create a free website or blog at WordPress.com.

%d bloggers like this: