Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

04/06/2012

If Obama wins, will Israel attack Iran?

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 03:05

If Obama wins, will Israel attack Iran?

“If Romney will be elected as the Republican presidential candidate, it will be the first time in American history that two not-exactly-Christian candidates reach the final stage. … If Romney is elected, he may decide to attack Iran on behalf of Israel. Obama is a different story; recently he thwarted Israel from attacking Iran independently, at least until the November 2012 presidential elections. What will happen the day after the elections if Obama wins? Will Israel attack Iran?”

Stanisław Krajski: Czy polska masoneria współdziała z rosyjską?

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 02:54

Czy polska masoneria współdziała z rosyjską?

Stanisław Krajski

Masoneria rytu francuskiego zaktywizowała się w Polsce w ostatnich latach. Wszystko wskazuje na to, że wzorem włoskiej loży P2 sięga w naszym kraju po władzę. Będę śledził jej kroki. W książce „Masoneria polska 2012” przyjmuję hipotezę, że polska masoneria rytu francuskiego, dla które matecznikiem było WSI współpracuje ściśle z rosyjską masonerię rytu francuskiego ukrytą w GRU.

 

  1. Masoneria w Rosji

 

Rosja to taki kraj, w którym wszystko podlega specyficznej rusyfikacji przybierając nowy, często bardzo daleki od pierwowzoru „rosyjski” kształt. Rosyjski komunizm, przede wszystkim w wersji stalinizmu, był chyba bardziej rosyjski niż marksistowski. Rosyjska demokracja jest bardziej rosyjska niż demokratyczna. Rosyjska masoneria rytu francuskiego również podlegała przez ponad 200 lat swojego istnienia specyficznej ewolucji. Jeśli chcemy się o tym przekonać powinniśmy studiować teksty Aleksandra Dugina.

 

  1. Kim jest Aleksander Dugin?

 

To rosyjski intelektualista umieszczany na trzydziestej szóstej pozycji na liście osób posiadających wpływ na sposób myślenia w Rosji. Jego notę biograficzną znajdującą się w rosyjskiej Wikipedii zaczyna informacja, że jest synem generała GRU (to jakoś bardzo rosyjskie; w Polsce i w Europie biografię zaczyna się od daty urodzenia). Swoją intelektualną, publiczną aktywność rozpoczął on w 1991 r. wydając pracę pod znamiennym tytułem „Drogi absolutu”. Tytuły jego pozostałych głównych prac też są znamienne: „Misteria Eurazji”, „Teoria hiperborejska”(hiperboreje to północny lud w mitologii greckiej, który cieszył się „ciągłym i idealnym szczęściem oraz wieczną młodością”; „Hiperborejczyk jest sprawcą, podmiotem działającym, bojownikiem walczącym w porządku materialnym, ziemskim o realizację porządku zupełnie innego, wyższego rzędu”; pojęcie to używane jest przez tzw. nową prawicę, ale również przez neopogaństwo i masonerię), „Konserwatywna rewolucja”, „Templariusze proletariatu” [1].

Przed 1989 r. Dugin był zwolennikiem filozofii Nietschego i myślicieli reprezentujących neopogaństwo i okultyzm, takich jak Julius Evola, Rene Guenon, Hermann Wirth. Potem ewoluował w kierunku doktryny Eurazji[2].

W 1999 r. rozpoczął wykłady w Akademii Wojskowej Sztabu Generalnego Federacji Rosyjskiej. Jego książka pt. „Podstawy geopolityki. Geopolityczna przyszłość Rosji” (1997) „została zalecona jako podręcznik dla studentów w rosyjskich akademiach wojskowych i dyplomatycznych”. Dugin „utrzymuje bliskie kontakty z oficerami Sztabu Generalnego, m.in. generałami Iminowem i Piszczewem oraz ze środowiskiem miesięcznika Orientir wydawanego przez Ministerstwo Obrony Rosji”. Z rosyjskiej Wikipedii dowiadujemy się, że: „Od czasu objęcia władzy przez Władimira Putina rozpoczął się nowy okres działalności politycznej Aleksandra Dugina – od radykalnej opozycji, przeniósł się na stanowisko lojalności wobec reżimu”[3].

Dugin związany jest, jak widać, przede wszystkim z wojskiem i wyraźnie reprezentuje opcję GRU i, jak wszystko wskazuje, pozostaje w ścisłych kontaktach z jego dowództwem.

Najważniejszą pracą Dugina jest, z naszego punktu widzenia, książka pt. „Konspirologia”. Można ją znaleźć w Internecie (w oryginale) pod adresem: http://arctogaia.com/public/consp/consp1.htm

 

  1. Masońska doktryna prezentowana przez Dugina

 

Dugin twierdzi w „Konspirologii”, że historia świata jest ciągiem, przede wszystkim masońskich, spisków. Te spiski mogą być dobre i złe. Wiele dobrych spisków jest efektem „działalności tajnych organizacji okultystycznych”. Jedna z nich kryje się w GRU od początku jej istnienia. GRU zawsze była bowiem przeniknięta przez Tajny Zakon Eurazji i konsekwentnie zmierzała do realizacji idei Eurazji. Dugin tę ideę reprezentuje. Chodzi o to, by wytworzyć Eurazję – jednolite duchowo i kulturowo pogańskie państwo obejmujące Rosję, Chiny, wszystkie narody zamieszkujące na zachód od Uralu, w tym narody słowiańskie i Turcję[4].

Ta koncepcja zgadza się z przyjmowana przez masonów wszelkich obediencji koncepcją powstawania państwa światowego, które byłoby federacją pięciu „związków narodów”: związku narodów brytyjskich, związku narodów paneamerykańskich, związku narodów paneuroazjatyckich (Eurazja), związku narodów paneuroafrykańskich i związku narodów panazjatyckich[5].

Na ten temat pisałem trochę w swojej „Masonerii 1999”[6].

Dugin nieco jednak modyfikuje tę wizję. Stwierdza bowiem, że to Amerykanie chcą stanąć na czele państwa światowego i niszczą w tym celu świat przez globalizację i że trzeba z nimi wałczyć tak, by to Rosja stała się liderem w tym Związku Wszechświatowym. Najbliższym sojusznikiem Rosji spoza Eurazji, mogą być tylko Niemcy[7].

 

  1. Masoneria rosyjska i GRU

 

Dugin dużo miejsca w swej pracy poświęca GRU starając się wykazać, ze tylko GRU było wiernej tej koncepcji i że jest to jedyna organizacji, która może ten proces przeprowadzić[8].

Warto przy okazji wspomnieć o innych książkach Dugina, które również dostępne są w Internecie. I tak np. książka „Spisek”( „Conspiracy”) poświecona jest prawie w całości masonerii światowej. Dugin omawiając szczegółowo poszczególne organizacje i instytucje masońskie, takie np. jak Komisja Trójstronna stwierdza, że przeciwni masonerii mogą być tylko ci, którzy wierzą w Chrystusa.

W taki oto sposób komentuje koncepcję Dugina jeden z komentatorów politycznych portalu „Salon 24 – forum niezależnych publicystów”: „Artykułowana była (koncepcja tzw. Związku Europejskiego – dop. S. K.), m.in. przez Michaiła Gorbaczowa, a obecnie – m.in. przez Siergieja Karaganowa i Aleksandra Dugina z przyklaśnięciem wielu członków establishmentów państw zachodnich. Ma ona za cel pierwszorzędny integrację całego kontynentu Eurazji przez „Blok Kontynentalny” (opartego o oś Moskwa-Pekin, przy czym strefą wpływów ZSRS/Rosji Sowieckiej jest w tym planie właśnie Europa). Koncepcja „Europejskiego Wspólnego Domu”, jest częścią globalistycznych ambicji elit Rosji Sowieckiej i ChRL, z czym te zresztą się nie kryją i wielokrotnie oznajmiają, ustami swoich przedstawicieli takich, jak wspomniani Karaganow i Dugin.Koncepcja Dugina zakłada „nowy porządek światowy” oparty o podział na „wielkie przestrzenie”, gdzie jedną z dopuszczalnych opcji jest „eurazjatycka wielka przestrzeń” rozciągająca się od Atlantyku po Pacyfik. Inspiratorem tego „nowego porządku światowego” mają być oczywiście Moskwa i Pekin, zarządzające „międzynarodową walkę z globalizmem”, którego centralą są – w optyce sowieckiego geostrategia – Stany Zjednoczone”[9].

 

  1. Wobec Polski: „Trzeba rozkładać katolicyzm od środka”

 

Najciekawsze zostawiłem na koniec. Są to wypowiedzi Dugina, dotyczące Polski, które pojawiły się w wywiadzie udzielonym przez niego Grzegorzowi Górnemu z „Frondy”. Można by założyć, że przedstawione jest w nich stanowisko masonerii ukrytej w GRU wobec Polski.

Grzegorz Górny zadaje Duginowi następujące pytanie: „Czy są w polskiej tradycji jakieś pierwiastki, które wydają się Panu pociągające?”. A oto odpowiedź Dugina: „Stanowczo bliższe są mi słowiańsko-eurazjatyckie źródła polskości, ich element etniczny, a nawet pogański. Pociągają mnie pewne pierwiastki wschodnie czy też orientalne, kultura mniejszości. Myślę, że to, co najlepsze w polskiej historii, to tradycja żydowska w małych miasteczkach wschodniej Polski. Właściwie interesuje mnie w Polsce wszystko, co było antykatolickie: polska masoneria i okultyści, Jan Potocki i Hoene-Wroński, Mienżyński (zastępca szefa Czeka Feliksa Dzierżyńskiego – dop. S. K.) i Dzierżyński… Oni wszyscy wybrali drogę eurazjatycką”. [10]

A oto następne pytanie Górnego: „Słowem, z Pana punktu widzenia korzystne są wszelkie działania antykatolickie w Polsce?”. Odpowiedź Dugina: „Dokładnie tak. Trzeba rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne i antypapieskie. Katolicyzm nie może być wchłonięty przez naszą tradycję, chyba że zostanie głęboko przeorientowany w kierunku nacjonalistycznym i antypapieskim. Gdyby w Polsce działała loża w rodzaju irlandzkiej Złotej Jutrzenki, której liderzy, np. William Butler Yeats czy Maud Gonne, z jednej strony byli katolikami, z drugiej zaś – fanatycznymi okultystami zainspirowanymi kulturą celtycką, to można mieć jakąś nadzieję. Tacy ludzie mogliby rozkładać katolicyzm od wewnątrz i przeorientowywać go w kierunku bardziej heterodoksyjnym, a nawet ezoterycznym. Moi znajomi w Polsce mówią mi zresztą, że są u was takie grupki, mające związek z telemizmem czy dorobkiem Alistaira Crowleya”[11].

 

  1. Rosja, Niemcy, Polska

 

Dugin wprost mówi o ścisłej więzi pomiędzy Rosją i Niemcami i o tym, że należy ją maksymalnie pogłębiać: – „Koneczny miał rację. Niemcy są wewnętrznie podzielone. Bawaria ciąży ku Zachodowi, Prusy ku Wschodowi. Prusy to taka mała Rosja wewnątrz Niemiec. (…) To nasze zadanie. Zjednoczyć się z Niemcami i stworzyć potężny blok kontynentalny”[12].

 

  1. „Rosja nie jest zainteresowana w istnieniu niepodległego państwa polskiego w żadnej formie”

 

Dugin stawia wreszcie kropkę nad „i”: „Jesteśmy zainteresowani wchłonięciem, przy pomocy wywieranego przez nas nacisku, maksymalnej liczby dopełniających nas kategorii. Nie jesteśmy zainteresowani kolonizowaniem tak jak Anglicy, lecz wytyczaniem swoich strategicznych granic geopolitycznych bez specjalnej nawet rusyfikacji, chociaż jakaś tam rusyfikacja powinna być. Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana w istnieniu niepodległego państwa polskiego w żadnej formie”[13].

Dodaje jeszcze: „Polska znajduje się w tragicznej sytuacji geopolitycznej. Zarówno oni (tzn. Nowy Światowy Porządek), jak i my (Eurazjaci) chcemy pozbawić was waszego katolicyzmu. Nasza oferta jest jednak lepsza, ponieważ przy nas będziecie mogli przynajmniej rozwijać i realizować swoją słowiańską tożsamość. Im mniej wpływowe są więc siły prowschodnie w lobby antykatolickim, tym wasza sytuacja staje się tragiczniejsza. Mam jednak nadzieję, że pojawią się u was siły ciążące ku eurazjatyzmowi, może nastąpi jakaś synteza skrajnej prawicy ze skrajną lewicą”[14].

 

  1. Kultura i duchowość masońskiej Eurazji

 

Jaka ona jest czy, raczej, jaka powinna, według masonów, być?

Dugin w znacznej mierze odpowiada na to pytanie w następującej swojej wypowiedzi: „Wszystko zależy od tego, co nazwiemy chrześcijaństwem. Prawosławie i chrześcijaństwo to dwie różne rzeczy. Kiedy mówi Pan: “chrześcijaństwo”, ma Pan na myśli katolicyzm albo coś analogicznego do katolicyzmu. Tymczasem prawosławie definiuje się jako niekatolicyzm. Jeśli więc katolicyzm to chrześcijaństwo, wówczas prawosławie to niechrześcijaństwo. I na odwrót: jeśli my jesteśmy chrześcijanami, to wy nie jesteście. Opieram się tu nie tylko na twierdzeniach naszych ojców po wielkiej schizmie, ale także na autorytetach z VIII czy IX w. takich jak Focjusz. Prawosławie, które nie jest religią, lecz tradycją, jest o wiele bliższe temu, co nazywamy pogaństwem. Ono obejmuje i włącza w siebie pogaństwo. Nauka ojców kapadockich czy palamitów nie wchodzi w totalny konflikt z normami pogańskimi, a jedynie transformuje przedchrześcijańskie archetypy w prawosławnych kontekstach”[15].

Z powyższej wypowiedzi wynika, że Eurazja masonerii rytu francuskiego ma być krainą, w której duchowość i kulturę będzie wyznaczać specyficzna forma teologii różokzyża czyli tzw. kabały chrześcijańskiej. Duchem i zasadą ma tu być kabała, formą chrześcijaństwo, treścią wypełniająca tą formę kabalistyczny panteizm uwspółcześniony o pewną formę New Age – nowego pogaństwa, co w praktyce oznacza bogatą mieszankę różnorodnych kultów pogańskich z akcentem na kulty powstałe na obszarze Eurazji.

Dugin sugeruje w poprzednio zacytowanych wypowiedziach, tak jak Rybicki, że jednym z istotnych, dominujących nurtów duchowych i kulturowych ma być autentyczny nurt kabalistyczny, a zatem wyrastający z kabalistycznej tradycji żydowskiej.

 

  1. „Trzeba organizować zamachy”

 

Mówi też: „Europa ma dziś wybór: eurazjatyzm lub atlantyzm. Albo pójdzie z Rosją, albo z Ameryką. Jeżeli europejska Nowa Prawica wybiera nas, to znaczy wybiera żywioł barbarzyński, a więc musi przyjąć nasze metody działania. Trzeba organizować zamachy, zajmować się sabotażem, podpalać, wysadzać w powietrze mosty. Prawdziwy antymondializm to destrukcja i terror. (…) Trzeba stworzyć guerillę. Jeśli jesteś przeciw Nowemu Światowemu Porządkowi, to weź nóż, załóż maskę, wyjdź wieczorem z domu i zabij choć jednego yankie. Dlatego tak bliska jest mi Nowa Lewica, Czerwone Brygady, Rote Armee Fraktion. Nasze zadanie nie ogranicza się tylko do kultury, nasze zadanie to dokonanie realnej rewolucji. Do tego potrzebna jest ideologia i przygotowanie intelektualne, ale bez konkretnego uczestnictwa w akcji, bez przeżycia frontowego, bez chrztu bojowego – pozostanie to dla nas nieosiągalne.(…). Nowa Prawica to tylko projekt, my zaś jesteśmy projektantami i realizatorami, architektami i budowniczymi. Przyszłość nasza jest”[16].

Czy te wypowiedzi Dugina, fakt, że wskazuje on na GRU jako jedyną organizację, która może zrealizować przedstawione przez niego idee nie rzucają pewnego światła na „katastrofę” smoleńską?


A oto spis treści ksiazki “Masoneria polska 2012″


[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksandr_Dugin; patrz też: rosyjska Wikipedia pod hasłem Aleksander Dugin; http://pl.wikipedia.org/wiki/Hiperboreadzi; Hiperborejczyk, rozmowa z Bogdanem Herbutem Koziełem, Fronda, za: http://niniwa2.cba.pl/FASZI.HTM

 [2] Patrz: rosyjska Wikipedia pod hasłem Aleksander Dugin.

[4] http://arctogaia.com/public/consp/consp1.htm; pot.: http://politykawschodnia.salon24.pl/227351,futurologia-rosji-czesc-ii-pozytywny-scenariusz; http://wbimab.salon24.pl/146469,polscy-euroazjaci-kolejna-odslona-zdrady

[5] Por. Epiphanius, Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata. Nowy Ład Ekonomiczny. Globalizm. Masoneria i tajne sekty. Tłumaczenie J. W., Komorów 2009, 580.

[6] S. Krajski, Masoneria 1999, Warszawa 1999, s. 201-203.

[7] http://arctogaia.com/public/consp/consp1.htm; por. http://politykawschodnia.salon24.pl/227351,futurologia-rosji-czesc-ii-pozytywny-scenariusz; http://politykawschodnia.salon24.pl/221320,arktyka-2100-nowy-uklad-geopolityczny; http://wbimab.salon24.pl/146469,polscy-euroazjaci-kolejna-odslona-zdrady

[9] http://jaszczur09.salon24.pl/327404,zamach-w-norwegii-w-cieniu-kremla

[11] Tamże.

[12] Tamże.

[13] Tamże.

[14] Tamże.

[15] Tamże.

[16] Tamże.

Join the GMO resistance by labeling foods yourself!

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 02:42

Join the GMO resistance by labeling foods yourself!

It’s all part of the “label it” campaign, and thousands of people across the world are printing their own GMO labels, going to grocery stores, and slapping those labels right onto foods!

Serbowie w Kosowie bronią się zbrojnie przed kliką żydomasońską UE-NATO

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 02:18

Serbowie w Kosowie bronią się zbrojnie przed kliką żydomasońską UE-NATO

03/06/2012

Hollande koszerniej

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 13:31

Hollande koszerniej

How to fix up usury debts

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 05:48

Warren Buffet, in a recent interview with CNBC, offers one of the best quotes about the debt ceiling:
>
> “I could end the deficit in 5 minutes,” he told CNBC. “You just pass a law that says that anytime there is a deficit of more than 3% of GDP, all sitting members of Congress are ineligible for re-election.
>
> The 26th amendment (granting the right to vote for 18 year-olds)
> took only 3 months & 8 days to be ratified! Why? Simple!
> The people demanded it. That was in 1971 – before computers, e-mail,
> cell phones, etc.
>
> Of the 27 amendments to the Constitution, seven (7) took one (1) year
> or less to become the law of the land – all because of public pressure.
>
> Warren Buffet is asking each addressee to forward this email to
> a minimum of twenty people on their address list; in turn ask
> each of those to do likewise.
>
> In three days, most people in The United States of America will
> have the message. This is one idea that really should be passed
> around.
>
> Congressional Reform Act of 2012
>
> 1. No Tenure / No Pension.
>
> A Congressman/woman collects a salary while in office and receives no
> pay when they’re out of office.
>
> 2. Congress (past, present & future) participates in Social
> Security.
>
> All funds in the Congressional retirement fund move to the
> Social Security system immediately. All future funds flow into
> the Social Security system, and Congress participates with the
> American people. It may not be used for any other purpose.
>
> 3. Congress can purchase their own retirement plan, just as all
> Americans do.
>
> 4. Congress will no longer vote themselves a pay raise.
> Congressional pay will rise by the lower of CPI or 3%.
>
> 5. Congress loses their current health care system and
> participates in the same health care system as the American people.
>
> 6. Congress must equally abide by all laws they impose on the
> American people.
>
> 7. All contracts with past and present Congressmen/women are void
> effective 12/1/12. The American people did not make this
> contract with Congressmen/women.

>
> Congress made all these contracts for themselves. Serving in
> Congress is an honor, not a career. The Founding Fathers
> envisioned citizen legislators, so ours should serve their
> term(s), then go home and back to work.
>
> If each person contacts a minimum of twenty people then it will
> only take three days for most people (in the U.S. ) to receive
> the message. Don’t you think it’s time?

> THIS IS HOW YOU FIX CONGRESS!

>
> If you agree, pass it on. If not, delete.

Roy Tov: Evolution and 9/11

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 05:32

Evolution and 9/11

Don’t forget depleted uranium weapons — in Syria and Iran, too?

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 05:30

Depleted Uranium Weapons Are Nuclear Weapons

Depleted Uranium Weapons and Global Health

Fallujah, Iraq, Europe, Depleted Uranium, Cancer Birth Defects, 2012

Talk – Dr. Doug Rokke – Depleted Uranium

Depleted Intelligence of Depleted Uranium Apologists

Dirty Uranium Weapons Cover-ups

US / NATO War on Syria and Iran likely in Spite of Security Council Veto

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 05:16

US / NATO War on Syria and Iran likely in Spite of Security Council Veto

01/06/2012

Piotr Bein na PrisonPlanet.pl: III wś. itd

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 23:43

Część I wywiadu

Część II wywiadu

Motywy polityczne 11 IX

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 09:44

Fragmenty NATO na Bałkanach Piotra Beina, z 2005 r.

Nie zgłębiłem jeszcze wtedy kompleksu jot, stąd nieco naiwna terminologia USA, Amerykanie, Waszyngton...

………………….

Po osadzeniu bałkańskiego Hitlera w lochach Hagi, przyszła Operacja Trwała Wolność w Afganistanie. Polowanie na Osamę ibn Ladena, w odwecie za 11 IX, naiwni uważali za rozprawienie się z terrorystami. CIA współpracowało z ibn Ladenem od czasu inwazji radzieckiej na Afganistan do czasu ataków na WTC, o co rząd USA oskarżył ibn Ladena i Al Kaidę. Sekretarz stanu, Colin Powell, nazwał ataki 11 IX aktem wojny, a prezydent Bush, zapewnił naród, że nie będzie rozróżniał terrorystów, którzy popełnili te czyny od osób dających im schronienie. Były dyrektor CIA, James Woolsey, zasugerował poparcie państwowe. Były doradca bezpieczeństwa państwowego, Lawrence Eagleburger: Myślę, że jeśli nas tak atakują, pokażemy jak jesteśmy okrutni w sile i odwecie. Stało się jasne, gdzie będzie następna wojna i jakich użyje środków.

Po wojnie w Afganistanie, propaganda skierowała się na Irak, choć I wojna nad Zatoką Perską naprawdę nigdy się nie skończyła. Saddam Hussajn stał się najgorszym, jeśli nie większym zagrożeniem dla Ameryki, niż ibn Laden. Propaganda początkowo subtelnie, potem coraz nachalniej, zaczęła kojarzyć Hussajna z Al Kaidą. Amerykańska opinia publiczna szybko pojęła, że należy obawiać się jego broni masowej zagłady. Tego potrzebowała Operacja Wolność Iracka. Ponownie przykuto naszą uwagę do losu Irakijczyków w żelaznym uścisku brutalnego dyktatora, który głodził masy, zabierał im naszą pomoc humanitarną na swoje pałace i rodzinę. Pod publiczkę, jak w nalotach na Jugosławię.

Kiedy świat stracił już wiarę w wojnę USA z terrorem, George W. Bush i Condi Rice zaczęli mówić o wojnie z tyranią. Tyrania dotyczy relacji władcy z narodem, a nie z zagranicą, w tym USA. W 1917 r. była wojna o świat bezpieczny dla demokracji, a w 1941 r. – wojna kończąca wszystkie wojny. Chodzi o antyamerykańskich tyranów, oczywiście, bo Waszyngton bez trudności przyjaźni się z największymi tyranami, od pakistańskiej dyktatury wojskowej Muszarrafa, przez Alijewa w Azerbajdżanie, uzbeckiego Karimowa, Al-Sabaha w Kuwejcie, po Uribego w Kolumbii.

Waszyngton oczywiście oznacza polityczną dominację grupy gigantów korporacyjnych, militarnych i energetycznych od Halliburtona po McDonnell Douglasa, od Bechtela po ExxonMobil i ChevronTexaco, na modłę przewidzianą w przemówieniu prezydenta Eisenhowera w 1961 roku, w której ostrzegł on przed  nadmierną władzą w państwie przez kompleks wojskowo-przemysłowy. Nowo-wojny podchodzą pod jeden schemat. USA „nie potrafi” rozprawić się z rzekomym diabłem, a następnie opanować powojennego bezprawia i terroru w wyniku miejscowych rozgrywek politycznych czy etnicznych, których Imperium nie rozumie. Schemat stał się przejrzysty po serii ostatnich wojen:

- zrobić diabła z przywódcy wroga i oskarżyć go o zbrodnie wojenne, aby zażegnać sprzeciw;

- kłamać o humanitarnym celu ataku;

- stworzyć próżnię władzy, osadzić swoje marionetki;

- wycofać się zanim dojdzie do bałaganu;

- odwrócić uwagę następnym kryzysem… i od początku, każdorazowo pozostawiając po sobie śmierć i zniszczenie, otwierając drzwi nowej wojnie.

Kto następny? Długa lista „wrogów” Imperium ogłupia publikę w coraz bardziej rozklejonym świecie. Może i o to chodzi.

Globalna szachownica

Brak interwencji będzie katastrofą dla ludności Bośni, dla USA i dla naszych żywotnych interesów w Europie – Amerykańska Rada Interwencyjna dla Pokoju na Bałkanach 12.7.1995 r.

Zachodnie ani polskie środki przekazu nie sprecyzowały, o jakie żywotne interesy chodziło w wojnach bałkańskich pod koniec XX wieku: rywalizację mocarstw w Eurazji. Żeby dojść do tego wniosku, trzeba było poczekać na 11 IX i ciąg wojen z terrorem. Widać teraz Bałkany jako poletko na globalnej szachownicy, a pociągnięcia USA i NATO – ruchy kandydata na mistrza świata przed zadaniem szach mata. […] Po co NATO idzie na Wschód? Ropa naftowa i gaz? Ze swoim potencjałem, Stany Zjednoczone mogłyby wieść w alternatywnych źródłach energii. Jednak USA odmawia ratyfikacji umowy kyotowskiej o redukcji emisji gazów cieplarnianych. Idą na to pokaźne środki w postaci zbrojeń, wojen i utrzymania wojsk w dalekich zakątkach. Trudno nie wnioskować, że polityką bezpieczeństwa energetycznego USA rządzą wąskie interesy. Jakie inne interesy rządzą polityką Ameryki? […]

Kiedy 9.11.1989 r. rozebrano mur berliński, a potem handlarze uliczni sprzedawali przy Bramie Brandenburskiej kawałki jeszcze pokryte graffiti, właściwie rozebrano układ jałtański. I nie tylko Jałta leży w gruzach po berlińskim murze. W ruinach Jugosławii, której już nie ma leżą także konsekwencje pierwszej imperialistycznej wojny w Europie – norweski socjalista Pål Steigan burzył złudzenie o nadchodzącej erze pokoju i dobrobytu (książka z 1992 r. pt. Czas wojny czy mit o pokoju światowym?). Do mitologów należał wtedy Francis Fukuyama, który w książce pt. Koniec historii i ostatni człowiek próbował przekonać, że zwycięstwo USA w zimnej wojnie oznacza końcowy punkt ideologicznej ewolucji ludzkości, a amerykański styl liberalnej demokracji stanie się ostateczną formą rządu cywilizacyjnego. Pesymiści natomiast widzieli w upadku ZSRR i rozbiorze Jugosławii wstęp do ery wojen i zamętu. Ich obawy potwierdziły się po upadku muru berlińskiego.

[...] Od 1991 r. wywiązała się dyskusja odnośnie nowego miejsca USA w świecie. Bez ZSRR, wywnioskowali amerykańscy stratedzy, USA zostało panem świata, w którym, co najmniej tymczasowo, dominuje. Były doradca prezydencki, Zbigniew Brzeziński, pisał w 1997 r. w magazynie spraw zagranicznych Foreign Affairs i w książce pt. The Grand Chessboard – American Primacy And Its Geostrategic Imperatives (Globalna Szachownica Amerykański Prymat i Jego Nakazy Geostrategiczne): Statusu Ameryki jako przodującego mocarstwa najprawdopodobniej nikt nie zakwestionuje przez jedno pokolenie. Żadne państwo nie zrównałoby się ze Stanami Zjednoczonymi w żadnym z czterech wymiarów siły – militarnej, gospodarczej, technicznej i kulturalnej – nadających globalną siłę polityczną.

Utrwaliwszy władzę na półkuli zachodniej, argumentuje Brzeziński, USA musi dążyć do penetracji Eurazji: Wypłynięcie USA jako jedynego supermocarstwa nakazuje teraz zintegrowaną, wszechstronną strategię w Eurazji [...] Eurazja skupia 75% ludności świata, 60% produktu brutto i 75% zasobów energetycznych [...] Mocarstwo władające Eurazją panowałoby nad dwoma z trzech najbardziej zaawansowanych i gospodarczo wydajnych regionów świata, Europą Zachodnią i Azją Wschodnią. Władza nad Eurazją oznacza subordynację Bliskiego Wschodu i Afryki oraz dostęp do głównych zasobów Oceanii: pilnym zadaniem jest zapewnić, że żadne państwo lub grupa państw nie wyprze Stanów Zjednoczonych ani nawet nie umniejszy jego decydującej roli.

NATO to najlepsze, według Brzezińskiego, narzędzie osiągnięcia nieszkodliwej hegemonii amerykańskiej, bo w odróżnieniu od związku USA-Japonia, NATO umacnia amerykański wpływ polityczny i siłę wojskową na kontynencie euroazjatyckim. Wszelka ekspansja europejska jest ekspansją wpływów amerykańskich, gdy Europa jest zależna od Ameryki: Obszerniejsza Europa i powiększone NATO będą służyć krótko- jak i długofalowej polityce USA. Większa Europa poszerzy zakres wpływów USA, ale bez jednoczesnego wyzwania Stanom Zjednoczonym. Zatem akcja NATO w Jugosławii, pierwsza ofensywa w historii sojuszu, była umacnianiem wiodącej pozycji USA na świecie, a rozszerzenie NATO na Polskę, Węgry i Republikę Czeską – rozszerzeniem wpływów USA na Europę i świat.

Trzecia wojna światowa?

Ponad 700 baz wojskowych i wywiadowczych USA na świecie wyznacza granice Imperium. To oznacza, że USA woli mieć do czynienia z innymi państwami na podłożu militarnym niż dyplomatycznym, handlowym, czy przez wymianę kulturalną – uważa Chalmers Johnson, autor książki pt. The Sorrows of Empire (Boleści Imperium, Metropolitan Books 2004). Kluczem do panowania nad Azją Środkową jest Uzbekistan. W przemowie do kongresu USA kilka dni po 11 IX, prezydent Bush wymienił Uzbekistan jako pierwsze miejsce stacjonowania wojsk amerykańskich w Azji Środkowej. Wojska USA i Zjednoczonego Królestwa oraz CIA działały tam kilka lat wcześniej. Stany Zjednoczone chcą zdominować byłą sferę radziecką.

[…] Kampania NATO w Jugosławii posłużyła za prototyp. Przyszłe konflikty wojenne Zachodu potoczą się w rejonach bardziej wybuchowych niż Bałkany. Zwolennicy Nowego Ładu posiadają broń atomową, jak ich potencjalni przeciwnicy. Trzecia wojna światowa z użyciem broni nuklearnej i skażeniem promieniotwórczym o co najmniej niskim natężeniu (lecz równie zabójczym) może wybuchnąć w Azji Środkowej. […]

Euroazjatyckie Bałkany

W swej książce z 1997 r. Brzeziński nazwał rejon środkowo-azjatycki Bałkanami Eurazji. Zakreślił na dołączonej mapce te tereny, które stały się miejscem działań sił zbrojnych USA w wojnie w Afganistanie w 2001 r. włącznie z graniczącymi z nim Tadżykistanem, Uzbekistanem i Turkmenistanem, gdzie USA i NATO założyły bazy wojskowe długo przed kampanią afgańską. Brzeziński tłumaczy znaczenia byłych republik ZSRR w Azji Środkowej: Są ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa i historycznych ambicji co najmniej trzech z ich bezpośrednich i silniejszych sąsiadów – Rosji, Turcji i Iranu, także Chin, które sygnalizują rosnące zainteresowanie polityczne regionem. Lecz euroazjatyckie Bałkany są nieskończenie ważniejsze jako trofeum gospodarcze; znajduje się tam ogromna koncentracja gazu ziemnego i zasobów ropy naftowej, poza tym ważne minerały włącznie ze złotem.

Brzeziński pisze o byłych republikach ZSRR: trwająca w nowych państwach eksplozja demograficzna oznacza wybuchową sytuację wzdłuż południowych granic Rosji, jeśli te państwa nie zdołają zapewnić wzrostu gospodarczego. To, zdaniem niektórych obserwatorów, tłumaczy przyzwolenie Putina na obecność NATO i wojnę w Afganistanie. Bałkany euroazjatyckie grożą przekształceniem się w kocioł konfliktów narodowościowych i wielkich rywalizacji o władzę […] siły globalnego nieporządku mogłyby wkrótce zapanować na scenie światowej […] Zważywszy znaki ostrzegawcze na horyzoncie Europy i Azji, każda pomyślna polityka Ameryki musi skupić się na Eurazji jako całości i musi być prowadzona według geostrategicznego planu.

W cytatach z Brzezińskiego uderzają trzy rzeczy: (i) na arenie międzynarodowej dzwoni ostatni dzwonek dla USA na chwycenie władzy światowej, (ii) raz osiągnięta globalna hegemonia USA pozostanie na wieki, (iii) psychologia zbiorowa reaguje na monumentalne wydarzenia związane z poczuciem osobistego bezpieczeństwa i można nią manipulować. […]

Teorie spiskowe

Wydarzenia od czasu ataków 11 IX następują zgodnie z planem amerykańskiej geostrategii. Obecne wojny to, słowami Brzezińskiego, początek ostatecznego konfliktu zanim światowa dominacja Stanów Zjednoczonych rozwiąże wszelkie inne rządy. Członek Rady Stosunków Zagranicznych (Council on Foreign Relations, CFR) i doradca prezydentów USA, Brzeziński, uważa, że wtedy wszystkie państwa narodowe wejdą w skład Nowego Ładu pod dyktando banków, korporacji i elit, utrzymujących władzę przez manipulacje i wojny. Ten nowy porządek to plan CFR. Gdyby Ameryka nie zapanowała nad globem, nastąpiłby świat chaosu: Ustąpienie Ameryki lub nagłe wypłynięcie pomyślnego rywala mogłoby spowodować ogromną nierównowagę międzynarodową. Wywołałoby światową anarchię. Brzeziński uczestniczył w szeregu obrad Grupy Bilderberga – stowarzyszenia najbardziej wpływowych rodzin, banków i korporacji świata.

Dr Johannes Köppl, były wysoki urzędnik ministerstwa obrony Niemiec i doradca byłego sekretarza generalnego NATO, Manfreda Wernera, potwierdził plan CFR w wywiadzie dla witryny Internetowej From The Wilderness (6.11.2001, www.copvcia.com): Motywy jak plan CFR administracji Busha, Komisji Trójstronnej, założonej przez Brzezińskiego dla Davida Rockefellera, oraz Grupy Bilderberga, były przygotowaniem do wcielenia otwartej dyktatury globalnej w ciągu najbliższych pięciu lat. Nie walczą z terrorystami. Walczą z obywatelami.

Rząd USA nie zapobiegł atakom 11 IX, bo potrzebował poparcia opinii publicznej dla wojen, które, zdaniem wiceprezydenta Cheney’ego, mogą nie skończyć się za naszego życia. Wojny będą trwać aż wszystkie grupy gdziekolwiek na świecie dysponujące siłą polityczną, gospodarczą czy militarną zdolną przeciwstawić się globalnej dyktaturze, zostaną zniszczone. Stąd naloty na byłych sprzymierzeńców USA, talibów w Afganistanie, definicje państw osi zła i „dowody” na broń masowego zniszczenia. Stąd dziwne i dyletancko tłumaczone zamachy bombowe „Al Kaidy” (np. na indonezyjskiej wyspie Bali jesienią 2002 roku, gdzie najprawdopodobniej służby specjalne USA i Izraela podłożyły małą atomówkę, aby skłonić Australijczyków do poparcia wojny z Irakiem (http://homepage.ntlworld.com/steveseymour/nuke/bali_micro_nuke.htm). Stąd też nieudowodnione dotąd powiązania irackich terrorystów z Al Kaidą.

Przy komentarzu o niechęci amerykańskiej opinii publicznej do panowania Ameryki nad całym światem, Brzeziński przypomina o Pearl Harbour. Myślał o mobilizacji Amerykanów propagandą i masową psychologią, zresztą nie po raz pierwszy w historii. Każdą wojnę Ameryki ostatnich stu lat poprzedzały prowokacje celem rozsiania popłochu i podania „obronnego” motywu planowanej agresji – od propagandowej eksplozji okrętu Maine, która w 1898 r. rozpoczęła wojnę z Hiszpanią, przez znany zawczasu i przyzwolony atak japoński na Pearl Harbour, po „masakrę” w Raczaku tuż przed nalotami na Jugosławię w 1999 r. Michael Rupert skomentował na witrynie From The Wilderness podczas wojny w Afganistanie: Są teraz dowody, że to, co świat ogląda jest na zimno wykalkulowanym, powstającym przez co najmniej cztery lata planem wojny, a ze słów Brzezińskiego o Pearl Harbour wynika, że ataki na World Trade Center były właśnie zapłonem potrzebnym do rozpoczęcia końcowego podboju.

11 IX stanowił pożądany bodziec psychologiczny: uzasadniona obroną własną walka ze światowym terroryzmem. Władze wiedziały o planowanych zamachach przez terrorystów radykalnego islamu i nie przeszkodziły im, żeby mieć pretekst monumentalnej wojny z terrorem – właśnie w Azji. Obserwatorzy sądzą, że władze USA miały w atakach czynny udział, np. porwane samoloty były typu sterowalnego zdalnie z centrali ochrony lotnictwa na wypadek porwania. Pośrednie dowody elity zbywają jako teorie spiskowe, nie przytaczając kontrargumentów, co przypomina odrzucanie zarzutów przeciw syjonistycznym poczynaniom Izraela – nagonka na Żydów.

Köppl jeździł do Waszyngtonu jako przedstawiciel Niemiec w NATO w końcu lat 1970tych. Poza Brzezińskim, spotkał w Białym Domu Steve’a Larabee z CFR, byłego dyrektora CIA Johna McCloya, ekonomistę Miltona Friedmana i osobistości z Biura Zarządzania i Budżetu prezydenta Cartera. Wygłaszał referaty przed Grupą Bliderberga i podkomitetami Komisji Trójstronnej do czasu, gdy zaczął kampanię przeciwko nim. Szybko upadł w łaskach, gdy zorientował się, że Brzeziński należy do grupy planującej globalną dyktaturę: W latach 1983–1984 ostrzegłem, że ci ludzie organizują przejęcie władzy nad światem. Mieli oczywisty plan obalenia prawdziwych demokracji, a liderów [państw] nie selekcjonowali na podstawie charakteru, tylko lojalności dla systemu gospodarczego narzuconego przez elity i poświęconego utrzymaniu ich władzy. Teraz mamy tylko pseudo-demokracje.

Köppl w wywiadzie dla From The Wilderness w czasie wojny w Afganistanie: Obecne elity zasiewają tak wielki strach, że ludzie nie wiedza, jak się zachować. Ale to jest posunięcie ku wdrożeniu globalnej dyktatury w ciągu najbliższych pięciu lat. Może nie być drugiej szansy. Köppl wspominał spotkanie z kongresmanem Larrym McDonaldem w Norymberdze na początku lat 1980tych. McDonald, który wtedy rozpatrywał ubieganie się o prezydenturę USA, srogo krytykował te elity. Zginął w locie nr 007 koreańskich linii lotniczych, zestrzelonym przez Rosjan w 1985 r. Zdaniem Köppla, mógł to być zamach. Wielu autorów doszło do tego samego wniosku.

Jeśli samolot pełen pasażerów poświęcono dla zamordowania jednego człowieka, świadczy to o małej wartości życia ludzkiego dla żądnych globalnej władzy. W takim świetle proponowane w Operacji Northwood przeciw Castro zestrzelenie samolotu wypełnionego amerykańskimi studentami, czy pogrzebanie tysięcy niewinnych ludzi w WTC i Pentagonie 11 IX, nie wydają się nieprawdopodobne. Cóż dopiero mówić o obcych w Serbii, Iraku czy Afganistanie, czy nawet o własnym wojsku zapisanym na straty w wyniku działania broni uranowej użytej na frontach globalizacji.

W 1983 r. Köppl ostrzegł w Newsweeku i innych magazynach, że Brzeziński i CFR to tylko część wysiłków zaprowadzenia globalnej dyktatury: Miałem do czynienia z kryminalną grupą. Nie mogłem opublikować więcej w tzw. poważanych wydawnictwach. Moja 30-letnia kariera polityczna skończyła się. Ludzi na Zachodzie wyszkolili na dobrych konsumentów: skupcie się na pieniądzach, wozach sportowych, pięknie, rzeczach. Nie wyszkolono, by szukali siły charakteru u ludzi. Köppl napisał w 1989 r. książkę pt. The Most Important Secrets in the World (Najważniejsze Sekrety Świata, www.antaris.com).

Od Bośni przez Kosowo do Bagdadu

Gdy USA próbowało uzasadnić inwazję w Iraku, musiał wypłynąć precedens bałkański. Richard Holbrooke, były szermierz polityki bałkańskiej USA, skarżył się w Washington Post (23.2.2000), że buszyści stracili przywództwo stworzone interwencjami na Bałkanach: w 1999 r. administracja Clintona i nasi sojusznicy w NATO zdecydowali bombardować Serbię nawet nie starając się o akceptację ONZ po tym, gdy stało się jasne, że Rosja sprzeciwi się każdej propozycji. Kontrastuje to z pozornie bojową administracją Busha szczególnie zważywszy, że Saddam Hussajn jest o wiele gorszy niż Slobodan Miloszewić, a Irak zostawił długą litanię pogwałconych rezolucji Rady Bezpieczeństwa, podczas gdy nie było żadnych pogwałceń w przypadku Kosowa. Holbrooke przyznał więc, że USA i NATO bezkarnie pogwałcili prawo międzynarodowe, a Bush powinien zrobić to samo w Iraku.

[…] Kapitał amerykański poparł hojnie Hitlera w jego podboju ZSRR. W dobie zimnej wojny polityka Waszyngtonu zatrzymania ekspansji komunizmu, jeśli ją obnażyć z fałszu i przesady, wyrażała nieustające ambicje amerykańskich banków i korporacji rozszerzenia zasięgu na Europę Wschodnią i Rosję. Wydarzenia lat 1989-1991 otworzyły drogę na Wschód. Reintegracja byłych terytoriów ZSRR obiecuje zasoby naturalne liczone na biliony USD i EUR. Trwa walka o podział tych zasobów między mocarstwa zachodnie.

Pepe Escobar w cyklu Pipelineistan (Rurociągostan – od nazw państw Azji Środkowej), rozpoczętym w azjatyckim wydawnictwie Asia Times w 2002 roku, nie ma wątpliwości o podbojach USA: Nie jest przypadkiem, że mapa terroru na Bliskim Wschodzie i w Azji Środkowej praktycznie pokrywa się z mapą zasobów ropy naftowej. Do realizacji są Nieskończona Sprawiedliwość, Trwała Wolność i Wieczne Zyski – nie tylko przez amerykański kompleks przemysłowo-wojskowy, ale szczególnie przez amerykańskie i europejskie giganty ropy. Globalna petrostrategia Waszyngtonu ma uniezależnić USA od dostaw z OPEC.

Afganistan leży między Azją Środkową a rynkami podkontynentu indyjskiego oraz Chin i Japonii. Północny sąsiad Afganistanu, Turkmenistan, leży na gazie (stąd nazwa Republika Gazu). Drugim co do wielkości producentem jest sąsiad Uzbekistan. Poza tym, Azja Środkowa jest bogata w miedź, węgiel, wolfram, cynk, żelazo, uran i złoto. W tej chwili eksport idzie przez Rosję, więc strategia Zachodu polega na budowie rurociągów do Turcji i Europy Zachodniej oraz na Wschód przez Afganistan. Wszystkie nieprzyjazne państwa na trasie rurociągów na Zachód doznały wojen: Czeczenia, Gruzja, Kurdystan, Jugosławia, Macedonia. Na szlakach wschodnich, to samo dotyczy zachodniej prowincji Sinciang w Chinach i Afganistanu. Tymczasem Indie, Rosja i Izrael planują zaopatrywać Azję Południową i Południowo-wschodnią przez Afganistan i Indie.

Ręka rękę

Wiceprezydent USA Cheney przewodniczył korporacji Halliburton, jednej z największych świadczących usługi branży ropy i gazu w 130 krajach – 100 tysięcy pracowników, roczne obroty 20 mld USD, członek klubu najbogatszych firm Fortune 400. Cheney i Bush junior spędzili sporą część kariery w małej firmie Arbusto, kierowanej przez …Cheney’ego. Arbusto nigdy nie zarobił pieniędzy, ale firmę hojnie wspomagali bogaci Saudyjczycy. Do akcjonariuszy firmy należał niejaki James Bath, bardzo bliski Busha seniora i główny pracz pieniędzy dla ciemnych gwiazd znad Zatoki Perskiej, takich jak  Salem bin Laden, jeden z licznych braci Osamy.

[…] USA rozpuściło islamski ekstremizm w Afganistanie, by zastraszyć rządy nowych republik w Azji Środkowej. Islamski fundamentalizm jest podstawową kartą w geostrategii USA od czasów zimnej wojny, gdy CIA zleciło pakistańskiemu wywiadowi wojskowemu ISI uzbrajanie mudżahedinów po zęby (rozdział pt. Islam wojujący na Bałkanach). Dzisiejszych terrorystów, wywodzących się z tradycji afgańskiej pielęgnowanej przez Osamę ibn Ladena, wychwalał sam prezydent Reagan, porównując ich do Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Ameryka zdobywa Afganistan, główne skrzyżowanie Rurociągostanu, od ponad 20 lat. Z pomocą CIA mudżahedini (potem talibowie) przekształcili Afganistan w Heroinostan. Narkotyk przesyła się na Zachód tak intratnym szlakiem przez Turcję i Bałkany, że po drodze postępowe elementy wolności i demokracji jak WAK zakupiły potrzebną broń i przejęły władzę w Kosowie i Macedonii, a Albania jeszcze nie umarła z głodu.

[…] Niezależni publicyści tacy, jak Marek Głogoczowski wiedzieli, czym pachnie Soros, ale nie znaleźli zainteresowania w społeczeństwie ogłupionym zasadą co przeciw nowemu, to komuchowe. Większość dała się nabrać, w tym bojownicy o dobre rzeczy dla Polski, może dlatego, że sorosowskie fundusze motywowały do działania, tyle, że w sferach manipulowanych przez globalistów. […] Kierownictwo finansowanych przez Sorosa organizacji ma zadanie jednoznaczne. Jedną z najbardziej wpływowych jest International Crisis Group (ICG, Międzynarodowa Grupa od Kryzysów), założona w 1986 r. Dla jej przywódców panowanie nad konfliktami sprowadza się do panowania USA nad narodami i zasobami świata. Soros otwarcie bierze w tym udział. Przekupywał przyszłych rewolucjonistów, fundował polityków, intelektualistów – każdego, kto mógłby dojść do władzy w momencie rewolucji.

Nazwa ICG jest trafna. Wybrani przez Sorosa do ICG: gen. Wesley Clark – dowodził zbrodniom wojennym w nielegalnej wojnie NATO przeciw Serbii w 1999 r.; Louise Arbour, była naczelna prokurator w natowskim „trybunale” zbrodni wojennych; były sekretarz stanu, Morton Abramowitz, entuzjastycznie popierający muzułmanów bośniackich i Albańczyków w wojnach secesyjnych; oraz Zbigniew Brzezinski, którego „rusofobiczne” jątrzenia umożliwiły powstanie „zjawiska” Osamy ibn Ladena i jego dżihadowej kohorty.

20 lat temu środki przekazu zaczęły rozprawiać o organizacjach pozarządowych i globalizacji. Zaczął się mętnie uzasadniany pęd do prywatyzacji i „reform” świadczeń socjalnych w tak luźno kapitalistycznych państwach, jak Kanada, aby zbliżyć się do modelu USA, gdzie zaczęto przykręcać śrubę. Mniej więcej od lat 1980-tych było coraz trudniej znaleźć i utrzymać pracę. Legendarne zabezpieczenie bytu, idące z posadą w rządzie federalnym lub prowincjonalnym Kanady, prysło jak bańka mydlana. Firmy prywatne też zrobiły się mean and lean, czyli podłe i gołe. Obecnie, albo jesteśmy bezrobotni i angażujemy się przeciw systemowi, przedwcześnie zużywając oszczędności emerytalne, bo taka praca nie daje zysków, lub pracujemy po 12-16 godzin dziennie widząc marne wyniki: w Polsce utrzymanie się zaledwie ponad przeciętną, w Kanadzie – parę dolarów w przeliczeniu na godzinę. To jest neoliberalizm.

 […] Manipulacje liczbami dla pożądanego oddźwięku społecznego, stanowiły trzon kampanii Council on Foreign Relations po 11 IX. CFR spotkał się 6 listopada, by planować dużą kampanię dyplomacji publicznej.  Utworzył w tym celu Niezależną Grupę Działania ds. Reakcji Ameryki na Terroryzm. Soros dołączył do Holbrooka, Gingricha, Shalikashvili (były szef połączonego sztabu sił USA) i innych mocodawców w kampanii przekształcenia zabitych 11 IX w narzędzie polityki zagranicznej USA. Raport CFR uzasadnił wojnę z terroryzmem, a Soros pozostawił odciski palców na jej propagandzie: Wysocy urzędnicy USA mają wywrzeć nacisk na zaprzyjaźnione rządy arabskie i muzułmańskie, by nie tylko publicznie potępiły ataki z 11 IX, ale i poparły uzasadnienie i cele antyterrorystycznej kampanii USA. Nigdy nie przekonamy społeczeństw Bliskiego Wschodu i Południowej Azji o słuszności naszej sprawy, jeśli ich rządy będą milczeć. Powinniśmy im pomóc odpierać jakiekolwiek reperkusje takich oświadczeń, ale ich głos musi dołączyć do naszego…

Uprzednie działania amerykańskiego bezprawia, piątej kolumny i propagandy, wespół z islamską, nie poszły na marne: Skłońmy muzułmańskich Bośniaków, Albańczyków i Turków, by wyedukowali zagraniczną publiczność o roli USA w uratowaniu muzułmanów w Bośni i Kosowie w latach 1995-1999 oraz o naszych długotrwałych, bliskich stosunkach z muzułmanami na całym świecie. Zaangażujmy miejscowych intelektualistów i dziennikarzy ze wszystkich stron, bez względu na ich poglądy. Systematycznie, na bieżąco obserwujmy miejscową prasę, by móc reagować na czas… Podkreślajmy przypominanie ofiar (idealnie nazwiskami, by je spersonifikować), kiedy tylko dyskutujemy naszą sprawę i cele.

[…] Mocarstwa rozumieją rolę propagandy. Jest tak ważna jak siła wojskowa, bo zjednuje wyborców i obce mocarstwa do poparcia polityki agresji. Prawda spowodowałaby moralne potępienie i zagrożenie dla władzy. Dlatego środki przekazu stały się nieodzowną częścią kompleksu rządowo-wojskowo-przemysłowego. Straciły niezależność i służą celom politycznym elit. NATO to nie tylko siła wojskowa i służby specjalne. To także ogromna armia kierownictwa agencji prasowych i sieci telewizyjnych pod wpływem elit, dziennikarze na ich usługach i sprzęt telekomunikacyjny ogromnej wartości. […]

Hitler na recepcji dla prasy w 1938 roku: Należy teraz przygotować naród niemiecki psychologicznie. Trzeba udowodnić, że cele są nieosiągalne środkami pokojowymi i potrzebna jest przemoc. Aby to osiągnąć nie można po prostu zdać się dziś na przemoc. Potrzeba sytuacji za granicą, którą można przedstawić w taki sposób, że niemiecka ludność sama będzie domagać się użycia przemocy. Więc każdą wojnę poprzedza obrazek. Płonący Reichstag, skrzywdzeni niemieccy autochtoni, zaatakowane okręty USA w Zatoce Tonkin, walące się wieże WTC – sceny prawdziwe lub nie, ale pożądane dla uzasadnienia agresji. Im mniej obiektywnych powodów do wojny, tym więcej „dowodów” przytacza wojenna propaganda.

Dla przeciętnych obywateli im prostsza opowiastka, tym lepiej się zarejestruje, kłamstwo powtórzone wielokrotnie staje się niezbitą prawdą, a jeden obrazek jest wart tysiąc słów.

31/05/2012

Jonathan Azaziah: Wikileaks obnażone cz. I

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 20:41

Wikileaks obnażone cz. I

Jonathan Azaziah 21.12.2010. Wybór, przekład-skrót i śródtytuły Piotr Bein, wykaz źródeł w angielskim oryginale

Operacja służb USA i Izraela

Wśród społeczności przeciw wojnie i syjonizmowi, nie było takiej histerii jak wokół Juliana Assange i Wikileaks, od czasu “wzlotu” do prezydentury syjonistycznego podżegacza wojennego, Obamy. Jego gładkie kłamstwa uśpiły miliony trzeźwych w fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Tak samo Wikileaks zamydliło oczy przeciętnym ludziom oraz wybitnym aktywistom i autorom wizerunkiem gwizdkowego Assange. Populistycznego poparcia ani miłości dla obecnej marionetki kompleksu jot, nie umniejszyło nawet ujawnienie syjonistycznych korzeni Obamy, z wpływowymi proizraelskimi figurami jak Abner Mikva, Joel Sprayregen, Newton Minow, Bettylu Saltzman, Rabbi Arnold Jacob Wolf, Lester Crown i Penny Pritzker, którzy pomogli wzejść tej politycznej gwieździe w Chicago (1). Po wyznaczeniu Obamy na “kandydata” demokratów, wygłosił on mowę przed pro-izraelskim AIPAC, oświadczając swym panom, że USA są niewruszenie oddane bezpieczeństwu Izraela (2). Jego zwolennicy nie drgnęli. Ich legiony nie zdały sobie sprawy ze zmyłki sloganu nadzieja i zmiana nawet po jego milczeniu podczas ataku Izraela (3), który w nielegalnie oblężonej Gazie zabił 1440 niewinnych Palestyńczyków, w tym 431 dzieci. Dopiero ostatnio, z powodu szerzenia w Jemenie przez Obamę Projektu Nowego Amerykańskiego Stulecia (PNAC) syjonistycznej administracji Busha, eskalacji morderczych nalotów dronowych w Pakistanie i wzmożenia ludobójstwa w okupowanych Iraku i Afganistanie, wyszli z transu jego entuzjaści, choć wielu pozostaje ślepymi.

Assange i Wikileaks przyćmili podsycany przez syjonistów szał wokół Obamy. Nagłaśniane i w pełni poparte w mendiach, Wikileaks wzeszło w szczyt: gwizdkowy gwizdkowych w całej historii. Assange osiągnął status boga, przyćmiewając gwiazdy rocka i filmu; nie wolno kwestionować Wikileaks ani badać Assange. Wszystko, co ta organizacja robi jest dla dobra ludzkości, a wszystko co mówi Assange, jest 100% prawda. To chorobliwa ułuda. Podziwiane na całym świecie “przecieki” nie są takimi. Wikileaks to nawet nie toksyna jot, tylko operacja służb USA i Izraela, całą gębą.

Biało-niebieskie odpowiedzi

Masowy morderca Gazy, Netanjahu powiedział syjonistycznemu New York Times dzień po atakach 11 IX, że były one  bardzo dobre dla stosunków USA-Izrael i od zaraz wywołają sympatię dla państwa syjonistycznego (4). Rok potem wyłożył Kongresowi  USA argumenty na wymazanie Iraku dla dobra Izraela (5). Ten zbrodniarz wojenny powtórzył w 2008 r. swój komentarz o mosadowskim ataku fałszywej flagi 11 IX, dodając, że jego reżim korzysta na amerykańskich zmaganiach w Iraku (6). W lipcu 2010 r. Netanjahu oświadczył, że jakiekolwiek wycofanie sił z Iraku pozostawi Tel Awiw na pastwę ponownych wrogich działań (7). Netanjahu pokazał podobną arogancję z Wikileaks. Kilka godzin przed opublikowaniem Afery Depeszowej, wydał się o uprzedniej wiedzy Tel Awiwu (8), mówiąc, że Izrael nie będzie centrum międzynarodowego zainteresowania. Następnego dnia potwierdził to: afera w ogóle nie zaszkodziła Izraelowi; starszy rangą przedstawiciel jego administracji powiedział:  wyszliśmy wyglądając bardzo dobrze (9). Tegoż dnia, b. doradcy bezpieczeństwa narodowego rzeźnika Libanu, Ehuda Olmerta i architekta masakr Sabra i Szatila, Ariela Szarona, chwalili się: Izrael korzysta na tych przeciekach (10). Zapytany na Radio Izrael o przecieki, izraelski minister finansów Juval Steinitz powoedział, że nie widzi szkód, wręcz przeciwnie (11). Mendia Izraela wzmocniły oświadczenia morderczych liderów: gdyby Wikileaks nie istniało, Izrael musiałby je wymyślić (12). Poza diabelską ironią tego zdania, poniżej zobaczymy w nim następny dowód uprzedniej wiedzy Izraela.

Podczas gdy narody ciemiężone zbierały się do obrony przed naporem Wikileaks, kilku przedstawicieli  nielegalnego państwa syjonistów, w tym sam premier, otwarcie zapewniali o nienaruszalności Izraela – żadnej szkody, łup satysfakcji i mnóstwo korzyści. Jeśli Izrael nie stoi za Wikileaks, to skąd jego przedstawiciele wiedzieli, że nie dostanie się pod szkło powiększające międzynarodowych mediów? Jeśli  Wikileaks nie chroni planów Izraela, to czemu mówią bezkompromisowo, że ich nielegalne okupujące państwo nie ucierpiało wskutek tej afery? A jeśli Izrael rzeczywiście steruje Wikileaks, to opisy mendialne Assange i jego załogi jako gwizdkowych są zgoła fałszywe, no nie? Logika i chłopski rozum nakierują wszystkich na oczywiste, biało-niebieskie odpowiedzi w kształcie sześcioramiennej gwiazdy.

Oczywistość

W dziennikach wojny afgańskiej i notkach z wojny w Iraku, Wikileaks wymieszało hasbarę z faktami zbrodni wojennych USA i W. Brytanii. Afera Depeszowa też miesza prawdę z syjonistycznymi kłamstwami, dla maksa potencjału kampanii dezinformacyjnej. Jak poprzednie przecieki, prawdy są przykładami ujawnień przez reporterow i aktywistów długo zanim Wikileaks agresywnie wcisnęło je poprzez mendia. Włączono następujące powtórki rewelacji:

  • Izraelska próba koordynacji ataku na Gazę ze zdradzieckim palestyńskim kolaborantem, Abbasem i brutalnym syjonistycznym dyktatorem Egiptu, Mubarakiem (13).
  • Prezydent Jemenu, marionetka USA i Arabii Saudyjskiej, Ali Abdullah Saleh zatuszował naloty USA, które zabiły dzieci (14).
  • “Tajna” wojna USA w Pakistanie (15).
  • Przedstawiciel Libanu zaoferowal Izraelowi doradztwo, jak zgnieść libański ruch oporu, Hizbollah (16).
  • Loty szpiegowskie USA mad Libanem z bazy Diego Garcia (17).
  • Izraelska mafia istnieje bezpiecznie w Izraelu i jest niezwykle niebezpieczna (18).

[Nt. ww. przypadków, autor podaje plejadę detali obciążających kompleks jot, o których milczy Wikileaks - PB]

Koszer Nostra

Pozornie, rewelacje o wpływie izraelskiej przestępczości zorganizowanej wewnątrz syjonistycznego kolonizatora są przełomowe, przerażające, szokujące. Ale analiza depeszy wskazuje na powtórkę uprzedniej wiedzy, wymieszanej z okropnymi wymysłami dla wysoce skutecznego zatuszowania. Media bliskowschodnie i syjonistyczne mendia zachodnie donosiły, że izraelskiego bossa mafii, Jaakova Alperona zabito w zamachu w 2008 r. (63), podobnie jak podpora mafii, mężny Zeev Rosenstein, aresztowany w 2004 r. za rozprowadzanie niewyobrażalnej masy dragu ekstaza (64). Wiadomo już było, że Mafiosi dostali szkolenie w zamachach i broni podczas służby w Izraelskich Siłach Okupacyjnych (65). Te oczywiste przypadki nie oczyszczają tylko oskarżają Wikileaks jeszcze surowiej propagandą w depeszy: Nie do końca wiadomo, jak elementy przestępczości zorganizowanej spenetrowały izraelski establiszment i skorumpowanych przedstawicieli rządu. Taa… Od l. 1980-ych, mafia izraelska wywiera olbrzymi wpływ na rząd w Tel Awiwie, koordynując korupcję z Nowego Jorku i ulic okupowanej Palestyny (66). Depesza przedstawia zbrodniarza wojennego Olmerta pozytywnie, bo zwołał zebrania wyjątkowe wobec obaw o bezpieczeństwo publiczne i obiecał dodać 1000 funcjonariuszy do wysiłków pokonania przestępczości zorganizowanej. Naprawdę, Olmert jest związany z mafią izraelską (67). Został oskarżony o korupcję odnośnie Banku Leumi (68), gdzie notoryczny handlarz diamentów ociekających krwią, Lev Leviev ma znaczny udział (69). Leviev ma głębokie związki z przestępczością zorganizowaną, dzięki powiązaniom handlowym z rosyjsko-izraelskim oligarchą i mafiozem, Romanem Abramoviczem (70).

Najśmieszniejsze jest to w depeszy: Niewiele wiadomo o zasięgu rosyjskiej działalności przestępczej w Izraelu. Izraelska mafia to właśnie rosyjska mafia w Izraelu! Depesza próbuje też wrednie podzielić winę za przestępczość równo między Arabów i mafijne rodziny rosyjskich Żydów w Izraelu. Rosyjska Czerwona Mafija jest niezwykle rasistowska i terytorialna. W wyścigu do kryminalnej dominacji, kooperuje tylko z innymi frakcjami rosyjskimi. Nie to, że rosyjscy zbrodniarze zalali Izrael po rozpadzie ZSRR; syjonistyczny rząd zaprosił ich do rozpoczęcia nowego życia w Izraelu (71).

Najpotężniejszy gangster świata i pan Koszer Nostra, Semion Mogilevicz ma kwaterę główną w Izraelu (72); netto wart jest dobrze ponad miliard $ (73), władając imperium zbrodni w przemycie ludzi, dragach, handlu bronią, diamentach i szmuglu materiałów nuklearnych. Inny niezmiernie wpływowy gangster z Koszer Nostra, Marat Balagula osiedlił się w Izraelu po wyjeździe z ZSRR. Jego imperium to oszustwa z benzyną i kartami kredytowymi oraz pospolite elementy dragów, nielegalnej broni i prostytucji, obok posiadania kopalni diamentów w Sierra Leone. Nie można mówić o rosyjsko-izraelskiej Organizaciji nie wymieniając tych dwu wybitnych osób. Nie dziwota, że Wikileaks pomija ich nazwiska. Brakuje też informacji najbardziej obciążającej: w odróżnieniu od np. mafiozów z Cosa Nostra, służbom USA ani lokalnym policjom nie wolno ruszyć gangsterów z Koszer Nostra, pod groźbą kary od syjonistycznego lobby za antysemityzm (74).

Mafię żydowską zdemaskował nieżyjący już reporter Robert Friedman, który zaczął badać Koszer Nostra w 1989 r. (75) i napisał monumentalną książkę o nich ponad 10 lat temu, przyciągając “zainteresowanie” i kilka gróźb od hersztów mafii (76). Mendia donosiły o rzadkiej chorobie, jakiej ponoć nabawił się podczas jednej z misji śledczych w Bombaju, ale wszystko wskazuje na otrucie przez wspólników Mogilevicza (77).

Zniszczenie depesz w tym temacie daje niezbity dowód na to, kim jest grupa Assange: operacja Ograniczona Wywieszka, stosowana przez służby do podsunięcia publice dobrze znanych informacji o korupcji rządu i niektórych zbrodniach politycznych. Wywieszka syci głód demaskowania złoczyństwa, ukrywając bardziej krytyczne i tajne informacje (78). B. dyrektor Mosadu, Efraim Halevy stwierdził kilka lat temu: Ani jeden wielki sukces Mosadu nigdy nie został ujawniony (79). Wikileaks ciężko pracuje, żeby tak zostało.

Produkt chazarskich komisarzy

Depesze nie są żadnymi tajnymi dokumentami, tylko agit-propagandą od chazarskich komisarzy na politycznych i dyplomatycznych stanowiskach w rządzie USA. Całe życie służyli Lobby Izraela. Wśród nich są (81):

  • ambasadorowie w Turcji, Eric Edelman i James Jeffrey,
  • z-ca sekretarza stanu James B. Steinberg,
  • ambasador w Brazylii, Clifford Sobel,
  • charge d’affaires Arabii Saudyjskiej, Michael Gfoeller,
  • asystent sekretarza ds. Europy i Eurazji, Philip H. Gordon,
  • zawodowy dyplomata i obecny specjalny wysłannik Daniel Fried,
  • ambasador w Kanadzie David Jacobson.

Tłumaczy to większą ilość syjonistycznego szmelcu od dyżurnych hasbary w nowej serii Wikileaks. Wg depesz, Hamas zerwał zawieszenie broni, wywołując atak na Gazę (82). Twierdzą równie bezczelnie, że Izrael nie miał żadnych sił w okupowanym Iraku (83). Niedorzecznie mówią, że Indie mają wielki interes w zaprowadzeniu pokoju w okupowanym Kaszmirze (84), a Syryjczycy zgładzili b. premiera Libanu, Hariri (85). Więcej męczącego i odrażającego śmiecia: o liderze Rewolucji Islamskiej w Iranie, Chomeini, jakoby miał śmiertelnego raka (86), o producencie broni w Hajfie, niezbędnym dla bezpieczeństwa USA (87), o Izraelu probującym minimalizować ofiary cywilne, podczas gdy Hamas otacza się tarczami ludzkimi (88), o tym, jak to libijski Kadafi zastraszył rząd brytyjski i ten uwolnił nioesłusznie oskarżonego al-Megrahi’ego (89).

Bliski Wschód i Indie

To syjonistyczny okupant wykorzystuje tarcze z Palestyńczyków: 15 razy od początku 2005 r. (90, 91). Hamas nie odpalił żadnej rakiety na teren Izraela przez 4 miesiące od zawieszenia broni (92). Tel Awiw z wyrachowaniem zamordował 6 przedstawicieli Hamasu 5.11.2008 r. (93), Hamas odpowiedział ogniem obronnym,  a syjonsityczni mordercy wykorzystali to do rozpoczęcia Operacji Ciekły Ołów, planowanej lata naprzód  przez Mosad, bezpiekę Szin Bet i wywiad wojskowy Aman (94).

Chomeini nie umiera na raka. W 2009 r. brudny syjonista-faszysta Michael Ledeen pisał, że Chomeini wpadł w komę przez raka (97). Blisko związany z AIPAC (trzon Lobby Izraela w USA) i zbrodniarzem wojennym, neokonów Richardem Perle (98), Ledeen lansował ideę, że Iran stoi za chaosem w okupowanym Iraku (99), które to kłamstwo propagowało Wikileaks w zbiorze nt. Iraku (100). Ponieważ depesze faktycznie pisali syjoniści, nie zdumiewa powiązanie Ledeen-Wikileaks. Dziecinada o raku Chomeini to składowa szerszej kampanii  wojny psychologicznej celem poniżenia Iranu – można toto  wyrzucić na śmiecie razem z żydowskim pochodzeniem Ahmanidedżada i gwiazdami Dawida rytymi na budynkach Teheranu (101).

Saad Hariri zbił oskarżenia Syrii o zamach na swego premiera (102). Są twarde dowody, że Izrael stoi za zamachem (103), a inne wersje to hasbarskie odrosty w kampanii niszczenia  libańskiego ruchu oporu. Indyjska Hindutva okupuje Kaszmir od 63 lat – “na pewno” dla pokoju. Od 1989 r. zamordowano tam ponad 100 tys. niewinnych, osierocono ponad 100 tys. dzieci, ponad 22 tys. kobiet zostało wdowami, a zgwałcono niemal 10 tys. Nielegalnie uwięziono prawie 120 tys. Kaszmirczyków, okupant zniszczył ponad  105 tys. budynków (104), znaleziono masowe groby (105) i tortury wojskowe są na porządku dziennym (106). Wikileaks nie wymienia żadnej z tych zbrodni, ani słowa nawet o okupacji, ale jest oczyszczenie Hindutvy “rewelacją”, że pakistańskie służby ISI koordynują ataki terroru w okupowanym Afganistanie (107).

Hinduscy oficjele są prawie tak bezczelni, jak syjoniści. Powiedzieli, że nie są zmartwieni ws. Wikileaks (108), a inni, że nie są zmieszani aferą depeszową (109). Indie to najbliższy sojusznik Izraela w Azji. Oba rasistowskie reżimy kolaborowały w okupacji Kaszmiru i szerzeniu zamętu w Pakistanie (110). To, że Hindutva nie obawia się o tzw. przecieki, świadczy o współudziale.

Neokoni, Mosad i wojna z terrorem

 

Bujda, że Izrael jest niezbędny dla bezpieczeństwa USA czy satelitą Imperium Americanum, to lewackie pomyje, mające na celu rozmycie syjonistycznych zbrodni i władzy syjonistów w USA. Nie ma żadnej bazy ani sił USA w okupowanej Palestynie, tylko nieco broni, którą Izrael może użyć bez pozwolenia, kiedy chce, ale USA nie może użyć baz izraelskich. Izrael podkopał relacje USA z krajami Bliskiego Wschodu, a dzięki kagańcowi, jaki nałożyło Lobby Izraela, rząd USA skacze jak pies w obronie pana, gdy Izrael znajdzie się pod międzynarodowym obstrzałem (111). Nie ma amerykanskiego imperializmu w Izraelu, ale za to jest mnóstwo syjonizmu w Ameryce. Izrael dba tylko o swój interes, manipuluje każdym narodem, który potrzebuje wykorzystać do globalnego syjonizmu, w tym ludobójcze USA.

Co do obecności syjonistów w Iraku, sankcje nałożone na Irak, okupacja i wynikłe ludobójstwo zaplanowali neokoni w USA, lojalni Izraelowi (112). Depesze Wikileaks nie zaszkodziły nikomu z tej kliki. Mosad ma agentów w całym Iraku i masakruje naród wyprodukowanymi w Izraelu bombami “improwizowanymi” (IED) i samochodowymi (113). W 2004 r. co dzień były ofiary IED made-in-Zion. W 2005 r. 3/5 zamordowanych Irakijczyków zginęło od IED (114). Działania Mosadu w Iraku nie ustają, a szczytem zezwierzęcenia służb syjonistycznych był zamach bombowy na katedrę w Bagdadzie, gdzie zginęło 58 irackich chrześcijan (115). Wikileaks zrobiło dobrą robotę w zamaskowaniu odpowiedzialności Izraela za Irak, lecz wredna zasłona dymna rozpostarta przez Assange to pajęczynka w wichurze prawdy.

Mosad terroryzował Kadafiego przez l. 1980-te (116). Sugestia, że Kadafi jakoś zmusił rząd brytyjski, którego służby MI5 i Mosad dyrygowały terrorem 7 VII w Londynie (117), to potwarz dla al-Megrahi, któremu katastrofa  Lockerbie zrujnowała życie. To także odwrócenie uwagi od wykonawcy 7 VII. Było na odwrót: rząd brytyjski straszył i groził Kadafiemu (118). Al-Megrahi’ego zwolniono, bo był niewinny, a nie dzięki libijskiemi zastraszeniu (119). Jak 7 VII, 11 IX, 26 XI [terror w Mumbaju – PB] i wiele in. niedawnych ataków “terroru” zwalonych na muzułmanów, Lockerbie był  mosadowską operacją fałszywej flagi, wymierzoną w geopolitykę na niekorzyść narodów islamskich (120). Wikileaks nie “przeoczyło” terroru Mosadu, tylko celowo go pominęło.

Depesze tu przeanalizowane to mała częśc z setek opublikowanych. Hasbara mówi za siebie. Wstyd, że aż tylu przyjęło ten śmietnik jak święte słowa proroka. Po prostu wstyd.

Pupilek elit syjonizmu

Jak osoby nastawione antywojennie i antysyjonistycznie mogą akceptować dokumenty od syjonistycznych dyplomatów, przefiltrowane przez oprogramowanie CIA i energicznie lansowane przez media syjonistyczne? Dlaczego tak łatwo odrzuciły logikę, zasady i honor? Jaka siła nie daje im oprzytomnieć? Każda grupa potrzebuje charyzmatycznego przywódcę. Dla skorumpowanego ruchu przeciw wojnie jest nim 39-letni haker i gwizdkowy wszechczasów, Julian Assange z Queensland, Australia.

Mendia rysują w nim renegata uciekającego przed Interpolem, głos ludu i czcigodnego bohatera. Wg mendiów, Assange’a aresztowano w W. Brytanii za zbrodnie seksualne. To nieprawda. Assange z własnej woli poszedł na brytyjską policję za poradą swego mecenasa (214). Niepotrzebny był list gończy Interpolu (215), bo policja brytyjska wiedziała, gdzie przebywał (216). Gdy cyrk oskarżenia o gwałt i napastowanie trwał, mendia dogodnie do sytuacji nie powiedziały, że Szwecja odstąpiła od oskarżeń Assange’a już w sierpniu (217). Jeśli należało usadzić Assange’a, to dlaczego Interpol nie schwytał go podczas międzynarodowej prasówki w Genewie w październiku 2010 r. (218)?

Mecenas, który doradził Assange pójść na policję brytyjską to Mark Stephens z Finers Stephens Innocent w Londynie, zaciekły syjonista, który bronił Jorama Blachara, b. szefa Izraelskiego Stowarzyszenia Medycznego, organizacji znanej z doktorów okrutnie torturujących Palestyńczyków (219). W obronie Blachera, Stephens założył sprawę przeciw lekarzowi Derekowi Summerfieldowi, który ganił Blachara za współudział w zbrodniach Izraela (220). Stephens bronił też kilku mendiów (221), w tym CNN Jeffreya Bewkesa, zażartego syjonisty, czczonego przez  Amerykański Komitet Żydowski i Ośrodek Simona Wiesenthala (222), ABC Roberta Igera, którego uhonorowała ekstremistyczna organizacja syjonistów Aish HaTorah (223), New York Times, proizraelskie  we wszystkich doniesieniach z Bliskiego Wschodu (224) oraz Wall Street Journal (225) korporacji News Corporation ultrasyjonisty Murdocha. Finers Stephens Innocent jest doradcą prawnym domu Waddesdon Manor w posiadaniu chrzestnych Izraela, rodziny Rotszyldów. Dlatego Stephens ma specjalne przywileje (226) w dzielnicy Londynu rządzącej finansami świata, zdominowanej przez Rotszyldów (227).

Assange ma powiązania z Rotszyldami. W 2008 r. przyjął nagrodę magazynu Economist (228) z korporacji Economist Group, połowy której właścicielem są Rotszyldowie (229). Poza tym Assange jest absolutnym zwolennikiem wolnorynkowego kapitalizmu, tworu syjonistów. Oświadczył w Forbes, że kocha rynki i Wikileaks zaplanowano na rzecz kapitalizmu (230). Kapitalizm wolnorynkowy to odrażająca ideologia Miltona Friedmana, uważanego za reinkarnację Adama Smitha (231). Friedman był podwójnym obywatelem USA i Izraela, wykładał na uniwersytetach zbudowanych na okupowanej ziemi palestyńskiej, uważał nielegalne państwo syjonistów za piękny i zróżnicowany kraj z wrogami ze wszystkich stron. Regularnie łożył na organizację charytatywną Izraelski Ośrodek Postępu Społecznego i Gospodarczego i był przyjacielem zbrodniarzy wojennych Menachema Begina, Szimona Peresa i Ariela Szarona (232).

Pomiędzy ukrywaniem się przed prawem i oddaniem się w ręce prawa, Assange napisal wstępniaka w Australian, gdzie podporą jest członek zarządu Wikileaks, Phillip Adams. Sama idea pisania dla gazety w posiadaniu syjonistów podczas ukrywania się przed międzynarodowymi agentami wywiadu powinna obudzić każdego, kto przyjmuje Wikileaks za prawdę. Niestety nie zbudzili się nawet na słowa Assange we wstępniaku, że nie jest przeciw wojnie. Co bardziej skandaliczne, Assange gloryfikował syjonistycznego miliardera Murdocha i jego elitarnego ojca jako źródła uczciwości dziennikarskiej i prawdy, a następnie porównał wysiłki Wikileaks do czynów Murdochów (233). Rupert Murdoch to antyteza prawdy; przeznaczyl miliardy dolarów na dezinformację, sensacjonizm i kłamstwa poprzez swą sieć Fox News, celem usprawiedliwiania nielegalnych wojen syjonistów w okupowanym Iraku i Afganistanie (234); tak wylansował inwazję na Irak, że nazwano ją wojną Murdocha (235). Porównanie z Wikileaks jest więc dość dokładne, bo organizacja lansuje syjonistyczną ściemę.

Pochwała Assange’a dla syjonistycznego zbrodniarza Netanjahu, inicjatora wojny z terrorem, należy do bardziej ohydnych i świadczy o współpracy. W magazynie TIME Bewkesa, Assange nazwał Netanjahu wytrawnym politykiem. Użył rzeźnika Gazy za przykład światowego lidera, który respektuje przecieki Wikileaks. Powiedział nawet, że wg Netanjahu, Wikileaks doprowadzi do polepszenia procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza w stosunku do Iranu. Co najbardziej obciążające, przyznał, że Afera Depeszowa jest w interesie Izraela (236). Nie jest wcale przypadkiem, że oba przedmioty pochwał Assange’a są dobrymi przyjaciółmi; w Londynie Netanjahu zatrzymuje się u Murdochów (237).

Jaki gwizdkowy daje przecieki korporacyjnym elitarnym gazetom syjonistów i pisze wstępniaka dla jednej z nich? Jaki bohater najmuje syjonistycznego prawnika, który broni tortur Palestyńczyków i instytucji, które je tuszują? Jaki bojownik o wolność przyjmie nagrodę od Rotszyldów, jednych z największych sprawców zniszczenia pokoju i sprawiedliwości na świecie? Jaki rewolucjonista ma natchnienie od  syjonistycznych kłamców typu Murdoch i chwali zbrodniarzy wojennych typu Netanjahu? Jaki czempion stempluje utworzony przez syjonistów kapitalizm wolnorynkowy i przyznaje, że jego organizacja powstała, by uczynić ideologię przeciw wolności i etyce bardziej wolną i etyczną? Jaki obrońca prawdy wymienia program atomowy Iranu jako zagrożenie dla pokoju, a ignoruje setki głowic nuklearnych Izraela? Nadać Julianowi Assange te tytuły to obraza dla osób, którym się one należą. Assange jest pachołkiem syjonistów, kupionym i opłaconym przez elity pro-izraelskie, Mosad i CIA, jako łącznik osadzonym w społeczności aktywistów w info-wojnie nowej generacji.

Część II

Część III

Despite billion $/yr, US poverty rate climbs over 15%

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 20:19

Despite billion $/yr, US poverty rate climbs over 15%

 

Dyktatura seksu

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 12:06

Dyktatura seksu

………………

Pawel P: Moją reakcją na wzmiankę o „Standardach wychowania seksualnego w Europie” była myśl: “to nie może być prawda!”

Ale… pół godziny szperania – i dowody mam przed oczami.

Europejska strona WHO promuje standardy:

http://www.euro.who.int/en/what-we-publish/information-for-the-media/sections/latest-press-releases/new-european-guidelines-on-sexuality-education-experts-say-sexuality-education-should-start-from-birth

(po angielsku)

Również tutaj:

http://www.euro.who.int/en/what-we-do/health-topics/Life-stages/sexual-and-reproductive-health/news/news/2010/12/standards-for-sexuality-education-in-europe-start-their-way-to-countries-of-eastern-europe-and-central-asia

Na pierwszej z tych stron jest po prawej stronie łącze (“Standards for sexuality education in Europe: A framework for policy makers, educational and health authorities and specialists”) prowadzące do strony ze standardami:

http://www.bzga-whocc.de/?uid=072bde22237db64297daf76b7cb998f0&id=Seite4486

(po niemiecku)

Na tej zaś stronie, w pierwszym akapicie łącze do samego dokumentu “Standards for Sexuality Education in Europe”:

http://www.bzga-whocc.de/pdf.php?id=061a863a0fdf28218e4fe9e1b3f463b3

(plik PDF, po angielsku)

I tym dokumencie mamy faktycznie program dla dzieci 0-4 z “wyrażaniem własnych potrzeb, życzeń i granic, np. w kontekście ‘zabawy w doktora’”. (str. 38)

PLANY WROGOW POLSKI NA EURO 2012. PRZESTROGI DZIALACZA KATOLICKO-NARODOWEGO

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 08:13

PLANY WROGOW POLSKI NA EURO 2012. PRZESTROGI DZIALACZA KATOLICKO-NARODOWEGO

W dniu 30 maja 2012 roku w Warszawie, na skwerze księdza Jana Twardowskiego, przy pomniku księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawiamy na tematy bieżące i historyczne, dotyczące Polski z Panem Jerzym Marianem Zielińskim, działaczem katolicko-narodowym.

Zbliżającę się mistrzostwa Europy w piłce nożnej, znane pod nazwą EURO 2012, którego Polska jest współorganizatorem razem z Ukrainą, pewne wrogie Polsce siły chcą wykorzystać do sprowokowania wydarzeń o charakterze bandycko-chuligańskim, wykorzystując do tego celu użytecznych idiotów, najczęściej młodych wiekiem.

Obserwując przekazy medialne ze środków masowego przekazu, tak z Polski jak i z zagranicy wyczuwa się plany zorganizowania prowokacji, mającej na celu zohydzenie Polski, w oczach całego świata.

Możliwa jest prowokacja wymierzona w kibiców drużyny Rosji, przybyłych do Polski oraz w samych piłkarzy rosyjskich.

W niektórych chorych umysłach rodzą się pomysły zakłócania odpoczynku nocnego piłkarzom rosyjskim, którzy będą mieszkać w hotelu „Bristol”.

Można sobie wyobrazić wiele innych antyrosyjskich prowokacji, o których napomyka się w mediach.

Pan Jerzy Marian Zieliński rozważa te potencjalne zagrożenia związane z EURO 2012, dla wizerunku Polski w świecie, wskazując na liczne analogie historyczne.

W historii Polski daje się wyróżnić nurt insurekcyjny, powstaniowy – wykorzystujący ludzkie emocje do wywoływania różnych zachowań, których konsekwencją były wydarzenia przynoszące szkodliwe skutki dla Polaków.

W obecnej chwili dziejowej wydarzenie o charakterze sportowym chce się wykorzystać do popchnięcia młodych Polaków, do działań sprzecznych z polskim interesem narodowym, a korzystnym dla wrogów Polski.

W związku z tym, Pan Jerzy Marian Zieliński wskazuje, aby kierować się w swoich zachowaniach w okresie EURO 2012 cnotą roztropności i nie podejmować działań, które jak się okaże na końcu – po raz kolejny są podszeptami złego.

Who’s who in the Syrian National Council?

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 03:59

Who’s who in the Syrian National Council?

Public Opinion in America’s 21st Century Police State

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 03:54

THE FRAMEWORK FOR SUPPRESSING INFORMATION : Public Opinion in America’s 21st Century Police State

By Prof. James F. Tracy

Global Research, May 20, 2012

 

The police state’s framework for suppressing information and opinion arguably threatens all forms of independent thought and appears poised to intensify as the ‶war on terror” continues. As the recent emergence of US plans for indoctrination in reeducation camps reveals, Western governments’ actual enemy is the capacity for a people to exercise critical thought en route to intervening in and altering political-economic processes.

Public opinion—defined by 19th century English political thinker William MacKinnon as that sentiment on any given subject which is entertained by the best informed, most intelligent, and most moral persons in the community is fundamentally at odds with police state prerogatives also exemplified in recent US Department of Homeland Security documents.

The technocratic mindset of agencies such as the DHS and FBI that oversee federal, state, and local policing procedures seeks to short-circuit and quell dissent by identifying transgressive thought that deviates from an assumed normalcy, then interlinking it with perceived threats or violent actions against the state. In a grand governmental exercise of Freudian-style projection, the DHS’s usage of inflammatory terms such as terrorist€ and extremist€ are routinely utilized to emphasize the nature and degree of various activist groups’ alleged deviant ideologies. This practice proceeds in light of the fact that most every terrorist€ act within the US since 9/11 has been carefully guided by the FBI or, as was the case with the initial underwear bomber, Western intelligence agencies likely working in concert.

A November 2011 DHS document Domestic Terrorism and Homegrown Violent Extremism Lexicon is the agency’s recent codification of terms intended to instruct and aid government officials in recognizing threats of terrorism against the United States by facilitating a common understanding of the terms and conditions that describe terrorist threats to the United States [sic].€

Then, in a fashion that will be familiar to those who understand the tactics of groups such as the Southern Poverty Law Center, an untenable array of activist pursuits spanning the political spectrum (Anarchist Extremists€, Animal Rights Extremists€, Anti-Abortion Extremists€, Environmental Rights Extremists) are libelously lobbed together and defined alongside designations including Racist Skinhead Extremists€, Homegrown Violent Extremist€, Radicalization€, and Terrorism€.

As with the phalanx of totalitarian-like legislation such as the PATRIOT Acts that potentially pit the militarized security state against the US population, through intentional ambiguity Homeland Security’s definitions of terrorism€ and radicalization€ come perilously close to classifying critical thought and expression of almost any sort as terrorism.

Terrorism€ is defined as any act that is dangerous to human life, critical infrastructure, or key resources […] and appears to be intended to intimidate or coerce a civilian population to influence the policy of a government by intimidation or coercion [sic] € (author’s emphasis). Under such a definition social protest (speech protected under the First Amendment) is impermissible. After all, any effective protest seeks through various ways to effectively petition authorities for a redress of grievances.

The curious term radicalization€ will be of special interest to academics and journalists capable of engaging with and examining controversial issues and concerns that their students or readers may become passionate enough to weigh in on in some consequential way. According to DHS, a person is radicalized€ through indoctrination from a non-violent belief system to a belief system that includes the willingness to actively advocate, facilitate, or use violence as a method to effect societal or political change.€

Alongside DHS’s vague definition of terrorism and the broader prerogatives of police state ideology and practice, violence€ may be conceived in a number of ways, such as a person with of a certain racial demarcation peacefully sitting in the front of a segregated bus, or a concerned citizen occupying the lobby of a zombie bank.

In reality the actual target of such policing metrics is the small percentage of the population that have somehow escaped the enforced process of de-radicalization – those who, in other words, still possess the capacity to think and act critically on meaningful political matters.

Indeed, it is not beyond reason to point out that America is one serious terrorist attack or mass civil disturbance away from the implementation of policies to seriously limit or curtail the traffic of ideas, made all the more easy for authorities through the internet’s centralized configuration. Society will then be left with the corporate media and their custom inability (or refusal) to honestly examine and publicize the corrupt nature and practices of the national security state.

With alternative media outlets providing a broad spectrum of analyses and perspectives the tiny demarcation between critical thinking and terrorism outlined in the government’s missives is understandable. Minds not fully regulated and that risk awakening (radicalization) through an intellectual epiphany triggered by a professor, journalist, or author prone to encouraging thought crimes may become “radicalized” and carry out terrorist€ activities. They may, for example, recognize and critique the war on terror€ as an extravagant and monstrous deception.

Moreover, individuals capable of possessing, articulating, and acting upon meaningful ideas and information – of exercising an informed and self-determined opinion in furtherance of their shared security and welfar – have no need for a police state to “protect” them, which in all likelihood is why critical thought and public opinion are the New World Order’s greatest enemies.

James F. Tracy is Associate Professor of Media Studies at Florida Atlantic University.

30/05/2012

America’s murderous drone campaign is fuelling terror

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 22:47

America’s murderous drone campaign is fuelling terror

Israel — Bane and Boon for the Jewish Power?

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 22:44

Thursday, May 24, 2012

Israel — Bane and Boon for the Jewish Power?

Ariadna Theokopoulos
There is a lot of talk about Israel as the State for Jews being bad for Jews worldwide, engendering increasing anti-Israel as well as anti-Jewish sentiment, but I submit that it is primarily bad for Jewish Power, the so-called Zionist Power Configuration (ZPC), insofar as it throws an unwelcome spotlight on it. There have always been subscribers to the Protocols but until relatively recently they have been easily dismissed if not ostracized as anti-semitic conspiracy theorists, and Jews have managed to restrict the gentile book-keeping of influential Jews to counting the Jews on the Nobel Prize winners list.
Anartistpaintsared
Israel’s treatment of the Palestinians whose land they took over has been beyond despicable from the very beginnings of the state yet a well-organized hasbara has managed to inculcate into the minds of the Western Goyim the dichotomy: Palestinians/Arabs/Muslims = terrorists vs Israeli Jews = peace-loving, long-suffering victims. Not so anymore. Israel is no longer seen as even a “legitimate” state but a rogue nuclear power, a racist, expansionist war criminal and war monger. Of more concern, in attracting scrutiny of its successful flouting of international laws, it has led to an examination of what exactly allows it to act with complete impunity. It has exposed the lines of power that move the governments of the major world powers, like puppets on a string, to act as its enablers, indeed as its agents. The lines are now seen by more people than ever before to lead to the jewish lobbies, to the ZPC, which does not reside in Israel, but permeates the power centers of the US and the UK, and not only.

The ZPC needs Israel, the flag under which the sayanim can be rallied to march in lockstep (notwithstanding the minor kvetchings that serve to depict “plurality” and “diversity” of Jewish opinion) and to do its work in the “diaspora.” Without Israel the very useful concept of “diaspora” could not exist and the Jews might take it into their heads that they are nationals and citizens of their own countries first, foremost and last. Israel is a boon for the ZPC.

But what kind of Israel would serve the ZPC best? Definitely not the one in existence. The Palestinian “problem” has not only refused to go away in more than six decades, it has in fact grown due to Israel’s egregious actions (and its lack of action) into an impossible to hide or paper over hideous contradiction of Israel’s hasbara posters of itself. More and more people, organizations and governments worldwide are reacting to the reality staring them in the face, and concerted Jewish blackmail or cajoling is not making them back down any more. Israel is a bane to the ZPC.

These facts are recognized by the likes of big ZPC movers and shakers like Soros and by new Jewish organizations like J Street, who seek to address them, while the old guard — AIPAC, ADL and its dershes refuse to do so, not only because they think it can still be all made to go away with the old “Anti-semitism!” cudgel, but also because, on a personal level, they fear the new gang would eventually make them unclasp their paws from the high branch on which they have been perched for so long.

The ZPC needs an Israel it can both wave to the sayanim as the heart-touching symbol, the call to arms, the reproach, the unity symbol, the house that Yad Vashem built, as well as a world-wide sellable story of the success of Jews–a nation like any other (just a little bit more so…), peace-loving (say Shalom loudly and say it often), long-suffering, democratic, moral and just.

If that is what the ZPC needs then they must think that Israel is run by complete idiots. Their idiots but catastrophic idiots nonetheless. Their inability to solve the Palestine problem in the simplest and most advantageous way is proof of it.

What would happen if Israel became one state legally, not just militarily and, where it really counts, de facto, as it is now, and if the Palestinian refugees who wished to return would be allowed to do so? The Jews may become a minority in Israel. So? Is it a problem for the ZPC and indeed for jews in the US and the UK that they are a tiny minority there? Why would it be a problem in Israel? The “demographic bomb” nonsense ignores the reality of Jewish Power. Were Jews to become a minority in a putative Palestine-Israel state, their status might well emerge elevated for all practical and political purposes. They would become the minority to watch for and protect like nobody’s business. What’s not to like in this?

Attractions for the Israeli Jews in the new Formerly Known as Israel (FKI) state: they can have a Jewish Lobby there, and an ADL too! Jewish historians will be busy writing a Revised Revisionist history, recounting their ethnic cleansing in the FKI state during which, say, 600,000 Jews disappeared. They can have it all, the same, yet new and cleaned up.

Most of all, the highly inconvenient spotlight on the Jewish Power worldwide could be turned off and everything would be business as usual again quietly. Critics of the ZPC, of any and all its aspects, from the international banking to the media ownership and the political levers of power in the governments of the major powers will more easily be made into crass “anti-semites” again.

Israel could stop being a bane for the ZPC if only the ZPC “deciders” were really as smart as they are supposed to be, according to the ethnic hype. This is just a Goyische opinion but it is offered freely to zionist plagiarists.

………………….

Related articles

Stand up to censorship of young anti-Zionist Jews

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 22:33

Click here to stand up to censorship of young Jews

Dear Piotr,

Last Sunday I found myself in an increasingly familiar situation—standing with a crowd on the sidewalk outside a Jewish institution, barred from entering by security.

Usually this happens because I am protesting what is happening inside. But this time I had scheduled an event and made a $100 deposit to enter that space. Back in March I had signed a contract with the 14th Street Y—a Jewish community center in Manhattan—on behalf of Jewish Voice for Peace for Go and Learn, an educational event  series hosted by JVP’s youth branch, Young, Jewish and Proud. Events like this have already taken place in San Francisco, Boston, Seattle, and Philadelphia and are upcoming in Los Angeles and Chicago.

Our plan was to spend the holiday of Shavuot eating blintzes, learning about the Palestinian-led Boycott, Divestment and Sanctions (BDS) movement and wrestling together with the implications of BDS for the Jewish community. But our event was censored. Can you sign here to urge the 14th Street Y to reconsider?

At eight o’clock on the Friday night before our event the Y’s Executive Director Stephen Hazan Arnoff called to tell us that the Y was canceling our room reservation. His stated reason was concern that our event would draw a crowd larger than the room’s capacity of 75, despite the fact that RSVP’s were well under half that number. When only 34 of us gathered for our event on Sunday, the Y still refused to let us enter the room we had reserved. And so we found ourselves relegated to the sidewalk and a nearby park to have our discussion.

Sign here to send a message to the 14th Street Y Executive Director Stephen Hazan Aronoff urging him to allow young Jews to Go & Learn.

The 14th Street Y’s last minute cancellation is emblematic of a larger trend of silencing discussion on Palestinian nonviolent movements within the Jewish community. No matter what one believes about BDS, we need space in our communities to have these discussions.

The 14th Street Y needs to hear from you that it is important that these conversations happen in spaces like the 14th Street Y. Censorship does not strengthen our communities. Open, honest, and critical debate does.

Thanks,

Carolyn Klaasen
Young, Jewish, and Proud

Inspired by what we’re doing? Please donate now. Every donation makes a difference.
Subscribe to our blog Muzzlewatch.
Subsribe to our blog The Only Democracy?
Click here to unsubscribe from our emails.
Contact us directly at Jewish Voice for Peace. 1611 Telegraph Avenue, Suite 550. Oakland, CA 94612 510-465-1777 info@jvp.org

CNN fake Syria news busted

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 22:26

CNN fake Syria news busted

Immigration – The Cycle of Broken Promises & Lies

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 22:10

Immigration – The Cycle of Broken Promises & Lies

Immigration is at record highs despite ConDem coalition promises to slash the number of arrivals. They promised to cut net migration to under 100,000. This week it hit 252,000.

Under the Labour government, 5.2 million foreign immigrants arrived in the UK while 2 million left. Thus net foreign immigration was 3.2 million while about one million British citizens emigrated in that period. Despite the recession and the introduction of the “tough” new Points Based System, net foreign immigration has remained high and has in fact increased. Net migration for 2010 was 239,000. These current levels of immigration are far higher than at any time in our history.

A total of 590,000 immigrants arrived in first nine months of last year. That’s the second highest level ever.

The latest government household projections show that immigration will account for 36% of all new households in the next 20 years.

Meanwhile, there are more than 300 primary schools in which over 70% have English as a second language; this is nearly a half million children. In primary and secondary schools, nearly one million children have English as a second language

Official population projections say that numbers in the country will hit 70 million by 2027. Many believe that this is the level at which housing, energy, water, schools and transport come under unsustainable pressure.
If net migration continues at the 250,000 level the 70 million figure will be reached much earlier.

Immigration is changing the nature of our country. Will your children (let alone your grandchildren) live in a Britain you could recognise?

These are the facts. The British National Party says that enough is enough. We must never be a minority in our own land. We want a British future because we passionately believe that our people and culture have so much to offer and because every people should have their own land and State.

The British National Party can secure a British future but only with your help. Our activists are sounding the alarm and talking to people on the doorstep about the terrible problems we face. If you can’t be there on the streets please consider making a donation to our fighting fund:

P.S. If you don’t want your children to feel like strangers in their own land then JOIN the British National Party today and make a difference to the future of our country;

DONATE

JOIN

Hasbara at work: BBC accuses, Poland & Ukraine protest accusations of racism

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 21:34

Hasbara at work:

Poland and Ukraine protest

the accusations by BBC of racism

Polish prime minister demands Obama address Nazi gaffe

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 21:12

Polish prime minister demands Obama address Nazi gaffe

……………..

PB: Open letter to the US President and Poland’s gov’t re Medal for Jan Karski

Commemorate the USS Liberty

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 20:25

Dear Friends,

June marks the anniversary of a telling event in US-Israel relations.

In 1967, 34 American servicemen were killed and 174 wounded — by their purported ally, Israel. Israeli planes attacked the men’s ship, the USS Liberty, on June 8.

Yet many Americans have no idea this attack ever happened. If they do, they have heard the prevailing myth that the attack was accidental.

But few have heard the overwhelming evidence indicating that the attack was intentional, and that Israel intended to sink the ship altogether, along with everyone on board.

After getting away with this “act of war against the United States” (according to a former Chairman of the Joint Chiefs of Staff), many believe the Israeli government concluded that it could get away with anything.

Join us in countering that view. Help us give Americans the facts on the Israeli attack on the USS Liberty.

We have created a number of powerful materials on the USS Liberty that can be ordered individually or in “USS Liberty Packs.”

[...]
Read Alison Weir’s explosive expose:  The History of US-Israel Relations

Billboard Project - Consider putting one up in your area!
Please Donate to If Americans Knew
Your support makes our work possible!

Between Moscow and Berlin (III) (Germany and Ukraine)

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 20:06

Between Moscow and Berlin (III) (Germany and Ukraine)

KIEV/BERLIN (Own report) – German foreign policy experts are calling
for sanctions to be applied to Kiev’s government circles after
Ukrainian parliamentary elections at the end of October. According to
a recent paper published by the German Institute for International and
Security Affairs (SWP) measures should be undertaken against members
of the Ukrainian elite, even if the leader of the opposition, Yulia
Tymoshenko is released from prison. Berlin and the EU must intervene
because of the “multiple ramifications of bad governance” in the
Ukraine. Berlin’s campaign against the Ukrainian government, which is
becoming increasingly aggressive, is aimed primarily at preventing
Kiev from enhancing its ties to Moscow, while pushing it closer toward
German spheres of influence. Berlin is thereby continuing to pursue a
strategy, already applied during World War I and thereafter,
particularly with the support of nationalist Ukrainian exiles in
Germany. A publicist from the entourage of the foreign ministry was
initiator of the strategy. He had elaborated his concepts already
during the reign of the German Kaiser and had played a political role
in maintaining contacts to the Ukrainian exile nationalists even in
the Federal Republic of Germany. Already in the 1920s, this
cooperation had included terrorist activities in Poland, and it led to
numerous exile Ukrainians collaborating with Nazi Germany in the
1930s.

“A Third Albania”

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 20:04

“A Third Albania”

Rodney Atkinson

When the stupid crass anti historical “West” turned on Christian Orthodox Serbs by recruiting Muslim Albanian Kosovo and Muslim Bosnia to murder and ethnically cleanse the Serbs the question of decent people was “how many Albanias will there be?” We now have two and a third is in the making. Alabania, Kosovo and now potentially Macedonia. In Macedonia the Muslims are a small minority (the Serbs a large minority) but they are on the march as Kosovo Albanian terrorists have moved in.

“Death to Christians” and “Islam will dominate the world” are their slogans.

Don’t say you were not warned. When was the last time you heard any Government Minister complaining about world wide attacks on Christians by Islam? When was it last brought up in Parliament? WRITE TO YOUR MP NOW – AFTER YOU HAVE READ THE ARTICLE BELOW

http://www.pi-news.org/2012/05/skopje-moslem-demo-death-to-the-christians/

DON’T FORGET THAT THE GOVERNMENT HAS PASSED A LAW WHICH ACTUALLY PROTECTS ISLAMIC CALLS FOR ATTACKS ON CHRISTIAN AND JEWS
(The Koran which calls for such attacks is protected by the Religious Hatred legislation!!!! No – you could not make it up could you!?

………………….

PB: Why do you act surprised, Rodney? Have you not known of Judeocentric plan by the Frankfurt School to subvert the West by immigration and multi-kulti? Read Prof. Kevin MacDonald, or in a nutshell here.

Sign a petition to Polish agriculture minister to ban GMOnsanto corn / Podpisz petycję do ministra Sawickiego o zakaz kukurydzy GMOnsanto

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 19:36

http://forcechange.com/19851/applaud-polands-decision-to-ban-monsantos-genetically-modified-corn/?utm_source=ForceChange+Newsletter&utm_campaign=221cd03bb6-NL3385_2_2012&utm_medium=email

 

……………………………..

Polish /Po polsku

 

Szanowni Państwo,

grupa działaczy z USA napisała wspaniałą petycję z listem do     Ministra   Rolnictwa, Pana Sawickiego aby NATYCHMIAST
wprowadził  zakaz upraw genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy  MON810.  Poniżej link do tej petycji.
PROSIMY O PODPISYWANIE I NAGŁAŚNIANIE, żeby inni
podpisali w Polsce i za granicą!!!

PODPISZ I POŚLIJ DALEJ:
http://forcechange.com/19851/applaud-polands-decision-to-ban-monsantos-genetically-modified-corn/?utm_source=ForceChange+Newsletter&utm_campaign=221cd03bb6-NL3385_2_2012&utm_medium=email
Pozdrawiamy,
Jadwiga Łopata i Julian Rose
==========================
ICPPC – International Coalition to Protect the Polish Countryside,
Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi
34-146 Stryszów 156, Poland tel./fax +48 33 8797114  biuro@icppc.pl
www.icppc.pl   www.gmo.icppc.pl   www.eko-cel.pl

Obama musi przeprosić Polaków!

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 19:28

Warszawa, 30 maja 2012 r.

Oświadczenie

Ruch Błękitna Polska wyraża swój stanowczy sprzeciw wobec użycia przez
prezydenta USA Baracka Obamę sformułowania “polskie obozy śmierci” w
nawiązaniu do obozów koncentracyjnych, jakie w czasie II wojny światowej na
ziemiach polskich utworzyli niemieccy okupanci.

Z przykrością zauważamy, że słowa Baracka Obamy wpisały się w trwający od
wielu lat proceder obarczania Polaków winą za eksterminację narodu
żydowskiego. Po raz pierwszy jednak stało się tak za sprawą politycznego
autorytetu – przywódcy światowego mocarstwa, a więc osoby niezwykle silnie
oddziałującej zarówno na kierunki globalnej polityki, jak i na
międzynarodową opinię publiczną. Trudno przypuszczać, by powodem tego
bezprecedensowego we współczesnej dyplomacji wydarzenia mogło być zwykłe
przejęzyczenie lub historyczna ignorancja.

Za niedopuszczalny uznajemy także brak natychmiastowej reakcji ze strony
Adama Rotfelda, piastującego do niedawna urząd Ministra Spraw Zagranicznych
RP, a jednocześnie ocalałego świadka Holocaustu.

Od Baracka Obamy pilnie oczekujemy oficjalnych przeprosin i zdecydowanego
odcięcia się od tych, którzy próbują zafałszować historię II wojny
światowej. Najwyższy czas, by strona amerykańska zrozumiała, że dobre
relacje między Waszyngtonem a Warszawą są niezwykle istotne dla równowagi
sił w Europie.

Krzysztof Zagozda, Przewodniczący Błękitnej Polski

Do wiadomości:
Ambasador Stanów Zjednoczonych Ameryki w Polsce
opinia publiczna

Szczegółowe informacje: tel. 513056985, www.blekitnapolska.com

12 yr old explains how banks commit fraud

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 13:46

12 yr old Victoria Grant explains how banks commit fraud

Drach to the future! The Greek currency conundrum

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 13:30

Drach to the future! The Greek currency conundrum

Adrian Salbuchi for RT, Published: 29 May, 2012, 21:20, Edited: 29 May, 2012, 21:20

The fear that – fed up with their artificially-created sovereign debt crisis
- Greece might abandon the euro sends chills up many a Global Power Master’s
spine. So what are the pros and cons of that option to the Greeks?
Let’s begin by asking whether or not a sovereign country should have its own
currency at all.
When the British, Spanish and Portuguese colonies of 19th century America
fought for independence from their respective Mother Countries, a key
conflict was that London, Madrid and Lisbon not only insisted on controlling
colonial trade, but also wouldn’t allow their colonies to coin their own
money. So, yes, a tell-tale sign of a colony is when you cannot / will not
issue your own currency to run public finances to serve the Common Good.
Does that mean then that European Union countries are colonies? If so, of
whom?
First pause: 21st-century colonialism is far less “territorial” than its
19th-century counterpart. It’s no longer a question of New York,
Massachusetts or Pennsylvania having to heed King George’s orders from
London, or Buenos Aires, Lima and Santiago having to obey the Spanish Court.
Geography is, shall we say, “horizontal”.
Today’s colonialism is far more “vertical”. In a way, today all countries -
even the US and UK – are colonies of an Overworld Power Structure: an
increasingly centralized financial, political, economic and monetary system
so powerful and so all-pervading that, though we may not “see it” – for it
has and needs no “geographical center” -  it is, however, everywhere.
From the point of view of sovereign nation-states, 21st-century colonialism
controls countries “from above”, even if the global controllers’ euphemistic
Orwellian “Newspeak” talks of “markets”, “investors”, “the international
financial community”, “sovereign debt crisis”, “toxic assets”, IMF, World
Bank, WTO, and so forth.
Second pause: is a national currency really that important? We could ask the
Argentineans, now the Greeks – even the Germans – who all have first-hand
experience in what it means to suffer monetary meltdowns (when the national
currency ceases to exist), but let’s take a look even further back. To
ancient China, for instance.
Po-Chü-I was a Chinese sage, poet and politician born in Taiyuan who lived
from 772 to 846AD, rising to the rank of governor of Chung-chou in Szechwan.
Regarding national currency, he said something like this: let farmers reap
their harvests, let bakers bake bread, let forgers make swords, let traders
distribute goods throughout the realm, and let warriors defend our borders,
but minting money and creating currency must be the sole monopoly and right
of the Governor; for therein lies all power.
Lucky for Po-Chü-I, he never attended Harvard or London Business Schools so,
untainted by today’s perverse paradigms he perfectly grasped that whoever
controls the currency of the land, controls the activities of the land, and
thus controls who gets what, when and where, what shall or shall not be done
(whether in war or peace), and thus holds the Destiny of the Realm in his
hands.
Now, let’s fast forward back to the 21st century and ask the $64 million
Chinese question: Should Greece revert to the drachma?
Our Chinese sage would certainly recommend that!   Because when a horrible
financial crisis like Greece’s explodes, it’s the Greeks who must decide who
should pick up the bill, which requires first understanding who is
responsible for the debacle in the first place.
Are the Greek people really responsible for what is happening to them or was
it irresponsible usurer global bankster speculation inside and outside
Greece? Since finance is globalized, banksters can, vulture-like, spot their
prey – for instance a country with a specific set of “opportunistic market
conditions” – home in on it, gobble-up its economic sap, then take-off and
disappear, leaving behind a horrible mess that someone else (the Greeks, in
this case) must clean up.
Mme Christine Lagarde – head of the vulture bankster’s IMF watchdog -
clearly spelled it out when she insolently told the Greek people they should
“pay their taxes”; bankster-talk for “pay your pound of flesh so we can
bail-out the banksters!”.
That’s what happened to Argentina in 2001 and 2002, where local caretaker
governments obeyed the banksters to the extreme that six months before our
meltdown, Argentina named David Rockefeller’s (JPMorgan Chase / Trilateral
Commission / Council on Foreign Relations) and William Rhodes’s (CitiCorp /
Council of Foreign Relations / Americas Society) hand-picked economic
hit-man Domingo Cavallo as finance minister to engineer a full-fledged
monetary collapse.
Cavallo had “invented” a currency board called “convertibilidad” which
masked the fact that Argentina had no real currency: for every peso issued
there had to be a US dollar in the Central Bank “backing” it. If no dollars
came in, no pesos were issued. When vulture “investors” decided to stop the
influx of dollars, Cavallo stuck to his “convertibilidad” straightjacket and
Argentina’s financial system collapsed into itself.
So Greeks: the road to tread seems clear….  And you, Spaniards,
Portuguese, Irishmen, Italians… Lend me your ears!!   Because you’re all
next!!!
Controlling your own currency is a key component of national sovereignty. It
can ensure economic growth in a balanced and socially responsible manner in
good times, and if bad times hit and crises explode, a national currency can
become a lifeboat ensuring you don’t sink into oblivion.
Here, bankster “experts” will lash back saying, “yeah sure, governments
print more money and you get inflation and… The sky is falling! The sky is
falling!!”   Instead, they will recommend you “re-finance” and accept their
nice new “mega-loans”, to bail-out their own “toxic debts”, and ensure that
the debt-trap cycle can roll on and on and on.
Ask yourself: what’s easier to overcome, higher inflation of your own
currency that you can control or…owing unpayable zillions of dollars and
euros to international bankers you cannot control?
Shrewd as always, the British understood this when the euro was born.
Britain is inside the European Union, but outside the euro, keeping instead
their pound sterling. Which doesn’t mean they’re monetary crisis-proof,
but…should they run into even deeper trouble, the Bank of England can take
whatever emergency measures it considers expedient to protect Britain’s
national interest.
Ask yourself: who do you think will be more sensitive to Britain’s needs in
times of trouble, the Bank of England in London or the European Bank in
Frankfurt, Germany?
Dear Greek friends: take a cue from England and go back to the drachma!!
Sort out your mess yourselves, negotiate with the global banksters talking
the only “language” they understand, which is not the “invisible arm” of the
“market”, but rather the closed fist of national sovereignty attached to
that arm!
You can give the banksters a bloody nose – and do it “the Greek Way”!!
That was Po-Chü-I’s message 13 centuries ago, and the Brits’ today… even
if the Western media won’t dare spell it out as clearly as that.
………………………….
Adrian Salbuchi is a political analyst, author, speaker and radio/TV
commentator in Argentina. www.asalbuchi.com.ar
<http://www.asalbuchi.com.ar/>
Disclaimer: The views and opinions expressed in the story are solely those
of the author and do not necessarily represent those of RT.
© Autonomous Nonprofit Organization “TV-Novosti”, 2005 – 2011. All rights
reserved.

Turkey Indictment of Israel over Gaza Flotilla Killings of Nine Turks covering up for Turkey. Israel Co-operation in Murders and Preparations of War on Syria

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 13:22

Turkey Indictment of Israel over Gaza Flotilla Killings of Nine Turks covering up for Turkey. Israel Co-operation in Murders and Preparations of War on Syria

Before vaccinating your children, demand your doctor sign this form

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 13:17

Before vaccinating your children, demand your doctor sign this form

Poland beekeepers kick Monsanto out of the hive, successfully ban bee-killing GM corn

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 13:11

Poland beekeepers kick Monsanto out of the hive, successfully ban bee-killing GM corn

ALARM: BBC Uses a 2003 Picture from Iraq to Incite War Against Syria

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 04:51

BBC Uses a 2003 Picture from Iraq to Incite War Against Syria

By | May 29th, 2012 | Category: Latest News | 21 comments

When it is time to justify the invasion of a country that is of no threat to Allied forces, mass media deception kicks into high gear to sway public opinion. Only a few years after the “Watch-out-Saddam-is-gonna-nuke-us-all-with-weapons-of-mass-destruction” fabrication, mass media is now being flooded with horrible stories from Syria to incite people in Western countries to think “I hope we go in there and clean up this mess”. However, as it is often the case in war propaganda, lies, fabrications and deceit are used to justify military action.

A recent example of this is the BBC using a horrifying picture from 2003 in Iraq to illustrate an alleged massacre that happened in Houla, Syria. When a “reputed” news source such as BBC gets caught using fake pictures to demonize a country, one can wonder what other fabricated BS appears in the news and goes unnoticed. Here’s an article on BBC’s “mistake”.

Oops, BBC: Iraq photo to illustrate Houla massacre?

With the shock of the Houla tragedy ringing across the world, the BBC has released a story with a harrowing picture of rows and rows of children’s bodies awaiting burial… But isn’t that post-Saddam Iraq?

­Photographer Marco di Lauro who took the shot grabbed by the BBC says he nearly “fell off his chair” after finding the picture on the network’s website with a caption reading: “Photo from Activist. This image – which cannot be independently verified – is believed to show bodies of children in Houla awaiting funeral.

The picture was actually taken on March 27, 2003; it depicts an Iraqi boy jumping over dozens of white body bags containing skeletons found in a desert south of Baghdad. The image, which is published on Marco di Lauro’s website, is part of his story Iraq, the Aftermath of Saddam.

Marco di Lauro takes photographs for Getty Images picture agency, his works have been published across Europe and the US. But the indication that the BBC picked his image from the internet, not from official stock worries him somewhat.

What I am really astonished by is that a news organization like the BBC doesn’t check the sources and it’s willing to publish any picture sent it by anyone: activist, citizen journalist or whatever. That’s all,” the photographer told The Daily Telegraph.

Someone is using someone else’s picture for propaganda on purpose,” he added.

A BBC spokesman says the picture, illustrating Sunday night’s story “Syria Massacre in Houla Condemned as Outrage Grows,” was taken down “immediately” when the source was identified.

We were aware of this image being widely circulated on the internet in the early hours of this morning following the most recent atrocities in Syria. We used it with a clear disclaimer saying it could not be independently verified,” he added.

These words about information “which cannot be independently verified” have become a trademark of media coverage of the 14-month conflict in Syria. Before UN special envoy Kofi Annan brought his peace plan to the troubled Arab country, the Syrian government had remained reluctant to open borders to most international journalists.

But even now the bulk of information comes from people calling themselves opposition activists – via amateur videos uploaded to YouTube or eyewitness reports.

But sometimes it looks that the mantra “cannot be independently verified” serves as a disclaimer to publish information which wouldn’t stand a chance of ever being verified.

- Source: RT

Bin Laden died of natural causes years ago

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 03:19

Bin Laden died of natural causes

29/05/2012

Vatileaks: Hunt is on to find Vatican moles

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 22:40

Vatileaks: Hunt is on to find Vatican moles

Happeh: This is just more of the Israeli plot to destroy the Catholic Church.

There is a huge pedophile scandal in the New York Orthodox Jewish community,…

(1) -  but you don’t see an article a day about it.

(2) – You don’t hear calls for jailing of Rabbis.

(3) – You don’t hear calls for court cases to bankrupt the Orthodox Jews.

Why the difference in treatment between the two organizations?

Because it is not about pedophilia. It is the continuation of a battle that has been going on for hundreds of years between two organizations intent on dominating the world.

PB: Both the author and Happeh use imprecise terms. It’s clear who wrote this kind of journalism: The Pope’s overtures to the extremist and anti-Semitic Society of Saint Pius X’s, with which he shares a love of traditional Catholic Mass, is thought to have angered many church figures.

Happeh in turn erroneously equates Israel with the Judeocentric, Judeomasonic propaganda (hasbara). Zionist, racist, chauvinist, genocidal, criminal, illegal entity, Israel is just one of many elements of the Judeocentric Power Complex (JPC) — important one, but not the most important, and not the only one, including useful idiots, Christian Zionists (also among the Catholics and Jehovah Witnesses). The complex would exist (and indeed has, historically) without Israel.

Another aspect of this hasbara has to do with WikiLeaks. Both WikiLeaks and VatiLekas come from the same source: misinformation and social engineering of goyim by the JPC. See e.g.:

.

Former Bundesbank board member: Germany’s European policy motivated by Holocaust guilt

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 22:22

Former Bundesbank board member claims Germany’s European policy is motivated by Holocaust guilt

Thilo Sarrazin, the former Bundesbank member who caused outrage with his racist theories about Muslim immigration, has stoked fresh controversy with a new book claiming that Chancellor Angela Merkel’s European policy is motivated by German guilt for the Holocaust and World War II.

Mr Sarrazin, 67, won dubious fame in 2010 with his best-selling book “Deutschland schafft sich ab” (Germany is doing away with itself), which argued that the country was being swamped with illiterate, semi-criminal Muslim immigrants. Despite being widely condemned as racist propaganda, it sold over 1.3 million copies.

The former finance expert, who lost his seat on the board of the Bundesbank because of his controversial views, has now written a second 464-page treatise called “Europe doesn’t need the Euro” to coincide with the current eurozone crisis in which he rants against the single currency.

In a deliberate attack on German political correctness, Mr Sarrazin insists that Chancellor Angela Merkel’s efforts to rescue the Euro are being: “driven by the very German reflex that the Holocaust and World War II will only be finally atoned for when all our interests, including our money, is in Europe’s hands.”

He also claims in his book that the process of European integration is a piece of “pure ideology” which derives from the fact that Germany started the war. He claims it had since resulted in “Germany becoming a hostage to all those who could be in need of help in the eurozone.”

In the book, which goes on sale in Germany tomorrow, Mr Sarrazin argues that the Berlin’s decision in May 2010 to provide financial backing for a Greek bailout was a travesty of justice because it contradicted the terms on which the government had persuaded voters to accept the euro. “It threw the German model for currency union on the scrap heap of history,” he insists.

The author says his work is a response to recent statements by Chancellor Merkel in which she claimed: “If the euro fails, then Europe fails.” He argues that as Germany has an export-based economy, it does not need the Euro.

Mr Sarrazin’s theories were given a first test last night when he appeared on the German ARD network’s prime time evening talk show. Insisting that the euro was a common currency which “does not work”, he discussed his new book with Peer Steinbru(umlaut)ck a former Social Democrat finance minister.

Mr Steinbruck accused his discussion partner of overlooking the many advantages that the euro had brought to Germany and argued that the single currency had been a “pillar of European integration.”

Dismissing his Holocaust claims as “ historical amnesia”, Mr Steinbruck described the book as a piece of “banal economic analysis”  and said it ignored the fact that a bank crisis was as much to blame for Europe’s problems as the crisis over debt. “Sarrazin can make up all the bullshit he likes,” he told viewers.

Politicians today lined up to condemn the book. Wolfgang Schäuble the German finance minister remarked: “Either he (Sarrazin) writes screaming nonsense out of conviction or his work is an act of contemptible calculation.”

Green Party leader Juäregen Trittin accused Mr Sarrazin of “Chauvinism for the Mark” and said he ignored the fact that as a top exporter Germany had profited massively from the euro. “Paying out money to keep the euro is a worthwhile investment for our country,” he said. Reinhold Robbe, the president of the Germany-Israel association dismissed Mr Sarrazin’s theories as “nonsense which is not worth talking about.”

Poland Announces Complete Ban on Monsanto’s Genetically Modified Maize

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 22:07

Poland Announces Complete Ban on Monsanto’s Genetically Modified Maize

House Passes HR 4133 Binding the US to Israel and Their War Agenda

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 21:51

House Passes HR 4133 Binding the US to Israel and Their War Agenda

Susanne Posel, Infowars.com May 25, 2012
Without any mainstream media coverage at all, the House of Representatives passed the United States – Israel Enhanced Security Cooperation Act of 2012 (USIESC).
The USIESC, written by Eric Cantor , claims there is a need to provide Israel with unlimited military and financial aid as a result of the disturbances caused by the Arab Spring.
Israel will have an essentially unlimited amount of funds allocated to them through the Federal Reserve Bank. The country will also enjoy an “expanded role of NATO” that consists of an “enhanced presence at NATO headquarters and exercises”.
The USIESC pledges the US government’s “commitment” to assist Israel in remaining a Jewish State; as well as protection from the UN if the UN Security Council resolves to hold Israel accountable to international laws.
The US government’s counter-terrorism unit will also aid Israel by any means.
This USIESC asserts that “supported by the American people” the US government will “repeatedly affirm the special bond between the United States and Israel” and that the two countries have “shared values and shared interests.”
If there were ever language to suppose that there were a merging of these two nations, the USIESC fits that bill.
The Executive Summary of USIESC says that “the following actions to assist in the defense of Israel” are:
(1) Provide Israel such support as may be necessary to increase development and production of joint missile defense systems, particularly such systems that defend the urgent threat posed to Israel and United States forces in the region.
(2) Provide Israel assistance specifically for the production and procurement of the Iron Dome defense system for purposes of intercepting short-range missiles, rockets, and projectiles launched against Israel.
(3) Provide Israel defense articles and defense services through such mechanisms as appropriate, to include air refueling tankers, missile defense capabilities, and specialized munitions.
(4) Allocate additional weaponry and munitions for the forward-deployed United States stockpile in Israel.
(5) Provide Israel additional surplus defense articles and defense services, as appropriate, in the wake of the withdrawal of United States forces from Iraq.
(6) Strengthen efforts to prevent weapons smuggling into Gaza pursuant to the 2005 Agreement on Movement and Access following the Israeli withdrawal from Gaza and to protect against weapons smuggling and terrorist threats from the Sinai Peninsula.
(7) Offer the Israeli Air Force additional training and exercise opportunities in the United States to compensate for Israel’s limited air space.
(8) Expand Israel’s authority to make purchases under the Foreign Military Financing program on a commercial basis.
(9) Seek to enhance the capabilities of the United States and Israel to address emerging common threats, increase security cooperation, and expand joint military exercises.
(10) Encourage an expanded role for Israel within the North Atlantic Treaty Organization (NATO), including an enhanced presence at NATO headquarters and exercises.
(11) Expand already-close intelligence cooperation, including satellite intelligence, with Israel.
USIESC goes on to claim that: “Iran, (3) which has long sought to foment instability and promote extremism in the Middle East, is now seeking to (4) exploit the dramatic political transition underway in the region to undermine governments traditionally aligned with the United States and support extremist political movements in these countries.”
On the contrary, Israel and the US have been the biggest proponents of violence toward unprovoked nations in recent times. The collaboration of the US, Israel and NATO, with help from CIA operatives al-Qaeda and other US funded terrorist groups, have synthesized fake revolutions (i.e. the Arab Spring) to destabilize foreign governments and force regime changes.
Right now, al-Qaeda is being used by the Obama administration to force the Syrian President out of office through repeated attacks and massive killing of innocent Syrians.
In Africa, specifically the south Sudan region, Obama has teamed up with Israel to create the new nation of South Sudan by using terrorism to force their current government out.
USIESC continues its assault on Iran: “At the same time, (5) Iran may soon attain a nuclear weapons capability, a development that would fundamentally threaten vital American interests, destabilize the region, encourage regional nuclear proliferation, further empower and embolden Iran, (6) the world’s leading state sponsor of terrorism, and (7) provide it the tools to threaten its neighbors, including Israel”.
Although publicly, both the Obama administration and the Israeli government have admitted that Iran has absolutely no intention of building nuclear weapons. Both governments assume that by using words like “they may” or “they might” denotes a definite intention to do so.
The Mullahs that have ultimate authority in Iran have stated numerous times that the acquisition and use of nuclear weapons goes against the law of Islam. Independent studies, outside of the US and Israeli reach, have also confirmed that not only does Iran not have nuclear weapons at present, but are not perusing their allocation.
To justify the fabricated “need” to assist Israel in remaining “safe” the USIESC states : “As a result, (8) the strategic environment that has kept Israel secure and safeguarded United States national interests for the past 35 years has eroded.”
At the present time, Israel is in possession of an estimated 200 – 300 nuclear weapons. They are the covert superpower of the world. Israel also enjoys one of the most intensive and explicit armies in the world. While Israel continues to invade the sovereign nations that surround them, they are not being invaded themselves.
The USIESC is a propaganda piece of legislation designed to set the stage for full military support of Israel when they launch an unprovoked strike against Iran. While now, there are campaigns to coerce a fake grassroots effort to force a regime change in Iran, the inevitability of war declarations are looming in the distance.
China and Russia have made it clear that they have absolutely no intention of ending their relations with Iran.
The distractions in the mainstream media concerning Obama are just that. The sudden inflation of gay rights in the political arena and other nonsensical and unimportant social memes are being touted as if they will define our nation.
The USIESC has clearly set a precedent and definition of who America is.
The Obama administration, under careful control of the global Elite, is consolidating powers with Israel in a joint effort to take over the world . . . by toppling one government at a time.
Susanne Posel’s website is Occupy Corporatism.
For further edification:
The power of the AIPAC Lobby

Israelis brag how they run the USA.

English Euro2012 team to prepare for Auschwitz by hearing two ‘survivors’

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 21:47

English team to prepare for Auschwitz by hearing two ‘survivors’

PB: Why bother? They will be surrounded by millions of Holocaust survivors – the Poles, one of the most numerous victims of the Holocaust, a Jewish Zionist German crime on more than 20 groups, of which the Slav nations have been the biggest. But given all the lies and manipulations now in place at Auschwitz, it’s understandable… Auschwitz was the death camp for German, Polish, Soviet prisoners, in that chronological order, 2 years before first transports of Jews arrived at Birkenau, a sub-camp of Auschwitz. But the Judeocentrics have over the years appropriated the WHOLE of Auschwitz and the WHOLE multi-group Holocaust for their exclusive Holocaust Religion, at the expense of the memory of all the other, more numerous groups.

Elie Wiesel adds a new twist to his Buchenwald liberation tale

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 21:34

Elie Wiesel adds a new twist to his Buchenwald liberation tale

Bilderberg żąda elektronicznej sygnatury dla wszystkich mieszkańców Europy

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 08:52

Bilderberg żąda elektronicznej sygnatury dla wszystkich mieszkańców Europy 

 

O Rzesz: Tekst z opisu filmu, dodatkowy link pochodzi ode mnie. Tłumaczenie niedosłowne ale zachowujące główne tezy:
Zwróćcie uwagę na zwrot … „obywatele UE”. Jestem obywatelem Polski i członkiem wspólnoty!. Określenie „obywatel Unii Europejskiej” kreuje w świadomości ludzi obraz „państwa europejskiego”!.

Unia Europejska zabiera się do stworzenia obowiązkowego (powszechnego) elektronicznego systemu identyfikacyjnego dla swoich obywateli, który obowiązywał by w całej Unii. Służył by zarówno przy transakcjach biznesowych/finansowych (w trybie online i tych przeprowadzanych osobiście) jak i do uwierzytelniania za pomocą jednego „podpisu elektronicznego” we wszelkich innych działaniach.
Jest to nic innego jak próba nadania ludziom znaku bestii.
Stoją za tym planem uczestnicy spotkań grupy Bilderberg.

Twarzą przedsięwzięcia jest Neelie Kroes (jest Komisarzem UE ds. cyfryzacji) ma ona nadzieję że wprowadzenie tej dyrektywy zmusi do „przyjęcia zharmonizowanych zasad stosowania podpisu elektronicznego, e-tożsamości oraz elektronicznej usługi uwierzytelniania (OOŚ) w państwach członkowskich UE”.
Dyrektywa będzie poszerzana o kolejne punkty w miarę jej wprowadzania celem likwidacji ew. oporu obywateli państw wcielonych do UE.

Neelie Kroes była wielokrotną uczestniczką spotkań Grupy Bilderberg, pokazując się od 2005 roku.
Była na oficjalnej liście w 2006 r. spotkania w Ottawie, następnie w 2007 na spotkaniu w Stambule, w 2008 w Chantilly, Virginia, w 2009 w Vouliagmeni w Grecji i 2010 w Sitges, Hiszpania jako delegat Komisji Europejskiej!.
(to pokazuje że „demokracja” jest tylko pozorem. Prawdziwe ustalenia zapadają nie tam gdzie to się oficjalnie podaje)
W 2011 roku, Kroes pojechała na spotkanie Grupy B. w St. Moritz, w Szwajcarii już jako komisarz UE ds. cyfryzacji, więc działania w kierunku pełnej inwigilacji obywateli państw tworzących UE nie powinny nikogo dziwić.
„Jej” dążenia jako komisarza (komisarzycy, komisarzowy? ;) )uzyskają zapewne silne wsparcie w czasie nadchodzącego w 2012 roku kolejnego spotkania Grupy B. w Chantilly.

http://www.prisonplanet.pl/polityka/spotkanie_grupy_bilderberg,p1149176141

System ten jest dziełem pilotażowym, realizowanym pierwotnie w Europie (mają, nie bez powodu, Europejczyków za spolegliwe stado baranów – dopisek mój), a potem ma być przeniesiony na teren Ameryki Północnej i dalej na resztą świata. W ten sposób realizowany będzie plan doprowadzenia do stworzenia światowej sieci elektronicznej umożliwiającej pełny obrót bezgotówkowy i umożliwiający kontrolę wszystkich ludzi.
Wszystko oczywiście w imię „bezpieczeństwa”.
Zwykli ludzie jednak niczego na tym nie zyskają a stracą całkowicie prywatność i względną ale jednak anonimowość.
Zrodzi to natomiast niespotykaną ilość przestępstw w rodzaju „przejmowania tożsamości” i zakupów towarów na cudze konto jak to już bywało do tej pory.
Teraz jednak skala i kaliber tego typu wydarzeń może zapewne ulec zwielokrotnieniu.

Judeo-bojówki pn. Antifa

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 01:30

Judeo-bojówki pn. Antifa

 

Warsaw Ghetto, Israel Ghetto / Warszawskie Getto, Izraelskie Getto

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 00:22

Warsaw Ghetto, Israel Ghetto

………………….

Warszawskie Getto, Izraelskie Getto

Roy Tov 28.5.2012, przekład-skrót Piotr Bein

Izrael ma swój Dzień Holokaustu i Pamięci Bohaterstwa. W państwie syjonistów, Bohaterstwo trzeba sformalizować w święto śmierci – śmierci bez tego nie do zniesienia. Bohaterstwo w tym Dniu odnosi się głównie do Powstania w Getcie Warszawskim.

Getto Warszawskie

Pojęcie Getto Warszawskie jest żydowskie. Hitlerowcy utworzyli (październik 1940) Dzielnicę Żydowską (Jüdischer Wohnbezirk lub Wohngebiet der Juden). Termin getto nie jest pomyłką ani obrazą; po raz pierwszy użyto go w Wenecji dla terenu, gdzie mieli mieszkać Żydzi. Dziś oznacza dzielnicę przeważnie zamieszkałą przez jakąś grupę. Getto Warszawskie było największym z gett żydowskich w Europie pod hitlerowską okupacją. Założył je Hans Frank (16.10.1940) i wkrótce mieszkało tam 400 tys. osób (ok. 30% ludności Warszawy), zajmując tylko 2,4% powierzchni miasta. Dzieliło się na małe getto dla bogatych Żydów i duże getto dla biednych. 16-go listopada otoczono getto ścianą zwieńczoną drutem kolczastym. Straż mogła zastrzelić próbujących ucieczki. Podział getta nie był przypadkiem; wewn. administrację wykonywała Rada Żydowska (Judenrat) pod przewodnictwem  Najstarszego (Ältester), tak blisko współpracując z hitlerowcami, że można ją uważać za przedłużenie administracji hitlerowskiej.

Po niemal 4 mies. bez deportacji, Niemcy weszli do getta (18.1.1943) gotowi na wywózki. Napotkali opór, który przerodził się w ostateczną walkę, gdy do getta weszło kilka tys. wojsk niemieckich (19.4.1943), systematycznie niszcząc wszystkie budynki. Znaczący opór zanikł (23.4.1943), a powstanie oficjalnie skończyło się zburzeniem Wielkiej Synagogi (16.5.1943). Oficjalny raport niemiecki podał ponad 56 tys. ofiar.

Opór w getcie jest powodem Bohaterstwa w oficjalnej nazwie izraelskiego święta. W Izraelu uczy się, że ofiary przetwarzano na mydło. Co myśli dziecko izraelskie patrząc na mydło? Co dzieje się, gdy odkryje później w życiu, że w domniemanym mydle nie wykryto żadnych genów ludzkich, a psycho-maniupulację zrobił szalony reżim syjonsityczny, by Żydzi bali się śmiertelnie przez całe życie? W izraelskim Dniu nie do zniesienia dla Żydow, Powstanie w Getcie Warszawskim ma przeciwważyć jakąś nadzieją (wątpliwej natury). Izrael przyznaje, że Holokaust jest jego racją bytu. Nieważne, co naprawdę się tam stało, oficjalna wersja doprowadziła do  decyzji ONZ podziału Palestyny i niekompletnej deklaracji niepodległości Izraela. Niemniej jednak portal Neturei Karta’s (grupa skrajnie ortodoksyjnych żydów) pokazuje niewątpliwe dokumenty o odpowiedzialności przywódców żydowskich w tamtym czasie. W tym kontekście, działalność Judenrat też nie pozostawia wątpliwości. Adam Czerniaków był Najstarszym w Getcie Warszawskim; popełnił samobójstwo, zdawszy sobie sprawę, że służy hitlerowcom i zdradza swoich.

Młode państwo Izrael wybrało dziwaczną drogę: odtwarzanie Getta Warszawskiego. Izrael nie jest państwem w sensie zachodnim: nie ma terytorium ani nawet systemu prawnego. M.in. dlatego Knesset uchwalił Prawo Powrotu, dające automatyczne obywatelstwo każdemu Żydowi przybywającemu do Izraela – prawo rasistowskie. Toteż wielu Izraelczyków nie dostaje obywatelstwa, nawet jeśli wejdzie w małżeństwo z obywatelem Izraela. W 2012 . przywódcy Izraela są jeszcze bliżej rasistowskiego celu. Po wzniesieniu murów-ustaw, które spowodowały strukturę społeczną podobną do tej w Getcie Warszawskim, Izrael zbliża się do fizycznego odgrodzenia się murami jak w getcie, cały czas odgrażając się samobójczym atakiem atomowym.

Zatem rzekł Samson: Niech umrze dusza moja z Filistynami; a gdy się o nie mocno oparł, upadł dom na książęta, i na wszystek lud, który w nim był, i było umarłych, które on pobił umierając, więcej niż onych, które pobił za żywota swego.

Mur Berliński w Izraelu

Rząd NRD nazwal Mur Berliński Antifaschistischer Schutzwall (mur ochronny przed faszystami). Wewn. NRD, ogrodzenie stało na granicy z NRF. Obie bariery były ważną częścią Żelaznej Kurtyny w zimnej wojnie Zachodu ze Wschodem.

Mur Berliński od 1961 r. był dowodem, konkretnym jak ściany wzniesione wzdłuż granic Izraela. W styczniu 1961 r. przywódca NRD, Erich Honecker prognozował, że Mur przetrwa następne sto lat. Nazajutrz Węgry usuwają ochronę granicy z Austrią. Następnego mies. ponad 13 tys. turystów z NRD na Węgrzech ucieka przez tę granicę do Austrii. Dostęp NRD-owców na Węgry przez Czechosłowację, zostaje zamknięty, ale podobnie zdarza się w reformowanej Czechosłowacji. Rzeczywistość Europy Śr.-Wsch. była zawiła, nie pozwalała na ekstrapolacje sytuacji. ZSRR stanęło wobec głębokiego kryzysu; Gorbaczow planował znaczne reformy. Polska i Węgry już je powzięły. Protesty wybuchły w całym NRD we wrześniu. Z początku NRD-owcy skandowali Wir wollen raus! (Chcemy wydostać się!), następnie Wir bleiben hier! (Zostajemy tu!). 18-go października Honecker rezygnuje. Rozpoczyna się Pokojowa Rewolucja 1989. Pół mln demonstrantów zbiera się (4.11.1989) na Alexanderplatz w Berlinie Wsch. Rząd NRD oznajmia (9.11.1989), że wszyscy NRD-owcy mogą jeździć do NRF i Berlina Zach. Mur Zła rozbierają tłumy ludzi z obu stron.

Mundurowi NRD shańbili się strzelaniem do uciekinierów z NRD przez Mur. Podobnie jest dziś w Izraelu, gdzie nowe przegrody przypominają mieszankę Muru Berlińskiego i bariery wokół Getta Warszawskiego. Powstaje nowe getto, feniks z popiołów Holokaustu…

Egipt: Pod koniec 2012 r. Izrael ukończy budowę nowej fortyfikacji-przegrody między obu państwami. Ogromej ściany niesposób przekroczyć, a system elektroniczny natychmiast sygnalizuje przerwanie bariery dowództwu regionalnemu. O budowie zapory zdecydował premier Netanjahu (styczeń 2010): Zdecydowałem zamknąć dostęp infiltratorom i terrororystom do Izraela przez płd. granicę. Ta strategiczna decyzja zabezpieczy żydowski i demokratyczny charakter Izraela. Netanjahu zignorował nie-żydowskich obywateli.

Liban: Izrael zaczął wymieniać (kwiecień 2012) płot na granicy ścianą betonową wys. 5-7 m (podobną do tej na granicy z Egiptem) między izraelskim miastem Metulla a libańską wsią Kila, gdzie doszło do gwałtownych starć granicznych (sierpień 2010).

Gaza: Bariera wzdłuż granicy lądowej to siatka metalowa między słupami, czujniki i pasy buforowe po stronie Izraela (z 1994 r.) oraz ściany betonowe i metalowe po stronie Egiptu (2005).

Zach. Brzeg: Bariera w budowie, mnóstwo problemów prawnych, bo Izrael buduje ją po palestyńskiej stronie. Ogrodzenie z rowami przeciw pojazdom, z pasem szer. 60 m na 90% dłg., ściana wys. 8 m na pozostałej dłg. Po izraelskiej stronie bariery znajduje się 12% terytorium Zach. Brzegu.

Jordania: Wyrosłem niedaleko rzeki Jordan, ale rzadko mogłem cieszyć się jej widokiem i tylko z tarasów jej doliny w miejscach b. trudno dostępnych. Nie rachityczny płot tylko pola minowe na całym najniższym tarasie broniły dostępu.

Syria: Latami, płot graniczny był tu najlepszy, zabezpieczony minami i elektroniką. Z czasem urządzenia przestarzały się. Po przemocy Dnia Naksa (2011), kiedy wielu obywateli Syrii zabili żolnieże izraelscy strzelając z okupowanych Wzgórz Golan, Izrael zaczął umacnianie starego płotu.

Wspaniale, Neo-Judenrat! Za kilka mies. skończycie budowę Getta Izrael, oczywistego prawnego następcy Getta Warszawskiego, lecz otoczonego barierami najwyższej techniki, do udaremniania ucieczki czy wtargnięcia? Neo-Judenrat chce kontroli swych owiec za wszelką cenę.

28/05/2012

In Texas, 7 in 10 Children Under Age 1 Are Minorities

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 22:58

In Texas, 7 in 10 Children Under Age 1 Are Minorities

Christian McDonald and Juan Castillo, Hispanic Business, May 18, 2012

For the first time, as of 2011, more than half of the children under age 1 in the U.S. were minorities, the newest benchmark illustrating the widening age gap between mostly white, older Americans and fast-growing, younger minority populations, particularly Hispanics.

{snip}

In Texas, nearly 7 in 10 people under age 1 were minorities as of July 2011, a slight increase from 2010, according to new census estimates out today. The data, covering the period from April 2010 to July 2011, are the first set of population estimates by race, Hispanic origin, age and sex since the decennial census. The Census Bureau said it defines a minority as anyone who is not single-race white.

Demographers have said for some time now that they expect racial and ethnic minorities will become the U.S. majority by midcentury. Texas became a majority-minority state in 2004, and in 2010, Hispanics accounted for 65 percent of the state’s growth since 2000.

According to today’s census data, Hispanics remained the nation’s largest minority group in 2011, at 52 million. They also were the fastest growing; their numbers increased 3.1 percent since 2010, and Hispanics now constitute 16.7 percent of the U.S. population. {snip} 

Original Article

Apel Piotra Beina o datki dla polskich patriotów w potrzebie

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 20:41

Apel Piotra Beina o datki dla polskich patriotów w potrzebie

24.5.2012 e-rozesłałem apel do swej listy polskich i zagranicznych odbiorców, którzy e-znają moją dzialalność i wiele zagadnień polskich. Staram się propagować je od lat, początkowo poprzez rozsyłki e-pocztą, a od paru lat także poprzez 2 własne blogi. Oto ten apel (tłumaczenie poniżej):

donate for humanity’s struggle in Poland

To most of us in the West, 10 or 20 dollars or euro is not big money. For an impoverished Polish activist deprived of a job and persecuted by the regime, it’s a lot! Recently, I could not transfer a donation because the recipient does not have a bank account for the costs of carrying it! Currently, the exchange rate is good — your donation will go further in helping those who struggle, not only for the sovereignty and basis rights of the Polish nation. Poland has for years been a testing ground of bankster’s appropariation of national wealth and economy, and globalist socio-engineering, that have been later applied elsewhere. For example, the oligarchic robbery of Russia has been tested in Poland a few years earlier. Please donate generously:
1. To my PayPal account (money converted to Canadian dollar).
2. From abroad to my bank account in Poland: Piotr Bein, Multibank, Account number BIC (SWIFT): BREXPLPWMUL 65 1140 2017 0000 4102 0498 5232, Account number IBAN: PL 65 1140 2017 0000 4102 0498 5232.
All donations and dispositions are shown after a month’s end. If you wish to remain anonymous, please indicate with your donation. Should you prefer to donate directly to organizations or persons, please write me for contacts in Poland. Thank you in the name of impoverished, persecuted, but still invincible Polish patriots.- Piotr Bein

………………….

Daj na walkę dla ludzkości w Polsce

Dla większości z nas na Zachodzie, 10 – 20 $ nie jest dużo.  Ale dla zubożonego aktywisty w Polsce, pozbawionego pracy i prześladowanego przez reżim, to jest już coś! Ostatnio nie byłem w stanie przekazać datku, gdyż odbiorca nie ma konta bankowego z powodu opłat! Obecnie kurs wymiany jest dogodny, więc Twój datek lepiej pomoże tym, co walczą, nie tylko o suwerenność i podstawowe prawa narodu polskiego. Polska od lat jest polem doświadczalnym przechwytywania przez banksterów majątku narodowego i gospodarki oraz globalistycznej socjo-inżynierii, które następnie stosuje się w innych krajach. Np. rabunek Rosji przez oligarchów przestestowano w Polsce kilka lat przed. Proszę daruj hojnie:
1. Na moje konto PayPala (kwoty konwettowane na dolara kanadyjskiego)
2. Z zagranicy na moje konto w Polsce: [dane konta jak wyżej].
Wszystki datki i ich dyspozycje podaję po zakończeniu danego miesiąca. Jeśli chciałbyś pozostać anonimowy, zaznacz na wpłacie datku. jeśli wolałbyć wesprzeć bezpośrednio grupę czy osobę, proszę pisz do mnie o informacje kontaktowe w Polsce. Dziękuję w imieniu zubożałych, prześladowanych, lecz wciąż niepokonanych patriotow polskich. – Piotr Bein

Tegoż dnia dodałem podobną informację na mej pod-stronie na datki, do której kieruje link z anglojęzycznego bloga PiotrBein.wordpress.com. Wypadało dołączyć do apelu jakieś rozwinięcie dla niewtajemniczonych w polską sytuację i realia. Najlepiej nadawał się filmik o Niepokonanych, ale nie było wersji angielskiej. Spodziewałem się więc zapytań z zagranicy o bliższe info. Nie spodziewałem się jednak takiej e-poczty, od kogoś z Polski na mej e-liście, więc od odbiorcy moich poprzednich e-rozsyłek nt. Polski:

Dear Mr Bein.  Ive received you e-mail and must say was kind of shocked. What humanity’s struggle in Poland are you writing about. What kind of regime , whats so terrible happening in Poland  that me ,as Polish citizen, am totally not aware of. could you please be so kind and explain me this problem, who are the Polish activists and what do they really fight for because i have no knowledge about this even i live in Poland. Thank you for reading my e-mail and all the best wishes. - Katarzyna from Poland

Tłumaczenie: Szanowny Panie Bein. Otrzymałam od Pana e-pocztę i muszę przyznać, że w jakimś stopniu mnie zszokowała. O jakiej walce w Polsce dla ludzkości pisze Pan? Jaki to reżim, co takiego strasznego dzieje się w Polsce, że ja, obywatelka Polski, zupełnie nie wiem. Czy mógłby Pan uprzejmie wyjaśnić mi ten problem, kto to są ci polscy aktywiści i o co naprawdę walczą, gdyż nic o tym nie wiem, choć mieszkam w Polsce. Dziękuję za przeczytanie mego listu i życzę wszystkiego najlepszego. - Katarzyna z Polski

Odpisałem: Witam. Adresaci, do ktorych wyslalem ponizszy email znaja te sprawy z obu moich blogow i wczesniejszych e-rozsylek. Zapraszam wiec do lektury, ale moze to zajac Pani duzo czasu, jesli mieszkajac w Polsce nie orientuje sie Pani… Spodziewalem sie podobnych pytan od osob spoza Polski i spoza listy rozsylkowej, lecz Pani jest na niej i mieszka w kraju. Biezacy przyklad aktywistow jest w Alercie1: Zaproszenie na Kongres “Niepokonanych” W-wa 31.5.2012. W kwietniu przekazalem srodki innemu aktywiscie w potrzebie. Szczegoly na blogu i w dyspozycji datkami pod wskazanym nizej adresem. Jesli zechcialaby Pani pomoc, w tej chwili priorytetem jest przetlumaczyc powyzszy filmik na angielski. pozdrawiamPiotr Bein

Specjalista krytykuje “prof.” Biniendę u Ambasadora USA w Polin

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 19:29

—– Original Message —–
From: A CHRONOWSKI
To: WOJSKOWA OKREGOWA PROKURATURA W WARSZAWIE ; Tomek Banaszkiewicz ; rozbicki@sympatico.ca ; Radoslaw Sikorski ; posel Lizon ; PKBWL Maciej Lasek ; PIOTR SMILOWICZ , dziennikarz spoco ; p. Donald Tusk, prezs RM ; Michal Fiszer ; Marek Glogoczowski ; KONGRES POLONII KANADYJSKIEJ PREZES ZG ; Jola kierzkowski ; Jaroslaw Kaczynski ; Iwona Sielska ; Grzegorz Szuladzinski, Nowa Poludniowa Walia ; Ewa Sobocki ; ETYKA DZIENNIKARSKA ; Bohdan Ejbich ; bmwzborowski@yaknet.ca ; Antoni Macierewicz ; AMBASADA POLSKA W AUSTRALII ; AMBASADA AMERYKANSKA W WARSZAWIE
Cc: Marzena ; Waldemar Pawlak ; TOMASZ HYPKI SKRZYDLATA POLSKA ; Rzeczpospolita : J. Kalucki ; Ryszard Kalisz , M.P. ; Robert Zawierucha , prezes ; Prezes ZZWRP ; Polska Ambasada w Ottawie ; PKBWL Maciej Lasek ; PiS Iwona Arent, MP ; p. Maciel Lasek ; Mr. President ; Mieczyslaw Sylwester Kazimierzak ; mec. Malgorzata Szmajdzinska, M.P. ; Margaret Maye ; Krzysztof Bednarczyk ; KPK o. TORONTO ; Komendant ; Jolanta Szczypinska , MP ( PiS) ; JOAHIM BRUDZINSKI , MP ; Jadwiga Krzeminska ; HENRYK KALISZEWSKI ; Grzegorz Napieralski ; EWA STANKIEWICZ , NAJMILSZA AGRESORKA NA SWIECIE ; Europosel Ryszard Czarniecki ; EDMUND KLICH , plk , new ; Czas Zwiazkowiec Stas Stolarczyk ; Bioleux Polska ; Bartosz Arlukowicz , MP ; Andrew Kumor ; Agnieszka
Sent: Monday, May 28, 2012 6:49 AM
Subject: Proba wplatania Rzadu Federalnego USA w temat Katastrofy Smolenskiej….

Andrew  T.  Chronowski, P. Eng (  Ontario )

www.nbcta.ca

Mississauga, Ontario, Canada

J.  E.  Pan  Lee  A.  Feinstain ,  ambasador  USA  w  Warszawie

Warszawa , Polska, UE.

RE :  PROBA  WPLATANIA  RZADU  FEDERALNEGO  USA  W  TEMAT  KATASTROFY  SMOLENSKIEJ…..

Zwracam  sie  do  pana  ambasadora  o  odrzucenie  cynicznej   prosby  amerykanskiego  obywatela  i  rezydenta  stanu  Ohio  ,  pana  Wieslawa  Biniendy , o   wplatania  Rzadu  Federalnego  USA  w  prywatne  prezentacje  o  charakterze  komercyjnym. Pan  Binienda  koszt   swoich dotychczasowych   prezentacji  n/t  Katastrofy  Smolenskiej  obliczyl  na  1  mln  $US.  Cala  prezentacja  pana Wieslawa Biniendy  w  Polsce  jest  rowniez  obliczona  na  podsycaniu  emocji  zwiazanych  z  Katastrofa  Smolenska  i  ma ,  oprocz  charakteru  komercyjnego ,  takze  charakter  polityczny ,  obliczony  na  zmiane  wladzy  i  uzyskanie  przez  pana  Biniende  konkretnych  korzysci  monetarnych  od  przyszlego,  prawicowego  rzadu.  Jesli  jednak  pan  Binienda  koniecznie  chce  zaangazowac  wladze  amerykanskie  w  swoje  prywatne  hipotezy  o  charakterze  biznesowo -  komercyjnym,  to  powinien  byl  wynajac  specjaliste  stanowego  i  szukac  poparcia  w  PES  Ohio,  ktora  to  samolegislacyjna  asocjacja  stanowa  jest  wlasciwym  adresatem , nie  ambasada  USA  reprezentujaca  Rzad  Federalny:

State Board of Registration for Professional Engineers and Surveyors
50 West Broad Street, Suite 1820 • Columbus, Ohio 43215-5905

Dalsze  rozmowy  beda  przebiegac  miedzy  specjalistami  PES  Ohio,  ktorzy  ewentualnie  podpisza  sie  pod  poprawionym   raportem  pana  Biniendy  a  zainteresowanymi  instytucjami  w  Polsce,  takimi ,  jak  prokuratura.

Ponizej  zalaczam  moja  krytyke  dotychczasowych  prac  pana  Wieslawa Biniendy ,  z   ktorymi  to  pracami ,  na  obecnym  poziomie ,   nie  moze  sie    zgodzic  zaden  stanowy  PE.  Niemniej  uwazam , ze nalezy  dac  szanse  panu  Binendzie ,  dlatego ,  bedac  pewnym, ze  pan  ambasador  odmowi    jakiegokolwiek  udzialu  ambasady w  planowanym  na  jutro  spotkaniu  pana  Biniendy  z  bieglymi  prokuratury ,  to  jednoczesnie  prosze  o  wytlumaczenie  panu  Biniendzie ,  jaka  jest  procedura   i  standardy   dla  autoryzacji  przez  specjaliste  stanowego  jakichkolwiek  raportow  I  projektow  technicznych  powstalych w  USA.

…………………………………………………………………………………………

Oto  moja  recenzja  dotychczasowych  prac  pana  Biniendy :

Niektorzy  z  panstwa,  a  takze  kilku  internautow,  wyrazili  niezadowolenie  z  okreslenia  pana  Wieslawa  Biniendy  jako  nauczyciela  prac  recznych  pogimnazjalnej  zawodowki.

Takiego  okreslenia  nie  mozna  oceniac  z  polskiej  perspektywy   historycznej  40  lat  temu,  kiedy sama  nazwa “  nauczyciel  prac  recznych “  budzila  smiech.  Trzeba  to  odniesc  do  dzisiejszej  techniki  i  do  warunkow  amerykanskich.  Przez  prawie  rok  walczylem,  by  Wieslawowi  Binendzie  “  uciac “ tytul  profesora , bo  takiego  nie  posiada,  w  USA   jest  stanowisko  profesora,  nie  tytul.   Wiekszosc  mediow  w  Polsce  nareszcie  to  dostrzegla.  Wieslaw  Binienda  jest  kierownikiem  COLLEGE , a  wiec  szkoly  zawodowej ,  w  ktorej  uczniowie ,  po  skonczeniu  High  School  (  11  klasy )   ucza  sie  ZAWODU.

Ta  szkola  zawodowa,  jak  wiele  innych   w  krajach  anglosaskich ,  jest  we  wspolnym  kampusie  z  uniwersytetem ,  tak  jest  wygodniej  ze  wzgledow  komunikacyjnych,  kwaterunkowych,  bezpieczenstwa,  administracyjnych ,  parkingowych….  Na  wizytowce  pana  Biniendy  wyraznie  pisze  ze  jest  on  pracownikiem  COLLEGE ,  w  gornym  prawym  rogu  jest  logo  University  of  Akron, jako  administracyjnej  jednostki  kampusu.   Jak  Panstwo  dzwonia  do  Uniwersity  of  Akron ,  to  oni  dopiero  lacza  z  college.  Wnioski  nasuwaja  sie  same :

1.  Wieslaw  Binienda  jest  nauczycielem  i  kierownikiem  zawodowej  szkoly   .  W  takich  zawodowkach ,  gdzie  uczy  pan  Binienda  ,  matematyka  (  np.  rownania  kwadratowe   z  jedna  niewiadoma )  jest  na  poziomie  drugiej  klasy  polskiego  liceum.  W  systemie  amerykanskim   nie  przyjalo  sie  okreslenie “  uczen -  schoolboy “  .   Kazdy , kto  sie  uczy  na  jakimkolwiek poziomie ,  to  student.

2.  Dzisiaj  w  Ameryce  kazdy  pracuje  na  jakims  programie.  Sprzataczka  obsluguje  maszyne  do  waxowania  podlogi ,  tam  trzeba   wszystko  zaprogramowac ,  to  jest  skomplikpowany  pojazd.  Kucharka  musi  zaprogramowac  maszyne  do  zmywania  naczyn   a  takze  zaprogramowac    sladowe  podcisnienie  w  kuchni, by  opary  gotowania  i  smazenia  nie  przedostaly  sie  do  restauracji.    Kazdy  hydraulik  na  kontynencie  obsluguje  komputer  i  programuje  odpowiednie  stezenia  roznych  chemikalii  dodawanych  do  instalacji   centralnego  ogrzewania ,  by  ta  nie  korodowala.  To  jest  powszechnosc  a  Ameryce,  takich  przykladow  moglbym  podac  setki ,  a  nawet  tysiace.

3.  Wieslaw  Binienda  jest  jednym  z  milionow  ludzi  na  kontynencie ,  jest  administratorem  programu,  data  enter  clerk ,  to  wszystko.  Nie  jest  redaktorem  naczelnym  pisma  aviacyjnego,  tylko  cenzorem  linii  ideowej.  Nigdzie  nie  podaje  nakladu  tego  pisma  i  opinii  recenzentow.   Nie  jest  praktykujacym  inzynierem  (  nie  mylic  z  dyplomem  politechniki )  ani  w  USA  ani  w  Polsce  .   Wieslaw  Binienda  nie  ma  uprawnien  podpisywania  i  autoryzowania  inzynieryjnych  raportow.    Wieslaw  Binienda, z  pomoca  Antoniego  Macierewicza,  traktuje  Polakow , jak  niepismiennych  chlopow ,  gloszac  chaotyczne,  nonsensowne  i  cyniczne  tezy  nie  majace  zadnego  poparcia  merytorycznego.  O to  tylko  niektore  przyklady :

3. 1.  Kompletne  zignorowanie   standardow    obowiazujacych  w  symulacvjach  numerycznych : Wieslaw  Binienda  nigdzie  nie  podaje  parametrow  wejsciowych  ani  dowodu  kalibracji  LS-DYNA. To  sa  standardowe ,  rutynowe  wymagania  wszystkich    raportow  inzynieryjnych  na  kontynencie, nie  tylko  symulacji  numerycznych.  Nie  namawiam  pana  Biniendy  do  publikacji   raportu  dla  NASA , gdzie  byl  wspoladministratorem  programu, ale  moglby  opublikowac  chociaz  spis  tresci.  Tam  MUSI  byc zbior  danych  wejsciowych  i  dowod (  affidavit )  kalibracji  programu.  Warunkiem  kazdego  testu  na  poziomie  inzynieryjnym  jest  gwarancja  jego  powtarzalnosci ,  a  tym  samym  weryfikacji.  Wieslaw  Binienda  tego  nie  robi,  tylko  infantylnie  odpowiada “ mnie  wyszlo  tak to   pokazcie  teraz   swoje  wyniki “.  Oczywiscie   Wieslaw  Binienda  stosuje  swoja  miarke,  dla  niego  zebranie  kilku danych  wejsciowych  mozna  zrobic  na  kolanie , wziac ,   jak  doslownie  sam  mowi,  z  literatury ,  z  tabeli. Pewne  rzeczy  Wieslaw  Binienda  poprawil  pod  naciskiem  polskich  naukowcow,  glownie  z  Kanady,  ale  to  za  malo.   Dane  wejsciowe  to  setki  faktorow ,  ktorych  W.  Binienda  nie  wprowadzil.

3.2. Program  LS-Dyna  jest  programem  komercjalnym, dostepnym  na  rynku .  Program   LD-Dyna  jest  takze  programem  uniwersalnym,  czyli  nie  jest  programem  specjalistycznym.  W  pracy  Biniendy  nie  zostala  wprowadzona  opcja  zmienionej  rozdzielczosci.   Ilosc  elementow  w  skrzydle  zostala  zanizona.

3.3.  W  badaniach  wypadkow  lotniczych  nigdzie  na  swiecie  symulacje  numeryczne  nie  kwestionuja  zapisow  rejestratorow  i  innych  danych  zrodlowych  z  miejsca  katastrofy.  Binienda  nie  dopuscil  na  konferencji  w  Pasandena, Ca ,   referatu    polskiego  specjalisty  ,  ktory   byl w Smolensku  i  zebral  wiele  dokladnych  danych  na  miejscu.

3.4.  Kwestionowanie  ( przez  Nowaczyka )   zapisu   danych  rosyjskich  i  polskich  rejestratorow  glosowego  i  parametrow  lotu  jest  cyniczna  manipulacja  adresowana    do  niezorientowanego  spoleczenstwa  polskiego  i  do  niezorientowanej  Polonii .    Nowaczyk,  celowo  pomija  czasowe  opoznienia  (  time delay ) ,  buforowanie a  takze  zalecenia  Universal  Avionics  z  Arizony,  by  zupelnie ignorowac  TAWS no: 38.

3.5.  Binienda  jest  specjalista  wytrzymalosci  materialow  kompozytowych.   W  dziedzinie  aerodynamiki  jego  wiedza  jest  zerowa.  Zerowa.   Druga  czesc  prezentacji  Biniendy  o  trajektorii  urwanej  koncowki  skrzydla  jest  totalnie  absurdalna.  Zaden  nauczyciel  prac  recznych  polskiej  zawodowki  nie  podpisze  sie  pod  takimi  bzdurami.

3.6.  Szuladzinski,  ktory  najpierw  krytykowal  Biniende,  dzisiaj  zmienil  zdanie.  Widocznie  pan  Macierewicz,  w  imieniu  przyszlego  PiS-owego  rzadu,  obiecal  olbrzymie  fundusze  na  przyszle “badania “.  Juz  obiecal  Wieslawowi  Binendzie  million  dolarow  za  dotychczasowa  prace.  Szuladzinski  mowi  o  dwoch  eksplozjach ,  tak,  by  pasowalo  do  urwanego  skrzydla.  Podobno  szczatki  samolotu  na  to  wskazuja.  Tylko  one   zostaly  rozrzucone  za  szosa  Kutuzowa, a  wiec  na  czterech  dlugosciach  samolotu ,  to  wcale  nie duzo   (  pomijam  drobne  elementy od  czasu  pierwszego  kontaktu   z  drzewami ).    Ekplozja  powoduje  rozrzut  promienisty, w  Smolensku  jest  rozrzut  wzdluzny.  Wychylenie  niektorych  blach  to  efekt  uderzenia  srodkowego  silnika.  Rejestratory  pracowaly  i  rejestrowaly  parametry   sensorow  umiejscowionych  w  roznych  czesciach  samolotu  ,  do  konca, do  upadfku  samolotu.   Rozerwanie  kadluba  rozrywa  automatycznie  polacznenia  sensorow  z  komputerem, tam  sa  polaczenia  kablowe  a  nie wireless.  Szuladzinski ,  ekspert  od  eksplozji  i  wyburzen  budynkow,   nie  mogl  pominac   takiego   znaczacego   elementu.   Cala  Komisja  Macierewicza  jest  obliczona  na   podbuntowanie   niezorientowanego  spoleczenstwa  ,  by  na  fali  “ zbrodni  smolenskiej “  przejac  wladze….  I  sypnac  dotacjami  Biniendom, Szuladzinskim, Nowaczykom…..

Andrzej  T. Chronowski ,  Ontario.

…………..

PB: Bądź tu mądry… “Specjalista” twierdzi, ze Binienda to nie profesor, a życiorys profesora wygląda czysto. Co nie znaczy, że Chronowski nie ma racji co do procedury “zatwierdzenia” raportu tylnymi drzwiami, z pominięciem profesjonalnej procedury obowiązującej w USA. W każdym razie podejrzane, że Biniendę zwerbował Macierewicz, który o pomoc w śledztwie 10 IV zwracał się do judeocentrycznych kongresmanów, zasłużonych w tuszowaniu śledztwa 11 IX!

Gmina Mogiła w okresie II Wojny Światowej w l. 1939-45 w relacjach świadków

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 06:13

Fragmenty opracowania  „Czas zatrzymany 2”  zawierającego materiały zebrane w latach 2006-2008 na terenie Nowej Huty i zredagowane przez Adama Gryczyńskiego.

Gmina Mogiła w okresie II Wojny Światowej w latach 1939-45 w relacjach świadków

Wśród dokumentów dotyczących II Wojny Światowej, przechowywanych w zbiorach Archiwum Państwowego w Krakowie zachowały się ankiety opisujące politykę okupanta niemieckiego wobec ludności polskiej podczas II Wojny Światowej w latach 1939-45 wobec obywateli polskich. Ankiety opracowano odrębnie dla poszczególnych wiosek oraz zestawienia zbiorcze dla całych gmin powiatu krakowskiego. Ankiety przygotowane urzędowo według ustalonego wzoru zawierały zestaw pytań na temat form represji stosowanych przez okupanta i zniszczeń wojennych. W przyszłości miały stanowić podstawę do określenia szkód wojennych i odszkodowań. Na ogół wypełniali je mieszkańcy tych ankietowanych wiosek. Dla wsi Mogiła ankietę wypełnili: Władysław Kołodziejczyk, Walenty Rosołek i Franciszek Romański (lub Romaniuk), dyrektor szkoły w Mogile.

Artykuł został opracowany na podstawie ankiet sporządzonych dla wiosek w gminie Mogiła: Lubocza, Mogiła, Pleszów, Grębałów, Kantorowice, Krzesławice, Bieńczyce oraz Wolica i Kocmyrzów (gmina Ruszczą) i Batowice (gmina Węgrzce).

Ankiety są cennym źródłem szczegółowych informacji o przebiegu wojny w tak małych jednostkach administracyjnych jak wieś i gmina. Z uwagi na bardzo wysoki stopień spersonalizowania tych dokumentów i ustawę o ochronie danych osobowych nie publikuję imion i nazwisk osób, które ankiety obwiniają o współpracę z okupantem na szkodę narodu polskiego, ponieważ takie sprawy wymagają bardziej gruntownego zbadania.

Kampanię wojenną we wrześniu 1939 r. ankieterzy opisują krótko i nie podają wielu szczegółów, dlatego ponieważ działania wojenne na terenie gminy Mogiła były bardzo ograniczone, a wojska polskie nie stawiały w tym rejonie silnego oporu. W dniu 1 IX samoloty niemieckie zbombardowały most na rzece Wiśle w Mogile, teren między obecnymi łąkami nowohuckimi a zakładami tytoniowymi w Czyżynach oraz lotnisko w Czyżynach. Lotnicy niemieccy ostrzelali z karabinów maszynowych ludzi pracujących na łąkach. Do wsi Krzesławice i Batowice niemieckie oddziały wkroczyły w dniu 6 IX, natomiast podczas odwrotu wojska polskie wysadziły most na rzece Dłubni w Batowicach.

W czasie okupacji Niemcy zastosowali wobec miejscowej ludności surowe represje gospodarcze, fizyczne i psychiczne oraz represje przeciwko kulturze polskiej. Zmuszano ludzi do prac przy budowie fortyfikacji i umocnień, a za spóźnienia zamykano na kilka dni aresztu w bunkrze bez jedzenia. Każda gromada miała obowiązek wystawić po 10 zakładników na 10 dni na wypadek ataków partyzanckich lub innych działań ludności cywilnej na szkodę okupanta. Ankieter wyjaśnia, że ci zakładnicy mieli nocą pilnować wioski przed takimi czynami i odpowiadali za spokój. Po 10 dniach wioska musiała wystawić kolejną grupę zakładników.

W czasie okupacji w Mogile aresztowano 9 osób i wywieziono ich do obozu w Płaszowie. Wszystkich mieszkańców wiosek obowiązywały zasady zachowania się wobec Niemców: ustępowanie im miejsca na drodze i kłanianie się. Na linii kolejowej Kraków-Kocmyrzów kursował pociąg z osobnym wagonem tylko dla Niemców. W Bieńczycach rozstrzelano 3 ludzi za domniemany napad na funkcjonariusza policji granatowej. Powszechnie stosowano represje psychiczne mające na celu zastraszenie ludności polskiej. Grożono wywózką do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu za nie wypełnianie zarządzeń władz niemieckich.

Z wiosek wojsko niemieckie pobierało ogromne kontyngenty produktów rolnych, bydła, koni, trzody chlewnej i drobiu. Szkoły podstawowe na ogół nie funkcjonowały, ponieważ zostały zamienione na kwatery dla wojska lub magazyny, a nauczycieli zatrudniano zimą przy pracach podatkowych. Rozwiązywano i zamykano organizacje kulturalne i biblioteki.

14 lutego 1944 r. Niemcy rozstrzelali na terenie Grębałowa 80 więźniów, których przywieźli 3 samochodami z Krakowa. Po wykonaniu egzekucji ciała rozstrzelanych zabrano.

W 1944 r. kiedy wojska sowieckie zbliżały się do powiatu krakowskiego, Niemcy przyspieszyli przygotowania obronne. Czynili to ze szkodą dla gospodarki rolnej i leśnej wiosek podkrakowskich. Wycinano drzewa owocowe w sadach, oraz niszczono pola uprawne, aby przygotować teren do budowy umocnień, rowów strzeleckich i artyleryjskich oraz budowę bunkrów. W Pleszowie Niemcy już w VII 1944 przystąpili do tych prac zmuszając do tego miejscową ludność. Na cmentarzu mogilskim wycięto ok. 130 drzew; w Bieńczycach zniszczono 25% obszaru sadów owocowych i przeznaczono na rowy strzeleckie oraz artyleryjskie. W Mogile wycięto 2 ha młodego lasu dębowego i jesionowego i zajęto kilkanaście morgów gruntu pod budowę bunkrów. Niemcy rozbudowali lotnisko w Czyżynach zalewając betonem spory obszar gruntu. Od 1944 r. przez tereny krakowskich wiosek przemieszczały się liczne oddziały niemieckie, które wycofywały się przed nacierającą Armią Czerwoną. W dniu 20 III 1944 r. w Krzesławicach kwaterował oddział niemiecki – 3 podoficerów niemieckich i 15 Ukraińców, a 11 IV 1944 r. kwaterowała kompania techniczna kpt. Schmidta z Wiednia. Niemcy zajmowali na kwatery prawie wszystkie budynki we wsi. 16 i 17 I 1945 r. przez Krzesławice przeszły ostatnie niemieckie jednostki wojskowe. Rano w dniu 18 stycznia 1945 r. mieszkańców Krzesławic obudził ogień artylerii niemieckiej i piechoty w sile 60 żołnierzy uzbrojonych w granatniki. Po krótkim starciu Niemcy wycofali się w kierunku Mogiły pozostawiając na polu walki 26 poległych i dużo amunicji. W wyniku tego starcia zniszczeniu uległo kilka pobliskich domów. W Batowicach o godz. 6 rano miał miejsce nalot sowieckich samolotów, które uszkodziły tor kolejowy. Na ogół na terenie gminy Mogiła nie doszło do zaciętych, wyniszczających gospodarczo walk wojsk niemieckich i sowieckich. Niemcy z tego terenu wycofywali się w popłochu w kierunku Krakowa. Natomiast w Bibicach i Węgrzcach Niemcy postawili silny opór. Walki tu trwały 48 godzin i poległo w czasie ich trwania kilkudziesięciu Niemców i ok. 300 Rosjan oraz 42 miejscowych cywili. Zniszczeniu uległo ok. 40 budynków w Bibicach, Węgrzcach i w przysiółku Czekaj.

Po 17 stycznia 1945 r. walki toczyły się jeszcze w Trojanowicach, Zielonkach i Bosutowie. W Zastowie, Raciborowicach, Batowicach i Dziekanowicach miało miejsce głównie ostrzeliwanie artyleryjskie.

Krzysztof Rosołek

Zbrodnia w Wolicy

„W dniu 6.11.1939 r. przyjechało gestapo niemieckie w liczbie przeszło 100 hitlerowców uzbrojone w karabiny maszynowe do Wolicy i ustawili karabiny maszynowe na pastwisku. Wówczas wezwali mnie Ignacego L. jako sołtysa i poszliśmy po wsi. Zabrali z domów 9-ciu chłopów. Ustawili obok nich karabiny maszynowe w jeden rząd, strasznie ich bili i katowali przez cały dzień. Następnie na wieczór zabrali /…/ i zawieźli do Bochni. Mnie zwolnili z więzienia 5.12.1939 r., zaś tych resztę chłopów wyprowadzili pod las w Bochni i 7.12.1939 r. zastrzelili. Śmierć ponieśli straszną bo podobno na pół żywych zakopywali”

                        Fragment artykułu  Krzysztofa Rosołka  „Gmina Mogiła w okresie II wojny światowej w latach 1939 – 45 w  relacjach świadków”, który został opracowany na podstawie ankiet przechowywanych w zbiorach Archiwum Państwowego w Krakowie opisujących politykę okupanta niemieckiego wobec ludności polskiej.

 

 

Ludobójstwo w forcie w Krzesławicach w latach 1939-1941

Podczas opracowania cyklu artykułów o zbrodni popełnionej przez Niemców przy forcie w Krzesławicach wykorzystałem dokumenty przechowywane w Archiwum Państwowym w Krakowie i w Instytucie Pamięci Narodowej (IPN). Najbogatszy zbiór dokumentów w tej sprawie posiada krakowski oddział IPN, wśród których mieszczą się: archiwum śledztwa w sprawie zbrodni w Krzesławicach Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, a więc raporty i końcowy protokół z prac ekshumacyjnych ofiar zbrodni; opis miejsca egzekucji z mapką rozmieszczenia zbiorowych grobów, zeznania świadków zbrodni oraz inne dokumenty. Po zakończeniu wojny nie zachowały się archiwa niemieckiej administracji Generalnej Guberni dokumentujące przebieg tych rozstrzeliwań. Dlatego w toku śledztwa przeprowadzonego po zakończeniu wojny nie udało się ustalić danych personalnych funkcjonariuszy niemieckich, którzy wydawali rozkazy i kierowali akcją oraz numerów identyfikacyjnych oddziałów niemieckich, które wykonywały zbiorowe egzekucje. Wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej Jan Brandys delegowany do Okręgowej Komisji Badań Zbrodni Hitlerowskich w Krakowie w sprawozdaniu z przeprowadzonego śledztwa pisze:

„Wobec braku dokumentacji i innych konkretnych dowodów w tym zakresie nie zdołano ustalić osób (nazwisk i funkcji) sprawców-rozkazodawców względnie bezpośrednich wykonawców zbrodni w Krzesławicach. Na podstawie jednak ujawnionych w śledztwie okoliczności (a m. in. ogólnikowych zeznań niektórych świadków) można wnosić, że w egzekucjach tych bezpośrednio udział brali funkcjonariusze Gestapo, SS i prawdopodobnie żandarmerii względnie policji ochronnej w Krakowie”. Jednak według prokuratora ze względu na piastowane stanowiska. O całej sprawie musieli wiedzieć i wydać zgodę wyżsi funkcjonariusze policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa (SiPO i SD) w Krakowie i między innymi oni ponoszą odpowiedzialność za tę zbrodnię, a wśród nich: SS Obergruppenführer Wilhelm Krüger, wyższy dowódca SS i Policji od X 1939 r. do XI 1943 r. Dowódcy policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa w Generalnej Guberni od X 1939 r. do I 1941 r., SS Brigadefuhrer Bruno Streckenbach, od I 1941 r. do VII 1943 r. SS Brigadefuhrer Eberhart Schongart (stracony z wyroku brytyjskiego dn. 15 V 1948 r.). Dziennik Polski 18 VI 1945 r. opublikował informację o zbrodni popełnionej w czasie okupacji w Krzesławicach przez Niemców na obywatelach polskich. 23 VI 1945 r. Powiatowy Oddział Informacji i Propagandy w Krakowie w piśmie do Starostwa Powiatowego polecił: „W ostatnich dniach podała prasa do wiadomości ogółu komunikat o odkryciu w obrębie fortu w Krzesławicach, gmina Mogiła, masowego grobu ofiar, pomordowanych przez barbarzyńskich okupantów niemieckich. Ponieważ sprawa ta domaga się nie tylko wyjaśnienia, ale wydobycia na światło dzienne, dalej przeprowadzenia ekshumacji zwłok w nowej zbiorowej mogile, proponuje niniejszym Powiatowy Oddział Informacji i Propagandy Starostwu Powiatowemu utworzenie odnośnego Komitetu (…)” Projekt składu Komitetu był już gotowy.

2 VII 1945 r. i równolegle zbierano fundusze pieniężne na sfinansowanie prac ekshumacyjnych. 21 VII 1945 r. zawiązał się Komitet ekshumacji zwłok ofiar pomordowanych na forcie w Krzesławicach. W zebraniu organizacyjnym Komitetu uczestniczyli m.in. wójt gminy Mogiła, Józef Celiński – kierownik szkoły w Bieńczycach, ks. Antoni Góralik – proboszcz w Pleszowie, ks. Leon Orłowski – delegat zakonu Cystersów, przedstawiciele redakcji Dziennika Polskiego, Głównego Komitetu Badań Zbrodni w Polsce, Gminnej Rady Narodowej w Mogile oraz Naczelnik Powiatowego Oddziału Informacji i Propagandy w Krakowie. W ramach komitetu powołano 2 sekcje: organizacyjną, która miała na celu postawienie pomnika ku czci ofiar w Krzesławicach (weszli do niej m.in. przeor oo. Cystersów Augustyn Ciesielski i ks. Józef Zastawniak) i techniczną, odpowiedzialną za przeprowadzenie ekshumacji i identyfikacji zwłok. Prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. dr T. Dziurzyński delegował dr. Jana Olbrychta, prof. medycyny sądowej w UJ do komisji sądowo-lekarskiej. Przewodniczącym Komitetu Ekshumacji został starosta powiatowy. W dniu 15 X 1945 r. o godz. 9.30 Komisja w obecności dziennikarzy, świadków tej zbrodni (m. in. mieszkańców wsi Krzesławice) oraz rodzin ofiar rozpoczęła prace ekshumacyjne przy forcie w Krzesławicach. Komisja sądowo-lekarska (3 lekarzy i 2 sędziów) przeprowadzała sekcje zwłok w jednej z izb w forcie lub na zewnątrz. Rodziny i inni świadkowie mogli obserwować prace ekshumacyjne w celu identyfikacji rozstrzelanych osób. Przed rozpoczęciem ekshumacji liczbę ofiar szacowano na 1000 lub 2000, podczas gdy prace ekshumacyjne odsłoniły 440 zwłok pomordowanych, co oczywiście nie umniejsza potworności tej zbrodni. Prace ekshumacyjne trwały od 15 X do 6 XII 1945 r. Protokół ekshumacji spisano 17 X 1946 r. W dalszym toku śledztwa Okręgowa Komisja przesłuchiwała świadków oraz gromadziła dalsze dowody tej zbrodni. W dniu 141 1948 r. Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce w składzie: Sędzia Okręgowy Śledczy Jan Sehn, Sędzia Sądu Grodzkiego dr. St. Żmuda, wiceprokuratorzy Sądu Okręgowego Edward Pękalski i dr Wincenty Jagosiński, prof. i kierownik Zakładu Medycyny Sądowej UJ, biegły sądowy dr Jan Olbracht oraz dwóch członków Krakowskiej Komisji Okręgowej (w Krakowie) Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce podpisali końcowy protokół ze śledztwa. Podczas prac ekshumacyjnych odkryto zwłoki 440 ofiar zbrodni, w tym 18 kobiet, rozmieszczonych w 29 grobach zbiorowych wokół fortu. Najmniejszy grób mieścił 2 zwłoki a największy – 52. W wyniku przeprowadzonych badań i oględzin stwierdzono: 89 % ofiar poniosło śmierć wskutek strzału w głowę, w tym 78 w tył głowy. W wielu przypadkach nie udało się stwierdzić miejsca postrzału na wskutek daleko posuniętego rozkładu zwłok i uszkodzeń niektórych części ciała.

Oprawcy swoje ofiary przed egzekucją ustawiali tuż nad krawędzią wykopanego dołu tak, aby po zadaniu strzałów ich ciała bezwładnie wpadały bezpośrednio do grobów (w tym przypadku podczas ekshumacji odkryto, że ciała leżały w różnych kierunkach) lub ustawiali skazanych obok grobów i po przeprowadzonej egzekucji ciała układano w grobach, kładąc je względem siebie równolegle w pozycji grzbietowej. Ręce niektórych ofiar były splątane ze sobą co wskazuje, że tuż po oddaniu strzału niektórzy jeszcze żyli, kiedy leżeli w grobach. Tych oprawcy prawdopodobnie dobijali lub grzebali żywcem. W kilku przypadkach stwierdzono założone opaski na oczach. Na ogół nie krępowano kończyn przed egzekucją. Strzały oddawano z broni o jednolitym pocisku opancerzonym lub nieopancerzonym, a niektóre ofiary dobijano narzędziami tępymi, jak kolbą karabinu. Na podstawie oględzin odzieży i zachowanych przedmiotów osobistych zidentyfikowano 104 ofiary, a 78 dzięki zeznaniom świadków i innych okoliczności. 258 zwłok nie zidentyfikowano. Pierwszą egzekucję Niemcy wykonali w dn. 1 XI 1939 r. a ostatnią ujawnioną w dn.7 XI 1941 r. Pod względem zawodowym rozstrzeliwano uczniów, studentów, nauczycieli, robotników, chłopów, oficerów zawodowych Wojska Polskiego, artystów. Około 52 % ofiar stanowiła inteligencja. Powody egzekucji były różne: za działalność konspiracyjną w strukturach Armii Krajowej; część ofiar pochodziła z łapanek ulicznych lub aresztowani za domniemaną działalność sabotażową, za posiadanie broni. Część Gestapo aresztowała omyłkowo lub jako zakładników, jak w przypadku 32 zakładników z Myślenic aresztowanych w Myślenicach 23 VI 1940 r. i rozstrzelanych w Krzesławicach 29 VI 1940 r. Sprawa zakładników z Myślenic była przedmiotem odrębnego śledztwa po wojnie. Wielu rozstrzelano za próbę przekroczenia nielegalnie granicy słowacko-węgierskiej. Tą grupę stanowili oficerowie Wojska Polskiego i cywile-mężczyźni. Na terenie Słowacji po aresztowaniu ich przez słowacką straż graniczną, byli przekazywani w ręce niemieckie. Wśród rozpoznanych najwięcej było ofiar między 20 a 30 rokiem życia. Najmłodsza ofiara liczyła 15 lat, a najstarsza – 70 lat.

Przebieg egzekucji:

W przeddzień egzekucji, późnym popołudniem Niemcy przywozili samochodami ciężarowymi krytymi brezentem do fortu grupę skazanych, którzy mieli wykopać groby, po czym odwożono ich do więzienia. Następnego dnia rano z więzienia wyjeżdżała kolumna kilku samochodów ciężarowych wypełnionych skazanymi wśród których byli ci którzy poprzedniego dnia wykopywali groby. Eskortowały je 2 lub 3 samochody osobowe. Z tyłu każdej ciężarówki siedział strażnik. Po dotarciu na miejsce pluton egzekucyjny w sile 10 żołnierzy wykonywał wyrok. Ciała przysypywano warstwą ziemi o grubości 60 cm. Jedna z mieszkanek wsi Krzesławice tak wspominała te czasy podczas śledztwa przed prokuratorem: „W drugiej połowie czerwca 1940 r. w godzinach rannych słychać było przez szereg dni strzały na forcie krzesławickim, dokąd zwożono autami ciężarowymi ludzi. Zaciekawiona tym ludność miejscowa poczęła zaglądać na fort krzesławicki i przekonała się, że są świeże groby Nie ulegało więc wątpliwości, że Niemcy rozstrzeliwują tam ludzi i chowają ich na miejscu. Przy niektórych grobach znaleziono części ubrania, jak szaliki, kapelusze a nawet i kawałki palców ludzkich. W dniu 29 VI 1940 r. słychać było strzały w forcie krzesławickim dwukrotnie. Jak ludzie z Krzesławic twierdzili przywożono tam w jednym dniu grupę więźniów, która kopała grób, a następnego dnia strzelano do więźniów i chowano ich w tym grobie”.

Krzysztof Rosołek, historyk

Autor dziękuje krakowskiemu oddziałowi Instytutu Pamięci Narodowej za udostępnienie dokumentów dotyczących zbrodni w Krzesławicach.

Uzupełnienie:

Wśród więźniów przywiezionych do fortu w dn. 28 czerwca 1940 r. był Stanisław Marusarz. Pod okiem niemieckich żołnierzy Polacy kopali dół z przeznaczeniem na grób. Dzięki udanej ucieczce z celi z więzienia w dn. 2 lipca 1940 r. Stanisław Marusarz wraz z dwoma współtowarzyszami zachował życie. Pozostali więźniowie zostali rozstrzelani w fosie w zachodniej części fortu 2 i 4 lipca 1940 r.

Po zakończeniu wojny fort przez krótki czas służył administracji wojskowej, a później został przekazany w ręce cywilne. W latach 1949-52 urządzono tu hotel dla ekip budujących Nową Hutę. 27 maja 1957 r. odsłonięto tablicę upamiętniającą zbiorowy mord, jednakże z podanymi nieprawdziwymi latami dokonanych egzekucji. Rok później odsłonięto postawiony na masowym grobie pomnik. W latach 60. XX w. obiekt został mocno zniszczony po fali nielegalnie zakładanych działek. W grudniu 1976 r. na polecenie władz dzielnicy Kraków Nowa Huta wysadzono w powietrze zachodnią kaponierę (autentyczne miejsce dokonywanych egzekucji, na ścianie umieszczona była tabliczka z napisem: „Miejsce uświęcone męczeńską krwią Polaków”), schron pogotowia nr II i III oraz północno-zachodnie wyjście z koszar, zasypano fosę w północno-wschodniej części wraz z kaponierą czołową i wschodnią (kolejne, autentyczne miejsca dokonywania egzekucji), zniwelowano wały ziemne.

Pamiątką dewastacji są również ślady pozostałe w samym forcie; na wale artyleryjskim stoją altanki, w dawnych schronach pogotowia mieszczą się piwnice i kurniki. W fosie przez wiele lat nagromadziło się mnóstwo śmieci. Stan fortu (sprofanowanego i zdewastowanego) w niczym nie przypominał Miejsca Pamięci Narodowej.

Na szczęście tamten okres to już tylko historia, którą można wspominać. W 1993 r. powstała koncepcja przekazania fortu na rzecz Młodzieżowego Domu Kultury autorstwa Stanisława Owcy (Przewodniczącego Rady Dzielnicy XVII Miasta Krakowa) i Franciszka Dziadonia (Dyrektora MDK), a w 1994 r. decyzją Zarządu Miasta Krakowa obiekt przekazany został Młodzieżowemu Domowi Kultury Na Stoku.

Fragment wspomnień Franciszka Twaroga, nauczyciela z Luboczy:

 

Pewnego dnia rano, szedłem zimową porą drogą od Bieńczyc w stronę Krzesławic.

Obok przejechały niemieckie zakryte auta ciężarowe, za których zasłonami można było zobaczyć więźniów i uzbrojonych Niemców. Auta skręciły w drogę polną, w stronę krzesławickiego fortu. Były duże zaspy śnieżne. Auta zatrzymywały się, zobaczyłem więźniów brnących po śniegu, popędzanych przez konwojentów. Znikli w rowach

i kazamatach fortu. A potem słychać było strzały w miejscu straceń, dokąd przewożono Polaków z więzienia na ul. Montelupich, którzy najpierw kopali dla siebie doły, aby nazajutrz lec w nich od trafienia pociskiem w tył głowy. Na Wzgórzach Krzesławickich jest zbiorowy grób 440 poległych polskich patriotów i dziś stoi tam pomnik, a obok powstaje nowe życie, buduje się osiedle, gdzie obecnie uczę w tymczasowym baraku.

Innym razem, podczas wojny, przez otwarte okna szkoły w Luboczy dobiegł mnie seryjny odgłos strzałów z karabinu maszynowego od strony Grębałowa. Po chwili wbiegł do klasy przerażony Jan Walczak z krzykiem:

 - Czy są tu moje dzieci Zbyszek i Franek?

 - Są, a co się stało? – spytałem.

- Niemcy strzelają do ludzi w Grębałowie. Wszyscy uciekli w pola.

Z dalszego spokojniejszego już opowiadania wynikało, że przywieziono do Grębałowa

82 więźniów, którzy zostali rozstrzelani z karabinu maszynowego. Był to odwet niemiecki za śmierć dwóch Bahnschutzów (strażników kolejowych) zastrzelonych w pociągu

w Grębałowie.

Widziałam – opowiadała p. Morawcowa, naoczny świadek wypadków, jak Niemcy dobijali źle trafionych więźniów. Po odjeździe poszłam na miejsce stracenia, pozbierałam odpryski kości, strzępy ciał, porzucane kneble, skrwawione ręczniki i zakopałam na miejscu stracenia”

„Szedłem drogą z Krakowa do domu – mówił Stanisław Florkowski, Niemcy zatrzymali mnie, kazali nosić poległe ciała na auta. Potem odjechali w stronę Krzesławic.

Ktoś umieścił w tym miejscu drewniany krzyż z napisem: „Miejsce straceń Polaków, ofiar hitlerowskiego okupanta.”

Nauka w naszej szkole trwała do końca wojny bez przerwy. Wreszcie nadszedł dzień wyjazdu Niemców ze wsi. Wieczorem 18 stycznia 1945 r. nadjechała niemiecka artyleria

i czołgi. We wsi i wokół szkoły stały działa zwrócone na wschód. Jutro będziemy w samym centrum walki – pomyślałem. Po nieprzespanej nocy, o godzinie 6-tej rano usłyszałem niemiecka komendę:

- Vorvarsts! (Naprzód!). W ciągu pół godziny szkoła i obejścia opustoszały, a na ogrodzie znalazłem zapomniany karabin i porzucone w pośpiechu pociski. 19 stycznia pojawił się

w Luboczy pierwszy czołg radziecki, a z nim piechota. Niemcy cofali się w popłochu. We wsi rozgorzała walka, w wyniku której rozbite zostały dwa czołgi: radziecki i niemiecki. Zginęło kilku Niemców. Od strzałów niemieckiej artylerii spalił się jeden dom i stodoła, zginął rolnik z Luboczy. Dzięki umiejętnej taktyce dowództwa radzieckiego Kraków i powiat krakowski nie poniosły większych strat.

Franciszek Twaróg

 

Fragmenty wspomnień Jana Kotyzy z Bieńczyc

Tuż przed wojną

Od wiosny 1939 r. stan podniecenia, jaki panował w całym kraju nie pozostawał bez wpływu i na naszą wieś. Wpływały na to różne okoliczności, jak położenie tuż pod Krakowem, ciągły z nim kontakt poprzez handel, dojazdy do pracy w mieście, do szkół krakowskich, prasa, która we wsi była czytana (tylko „Małego Dziennika” rozchodziło się we wsi 100 egz., które przychodziły codziennie pociągiem), czy wreszcie kilkanaście posiadanych we wsi aparatów radiowych dostarczały na tyle wiadomości, by mieszkańcy Bieńczyc byli dostatecznie zorientowani w tym, co się na świecie i w kraju dzieje. Podobnie zresztą jak w całej Polsce i u nas nie  byli ludzie pewni, jak się potoczą dalsze ich losy. Nie gasła jednak nadzieja, że może do wojny nie dojdzie, że Hitler tylko blefuje. Konferencje międzynarodowe w Moskwie z udziałem przedstawicieli rządu Anglii i Francji dodawały otuchy, że Niemcy nie odważą się zaatakować Polski. Istniejące we wsi organizacje młodzieżowe, społeczne i polityczne budziły wśród miejscowego społeczeństwa ducha patriotycznego oraz zainteresowanie sprawami państwa i narodu. Z inicjatywy tych organizacji odbyła się wiosną manifestacja antyniemiecka, w której wzięła udział ludność naszej i sąsiednich wsi. Odbyła się w kaplicy Msza św. Z patriotycznym kazaniem oraz pochód członków tych organizacji. Wzięły udział w pochodzie Katolickie Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej i Żeńskiej, Koło Stronnictwa Ludowego, Związek Rezerwistów, Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet i cała młodzież szkolna jak również niezorganizowana ludność. W pochodzie niesiono sztandary tych organizacji oraz przygotowane transparenty z napisami; „Pamiętaj Szwabie Grunwald, Płowce, Psie Pole”, „Nie damy ziemi, skąd nasz ród”, Cały Naród z Armią” itd. Słowa ministra Becka wypowiedziane na posiedzeniu Sejmu w maju tego roku; „Nie znamy pokoju za wszelką cenę” – społeczeństwo przyjęło z determinacją. Już wiosną na tzw. Cichą mobilizację poszło do wojska kilkunastu młodych rezerwistów ze wsi. Chłopi jednak nie opuszczali rąk, jak co roku jechali w pole; orali, siali, sadzili ziemniaki i warzywa, a potem w czasie żniw skrzętnie gromadzili do stodół skoszone zboże, bo jeść będzie trzeba. Większość ludzi pamiętała jeszcze lata I Wojny Światowej i ciężkie warunki bytu, więc gromadzili, to co zebrali w polu a niektórzy nawet gromadzili dodatkowo zapasy takich towarów, o których pamiętano, że ich brakowało w czasie wojny. Stowarzyszenia katolickie czyniły przygotowania do dożynek, odbywały się próby. Udaliśmy się z delegacją do Ks,. Metropolity Krakowskiego Adama Stefana Sapiehy, aby zaprosić go na dożynki, i nie obeszło się przy tej okazji bez rozmowy na temat aktualnej sytuacji i ewentualnej wojny. Metropolita pocieszał nas, że Żydzi mówią, iż wojny nie będzie. W sierpniu, jak co roku odbyły się we wsi dożynki, plac w pobliżu jazzu na Dłubni, gdzie tradycyjnie odbywały się co roku te obrzędy zapełnił się młodzieżą i starszymi. Po Mszy św. w kaplicy, gdzie poświęcono wieniec dożynkowy, w pochodzie przez całą wieś szli młodzi w krakowskich strojach, by na placu pośród zgromadzonej już ludności (nie tylko z naszej wsi, ale także całej okolicy) być świadkami dorocznych obrzędów dożynkowych z pokazami tańców ludowych, a na zakończenie wziąć udział w ogólnej zabawie. Zbliżająca się jednak szybkimi krokami wojna wzywała coraz to nowych ludzi ze wsi odrywając ich od codziennej pracy. Bez ociągania stawiali się oni na wezwanie mobilizacyjne i wcielani byli do organizujących się oddziałów wojskowych. Z miejscowych oficerów rezerwy zostali zmobilizowani: dopiero co po studiach rolniczych ppor. Jan Krawczyk, pracownik warsztatów lotniczych i równocześnie znany pilot sportowy ppor. Józef Rojek, inż. Rolnik ppor. Franciszek Nawara, radiotelegrafista ppor. Julian Kaczorowski. Z szeregowych zostali zmobilizowani i brali następnie udział w kampanii wrześniowej: Władysław Ptak, Andrzej Ciepiela „Pisarz”, Andrzej Ciepiela „Dziedzic”, Karol Żylski, Franciszek Krawczyk, Józef Salwiński, Stanisław Salwiński, Jan Zamojski, Jan Nawrocki, Józef Nawrocki, Stanisław Nawrocki, Stanisław Siudek, Władysław Ciepiela, Władysław Broś, Wojciech Halik, Władysław Wścisło, Franciszek Antkiewicz, Feliks Zamojski. Z pełniących zawodową służbę wojskową wzięli udział w kampanii wrześniowej pochodzący z Bieńczyc: kpt. Franciszek Ciepiela, por. Roman Paszyński (obaj w 11 p.p.), ppor. Idzi Jędrszczyk (Straż Graniczna), plut. Zawod. Piotr Kotyza (12 p.p.). Losy zmobilizowanych różnie się potoczyły, byli wśród nich zabici i ranni, jednym udało się uniknąć niewoli niemieckiej i wrócić do domu, inni przebywali przez całą okupację w niemieckich obozach jenieckich, jeszcze inni zostali internowani w obozach w Rumunii i na Węgrzech, kilku udało się przedostać na Zachód do wojska polskiego we Francji i w Anglii. Przez cały okres okupacji przebywali w niemieckich obozach dla jeńców lub później na robotach u niemieckich Bauerów: Franciszek Krawczyk, Jan Nawrocki, Karol Żylski i Feliks Zamojski. W oflagu przebywał kpt. Franciszek Ciepiela. W niewoli radzieckiej znaleźli się: ppor. Jan Krawczyk, ppor. Julian Kaczorowski, ST. Post. PP. Stanisław Kotyza, Władysław Ptak, Piotr Włodek i dr Leon Wohlfeiler. W obozach internowanych w Rumunii przebywali Władysław Wścisło i Wojciech Halik, w obozie na Węgrzech przebywał ST. Post. PP. Józef Kotyza. Do wojska polskiego na zachodzie dostali się: Władysław Broś, Stanisław Siudek i Stanisław Nawrocki. W II Korpusie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie znaleźli się i walczyli we Włoszech dr Leon Wohlfeiler i Piotr Włodek.

Wrzesień

Jeszcze wieczorem ostatniego dnia sierpnia 1939 r. mimo, że widzieliśmy ciągnące przez wieś wozy taborowe załadowane pociskami artyleryjskimi, łudziliśmy się, że wojny jednak nie będzie. Dość długo w nocy rozmawialiśmy z Marysią stojąc pod domem teścia. Drogą przeciągały furmanki chłopskie, zmobilizowane jako podwody do wojska. Jeszcze w tę ostatnią spokojną noc rozważaliśmy, czy wojna wybuchnie…

1 wześnia zbudził mnie niebywały huk. Zerwawszy się z łóżka wybiegłem na ganek skąd zauważyłem krążące na bardzo dużej wysokości samoloty. Nie wiedziałem jakie, sądziłem, że to chyba polskie myśliwce. Pobiegłem na szosę , a następnie w kierunku Czyżyn. Kiedy znalazłem się na wysokości kuźni i domu Rojka usłyszałem ogłuszający szum i warkot samolotów nadlatujących od wschodu na bardzo małej wysokości. Przystanąłem pod wierzbami. Przelatujące na niewielkiej wysokości samoloty miały na skrzydłach czarne krzyże. Nie było już żadnej wątpliwości – wojna! Pobiegłem jeszcze „Zagościńcem”, koło szkoły w kierunku „dworku” (kaplicy). Stąd z ogrodu rozlegał się widok na Czyżyny i lotnisko w kierunku Rakowic, gdzie na bardzo małej wysokości podlatywały samoloty, a za nimi wykwitały wybuchy bomb, jakie rzucały na lotnisko. W ciągu dnia spotkane osoby nie mogły się pogodzić z myślą, że to naprawdę wojna. Wieczorem znalazłem się u Cieślewiczów we dworze. Słuchaliśmy radia.  Wójtem w gminie w Mogile był p. inż. Kazimierz Cieślewicz, dzierżawca majątku kurialnego w Czyżynach, jego zastępcą był p. Stanisław Rosiewicz z Pleszowa. Dowiedziałem się tam, że nazajutrz będzie się odbywał w Bieńczycach we dworze skup owsa dla wojska, prowadzony przez urzędników gminnych. Przyrzekłem swą pomoc. Skupem kierował p. Cieślewicz. Przyjeżdżały furmanki chłopskie z okolicy, z workami zboża, które ważono i składano w dworskim spichlerzu. W powietrzu przelatywały samoloty. Słychać było wybuchy bomb. We wsi wzrastał niepokój. Na szosie coraz więcej ludzi z tobołkami na plecach wędruje od Krakowa w kierunku na Mogiłę i Kocmyrzów. Niektórzy mieszkańcy Bieńczyc z początku nieśmiało zaczynają ładować swój dobytek na wozy i też wyjeżdżają. Kierują się i zatrzymują u znajomych w okolicy Kocmyrzowa i Luborzycy, inni wędrują dalej do Proszowic, Kazimierzy, Skalbmierza…My z ojcem pozostajemy w domu. Rano w niedzielę udajemy się do kościoła do Mogiły. W piątek na skutek zamieszania spowodowanego nalotami przerwałem moje pierwszo piątkowe Komunie św., poszedłem więc na Mszę św. do spowiedzi i Komunii św. Po powrocie z kościoła wszędzie widać zamieszanie i dezorganizację. Na drodze coraz więcej ludzi wędrujących ze swoim dobytkiem na wschód. Pokazują się pierwsi rozbitkowie z Wojska Polskiego. Domy w Bieńczycach pozostały w większości bez jakiejkolwiek opieki i dozoru. Wieczorem w niedzielę i my z ojcem wywędrowaliśmy do Kocmyrzowa korzystając z gościnności rodziny Kozików. Następnego dnia rano rozeszła się wiadomość, że Niemcy są już na Baranie, czyli na szosie biegnącej przez Kocmyrzów do Proszowic. Dla mnie rozpoczęła się miesięczna wędrówka wraz z ludnością cywilną w kierunku na północny wschód, na Lublin. Początkowi wędrowałem sam, później zebrało nas się (w różnym wieku) w sumie trzynastu z Bieńczyc. Pamiętam, że był najstarszy wiekiem Sadzikowski – robotnik ze młyna z Bieńczyc, jego szwagier Staszek Zamojski, Józef Cebula, Staszek Ciepiela (syn sołtysa), nazwiska innych uleciały mi z pamięci. Wędrowaliśmy bocznymi drogami, omijając większe skupiska ludzkie. Noclegi spędzaliśmy zwykle w stodołach. Żywiliśmy się kupując u chłopów chleb, mleko i inne produkty. W jakiejś wsi Staszek Ciepiela, który był z zawodu masarzem kupił małe prosię, zabił je, oprawił i ugotował całe w zupie, czym smakowicie zajadaliśmy się. Byliśmy już na terenie województwa lubelskiego. Zauważyliśmy coraz więcej ludzi podążających w przeciwnym niż my kierunku. Następne dni pokazały, że Niemcy już nas wyprzedzili – nie było sensu wędrować dalej. Niemcy zajęli Polskę, nasza armia została pobita. Najbardziej przejęty sytuacją był najstarszy z nas – Sadzikowski. Ze łzami w oczach zapytał mnie: – „Jak będzie wyglądać nasze dalsze życie, kto będzie rządził, gdzie jest nasze wojsko ?”. Wiedziałem, że zadawane przez niego pytania są pytaniami nas wszystkich, że jesteśmy w szoku, bo zdaliśmy sobie sprawę, że coś się skończyło i czeka nas niewiadome. Nikt z nas nie zdawał sobie sprawy, że czasy, jakie idą będą aż tak straszne, że okupacja hitlerowska przejdzie wszystko, co mogliśmy sobie wyobrazić. Rozpoczęliśmy powrót do domu. Po drodze napotykaliśmy zbombardowane i spalone wsie i miasteczka, olbrzymie wyrwy i leje po bombach, pozrywane przewody telefoniczne, połamane słupy i drzewa przydrożne…

Po klęsce wrześniowej

Pierwsze nasze odczucie po zakończeniu kampanii wrześniowej było dla wszystkich Polaków bardzo przygnębiające. Przez lata byliśmy wszak karmieni hasłami” Silni, zwarci, gotowi”, gługo wmawiano nam i zapewniano o mocarstwowości Polski, o sile naszej armii, o tym, „że nie damy nie tylko sukmany, ale nawet guzika od niej”. Rozgromienie naszej armii w ciągu kilkunastu dni było dla wszystkich Polaków wielkim szokiem. Nie wszyscy wtedy wiedzieli o wspaniałej i bohaterskiej obronie Westerplatte i o walkach gen. Franciszka Kleberga do 6 pażdziernika 1939 r. pod Kockiem. Propaganda niemiecka dobijała nas jeszcze bardziej głosząc, że polscy generałowie i oficerowie opuszczali walczące oddziały i uciekając chronili się wraz z rzadem polskim i wodzem naczelnym w Rumunii i na Węgrzech. A przecież jak się później okazało w walkach poległo pięciu polskich generałów i wielu wyższych oficerów. Z wielką goryczą przeżyliśmy fakt, że prawie pół Polski zajął „wkraczając” w jej granice w dniu 17 września, a więc wtedy, gdy wojsko polskie jeszcze się biło z Niemcami – Związek Radziecki. Zaczęliśmy dopiero otrząsać się z tego przybicia, gdy zaczęły dochodzić wiadomości o tym, że powstał we Francji nowy rząd emigracyjny polski pod kierownictwem gen. Władysława Sikorskiego, że powstaje we Francji na nowo wojsko polskie do którego przedostają się z Rumunii i z Węgier polscy żołnierze, by dalej bić się o Polskę. Zaczęła powoli odżywać nadzieja, że państwa zachodnie zwłaszcza Francja, która była zwycięską w I Wojnie Światowej, posiadając wielką, dobrze uzbrojoną i zaopatrzoną armię i głośną linię Maginota, nie tylko stawi opór Hitlerowi, ale go pokona. Liczyliśmy, że najbliższa wiosna pokaże dopiero Niemcom prawdziwą wojnę. Pocieszaliśmy się wiadomościami o tworzeniu się armii polskiej. Krążyły różne przepowiednie i powiedzenia w rodzaju takich jak: „Im słoneczko wyżej, tym Sikorski bliżej”. Wprawdzie Niemcy wydali rozkaz oddania wszystkich aparatów radiowych, a słuchanie radia, poza niemieckimi szczekaczkami, umieszczonymi w miejscach publicznych, było zakazane. Byli jednak ludzie, którzy aparatów nie oddali, a umieściwszy je w ukrytych miejscach, po kryjomu, nocą z naraęniem zycia, słuchali wiadomości nadawanych w języku polskim przez zachodnie rozgłośnie i z ust do ust rozchodziły się pocieszające wieści. Niebawem zaczęły się ukazywać pierwsze podziemne gazetki, na razie pisane na maszynie, które zawierały głównie wysłuchane w radio komunikaty. Ale coraz częstsze były także wiadomości a nawet publiczne ogłoszenia o rozstrzeliwaniu ludności polskiej, „polskich bandytów”. Zaczęto mówić o tym, że na froncie krzesławickim Niemcy rozstrzeliwują przywożonych autami z więzień krakowskich, Polaków. Nawet nieraz we wczesnych godzinach rannych słychać było od strony fortu serie karabinów maszynowych. Te i podobne wiadomości znowu działały na ludzi deprymująco. Potem zaczęły napływać wieści o „chłopcach z lasu”, o „Jędrusiach”, którzy zaczynali niepokoić Niemców. Zaczynała się walka podziemna, która  w latach następnych miała przybrać na terenach Polski tak wielkie rozmiary, których tragicznym, ale jakże doniosłym zakończeniem było Powstanie Warszawskie.

Ruch Oporu.

Pierwszymi odznakami rodzącego się w społeczeństwie podziemnego ruchu oporu były przekazywane z ust do ust wiadomości zaczerpnięte z audycji radia zagranicznego. Wiadomości te zaczęto następnie przepisywać przez kalkę na maszynie i tak powstały pierwsze konspiracyjne gazetki. Pod koniec września w broniącej sią jeszcze Warszawie powołano do życia podziemną organizację wojskową pod nazwą Służba Zwycięstwu Polski (S.Z.P.) na jej czele stanął gen. Michał Karaszewicz – Tokarzewski, a celem jej była walka z Niemcami. Niezależnie od S.Z.P.  na terenie całej Polski zaczęły powstawać samorzutnie różne ośrodki oporu przeciw Niemcom. Inicjatywa tworzenia tych ośrodków i organizacji wychodziła albo od wojskowych, którym udało się uniknąć niewoli niemieckiej albo od działaczy politycznych różnych ugrupowań czy wreszcie od różnych działaczy społecznych i patriotycznych, którzy nie mogli się pogodzić z utratą niepodległości. Służba Zwycięstwu Polski niebawem zmieniła nazwę na Związek Walki Zbrojnej (Z.W.Z.) aby w latach następnych przekształcić się w Armię Krajową (A.K.). Równocześnie zaczęły powstawać komórki konspiracyjne różnych organizacji i stronnictw politycznych, jakie działały w Polsce przed wojną. Cztery główne ugrupowania polityczne pozostające w opozycji do rządów Piłsudskiego i jego następców, porozumiały się z sobą i utworzyły Polski Komitet Porozumiewawczy, a były to: Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Pracy, Stronnictwo Narodowe i Polska Partia Socjalistyczna. Na terenie naszej wsi niezależnie od siebie zaczęły od wiosny 1940 r. roku działać trzy ośrodki konspiracyjne: wojskowy, polityczny i tajnego nauczania. Konspiracją wojskową kierował ppor. Rez. W.P. Jan Kotysa. Pierwszym zadaniem, jaki otrzymał od powiatowego komendanta Z.W.Z. inż. Józefa Rosiewicza ps. „Rodak” z Pleszowa, było zorganizowanie na terenie trzech sąsiednich wsi; Bieńczyc, Krzesławic i Mistrzejowic plutonu Z.W.Z. Do plutonu tego weszli jako dowódcy drużyn: podchorąży Władysław Bochenek z Krzesławic, podchorąży Władysław Chwastek z Mistrzejowic i kapral zawodowy Piotr Kotyza z Bieńczyc. W dalszym rozwoju tej pracy zostali zaprzysiężeni do Z.W.Z. starsi podoficerowie i wysłużeni żołnierze: Wojciech Krawczyk, Józef Ciepiela, Stanisław Krawczyk, Andrzej Ciepiela, Józef Salwiński, a z młodszych, przeważnie uczniów szkół średnich i członków Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej: Eugeniusz Hajto, Jan Bochenek, Józef i Juliusz Osiadły, Andrzej Świerczewski, Andrzej Łaszczyński, Władysław Krawczyk, Edward i Stanisław Zybura. W 1942 r. cała ta grupa przeszła do organizujących się na terenie powiatu krakowskiego Batalionów Chłopskich. Na terenie trzech sąsiadujących z sobą gmin: Mogiły, Ruszczy i Zielonek powstał najpierw rejon, a potem batalion B.Ch. „Pająk”, którego dowódcą był Jan Kotyza. W Bieńczycach utworzono pluton B.Ch., którego dowódcą był kapral Piotr Kotyza, a dowódcami drużyn: Wojciech Krawczyk, Józef Ciepiela, Stanisław Krawczyk i Józef Salwiński. Wymienieni wcześniej młodzi żołnierze wchodzili w skład patrolu bojowego pod dowództwem Eugeniusza Hajty ps. „Gruszka” i wykonywali wiele różnych zadań na rozkaz dowódcy batalionu, brali udział w szkoleniu wojskowym, przenosili prasę konspiracyjną, dokonywali sabotaży i napadów na Niemców. Z inicjatywy powiatowego kierownictwa Ruchu Ludowego na bazie istniejącego we wsi przed wojną Koła Stronnictwa Ludowego powstała Gromadzka Trójka Polityczna, do której weszli: Andrzej Ciepiela, Andrzej Biernacik i Stanisław Zięba. Gromadzkim komendantem Ludowej Straży Bezpieczeństwa był Jakub Pszczoła. Powstał także Ludowy Związek Kobiet, a w jego ramach Zielony Krzyż. Do jego kierownictwa należały: Zofia Zybura, Zofia Celińska i Maria Jędrszczyk. Członkinie Zielonego Krzyża miały pełnić pomocniczą służbę w B.Ch. jako sanitariuszki – łączniczki itp. Dla nich także zorganizowane były w Bieńczycach kursy gotowania w domu J. i M. Kotyzów oraz kurs sanitarny w szkole w Bieńczycach. O tajnym nauczaniu, którego ośrodkiem kierował miejscowy kierownik szkoły Józef Celiński piszę w innym miejscu. Dla ogółu mieszkańców wsi sama świadomość istnienia we wsi podziemnego ruchu oporu była często dla słabych moralnie jednostek wystarczającym hamulcem powstrzymania się od współpracy i przyjaźni z Niemcami. W drastycznych wypadkach interweniowały patrole i oddziały specjalne Batalionów Chłopskich i Ludowej Straży Bezpieczeństwa pouczając nieświadomych jak należy postępować, winnych karano chłostą a dziewczęta zbytnio sprzyjające Niemcom strzyżono. W okolicy wykonano kilka egzekucji na skazanych przez Kierownictwo Walki Cywilnej na karę śmierci złodziei i konfidentów niemieckich.

Bataliony Chłopskie

Po przejściu do Ruchu Ludowego na polecenie Jana Gajocha i Walentego Adamczyka objąłem z ramienia powiatowej komendy Batalionów Chłopskich dowództwo nad tworzącymi się oddziałami B.Ch. na terenie trzech gmin leżących na północny wschód od Krakowa. Były to gminy: Ruszcza, Mogiła i Zielonki, a więc teren graniczący bezpośrednio z miastem. Poza Gajochem i Adamczykiem zacząłem się kontaktować z innymi ludźmi z „Rocha” działającymi na tym terenie.

Jan Gajoch ps. „Krzemień” był przewodniczącym Trójki Powiatowej „Rocha”, był prezesem Zarządu Powiatowego Stronnictwa Ludowego jeszcze przed wojną. Był jednym z młodszych działaczy tego Stronnictwa, do którego przeszedł dość wcześnie z Kół Młodzieży Wiejskiej „Znicz”, znał chłopów w powiecie, organizował w 1937 roku strajk chłopski na terenie powiatu, był żonaty, miał dwie córki, gospodarował w Pleszowie na kilku hektarach ziemi.

Walenty Adamczyk ps. „Topola” pochodził z Luborzycy, znany mi był jako kolega z pociągu, kiedy dojeżdżaliśmy razem do gimnazjum i na studia do Krakowa. Adamczyk studiował prawo i pracował w Sądzie Wojewódzkim jako sekretarz. Miał kontakty z grupami lewicowymi działającymi na terenie uniwersyteckim, sam jednak działał raczej w organizacjach sanacyjnych. Bliskie mu były: Legion Młodych, Związek Strzelecki, był prelegentem Ligi Obrony Powietrznej. Ranny w kampanii wrześniowej przebywał dłuższy czas w szpitalu. Po powrocie z niego osiadł w Pleszowie i prowadził pożydowską gospodę, zwerbowany przez Gajocha do Ruchu Ludowego poświęcił się organizowaniu BCh.

Stanisław Mars ps. „Dąb” z Krzesławic czynny był przed wojną w Związku Młodzieży Wiejskiej „Znicz”, młodszy od Gajocha o kilka lat podobnie jak on przeszedł wcześnie do roboty w Stronnictwie Ludowym. Był kawalerem, miał kilkuhektarowe gospodarstwo w Krzesławicach, ktore prowadził wraz z matką i siostrą. Był po aresztowanym Dudzie z Bieżanowa powiatowym komendantem Chłostry, a potem Ludowej Straży Bezpieczeństwa.

Teodor Cygan ps. „Czarny” pochodził z przysiółka Pleszowa – Kujaw nad Wisłą, także przedwojenny działacz ZMW „Znicz”, a potem członek Stronnictwa Ludowego. W konspiracji był szefem łączności Zarządu Powiatowego ( Roch), w zakresie jego obowiązków było m.in. dostarczanie prasy konspiracyjnej.

Józef Gajoch ps. „Kajak”, brat Jana mieszkał w Pleszowie na Kujawach, miał kilkuhektarowe gospodarstwo nad Wisłą. Przed wojną członek ZMW „Znicz” i Stronnictwa Ludowego. W czasie wojny komendant gminny Chłostry a potem Ludowej Straży Bezpieczeństwa.

Antoni Baranik mieszkał w Mogile, pochodził z Rybnej, na skutek czego część okolicznych chłopów odnosiła się do niego nieufnie. Przed wojną działał w Stronnictwie Ludowym. W czasie okupacji był przewodniczącym Trójki Politycznej na gminę Mogiła.

Wojciech Ziomek pochodził z Wadowa, gdzie miał kilku-hektarowe gospodarstwo rolne, przed wojną członek Stronnictwa Ludowego, w czasie okupacji przewodniczący Trójki Politycznej na gminę Zielonki.

W chwili mojego przejścia do B.Ch. organizacja „Rocha” dokonała już pewnych zmian organizacyjnych. Chłostra została rozdzielona na Bataliony Chłopskie i Ludową Straż Bezpieczeństwa. Kierownictwo powiatowe „Rocha” składało się z czynnika politycznego, jaką była Powiatowa Trójka Polityczna pod kierownictwem Jana Gajocha, w skład niej wchodzili prócz Gajocha: Antoni Baranik z Mogiły, Wojciech Ziomek z Wadowa, Andrzej Bińczycki z Zielonek, Domoń z Przebieczan, Nazim ze Skawiny, Piętak z Rusocic i Walerian Naturski z Nawojowej Góry, komendantem powiatowym Ludowej Straży Bezpieczeństwa był Stanisław Marc a komendantem B.Ch Walenty Adamczyk. Po objęciu dowództwa nad powierzonym mi terenem i po nawiązaniu kontaktów z ludźmi przekazanych mi przez Adamczyka, rozpocząłem jego organizację pod względem wojskowym. Kontakty moje z komendą obwodu A.K. urwały się prawie całkowicie. Równocześnie jednak szły rozmowy na temat scalenia oddziałów Batalionów Chłopskich z Armią Krajową, prowadzone przez kierownictwo polityczne i komendę B.Ch. Należało się spieszyć z organizacją, by przy ostatecznym scaleniu wykazać się już zorganizowanymi oddziałami. Jak się w trakcie tej pracy zorientowałem nie było na terenie tych trzech gmin poważniejszej organizacji, która by miała większe wpływy w terenie lub zorganizowane placówki. Utrzymała się jedynie w rejonie Kocmyrzowa i sąsiednich wsi, jak Czulice, Głęboka, Kościelniki – placówka A.K. pod dowództwem Kordiana Wollena ps. „Boryna”, syna właściciela majątku w Czulicach. Placówka ta po scaleniu została podporządkowana z rozkazu komendanta obwodu tutejszen\mu batalionowi, który otrzymał kryptonim „Pająk”. Sam „Boryna” pod koniec okupacji deklarował się wobec mnie jako żołnierz B.Ch. Żołnierzami w tej placówce byli przeważnie okoliczni chłopi – ludowcy. W okolicy Raciborowic istniała niewielka grupa pozostająca pod wpływem Tadeusza Rumiana. Ta po dłuższych rozmowach podporządkowała się komendzie B.Ch. O połączeniu się tej grupy zadecydowały więcej kontakty i znajomości osobiste niż ideowe. Przez ludzi z tej grupy miałem kontakty z sąsiednimi oddziałami A.K. z terenu powiatu miechowskiego. W Mogile działała najpierw grupa pod kierownictwem Cystersa O. Teobalda Wojciechowskiego. Pozostawała ona w kontakcie ze Stronnictwem Pracy względnie z „Unią”. Na skutek „wsypy” spowodowanej zbyt „harcerskimi” metodami prowadzonej pracy i wyjazdu O.Teobalda, grupa ta dostała się pod wpływy rodziny Lelitów ( Józef, Franciszek i Włodzimierz) oraz Józefa Siemka ( szwagier Lelitów), i pozostała przez pewien czas pod wpływami P.P.S. W końcu uformował się tam pluton B.Ch. pod dowództwem Józefa Marcinka. Gromady Czyżyny i Łęg należące do 1941 roku do gminy Mogiła pozostawały pod wpływem politycznym „Rocha” i były tam Trójki polityczne, którymi kierowali Andrzej Malinowski w Czyżynach i Józef Socha w Łęgu. Pod względem wojskowym należały do miasta i działała tam A.K. Miałem tam kontakty z Ziębą (niebawem aresztowanym i zesłanym do obozu koncentracyjnego) oraz Góreckim i Bochenkiem, nie licząc Józefa Salwińskiego, który także politycznie związał się z „Rochem” choć pod względem wojskowym pozostał związany z A.K. W Mistrzejowicach działali Eugeniusz Wścisło i Turzański, syn dzierżawcy dworu, i mieli powiązania z A.K. W Kantorowicach był Wysocki, ktory miał powiązania z K.B. W Krzesławicach był Józef Wójcik, który od przed wojny był związany z P.P.S., większej aktywności nie wykazywał. W Kocmyrzowie obok Wollena byli Sendek i jego szwagier Dubiel, którzy byli związani z Partyłą ps. „Kosa”, a przez to z A.K. Aresztowani przez Niemców – zginęli. Większych jednak grup politycznych jak i wojskowych na całym terenie wchodzącym w skład batalionu „Pająk” nie było. Cały teren opanowany był przez Rocha. Analogicznie jak w powiecie tak w gminach jak i w gromadach działały trójki polityczne „Rocha” oraz komendy L.S.B. Przewodniczącymi Trójek gminnych byli: w Mogile Antoni Baranik, w Ruszczy Wojciech Ziomek, w Zielonkach Andrzej Bińczycki. Trójki gromadzkie stanowili w Pleszowie: Jan Cygan, Jan Gębala, Wawrzyniec Sikora i Wincenty Gajoch, W Kujawach: Wincenty Kardas, Wojciech Dzieja i Antoni Malinka, w Mogile: Antoni Kasznik, Andrzej Majcher, Józef Kawula i Tadeusz Hybała, w Krzesławicach: Józef Jędrszczyk, Wojciech Waśko, Antoni Czernek, Antoni Walerian, w Bińczycach: Andrzej Biernacik, Andrzej Ciepiela, Stanisław Zięba i Jakub Pszczoła, w Luboczy: Piotr Raźny, Józef Pietruszka, Stanisław Jędras i Jan Partyła, w Grębałowie: Walenty Florkowski, Jan Cygan, Władysław Woźniak, w Łęgu: Józef Socha, Jakub Tyrka, Jakub Malik i Stanisław Kucharczyk, w Czyżynach: Andrzej Malinowski, Sosin i Czernek. Z chwilą utworzenia odrębnych oddziałów wojskowych Batalionów Chłopskich, i przekazania mi komendy nad nimi na wymienionym terenie ludzie, którzy posiadali broń i byli już jakoś zorganizowani pozostali w L.S.B. tworząc oddziały specjalne podległe komendantowi powiatowemu L.S.B. na naszym terenie był oddział specjalny pod dowództwem Franciszka Gawła ps „Kotek” oraz Józefa Bębna ps. „Orkan”. Zza Wisły od Wieliczki zachodził oddział Ludwika Sanoka ps. „Olek”. Mnie jako komendantowi B.Ch. pozostawiono ludzi względnie zawiązki oddziałów – lecz przeważnie bez broni. Grupa mi najbliższa z terenu gromad: Bieńczyce, Krzesławice i Mistrzejowice to byli oficerowie i podchorążowie rezerwy oraz uczniowie szkół średnich jak: ppor. Józef Walczak z Bieńczyc, ppor. Bolesław Raźny, podchorążowie artylerii: Władysław Cochenek z Krzesławic i Władysław Chwastek z Mistrzejowic, podoficerowie zawodowi: Nakielski z Dłubni i Piotr Kotyza z Bieńczyc, prawnik Antoni Bochenek z Krzesławic i Stanisław Turak z Mistrzejowic, było kilku podoficerów rezerwy jak: Stanisław Krawczyk, Józef Salwiński, Józef Ciepiela, Wojciech Krawczyk, Andrzej Ciepiela wszyscy z Bieńczyc i Andrzej Harnik z Krzesławic. Była grupa młodych chłopców – przed wojną uczniów szkół średnich, którzy teraz uzupełniali naukę w kompletach tajnego nauczania jak: Eugeniusz Hajto, Józef Osiadły, Julian Osiadły, Jan Bochenek, Andrzej Świerczewski, Andrzej Łaszczyński, Edward Zybura, Stanisław Zybura, Antoni Turek, Antoni Cygan, Władysław Walerian, Władysław Krawczyk. W oparciu o takich ludzi zacząłem nawiązywać kontakty z przekazanymi przez Adamczyka lidźmi już należącymi do B.Ch., ludźmi takimi jak: ppor. Rez. Józef Bętkowski z Luboczy, Antoni Radziszewski z Luboczy, Józef Perlik z Pleszowa, Józef Ruśniak z Wyciąż, Karol Koński z Mogiły, Jakub Kwater z Łuczanowic. Pod koniec 1943 roku uformował się ostatecznie skład batalionu.

Sprawy gospodarcze i egzystencjalne.

Dla Niemców w czasie wojny ważną kwestię stanowiła żywność, przy czym nie chodziło tu wcale o żywność dla ludności polskiej lecz o wyciągnięcie od Polaków jak największej ilości zboża, mięsa i innych artykułów na potrzeby wojska i ludności niemieckiej. Dostawcą żywności była zawsze wieś; tak duże gospodarstwa rolne czyli dwory jak i indywidualni chłopi. Władze niemieckie wyznaczały kontyngenty, czyli obowiązkową sprzedaż głównie zboża i mięsa. Na każdą gminę wyznaczano pewną ich ilość, a wójt dzielił te wyznaczone ilości na poszczególne gromady, zaś sołtys na chłopów w zależności od posiadanego obszaru ziemi. Na dwory władze powiatowe wyznaczały kontyngenty osobno.  Poza tym nakłaniano rolników do kontraktowania upraw roślin przemysłowych jak tytoń i buraki cukrowe. W tym wypadku nawiązywano do przedwojennych stosunków, gdyż buraki cukrowe kontraktowano od dawna, zaś tytoń z naszej okolicy zaczęto uprawiać, kiedy w Czyżykach wybudowano Zakład Uprawy i Fermentacji Tytoniu. W podobny sposób wyznaczano kontyngenty mięsa, też w zależności od posiadanego obszaru pola. Przy urzędach gminnych zostały utworzone osobne biura, które prowadziły rejestry posiadanych przez chłopów głównie; koni, bydła i trzody chlewnej. Wszystkie zwierzęta były zapisane i kolczykowane, nie wolno ich było sprzedawać na rynku lub zabić na własny użytek. Odpowiedzialnego za prowadzenie rejestru tych zwierząt  urzędnika zwano targownikiem. Ceny za odstawione artykuły były niskie. Niemcy wyrównywali je częściowo w ten sposób, że jako premie za odstawione kontyngenty oraz za część należnej za towar gotówki, wydawano chłopom cukier i artykuły tekstylne, a szczególnie wódkę, co oczywiście lepiej się sprzedającym opłacało, lecz równocześnie wyrządzano w ten zaplanowany sposób wielką szkodę społeczną rozpijając ludzi. Z obejściem kolczykowania krów i świń radzono sobie w dość prosty sposób, nauczono się bowiem odpinania i przekładania kolczyków na inne zwierzę, a po zabiciu dorosłego zwierzęcia przekładano kolczyk na młodą świnię lub jałówkę, i ilość posiadanych sztuk się zgadzała. Było to jednak zajęcie bardzo ryzykowne i niebezpieczne, gdyż za tego rodzaju manipulacje lub za posiadanie sztuki zwierzęcia bez kolczyka groziły bardzo surowe kary więzienia, a nawet śmierci, ludzie jednak w czasie okupacji niemieckiej byli zmuszeni ryzykować. Ludność miejska masowo udawała się na wieś, gdzie zaopatrywano się w mąkę, kaszę, mięso, słoninę i wędliny, a następnie przywożono te artykuły do miasta. Liczne łapanki i rewizje urządzane przez Niemców w pociągach, na stacjach kolejowych i drogach pozbawiały częstokroć ludzi za ostatnie złotówki nabytych artykułów, ale te szykany nie powstrzymywały ich od ryzyka i nowych wypraw na wieś, gdyż tego wymagało  od nich życie. Prawie wszystkie artykuły pierwszej potrzeby jak: chleb, mięso, tłuszcze, mydło i materiały tekstylne były reglamentowane i można je było nabyć tylko na kartki. Tak było w mieście, na wsi natomiast tylko ludność biedniejsza nie posiadająca ziemi dostawała kartki. Ilości otrzymanych na kartki artykułów były bardzo małe, nie wystarczały na wyżywienie, stąd wynikała konieczność nabywania ich na „czarnym rynku” po bardzo wysokich cenach. Taki „czarny rynek” był oczywiście tępiony przez Niemców, a ludzie przyłapani na nielegalnym handlu tracili nie tylko swój własny towar, ale często także wolność a w niektórych przypadkach nawet życie. Młyny przemielające zboże na mąkę były pod kontrolą Niemców, w większych młynach byli tzw. ,,treuhendlerzy”, którymi byli zwykle volksdeutsche. Mniejsze młyny były kontrolowane w mniejszym stopniu, i tam – zwłaszcza chłopi – przemielano zboże na mąkę, tak na użytek własny jak i na sprzedaż. Do takich, który oddawał chłopom duże usługi należał niewielki, drewniany, wodny młyn Kaczorowskiego w Bieńczycach, w czasie okupacji prowadzony przez matkę i syna. Z większych młynów wywożono niekiedy mąkę nawet za wiedzą Niemców, gdyż i oni musieli z czegoś żyć, a z upływem czasu nauczyli się ostre przepisy swoich władz z powodzeniem omijać. We wsi była piekarnia Władysława Motyki, który otrzymywał przydział mąki i z niej wypiekał chleb sprzedawany potem na kartki. Najwidoczniej nabywał jednak mąkę także poza normalnym przydziałem, gdyż można było od niego dostać także  chleb bez kartek, co było wielkim dobrodziejstwem dla biedniejszej ludności, nie posiadającej własnego zboża i mąki. Od dawien dawna w wielu gospodarstwach chłopskich znajdowały się żarna, w których ręcznie przemielano zboże na mąkę przeznaczoną do wypieku chleba, oraz na tzw. ospę dla zwierząt domowych. Kilku gospodarzy we wsi, jak Kazimierz Zybura czy Jan Biernacik posiadali młynki poruszane kieratem a później nawet elektryczne służące do tego samego celu. Niemcy zarządzili oddanie wszystkich młynków i żaren. Jeżeli ktoś zachował młynek lub żarna i chciał z nich korzystać, narażał się na wielkie niebezpieczeństwo w razie przyłapania go na przemielaniu. Duży młyn Lelity przemielał zboże tylko dla Niemców, w czasie okupacji nie przyjeżdżały już do młyna sznury chłopskich furmanek wiozących zboże do zamiany na mąkę. Wielu ludzi z okolicy jak p.p. Kozik z Bieńczyc, Nowak z Krzesławic, Partyła z Luboczy zajmowało się prawie zawodowo nielegalnym skupem, przemiałem i handlem mąką. Było to wielce intratne, ale i niebezpieczne przedsięwzięcie. Jakkolwiek dla tych osób zarobek stał na pierwszym miejscu, niemniej spełniali oni bardzo ważne ze społecznego punktu widzenia zadanie. Podobnie rzecz się miała z takimi artykułami jak mięso, słonina i wędliny. Przez cały okres okupacji dwaj miejscowi masarze; Stanisław Krawczyk i Władysław Nawrocki po kryjomu kupowali od chłopów głównie świnie i dokonywali na miejscu uboju zaopatrując potem ludzi w mięso, słoninę i wędliny. Poza tym we wsi co jakiś czas ktoś spośród gospodarzy zabijał świnię, i po cichu sprzedawał sąsiadom mięso i wędliny, co zwykle wcześniej zapowiadano poufnie bliskim i znajomym, że w określonym dniu będzie u danego chłopa do nabycia mięso. Mleko przed wojną z naszej i sąsiednich wsi dowożono do Krakowa końmi, koleją lub pieszo i sprzedawano je na targowiskach. Niemcy przeprowadzili najpierw wiosną 1940 r. na rogatkach miejskich spis mleka dowożonego przez chłopów do miasta, a następnie w każdej wsi utworzono zlewnię mleka, dokąd cała wieś je znosiła, które następnie było odwożone furmanką do mleczarni w Krakowie. Dbano o czystość mleka i zawartość tłuszczu, co miało wpływ na wysokość należności za dostarczone mleko. Zlewnię w Bieńczycach prowadziła początkowo wysiedlona z poznańskiego p. Jankowska, a po niej nauczycielka p. Maria Wędziszanka z Kantorowic.

Wywóz na roboty do Niemiec.

Dla prowadzenia działań wojennych Niemcy zmobilizowali we własnym kraju niemal wszystkich obywateli zdolnych do noszenia broni. W celu wyrównania braków siły roboczej w przemyśle, górnictwie a zwłaszcza na roli, wykorzystywano masowo ludność krajów okupowanych oraz jeńców wojennych. Wprawdzie konwencje międzynarodowe zabraniały wykorzystywania jeńców do pracy, jednak Niemcy wcale nie liczyli się z tego rodzaju zakazami. Wielu jeńców, głównie szeregowych, na skutek złych warunków panujących w obozach, na propozycję opuszczenia obozu i przejścia na status robotnika – żeby poprawić swój byt – zgłaszało się do robót w fabrykach i na roli u niemieckich bauerów. Do ciężkich i niebezpiecznych robót w różnych zakładach pracy, zwłaszcza przemysłu zbrojeniowego i chemicznego wykorzystywano więźniów obozów koncentracyjnych. Ci, z chwilą rozpoczęcia przez aliantów bombardowania niemieckich fabryk broni, byli najbardziej narażeni na bombardowanie i śmierć. Z czasem kiedy i ich nie starczało, Niemcy apelowali w okupowanych krajach o dobrowolny wyjazd na roboty do Rzeszy. Ochotników jednak wielu albo wcale nie było. Nakładano więc kontyngenty na gminy. Każda gmina musiała wyznaczyć określoną liczbę osób na wywóz do Niemiec. Różnie sobie z tym radzono. Niekiedy pomagały namowy, innym razem zastraszanie. Jeśli osoba wyznaczona na roboty do Niemiec nie stawiała się na wyznaczone miejsce, była ścigana przez policję i zwykle musiała opuścić swoje miejsce stałego zamieszkania i ukrywać się. Takim przejściowym obozem, gdzie gromadzono kandydatów na wyjazd był budynek dawnej szkoły przy ul. Wąskiej w Krakowie. Gdy nie starczało ochotników i tych wyznaczonych przez wójtów kandydatów na wyjazd, Niemcy dokonywali łapanek ulicznych. Z tych łapanek można się było dostać do więzienia, a jeśli Niemcy stwierdzili, że mają na złapanego jakieś powody, to następnie do obozu koncentracyjnego, innych wywożono na roboty do Niemiec. Z naszej wsi też kilka osób było wywiezionych na te roboty. Byli to przeważnie chłopcy z biedniejszych rodzin, którzy nie mieli stałego zajęcia. Jednym z nich był Emil Włodek, wyznaczony przez wójta w Mogile, został zabrany i wywieziony. Nie wiadomo co się z nim stało, nie napisał z Niemiec żadnej kartki ni listu. Czynione po wojnie poszukiwania za pośrednictwem Czerwonego Krzyża nie dały żadnego rezultatu. Spośród jeńców wojennych, którzy przebywali w stalagach, także kilku mieszkańców wsi po opuszczeniu obozów pracowało na roli u niemieckich bauerów i w zakładach przemysłowych.

Podwody do lasu.

Jedną z bardzo przykrych i dotkliwych spraw dla gospodarzy posiadających konie, był obowiązek dostarczania podwód do Puszczy Niepołomickiej, skąd Niemcy wyrębując całe połacie lasu, wywozili drzewo do Niemiec. Podwody wyznaczała gmina, na każdą gromadę obowiązek ten przypadał co kilka tygodni, zarówno w lecie jak i w zimie. Wyznaczaniem kolejności podwód w gromadzie zajmował się sołtys. U nas w Bieńczycach Wojciech Biernacik, i on miał obowiązek dopilnowania, by w oznaczonym terminie określona ilość furmanek wyruszyła do lasu. Obowiązek ten był o tyle uciążliwym, że trzeba było mieć odpowiednio mocny wóz, któryby pod załadowanymi pniami wytrzymał i nie załamał się. Furmanki musiały być dwukonne. Niektórzy gospodarze posiadali tylko jednego konia, i w takim razie musiało sprzęgać konie dwóch gospodarzy. Do lasu wyjeżdżali na cały tydzień, więc trzeba było zabrać ze sobą i obrok dla koni, i jedzenie dla woźnicy. Jeśli podwoda wypadała w zimie, trzeba było zabrać odpowiednie, ciepłe ubranie. Chłopi próbowali na różne sposoby sabotować zarządzenia niemieckie. Jednym ze sposobów unikania wyjazdu do lasu było uzyskanie od powiatowego weterynarza zaświadczenia stwierdzającego, że koń jest chory i nie jest zdolny do ciężkiej pracy. Jeśli to była klacz, to weterynarz wystawiał zaświadczenie, że jest zaźrebiona i wówczas była wolna od pracy w lesie. Zaświadczenia takie za odpowiednią zapłatą wystawiał dr Tesarz, który w tym czasie pełnił funkcję powiatowego weterynarza. W wyznaczonym dniu, kiedy podwody miały wyjechać do lasu zjawiała się we wsi straż leśna, tzw. Fortsschutz, która miała dopilnować punktualnego wyjazdu do lasu. Były wypadki pobicia gospodarzy, którzy albo próbowali sabotować zarządzenia niemieckie, albo zbyt opieszale wykonywali ten narzucony obowiązek. Szczególnie dotkliwie został pobity starszy już wiekiem gospodarz – Piotr Salwiński, którego syn Józef nie wyjechał w porę do lasu. Asystującemu strażnikom leśnym sołtysowi kazali Niemcy trzymać rozłożonego na ławie gospodarza, a oni okładali go pałkami. Pobity Piotr Salwiński odchorował ten wypadek przez kilka tygodni.

Uprawa tytoniu.

W latach 30. wybudowano w Czyżynach Zakład Uprawy i Fermentacji Tytoniu, zwany popularnie Monopolem Tytoniowym. Zwłaszcza w sezonie wykupu tytoniu od plantatorów wiele osób z okolicy znajdowało w Monopolu sezonowa pracę. Wielu okolicznych gospodarzy za namową instruktorów jęło się upraw tytoniu. Uprawiać mogli tylko ci gospodarze, którzy tytoń zakontraktowali. Zależnie od wielkości gospodarstwa i siły roboczej poszczególni gospodarze podejmowali się większego lub mniejszego obszaru uprawy tytoniu. Instruktorzy dostarczali nasion tytoniu odpowiednich do gleby. W naszej wsi uprawiano głównie tytoń „Kentucky”. Nasiona wysiewano w inspekcie wczesną wiosną, a następnie wysadzano na wyznaczonej działce. Instruktorzy doglądali uprawy pouczając początkujących plantatorów, jak należy rośliny pielęgnować. Jesienią, gdy tytoń wyrósł, obrywano zielone liście i rozwieszano nanizane na drutach koło zabudowań, kiedy tytoń wysechł i przybrał odpowiednią barwę, wiązano go w małe wiązki (papusze) i wędzono w dymie. Do tego celu każdy plantator musiał pobudować w swoim gospodarstwie suszarnie (wędzarnie) z cegły, gdzie wysuszone wiązki tytoniu rozwieszano, a następnie zapalając na odpowiednim palenisku drzewo poddawano tytoń wędzeniu. Wysuszony w ten sposób i uwędzony tytoń powiązany w kilkudziesięciokilogramowe bale odstawiano do Zakładu Upraw i Fermentacji Tytoniu w Czyżynach. W czasie skupu tytoniu wyszkolone pracownice sortowały wiązki tytoniu, a klasyfikator określał, do jakiej klasy należy zaliczyć odstawiony tytoń. Cena uzyskana za tytoń zależna była od klasyfikacji. Na ogół chłopom opłacała się uprawa tytoniu i wielu gospodarzy podejmowało się chętnie jego uprawy. Uprawiano tytoń w całej okolicy, oprócz powiatu krakowskiego także w dalszych powiatach, jak miechowski, pińczowski i stopnicki. W czasie okupacji Niemcy utrzymali funkcjonowanie Zakładów Tytoniowych i nawet powiększali obszar uprawy tytoniu. W Zakładach w Czyżynach znalazło zatrudnienie wiele osób, zwłaszcza spośród inteligencji, która utraciła pracę w swym zawodzie. Chłopi chętnie podejmowali uprawę tytoniu, gdyż znajdowało to uznanie u Niemców i na skutek tego często chroniło przed wywozem na roboty do Niemiec. Również cena za odstawiony surowiec była znośna, zresztą część tytoniu wyprodukowanego przez chłopów trafiała na czarny rynek, ułatwiając w ten sposób zaopatrzenie się w tytoń ludności i przysparzając dochodu plantatorom. Mieszkańcy Krakowa wyjeżdżający w okolice Proszowic nie tylko przywozili do miasta żywność, jak mąkę, tłuszcze i mięso, ale także tytoń. Niemcy część należności za tytoń wypłacali gotówką, a część prowiantami, zwłaszcza cukrem i wódką. W Kocmyrzowie koło stacji kolejowej znajdował się magazyn, gdzie zgromadzone były zapasy cukru, i wódki, i z którego plantatorom tytoniu wydawano należny za odstawiony tytoń deputat. Magazyn ten był kilkakrotnie napadany przez oddziały partyzazanckie, które zabierały z niego cukier, wódkę i inne towary. Pracownik Monopolu, inspektor uprawy Lokocz, volksdeutsch, który w zakładach był postrachem pracowników, a zwłaszcza plantatorów odstawiających tytoń współpracował – jak się okazało po wojnie – z partyzantami z terenu powiatów miechowskiego i pińczowskiego. W listopadzie 1943 r. zacząłem zabiegać o pracę. Dojeżdżać do Krakowa było niewygodnie i niebezpiecznie, gdyż Niemcy często na stacji kolejowej na Grzegórzkach dokonywali łapanek, dlatego zgłosiłem się do Monopolu Tytoniowego w Czyżynach. Zakład ten pracował całą parą i przyjmował do pracy każdego kto się zgłaszał. W ten sposób stał się ten zakład azylem dla wielu osób, zwłaszcza inteligencji, która tam uzyskiwała pracę. Zgłosiłem się do personalnego p. Sali, przydzielono mnie na Wydział Fermentacji Tytoniu. Kilka tygodni pracowałem przy prasie, przy pomocy której pakowano fermentowany tytoń. Sprasowane bele tytoniu okrywało się jutowymi płachtami i obszywano sznurkiem. Tak zapakowane bele ważące po około 100 kg. Wywożono wózkami do magazynu. Praca była dość ciężka. Później awansowałem na dozorcę. Dyrektorem całego zakładu był austriacki Niemiec Schubert, ten rzadko się na terenie zakładu pokazywał. Postrachem całej załogi był inspektor uprawy volksdeutsch Lokocz, przebywał zwykle w terenie, ale w okresie wykupu tytoniu bywał w zakładzie. Po wojnie chodziły głosy, że Lokocz będąc w terenie stykał się i współpracował z partyzantką, a jego groźna postawa jaką przybierał w fabryce, miała kamuflować jego prawdziwe oblicze. Kierownikiem fermentacji był Kołomłocki, jego zastępcą był inż. Bagiński. W budynku fermentacji były duże hale, w których pracowano. W jednej z hal sortowano przywożony windą w wykupu tytoń, dokonywały tego wyłącznie kobiety. Wiązki czyli „papusze” tytoniu posortowane według wielkości liści układano na drewnianych „ hordach” i mężczyźni odwozili je wózkami do komory fermentacyjnej, skąd po kilku dniach wybierano jeszcze gorący tytoń, który następnie wywożono do „belowni” do prasowania. Największe nasilenie pracy było w jesieni i zimą, kiedy plantatorzy odstawiali tytoń i na ten okres przyjmowano robotników i robotnice sezonowe.

Lata wojny.
Ludzie, którzy byli opuścili wieś, zaczynali wracać do swoich domostw. Pierwsze oddziały niemieckiego wojska zjawiły się we wsi 6 września. Kolumny samochodowe zatrzymywały się na szosie biegnącej przez wieś. Żołnierze niemieccy, w przeciwieństwie do naszych piechurów, którzy dziesiątkami kilometrów wędrowali pieszo, niewyspani, często głodni i zmęczeni – wyglądali świetnie, wypoczęci jechali na autach, ostentacyjnie zajadali czekoladę i palili papierosy. Niebawem przybył do wsi oddział Wermachtu i zakwaterował się głównie we dworze i we młynie. Tam także obrał sobie kwaterę dowódca tego oddziału, major Wermachtu, który później często konno przejeżdżał przez wieś. Pierwsze oddziały niemieckie przybywające do wsi miały trudności z porozumiewaniem się z miejscową ludnością. Wykorzystywano wówczas jako tłumacza mieszkańca wsi Saternusa, który przybył tu kiedyś, ożenił się i znał język niemiecki, gdyż pochodził ze Śląska. Wojsko zajęło tez na pewien czas szkołę. Wówczas zapobiegliwy kierownik szkoły p. Józef Celiński, by nie przerwać rozpoczętej już nauki, przeniósł zajęcia szkolne do dworku, gdzie były prócz kaplicy trzy duże pokoje i tam odbywały się lekcje. Nie wszyscy nauczyciele zgłosili się do pracy, kierownik szkoły zebrał jednak grono nauczycielskie uzupełniając je o nowe siły. Zatrudnił między innymi miejscową nauczycielkę Marię Halikówną, a potem także kilka innych osób, które przybyły do Bieńczyc z terenów zachodnich. Dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa Niemcy stosowali różne metody. Przede wszystkim istniało kilka rodzajów policji i strazy. Była żandarmeria, policja, służba specjalna, tajna policja, była straż kolejowa, leśna, pocztowa i różne straże przemysłowe w zakładach pracy. Niemcy powołali także Polską Policję, do której wciągali głównie przedwojennych policjantów, ale rekrutowali także ludzi nowych i szkolili ich na różnego rodzaju kursach, była także policja kryminalna, w której też służyło troche Polaków. Polska Policja była niemniej znienawidzona jak policja niemiecka. Innym sposobem zapewnienia sobie bezpieczeństwa byli zakładnicy. Wkrótce po wkroczeniu na ziemie polskie, zaczęli Niemcy stosować odpowiedzialność zbiorową. Zastrzelenie lub zamach na Niemca skutkował rozstrzeliwaniem kilkudziesięciu osób, których listy ogłaszano na specjalnych afiszach ( por. „Hitlerowskie afisze śmierci” ST. Dąbrowa-Kostka, wyd. ……). Na listach tych znajdowały się nazwiska osób już aresztowanych albo zakładników. W każdym mieście i każdej wsi wyznaczane były co kilka tygodni listy zakładników, którzy w wypadku zamachu na Niemców byli aresztowani i rozstrzeliwani. Wielu zakładników zginęło na forcie krzesławickim w latach 1939 – 1941. Zginęli tam m.in. zakładnicy z Myślenic aresztowani po zamachu bombowym na pocztę w tym mieście. W Bieńczycach zakładnicy wyznaczani byli co dwa tygodnie. Ich listę wywieszano w miejscach publicznych. Każdy z umieszczonych na liście drżał na samą myśl, żeby w tym czasie, gdy figurował na liście nie zaszedł jakiś wypadek i po cichu prosił Boga, by ten okres  minął spokojnie. Wiadomości o aresztowaniach i rozstrzeliwaniach w Krakowie rozchodziły się lotem błyskawicy tak w mieście jak i po wsiach, a wszyscy to bardzo przeżywali. Prócz rozstrzeliwań, jakich dokonywali Niemcy w najbliższym sąsiedztwie w Bieńczycach, Krzesławicach, Grębałowie, Łegu czy na forcie krzesławickim, ogromną traumę w społeczeństwie powodowały także pacyfikacje dokonywane w Liszkach, na Woli Gustowskiej, Płaszowie czy w samym Krakowie. Wiosną 1941 roku, kwaterował we wsi batalion niemiecki, złożony za świeżo zmobilizowanych rezerwistów, którym dowodził starszy wiekiem kapitan. Żołnirze przez cały czas pobytu we wsi odbywali intensywne ćwiczenia zaprawiając się do oczekującej ich wojny ze Związkiem Radzieckim. Z początkiem lipca, już po napadzie Niemców na Związek Radziecki batalion ten odszedł na front. Tuż przed wojną Niemców ze Związkiem Radzieckim mieszkańcy wsi położonej w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska byli świadkami ciągłego lądowania na lotnisku całych eskadr niemieckich samolotów odlatujących następnie w kierunku wschodnim. Czuło się wówczas, iż na coś się zanosi. Podany przez Oberkomando der Wermacht, w dniu 22 czerwca, komunikat o uderzeniu na Związek Radziecki był tylko potwierdzeniem tego, o czym po cichu mówiono od dawna. W następnych latach panował na lotnisku względny spokój, kiedy jednak Niemcy zaczęli ponosić na wschodnim froncie coraz to nowe klęski i zaczęli „wyrównywać front”, na polach w trójkącie między Czyżykami, Mogiłą i Bieńczycami umieszczona została jedna z wielu otaczających miasto, baterii artylerii przeciwlotniczej (F.L.A.K.). Bateria ta stała na tym miejscu do stycznia 1945 r. W jej obsłudze byli nie tylko Niemcy, ale także Ślązacy i Ukraińcy, którzy przychodzili do wsi i handlowali z miejscową ludnością sprzedając zimową bieliznę i inne części garderoby. Kiedy front zaczął się coraz bardziej przybliżać, przystąpiono do rozbudowy lotniska. Wcześniej już zbudowano na nim betonowy pas startowy, obecnie budowano promieniście odchodzące od tego pasa drogi betonowe, biegnące na odległość nawet do dwóch kilometrów, a obok tych dróg budowano w różnych miejscach wały ziemne, między którymi rozmieszczano samoloty, by w ten sposób chronić je od zniszczenia na wypadek nieprzyjacielskiego nalotu. Przy rozbudowie lotniska zatrudniona była młodzież polska zorganizowana w tzw. „Polnische Baudienst”, czyli Polska Służba Budowlana. Cała ta „Służba” złożona z kilkuset młodzieży rozbiegła się w jednym dniu, gdy na skutek postępu ofensywy radzieckiej, w lipcu 1944 r. władze niemieckie w Krakowie potraciły głowy, a Niemcy w ogólnym zamieszaniu zaczęli się z Krakowa ewakuować. W tym czasie Niemcy odczuwali już bardzo poważnie brak benzyny, samoloty myśliwskie rozmieszczono po polach, między owymi wałami, gdzie dociągano je na miejsce startu przy pomocy koni, by w ten sposób oszczędzać cenne paliwo. Pod nadzorem żołnierzy Wermachtu odbywało się latem i jesienią tego roku kopanie rowów strzeleckich i fortyfikacji na przedpolu Krakowa. Umocnienia te kopano począwszy od Wisły na północ, na polach wsi: Mogiła, Krzesławice, Lubocza, Grębałów, Kantorowice i Zesławice. Do pracy przy kopaniu umocnień zapędzano ludność miejscową oraz dowożono pracowników z różnych zakładów pracy z Krakowa. Od kopca Wandy w kierunku północnym do fortu w Grębałowie wykopano szeroki na kilka metrów i głęboki na cztery metry rów przeciwczołgowy. W rowach strzeleckich co kilkadziesiąt metrów przygotowano stanowiska dla broni maszynowej. Na nic się jednak zdały te zabiegi i na marne poszedł trud i wysiłek (na całe szczęście) ludności polskiej, gdyż Kraków został zdobyty słynnym manewrem marszałka Koniewa od północy i od zachodu. I gdy do Krakowa wkroczyły z tamtej strony oddziały Armii Czerwonej, już we czwartek dnia 17 stycznia 1945 r., do Bieńczyc wkroczył pierwszy oddział radziecki dopiero w piątek wieczorem, a do Mogiły w sobotę 19 stycznia 1945 r.

Tajne nauczanie

Na skutek działań wojennych nie rozpoczęła się w dniu 1 września nauka w żadnej szkole. Po przejściu frontu i zajęciu ziem polskich przez okupanta, dyrektorzy i kierownicy szkół prawie we wszystkich szkołach Krakowa rozpoczęli normalną naukę. W szkołach podstawowych nauka odbywała się przez cały okres okupacji z tym, że usunięto z programu takie przedmioty jak historia, geografia oraz historia literatury. Jako podręcznik do nauki języka polskiego zaczęto wydawać czasopismo „Ster”, które zawierało czytanki w tonie bardzo życzliwym dla Niemców. Żadnych innych podręczników nie wydawano, więc siłą rzeczy nauczyciele posługiwali się dotychczasowymi. Co śmielsi nauczyciele uczyli według dotychczasowego programu. Dawne inspektoraty szkolne pozostały, lecz dano im  niemieckiego „scholrata”, który wydawał zarządzenia, czego i jak uczyć w szkole. Nauczyciele na ogół na różne sposoby przemycali naukę historii, geografii oraz historii literatury. Dla chętnych zaczęto urządzać po lekcjach obowiązkowych dodatkowe lekcje zakazanych przedmiotów, co było początkiem tajnego nauczania. Wszystkie szkoły średnie ogólnokształcące i zawodowe były zamknięte. Niemcy zakładali, że polską młodzież wystarczy nauczyć czytać, pisać i rachować. Dla roli, jaką wyznaczono Polakom to miało wystarczyć. Nie pozwolono także na otwarcie żadnych uczelni wyższych. Na dzień 6 listopada 1939 r. władze niemieckie zarządziły zebranie w Collegium Novum UJ wszystkich profesorów wyższych uczelni Krakowa. Na zebraniu tym miały być przedstawione podstawy i zasady dalszej pracy w tych uczelniach. Wszystkich profesorów i innych pracowników naukowych zgromadzonych w budynku otoczyła niemiecka policja, a wysoki rangą gestapowiec zakomunikował im, że za rozpoczęcie pracy na uczelniach bez zgody władz niemieckich zostają wszyscy aresztowani. Ponad setkę profesorów osadzono w więzieniu przy ul. Montelupich, a następnie wywieziono do obozów koncentracyjnych. Aresztowano także wielu profesorów i nauczycieli szkół średnich i wywieziono do więzienia w Wiśniczu. Pozwolono później na  otwarcie niektórych szkół zawodowych. Przez cały czas okupacji czynna była szkoła zawodowa w budynkach AGH w Podgórzu. Uczyli w niej profesorowie AGH i poziom nauki w tej szkole był bardzo wysoki. Wokół pozostałych na wolności nauczycieli i profesorów szkół średnich i wyższych zaczęły gromadzić się grupy młodzieży chętnej do nauki i zaczęły powstawać komplety tajnego nauczania. Niebawem uformowane już polskie władze podziemne powołały do życia w każdym powiecie komisje oświaty i kultury, które ujęły te z początku samorzutnie powstające ogniska nauki w zorganizowane tajne nauczanie. Na terenie dawnego kuratorium krakowskiego kierował tajnym nauczaniem Jan Smoleń. Organem wykonawczym było okręgowe biuro szkolne, prowadzone przez Bronisława Chrzana i Ignacego Jakubca. Powstawały komplety tajnego nauczania w miastach, gdzie były przed wojną szkoły średnie i gdzie pozostało wielu uczących w tych szkołach nauczycieli. Powstały jednak także ośrodki tajnego nauczania we wsiach, gdzie w czasie okupacji znalazło schronienie wielu profesorów i nauczycieli, którzy ścigani przez Niemców opuścili dotychczasowe miejsca zamieszkania. Byli wśród nich także profesorowie wyższych uczelni i inni nauczyciele z przyłączonych do Niemiec i Związku Radzieckiego dawnych ziem polskich na zachodzie i wschodzie. W wielu wiejskich miejscowościach powstały bardzo prężne ośrodki tajnego nauczania , liczące po kilkadziesiąt osób zdobywających wiedzę w tych ciężkich warunkach okupacji. Wśród uczących było wielu księży, którzy z natury rzeczy jako posiadający przygotowanie pedagogiczne angażowali się do tej pracy . Przed komisjami odbywały się egzaminy w zakresie tzw. małej matury po gimnazjum i matury licealne. W wielu miejscowościach ośrodki tajnego nauczania dały po wojnie początek szkołom średnim. W Krakowie działał także podziemny tajny Uniwersytet Jagielloński. Pozostali na wolności profesorowie i inni pracownicy nauki gromadzili koło siebie studentów, którzy na skutek wojny zmuszeni byli przerwać naukę. Studenci ci zdawali egzaminy oraz przygotowali prace dyplomowe. Wielu z nich po wojnie zdawało egzaminy magisterskie i doktoraty. Pracą podziemnego uniwersytetu kierował profesor Małecki. Na tajnym uniwersytecie studiowali także maturzyści, którzy zdawali maturę na tajnych kompletach i przystępowali do nauki na pierwszych latach studiów. Gdy skończyła się wojna, kontynuowali naukę na otwartych znów uczelniach. Na terenie powiatu krakowskiego istniało w czasie okupacji sześć ośrodków tajnego nauczania. Ich pracą kierował  początkowo Walerian Naturski z Krzeszowic, a po jego aresztowaniu Stanisław Gawęda z Wieliczki. Jeden z ośrodków tajnego nauczania w powiecie krakowskim działał w Bieńczycach i był kierowany przez Józefa Celińskiego – kierownika tutejszej szkoły, a pod koniec okupacji przez Wincentego Chomę. Czynnych tu było siedem kompletów tajnego nauczania na poziomie gimnazjalnym i licealnym. Nauka odbywała się w szkole po południu lub w domach prywatnych Osiadłego, Chomy i Kotyzy w Bieńczycach oraz Englisza w Mistrzejowicach. Nauczycielami byli: ks. Adam Biela, Józef Celiński, Wincenty Choma, Maria Dziedzic, Ignacy Jakubiec, Jan Kotyza, Maria Kotyza, Jan Rasak i Adam Tęcza.

W kompletach tych uczyli się:

w I komplecie licealnym:

Jan Bochenek, Janina Ciepiela, Henryk Górecki, Eugeniusz Hajto i Andrzej Świerczewski,

w II komplecie licealnym:

Józef Osiadły, Julian Osiadły, Mieczysław Ptak, Władysław Walerian,

w komplecie liceum pedagogicznego:

Zofia Ciepiela, Krystyna Kozłowska, Elżbieta Krawczyk, Anna Pilzneńska, Maria Trznadel, Aleksandra Świerczewska, Kazimierz Zamojski i Zofia Zybura,

w komplecie I-II klasy gimnazjalnej:

Jerzy Bednarski, Jan Cebula, Kazimierz Królikowski i Jan Pyczek,

w komplecie I-III klasy gimnazjalnej:

Danuta Celińska, Franciszek Ciepiela, Leszek Jakubowski, Henryk Krawczyk, Franciszek Pyrlik, Zenon Węgrzynowicz i Józef Zybura,

w komplecie I klasy gimnazjalnej: Maria Biedroń, Władysław Bochenek, Ryszard Dudlej, Edward Englisz, Wanda Jędrszczyk, Aleksandra Kotyza, Helena Osiadły, Wiesław Pyczek, Władysława Raźny, Katarzyna Walerian, Zofia Waśko, Eugeniusz Wróbel,

w komplecie I klasy gimnazjalnej: Zofia Ciepiela, Zofia Nawara, Maria Osiadły, Helena Papierz, Zbigniew Pyczek, Maria Śmigaj i Zofia Sobiech.

Wszyscy oni po wojnie kontynuowali naukę w szkołach średnich, a niektórzy z nich ukończyli studia wyższe.

Żona Marysia ukończyła Seminarium Nauczycielskie w Krakowie w roku 1932, ale pracy w szkolnictwie nie zdołała znaleźć. W latach 1934-1939 prowadziła w Bieńczycach przedszkole zorganizowane przez Związek pracy Obywatelskiej kobiet. W roku 1939 Józef Celiński uruchamiając po kampanii wrześniowej szkołę  podstawową w Bieńczycach, zaangażował ją do pracy, gdyż wakowało miejsce na skutek nie zgłoszenia się do pracy jednej z dotychczasowych nauczycielek. Uczyła cały rok szkolny 1939-1940. Z końcem tego roku jako mężatka została zwolniona z pracy, gdyż Niemcy nie pozwalali na zatrudnianie w szkolnictwie mężatek. W ciągu tego roku w obawie, by Niemcy nie zabrali lub nie zniszczyli patriotycznych książek znajdujących się w bibliotece szkolnej, kierownik usunął z biblioteki poważną ilość tego rodzaju książek, a znając moją żonę z jej dotychczasowej pracy społecznej na terenie wsi i bezkompromisowej postawy w stosunku do Niemców, przekazał jej książki do przechowania. Podobnie postąpił z obrazami i ilustracjami o treści patriotycznej służącymi jako pomoce naukowe do nauki historii. Z książek korzystały później komplety tajnego nauczania. Tak książki jak i obrazy po odzyskaniu wolności wróciły do szkoły. W roku 1942, kiedy mieszkaliśmy już w domu teścia Wojciecha Halika, zgłosili się do nas pewnego razu dwaj chłopcy z Bieńczyc, uczniowie III klasy podstawowej i oświadczyli, że chcą się uczyć historii i geografii Polski. Byli to Wiesław Pyczek i Janek Jędrszczyk, potem dołączyli do nich jeszcze inni i tak powstał komplet tajnego nauczania. Ja w tym czasie już nie pracowałem w Zarządzie Miejskim, gdyż zostałem dyscyplinarnie zwolniony za fałszowanie kart meldunkowych. Żona uczyła tych chłopców historii a ja geografii. W naszym mieszkaniu przez jeden rok uczył się komplet gimnazjalny złożony z Marii Bieroń, Ryszarda Dudleja, Edwarda Englisza, Władysławy Raźny, Katarzyny Walerian i Zofii Waśko. W następnym roku komplet ten zbierał się  w domu Englisza w Mistrzejowicach W roku 1969 zorganizowaliśmy w Oddziale ZBOWID w Nowej Hucie seminarium poświęcone tajnemu nauczaniu w gminach Mogiła i Ruszcza, wchodzących obecnie w skład Nowej Huty. Przybyło na nie kilkudziesięciu nauczycieli uczących w kompletach oraz kilkudziesięciu byłych uczniów. Referat na temat szkolnictwa polskiego w czasie okupacji i tajnego nauczania wygłosił kierownik ośrodka tajnego nauczania w Bieńczycach Józef Celiński. W dyskusji zabierali głos uczący w kompletach oraz byli uczniowie, wspominając z wielką wdzięcznością tamte czasy i warunki w jakich przyszło im się uczyć w czasach hitlerowskiej okupacji. Po przejściu Armii Czerwonej rozpoczęło się organizowanie w Mogile filii Gimnazjum Spółdzielczego, jakie powstało w Krakowie przy ul. Św. Jana, a którego dyrektorem był znany działacz ludowy, przewodniczący Trójki Wojewódzkiej ROCH mgr Józef Marcinkowski ps. Tracz. Główną orędowniczką utworzenia filii gimnazjum w Mogile była Helena Mierzwina (żona Stanisława Mierzwy ps. Słomka, członka Delegatury Rządu Londyńskiego, niebawem wywiezionego do Moskwy i tam więzionego). Mierzwina była działaczką przedwojennych „Wici”, a w czasach okupacji Ludowego Związku Kobiet. Mieszkała wtedy w Mogile, a pochodziła z naszego terenu z Kościelnik. Za punkt honoru wzięła sobie zorganizowanie w Mogile szkoły średniej, na wzór wielu szkół powstających w tym czasie w ośrodkach wiejskich. Najprościej było oprzeć ją o istniejące już w Krakowie Gimnazjum Spółdzielcze. Grono nauczycielskie skompletowano przede wszystkim z osób uczących w czasie okupacji w Bieńczycach w Ośrodku Tajnego Nauczania, którym kierował kierownik szkoły Józef Celiński. Kierownikiem został pan Przygodzki, absolwent Wydziału Filozoficznego UJ. Jakkolwiek jego specjalnością były języki starożytne, uczył innych przedmiotów, między innymi matematyki. Uczył na początku Józef Siemek (w czasie okupacji w Mogile ożenił się z córką młynarza Lelity Kazimierą), polonista, później znany działacz partyjny. Zaangażowano także i mnie. Jako kierownikowi Spółdzielni zlecono mi między innymi prowadzenie zajęć z zakresu spółdzielczości. Szkoła mieściła się w budynkach klasztornych. Były trzy klasy mieszane, dziewczęta i chłopcy po szkole podstawowej, część z najbliższych wsi Mogiła, Bieńczyce, Krzesławice i Pleszów, część z Kościelnik i Rusocic. Dla nich w pomieszczeniach klasztornych zorganizowano internat. W ten sposób zaczęła działać filia krakowskiego gimnazjum kupieckiego (później Technikum Handlowego). W szkole tej przez kilka lat jej istnienia uczyło się około stu okolicznych dziewcząt i chłopców.

Zbrodnie w forcie krzesławickim

Po kampanii wrześniowej forty położone na północ i wschód od wsi pozostały puste. Na ich przedpolach i fosach okoliczna ludność wypasała bydło. Jesienią 1939 roku zaczęły między ludźmi krążyć głuche wieści, ze na forcie krzesławickim Niemcy rozstrzeliwują ludzi. Nie uszły uwagi mieszkańców okolicznych wsi ponure korowody aut ciągnących w kierunku fortu. Rano słyszano salwy i pojedyncze strzały. W cichym dotychczas forcie zapanowała zbrodnia. W przeddzień rozstrzeliwań, drogą do fortu przemierzali skazańcy z łopatami, by własnymi rękami kopać sobie groby. Pierwsze rozstrzeliwania na forcie miały miejsce późną jesienią 1939 roku. Poprzedniego dnia przywożono autami więźniów, którzy kopali groby, następnego dnia rano rozlegały się na forcie strzały, ginęli tam więźniowie przywożeni z więzień krakowskich. Ludzie przychodzący na fort po egzekucjach znajdowali świeże groby oraz walające się w ich pobliżu różne drobiazgi jak szaliki, chustki, papiery, ślady krwi, a nawet odstrzelone części ciała. Na drodze z Krakowa znajdowano kartki i grypsy pisane przez więźniów zawiadamiające o tym, ze jadą albo kopać groby, albo jadą na rozstrzelanie. Jeszcze w czasie okupacji na grobach składano kwiaty i wieńce. Czyniła to okoliczna ludność jak również żołnierze Batalionów Chłopskich. Jesienią 1945 roku Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich przystąpiła do badania zbrodni popełnionych na forcie. Pracami kierował okręgowy sędzia śledczy prof. Jan Sehn. Roboty ziemne wykonywali jeńcy niemieccy. Pocięcie całego fortu rowami głębokości 1 m. pozwoliło na wykrycie 29 zbiorowych grobów. Po odkopaniu grobów każde zwłoki zaopatrywano blaszką z numerem oraz poddawano je dokładnym oględzinom i sekcji. Pobierano przy tym znajdujące się przy zwłokach charakterystyczne przedmioty mające ułatwić rozpoznanie zwłok. Łącznie w 29 grobach znaleziono 440 zwłok, w tym 10 kobiecych. Większość, bo aż 395 zwłok miało uszkodzone od pocisków czaszki. Na podstawie znalezionych przy nich różnych przedmiotów oraz dokładnych oględzin, zdołano ustalić 104 pewnych nazwisk oraz 78 prawdopodobnych, 258 ofiar pozostało jednak bezimiennych mimo skrupulatnych badań. Ofiarami byli ludzie młodzi, co można było stwierdzić na podstawie zidentyfikowanych zwłok, a większą część stanowiła inteligencja. Byli także robotnicy, chłopi, kupcy itp. Potencjalnym przestępcą w oczach Niemców był każdy Polak. Rozstrzeliwano na forcie aktywnych działaczy i bojowników Polski Podziemnej, ale byli też ludzie schwytani w łapankach ulicznych, zakładnicy oraz ci co przewozili nielegalnie żywność ze wsi do miasta czy chłopi, którzy na czas nie oddali kontyngentów. Głównym więzieniem w Krakowie, gdzie przetrzymywano Polaków było dawne więzienie wojskowe przy ul. Montelupich. Siedzieli tam różni ludzie: młodzi, schwytani w czasie przedostawania się przez góry, by dostać się do polskiego wojska na zachodzie, przebywali tam mieszkańcy Krakowa podejrzani o pracę konspiracyjną. Jeden z nich, profesor gimnazjum Sobieskiego, Marian Lubaczewski tak napisał bezpośrednio przed śmiercią:

Cieszę się, że tu wszyscy są tak bardzo dzielni,

Cieszę się, że nie ginę jak zwykły śmiertelnik,

Cieszę się, ze moja żona dokończy moje dzieło

jeszcze niedokończone,

Cieszę się, ze mi przypadł los moich dziadów

w udziale

I, że wśród wrogich Niemców piekło miałem stale,

A pozostałem niezłomny i dumny,

I spocznę we wspólnym grobie, a nie na dnie trumny.

3.7.1940 r., dzień moich urodzin M. Lubaczewski

Podobnie inni więźniowie Montelupich niepewni swego losu pisali do rodzin po kryjomu grypsy, w których donosili o wyjazdach do kopania grobów, o odbytych sądach i o czekaniu na wyrok. Wielu z nich łudziło się, że wyjdą na wolność i przygotowywali projekty i plany na przyszłość, inni dawali polecenia dla żony, dla rodzin, jeszcze inni prosili o przysłanie bielizny, paczek z żywnością, o to, by mogli być zwolnieni z więzienia. Także z więzienia śledczego mieszczącego się przy ul. Senackiej zwanego więzieniem św. Michała wywożono więźniów na rozstrzelanie w Krzesławicach, często byli to aresztowani, co do których toczyło się śledztwo, nie byli więc jeszcze zasądzeni i takich także wywoziła policja do obozów i na rozstrzelanie. Zabijano na forcie także zakładników, aresztowanych za to, ze w danej miejscowości dokonano zamachu na Niemców lub na jakiś urząd. Tak było z zakładnikami z Myślenic, gdzie 21 czerwca 1940 r. wybuchła bomba w tamtejszym urzędzie pocztowym. Po ich rozstrzelaniu w dniu 29 czerwca, zgromadzeni w sąsiednich celach wiedzieli, ze pójdą w następnej kolejce. Przebywali tam w większości aresztowani w drodze na Węgry. Był wśród nich Stanisław Marusarz, znany skoczek narciarski i inni zakopiańczycy oraz wielu inteligentów krakowskich, m.in. Marian Lubaczewski i Józef Czernek z Krzesławic. W celi, gdzie siedział Marusarz powstała myśl ucieczki. W nocy z 1 na 2 lipca przy pomocy nóg stołowych wygięli kraty w oknie, Wczesnym rankiem przystąpili do działania. Uciekających przepychano przez wąski otwór w kracie. Z okna opuszczali się na związanych prześcieradłach. Pierwszych sześciu, wśród których był Marusarz zeskoczyło szczęśliwie, przesadzili mury i rozbiegli się w różne strony. Siódmego zauważyli Niemcy i zaczęli strzelać, tym siódmym był prof. Wawrzeczko. Pozostałych wywieziono w dniu 2 i 4 lipca na fort w Krzesławicach i rozstrzelano. Krwawy sezon na forcie trwał od listopada 1939 do wiosny 1941 roku, z największym nasileniem latem 1941 r. W lecie 1940 roku został uruchomiony obóz w Oświęcimiu i tam zaczęły płynąć transporty z Montelupich. Z miejscowych oprócz wymienionego Józefa Czernka z Krzesławic zginął rozstrzelany na forcie Tadeusz Rolnik, prawnik z Kocmyrzowa. W 1946 roku zaraz po ekshumacji zwłok pomordowanych powstał Obywatelski Komitet Budowy Pomnika Ofiar Zbrodni Hitlerowskich. Dopiero jednak w 1956 r. z inicjatywy Zarządu Oddziału Związku Bojowników o Wolność i Demokrację w Nowej Hucie zdołano uporządkować otoczenie grobu i dnia 27 maja odsłonięto na grobie tablicę pamiątkową, a w 1957 r.  – pomnik, którego autorem jest grupa inżynierów i plastyków z krakowskiego „MIastoprojektu”, zaś  uroczystość była wielką manifestacją społeczeństwa Krakowa i Nowej Huty.

Kliknij tu na zdjęcie z inskrypcjami

 


Mordowanie Żydów

Niedługo po wkroczeniu Niemców do Krakowa władze okupacyjne wydały zarządzenie zobowiązujące wszystkich Żydów do noszenia gwiazdy syjońskiej, jako znaku rozpoznawczego, że noszący ten znak nie jest aryjczykiem. Do noszenia gwiazdy zobowiązani byli nie tylko Żydzi właściwi, lecz także te osoby, które przeszły na chrystianizm i ich potomkowie aż do trzeciego pokolenia. Te osoby na ogół gwiazd nie nosiły, żyły one jednak pod ciągłym strachem, by ktoś ich nie zdradził przed Niemcami, wypadków takiej zdrady jednak nie było. W Bieńczycach i okolicy mieliśmy kilka takich osób, nikomu jednak nie przychodziło nawet do głowy, by na ten temat nawet mówić. Była w Bieńczycach autentyczna Żydówka Krajewska, żona piekarza, która przebywała we wsi, służyła nawet Niemcom jako tłumaczka, gdyż pochodząc z Bielska znała bardzo dobrze język niemiecki. Niemcy używali początkowo Żydów jako siły roboczej, nie zważając na ich zawód i wykształcenie, wszystkich pędzono do pracy fizycznej, a byli wśród nich żydowscy adwokaci, lekarze i inne wolne zawody. W następnym etapie utworzono w Krakowie, na Podgórzu „getto” żydowskie, i tam spędzono wszystkich Żydów z Krakowa. Opróżniano całe dzielnice i ulice zamieszkałe przez Żydów jak słynny Kazimierz, Stradom i wiele ulic. Zagęszczenie na terenie „getta” było bardzo duże. Niektórzy Żydzi nie chcąc iść do „getta” zamieszkali w podkrakowskich wsiach. Opłacając się sowicie wójtowi uzyskali na pewien czas zezwolenie na zameldowanie po wsiach. Żydzi z „getta” byli wyprowadzani na roboty do miasta, przy tej okazji mogli byli przynieść sobie i rodzinom coś do jedzenia. Getto było otoczone murem i strzeżone przez policję niemiecką. Wewnątrz mieli swój samorząd i własną policję żydowską. Wszystko to jednak było tylko po to, by przy pomocy samych Żydów tym bardziej ich wykorzystać i gnębić. Potem „getto” zaczęto likwidować wywożąc Żydów do obozu w Oświęcimiu, by tam truć gazami i palić w krematoriach. Wywożono także Żydów z „getta” w okolice Wieliczki i Niepołomic i rozstrzeliwano. Przyszła także kolej na tych Żydów, którzy w pierwszych miesiącach okupacji schronili się na wieś. Tych spędzono także na jedno miejsce i wywieziono w okolice Niepołomic i tam rozstrzelano. Egzekucji dokonywała policja niemiecka, uczestniczyła w tym także policja polska. Po zlikwidowaniu „getta” i większości Żydów, tylko pojedyncze osoby pokazywały się czasem w okolicach. Jeden Żyd, dawny mieszkaniec Bieńczyc – Samuel Wohlfeiler ukrywał się przez pewien czas u swych znajomych na wsi, potem jednak w obawie, by go nie wykryto przeniósł się do innej miejscowości i szczęśliwie przeżył okupację. Zmienił nazwisko i nazywał się po wojnie Kowalski. Jego starszy brat Herman wraz z dwoma synami znalazł się w obozie oświęcimskim, przeżył obóz, wrócił, zamieszkał w Czyżynach, a potem wyjechał do Izraela. Przechowywał w Bieńczycach Żydów Jan Biernacik. W Krzesławicach we młynie przechowywała się żydowska rodzina Kanarków, ktoś ich jednak zdradził. Niemcy otoczyli młyn i zabrali całą rodzinę.  W pożydowskiej karczmie w Krzesławicach na „Buciorach” powstała spółdzielnia spożywców. Niestety polscy policjanci z posterunków w Mogile i w Bieńczycach zapisali się i tu niechlubnie. Wyłapywali oni Żydów i Żydówki na szosie do Kocmyrzowa i obrabowawszy icj z posiadanego dobytku albo oddawali ich w ręce niemieckie albo rozstrzeliwali na miejscu. Tak rozstrzelano dwie Żydówki w Bieńczycach nad rzeką Dłubnią w pobliżu młyna Kaczorowskiego.  Z bieńczyckiego posterunku zyskali pod tym względem niechlubną sławę policjanci: Roczniak, Gwóźdź, Kowalik i Resmer.

Mord na posterunku.

Pewnego sierpniowego wieczoru 1942 r. drogą między piekarnią Władysława Motyki, a młynem wracał z libacji u piekarza wraz ze swoją żoną komendant miejscowego posterunku polskiej policji Wojciech Roczniak. Koło zabudowań Jurka w pobliżu rzeki Dłubni został postrzelony. Dostał strzał w okolicy obojczyka oraz lekko zraniony był w czoło. Różne były wersje na temat tego wypadku, żona Roczniaka twierdziła, że jej mąż został postrzelony przez człowieka, który nadjechał rowerem od strony młyna, inni twierdzili, że Roczniak postrzelił się sam, co nie jest wykluczone, gdyż już wcześniej po pijanemu chciał się strzelać, zaś po powrocie ze szpitala, po wypadku miał zakaz noszenia broni. Jeszcze inni utrzymywali, że sprawcą postrzelenia mógł być policjant Rezmer, bowiem powszechnie były znane napięte między nimi stosunki, a w ogóle stosunki między komendantem a jego podkomendnymi nie należały do najlepszych. Trzeba tu także naświetlić stosunki , jakie panowały we wsi w czasie okupacji. Trzej ludzie: wójt Jan Ciepiela, sołtys Wojciech Biernacik oraz komendant posterunku byli postaciami urzędowymi, od których wiele zależało, i wiele mogli zrobić – tak dobrego jak i złego – dla mieszkańców wsi. Tacy zaś ludzie jak piekarz Władysław Motyka czy masarz Stanisław Krawczyk byli ze względu na prowadzone przez siebie interesy mocno od tamtych uzależnieni. Dochodzi do tego jeszcze zawiadowca stacji kolejowej Józef Suzik, który miał stałe kontakty z Niemcami z racji pełnionej funkcji, a kolej była dostawcą nielegalnego węgla dla ludzi. /…/ Po opisanym „zamachu” na Zycie Roczniaka, rannego odprowadzono na posterunek, nastepnie wezwane pogotowie zabrało go do szpitala, gdzie przebywał około trzech tygodni. Na drugi dzień po strzelaniu zjechali na posterunek Niemcy i rozpoczęło się śledztwo. Przy pomocy miejscowych policjantów stworzono hipotezę, że „zamach” na Roczniaka był wyrazem zemsty ze strony rodziny, zastrzelonego na wiosnę tego roku przez policję Władysława Kotyzy. W związku z tym sprowadzono na posterunek całą rodzinę Kotyzów; staruszków rodziców, cztery ich córki, zięciów oraz syna Idziego. Sprowadzono także szwagra zastrzelonego, Filipa Kowalskiego z Krzesławic. Poza tym wezwano także na posterunek mieszkańca Krzesławic Antoniego Waleriana, który wielokrotnie miał scysje z bieńczyckimi policjantami. Wzywano na posterunek także Piotra Kotyzę, lecz policjant nie zastał go w domu, ostrzeżony bowiem wcześniej zdołał opuścić wieś. Posterunek policji mieścił się w domu Możejki, szwagra zastrzelonego Kotyzy. Także i właściciela domu wraz z zoną i wszystkimi doprowadzonymi zamknięto w piwnicy, i kolejno wszystkich przesłuchiwano doprowadzając ich z piwnicy do kancelarii mieszczącej się na piętrze. Pierwszego zastrzelono Filipa Kowalskiego, mordu tego dokonano na klatce schodowej, na oczach przechodzącej właśnie na przesłuchanie Możejkowej. Ciało jego zabrano i przewieziono do kostnicy na cmentarzu w Mogile. Śledztwo trwało dalej. Pod wieczór wyprowadzono tylnymi drzwiami na podworzec naprzód Idziego Kotyzę, a następnie Antoniego Waleriana. Obu zabił niemiecki policjant strzelając do nich z tyłu. Resztę aresztowanych zwolniono. Ciała pomordowanych podobnie jak poprzedniego odwieziono na cmentarz w Mogile, gdzie ich następnego dnia pogrzebano. Znowu przez głupotę i nieodpowiedzialność, a może nawet złośliwość ludzi ubranych w mundury polskich policjantów zginęły niepotrzebnie trzy niewinne osoby. Roczniak z chwilą zakończenia niemieckiej okupacji zniknął z Bieńczyc. Chodziły wieści, że przebywał na ziemiach zachodnich. Resmer był sądzony i otrzymał kilka lat więzienia, był także sądzony Kowalik. Gwóźdź podobnie jak Roczniak wyjechał i stracił się gdzieś na Ziemiach Odzyskanych.

Zamordowanie 10 Polaków w Krzesławicach

W Krzesławicach obok dawnego toru kolejowego znajduje się pomnik postawiony na pamiątkę rozstrzelania w tym miejscu 10 zakładników w odwet za rzekomy zamach na Bahnschutzów (niemieckich strażników kolejowych) w listopadzie 1943 r.

Kiedy jesiennym wieczorem 1943 r. pociąg osobowy jadący z Kocmyrzowa do Krakowa przebywał odcinek między Grębałowem a Bieńczycami, w jednym z wagonów zabawiali się przy alkoholu niemieccy strażnicy. Finałem zabawy była strzelanina. Strażnicy oddawali przez okna na zewnątrz serie z automatów. Na stacji kolejowej w Bieńczycach jeden ze strażników oddał serię strzałów w kierunku oświetlonych okien sąsiadującego ze stacją domu Turbasów. Na odgłos strzałów podbiegła do okna Zofia Turbasowa obok niej był także sześcioletni syn. Dwa pociski trafiły Turbasową w piersi, przeszły na wylot i utkwiły w przeciwległej ścianie. Kilka innych pocisków utkwiło w zewnętrznej ścianie obok okna. Podczas gdy jedni z domowników ratowali matkę jeden z synów wybiegł z domu po lekarza K. Łowczowskiego. Bahnschutze oddali także za nim serię strzałów. Przybyły lekarz udzielił matce pierwszej pomocy. Przybył także miejscowy ks. Franciszek Ciepiela, który udzielił jej Sakramentów św. Następnego dnia 13 listopada odwieziono ją do szpitala, gdzie jednak po operacji zmarła. Pochowana została na cmentarzu w Raciborowicach. Następnego dnia przyjechali Niemcy i przeprowadzili śledztwo. Wynikiem śledztwa była masakra dziesięciu zakładników przywiezionych autem z Krakowa, których rozstrzelano na polu gospodarza Lutego tuż przy torach kolejowych na terenie gromady Krzesławice. Naoczny świadek egzekucji Jan Walerian z Krzesławic tak opowiada o tym tragicznym wydarzeniu: „W dniu rozstrzelania dziesięciu osób w Krzesławicach szedłem drogą od „Buciorów” do swego domu w Krzesławicach. Koło domu Zamojskiego zostałem zatrzymany przez niemieckiego żołnierza stojącego na drodze. Zauważyłem więcej żołnierzy stojących w odległości około 50 m. na polu Lutego oraz na torze kolejowym, żołnierze ci zamykali czworobok u zbiegu drogi i toru kolejowego. Na drodze tuż obok toru stały dwa auta, jedno małe, osobowe i drugie ciężarowe, kryte plandeką. Właśnie z auta ciężarowego wysiadali ludzie ubrani po cywilnemu, jeden z nich miał rozdarte spodnie od dołu aż powyżej kolana, przez to rozdarcie widać było protezę, człowiek ten szedł kulejąc a przechodząc rów dzielący drogę od pola – upadł. Kiedy przeszli przez rów ustawiono ich równolegle do toru kolejowego, naprzeciw stanęli gestapowcy z automatami, jeden z nich trzymał w ręku laskę względnie trzcinkę, która jakoś dziwnie błyszczała. Stojącym w szeregu więźniom rozkazano obrócić się twarzami od toru kolejowego tak, że stanęli tyłem do ustawionych gestapowców z bronią. Gestapowiec, który trzymał w ręku laskę wzniósł ją do góry a następnie opuścił. Padły strzały, wszyscy więźniowie upadli. Wydający komendę podszedł następnie do leżących i dwukrotnie strzelił dobijając tych, którzy dawali jeszcze znaki życia. Po dokonaniu tego morderstwa, żołnierz, który mnie zatrzymał pozwolił mi odejść. Przechodząc obok miejsca egzekucji w odległości około 15 m, widziałem leżące, zakrwawione ciała zamordowanych, a wśród nich sterczącą protezę owego kulejącego więźnia. Po pewnym czasie grupa więźniów, która przyjechała tym samym autem co rozstrzelani, załadowała ciała pomordowanych do auta ciężarowego i wraz z nimi odjechały oba auta w kierunku Krakowa. Na miejscu rozstrzelania pozostały kałuże krwi oraz strzępy ubrań i drobne przedmioty osobistego użytku”. Niebawem ludność miejscowa usypała na miejscu egzekucji niewielki kopczyk umieszczając na jego szczycie krzyż drewniany, a całość miejsca otoczono sztachetami. Na uroczystość Wszystkich Świętych co roku składane są na miejscu stracenia polskich patriotów kwiaty i pali się światło. W 1967 roku Koło ZBOWiD przy Zakładach Przemysłu Tytoniowego w Czyżynach zbudowało na tym miejscu betonowy pomnik, który przypominać będzie, że miejsce to zostało zbroczone krwią niewinnie pomordowanych patriotów polskich przez hitlerowskich okupantów.

Zbrodnia w Grębałowie

Na osiedlu Wzgórza Krzesławickie obok ulicy Kocmyrzowskiej znajduje się mały pomnik z piaskowca przedstawiający płaczącą niewiastę. Pomnik ten postawiono w roku 1963 staraniem Koła ZBOWiD przy Hucie im.Lenina na pamiątkę rozstrzelania 80-ciu polskich więźniów z wiezienia przy ul. Montelupich w Krakowie. Mord ten był represją za zastrzelenie dwóch Bahnschutzów w pociągu koło stacji w Grębałowie oraz dwa napady na pociągi wąskotorowej kolei w Topoli Łyszkowicach w powiecie miechowskim. Napadów w Topoli i Łyszkowicach dokonały oddziały Inspektoratu Armii Krajowej „Maria” (106 Dywizja A.K.). Kto dokonał zamachu w Grębałowie – nie wiadomo. Opis zbrodni oparty jest na relacji Salomei Morawiec, mieszkanki Grębałowa, która przebieg zbrodni obserwowała ze swego domu położonego w pobliżu miejsca zbrodni. We środę dnia 26 stycznia 1944 r. około godziny 21 pociąg jadący z Kocmyrzowa do Krakowa mijał stację kolejową w Grębałowie. Kiedy pociąg zbliżał się w okolicę fortu w jednym z jego wagonów wywiązała się strzelanina. Na wzgórzu koło fortu pociąg się zatrzymał. Jak się potem okazało nieznani osobnicy strzelali w pociągu do niemieckich strażników kolejowych. Jeden ze strażników został zastrzelony, drugi ranny wyskoczył z pociągu. W czasie strzelaniny ranne zostały również dwie kobiety. Ranny strażnik wyskakując z pociągu pchnął owe kobiety tak, ze wypadły z pociągu. Kobiety te powracały z okolic Proszowic wioząc z sobą zakupione artykuły żywnościowe. Jedna z nich pochodziła z Prądnika, druga z Rakowic. Ranne kobiety schroniły się do domu Salomei Morawiec, gdzie udzielono im pierwszej pomocy. Po pewnym czasie od strony fortu nadjechała furmanka. Dwaj nieznani mężczyźni przynieśli do mieszkania Morawcowej ciężko rannego Bahnschutza. Oświadczyli oni, ze na drodze z Grębałowa do Krzesławic zatrzymali ich dwaj partyzanci i polecili im zabrać zabitego Niemca, leżącego przy torze kolejowym. W rannym rozpoznano Bahnschutza nazwiskiem „Rudek”, który pełnił służbę w pociągu. Niemiec miał około 40 lat, był ranny w głowę i w brzuch. Z otwartej rany wychodziły mu wnętrzności. Karabin zostawił w pociągu, w zaciśniętej dłoni trzymał pistolet. Rannemu udzielono pierwszej pomocy. Telefonicznie zawiadomiono o wypadku stację kolejową w Czyżynach. Około godziny 24-tej od strony Bieńczyc nadjechała lokomotywa z jednym wagonem, w którym przyjechało około 20 polskich kolejarzy z lekarzem dr. Ottenbreitem z Czyżyn. Według relacji polskich kolejarzy, obecni na stacji kolejowej w Czyżynach Niemcy nie odważyli się na wyjazd. Dr. Ottenbreit opatrzył rannego Niemca oraz kobiety i wszystkich zabrano do wagonu kolejowego i lokomotywa wraz z kolejarzami odjechała w stronę Bieńczyc. Na drugi dzień, w czwartek około godziny 7-mej rano kolejarz Kazimierz Stolarski z Kantorowic pracujący na stacji kolejowej w Czyżynach wracając po pracy do domu, przyniósł wiadomość, ze ranny Niemiec zmarł w szpitalu w czasie operacji. W tym samym dniu około godziny 9-tej przyjechało do Grębałowa autem osobowym czterech Niemców. Byli w mundurach, jeden z nich mówił po polsku i służył za tłumacza. Wypytywano, kto rannego Niemca znalazł, i kto jakiej udzielił mu pomocy, czy pociąg się zatrzymał, czy słyszano strzały. Tłumacz wyraził się do spisującego protokół, ze „wieś Grębałów należy spalić, bo tam są partyzanci i bandyci”. Po spisaniu protokołu Niemcy odjechali. Ten i następny dzień minęły spokojnie. W sobotę około godziny 9-tej przybyli Niemcy, zatrzymali ruch na szosie, obstawili teren po obu stronach drogi gęstym kordonem ubezpieczając się w ten sposób ze wszystkich stron. Wszystkich Niemców było około setki. Przyjeżdżali autami ciężarowymi, które zatrzymały się na zakręcie szosy. Auta były zakryte plandekami. Po rozstawieniu ubezpieczenia zaczęto z samochodów wyładowywać powiązanych dwójkami mężczyzn w cywilnych ubraniach. Każdy z nich miał głowę obwiązaną białą przepaską. Wszystkich wyładowanych z aut umieszczono w rowie obok szosy. Następnie odbywało się rozstrzeliwanie przywiezionych osób na polu w odległości około 10 m od rowu po zachodniej stronie szosy. Po dziesięciu wyprowadzano ich na pole ustawiając w jednym szeregu, twarzami do Niemców ustawionych na szosie. Wykonujących egzekucję było dziesięciu i dowódca. Strzelali równocześnie na komendę, do klęczących na polu ofiar. Po zastrzeleniu każdej dziesiątki dowódca podchodził do każdego z leżących i nogą przyciskał jego głowę do ziemi, a gdy ofiara dawała jeszcze znaki życia – dobijał strzałem z pistoletu w głowę. W podobny sposób zamordowano wszystkich pozostałych. Razem zginęło 80 osób. Jedna z dziesiątek przeznaczonych do rozstrzelania, szybko samorzutnie ustawiła się do stracenia klękając w szeregu bez rozkazu. Wówczas Niemiec wydający komendę poderwał ich do postawy stojącej, przetrzymał ich w tej postawie przez kilka minut i dopiero na rozkaz kazał im klęknąć i wykonano egzekucję w podobny jak poprzednio sposób. Poszczególne dziesiątki ustawiono na polu wzdłuż szosy na przestrzeni około 50 m. Po skończonej egzekucji oddział, który tego dokonywał w liczbie 11 – tu SS-manów przybył do sklepu Morawcowej żądając wódki. Z rozmowy, jaką między sobą prowadzili wynikało, że rozstrzelanymi byli „bandyci” przewiezieni z Krakowa, z więzienia przy ul. Montelupich, a rozstrzelano ich w odwet za zabicie dwóch Bahnschutzów w pociągu. Odjeżdżający SS-mani zostawili drukowane ogłoszenie, na którym obok zawiadomienia o rozstrzelaniu 80 osób były nazwiska nowych zakładników. Po pewnym czasie oddział wykonujący egzekucję odjechał do Krakowa. Pozostali jednak żołnierze ubezpieczający egzekucję oraz ciała pomordowanych, które leżały na polach jeszcze prawie dwie godziny. Zezwolono na ruch pojazdów na szosie, a Niemcy zachęcali przechodzących i przejeżdżających szosą ludzi do oglądania ciał pomordowanych chcąc w ten sposób wzbudzić strach wśród ludności. Większość przechodzących odwracała głowy w przeciwną stronę. Zamordowani byli w różnym wieku, ale wszyscy byli to ludzie dorośli, było wśród nich wielu dobrze ubranych, kilku było w wysokich butach, głowy mieli obwiązane ręcznikami i szmatami. Do załadowania na auta ciał pomordowanych zamierzano ściągnąć mężczyzn z Grębałowa, lecz – jak się okazało – wszyscy mężczyźni zbiegli w pole. Zbierano więc ludzi przechodzących i przejeżdżających drogą, i zmuszano ich do ładowania ciał. Na miejscu egzekucji pozostały kałuże krwi, drobne odłamki kości oraz szczątki ciała i mózgu. Mimo iż krew i inne szczątki ofiar zostały zabrane i pieczołowicie pochowane na jednym miejscu, czym zajmował się szczególnie Antoni Grzesiak, dozorca fortu grębałowskiego, w tym miejscu wyrastało przez kilka lat bardzo bujne zboże, które jednak właściciele pól pozostawiali nie kosząc go. Sama egzekucja trwała około godziny, ciała pomordowanych zabrano, równocześnie zwinięto ubezpieczenie. Koło godziny 13-tej kawalkada aut z wojskiem i z ciałami pomordowanych odjechała w kierunku Krakowa. Niedługo po dokonaniu zbrodni na miejscu straceń usypano kopczyk i ustawiono drewniany krzyż, a całość ogrodzono sztachetkami. W 1963 roku staraniem Koła ZBOWiD przy Hucie im. Lenina dla uczczenia pomordowanych, postawiono w odległości około 400 m. od miejsca zbrodni , pomnik przedstawiający płaczącą niewiastę dłuta Jadwigi Horodyskiej . W rocznicę zbrodni oraz w święta państwowe okoliczna ludność składa pod pomnikiem kwiaty i zapala znicze i świece.

Walka w Łęgu

W nocy z 7 na 8 maja 1944 r. oddział AK pod dowództwem por. Żuwały PS. „Gołąb”, w którego skład wchodzili zołnierze AK z Luborzycy dokonywał transportu broni zrzutowej z leżącej na południe od Proszowic Koniuszy do Krakowa. Ściągnięcie broni oraz sprowadzenie czterech skoczków spadochronowych z terenu Inspektoratu Miechowskiego AK miało ścisły związek z przygotowywanym odbiciem z więzienia przy ul. Montelupich w Krakowie aresztowanego 24 marca 1944 r. komendanta Okręgu A. w Krakowie płk. Józefa Spychalskiego PS. „Luty” oraz kilku innych oficerów A.K. Liczący około 30 ludzi oddział na terenie Czyżyn został zidentyfikowany przez napotkanych funkcjonariuszy policji granatowej, którzy mimo przyrzeczeń byli prawdopodobnie sprawcami denuncjacji. Noc dobiegała końca. Broń została złożona w Łęgu u Józefa Bobra ps. „Karp”. W jego zabudowaniach zakwaterowali się także skoczkowie i sześciu żołnierzy oddziału pod dowództwem Tadeusza Żuwały ps. „Rezuła”. Zadaniem ich miała być ochrona tymczasowego składu broni. Pozostali zostali zwolnieni do domów, sam zaś „Gołąb” odszedł do Krakowa celem złożenia meldunku o wykonaniu zadania. Dowództwo nad pozostałymi w Łęgu przejął jeden ze skoczków ppor. Stanisław Kamiński ps. „Golf”. Około godziny 4 rano policja niemiecka przejeżdżająca autami obok młyna na Wieczystej przypadkowo aresztowała dwóch partyzantów tego oddziału zwolnionych z Łęgu. Około godziny 13 –tej dnia 8 maja pojawił się w pobliżu domu Bobra samochód osobowy policji niemieckiej z dwoma cywilami, którymi mogli być dwaj ujęci na Wieczystej partyzanci. Niedługo po odjeździe samochodu przybyły auta ciężarowe załadowane policją niemiecką. Zabudowania, w których przebywali partyzanci z bronią zrzutową zostały otoczone. Partyzanci dopuścili nieprzyjaciela na niewielką odległość i podjęli walkę. Kiedy dom zapalono niemieckimi pociskami, partyzanci w dwóch grupach próbowali wyjść z okrążenia. Jedna grupa wycofywała się w kierunku Wieczystej, druga zaś pod osłoną zagłębienia terenowego w kierunku Wisły. W grupie tej znaleźli się: T. Żuwała ps. „Rezuła”, skoczek „Janczar” oraz żołnierze: „Sęp” i „Wyrwidąb”. Po dotarciu do Wisły i przeprawie przez nią grupa ta wyszła cało z opresji. Natomiast pierwsza grupa z osłaniającym odwrót kolegów skoczkiem ppor. Bronisławem Kamińskim ps. „Golf” zginęła w walce. Wśród poległych znaleźli się skoczkowie” ppor. Włodzimierz Lech ps. „Zawiślak”, ppor. Józef Wątróbki ps. „Lelito” oraz żołnierze drużyny „Cień”: Henryk Walczak, Zygmunt Szewczyk i Leszek Korol – wszyscy z Luborzycy.  Wezwany przez Niemców na miejsce walki, po jej zakończeniu sołtys Łęgu Tomasz Radoszek otrzymał polecenie pogrzebania zabitych i przy okazji był świadkiem kolejnych wydarzeń. Widział jak policjanci niemieccy, wśród których był wykazujący wiele dobrej woli, pochodzący z poznańskiego policjant Marciniak, prowadzili ożywioną rozmowę z sąsiadem Bobra, Noworytą. Kiedy Noworyta znalazł się z Marciniakiem przed płonącym domem Bobra, Niemiec zastrzelił go i wepchnął do płonącego domu. W tym samym dniu nieco później Marciniak wyjaśniał Radoszowi, że musiał tak postąpić, by Noworyta „za dużo” nie mówił. W trakcie walki prócz partyzantów zginęli: Anna Stachowicz, która wracając z pracy przypadkowo znalazła się w zasięgu kul niemieckich oraz Eleonora Tenor, spalona wraz z wnuczką w domu, z którego Niemcy nie pozwolili im wyjść. Spłonęły w czasie akcji trzy domy: Bobra, Bartyzela i Grzesiaka. Ciekawym szczegółem jest fakt, że na skutek interwencji sołtysa u jednego z oficerów niemieckich (Austriaka), wyniesiono z domu Bartyzela mienie mieszkańców i zwolniono z zamkniętego mieszkania dwoje małych dzieci z rodziny Małek.  Po wojnie dokonano ekshumacji ciał poległych na miejscu walki i pogrzebano ich na cmentarzu w Luborzycy. W 1962 r. na miejscu, gdzie byli pogrzebani polegli partyzanci – dziś to miejsce leży w obrębie Zakładów Prefabrykacji Betonów, umieszczono tablicę pamiątkową.

Grób partyzantów w Mogile

Na starym parafialnym cmentarzu w Mogile położonym na osiedlu Wandy w Nowej Hucie znajduje się grób dwóch partyzantów: Henryka Marsa i Bolesława Wali. Obaj pochodzili z Mogiły i polegli  23 listopada 1944 r. w walce z Niemcami, we wsi Rajbrot w powiecie bocheńskim. Rodzinna ziemia krakowska przyjęła ich doczesne szczątki, gdy po ekshumacji na cmentarzu w Rajbrocie przywieziono ich ciała w styczniu 1946 r. do Mogiły. Henryk Mars ps. „Maroko”, syn chłopski urodził się w Mogile 4 listopada 1922 r. i tam ukończył szkołę podstawową. Od 1935 r. był uczniem gimnazjum św. Jacka w Krakowie. Przebywał następnie w Juwenacie OO. Cystersów w Mogile. Po aresztowaniu przez hitlerowców przeora klasztoru O. Roberta Kuchara oraz kleryka a późniejszego ojca Wincentego Szlęzaka, Henryk wrócił do domu i podjął pracę w Zakładzie Uprawy i Fermentacji Tytoniu w Czyżykach. W pracy konspiracyjnej brał udział od pierwszych miesięcy okupacji. Należał do miejscowej organizacji wojskowej utworzonej przez cystersa O. Teobalda Wojciechowskiego. Organizacja ta po wyjeździe jej organizatora przechodziła różne koleje aż w końcu przekształciła się w pluton B.Ch., którego dowódcą Józef Marcinek z Mogiły. Henryk przechowywał u siebie broń i amunicję, kolportował prasę podziemną oraz pełnił funkcję gońca i łącznika. W czerwcu 1944 r. na skutek donosu policji niemieckiej dokonano w domu rodzinnym Henryka Marsa rewizji. Jego samego Niemcy w domu nie zastali. Ostrzeżony w porę uszedł z domu. Niemcy przeprowadzający rewizję mieli jego fotografię. Dwunastoletnia siostra Henryka była bita przez Niemców i indagowana o miejsce jego pobytu nic  nie wydała, jednak jej brat nie ujęty wprawdzie przez Niemców – został jednak na miejscowym terenie spalony.  Przez pewien czas przebywał u znajomych ojca w Piotrowicach koło Koszyc oraz u rodziny w Zastowie. Potem po nawiązaniu kontaktu z oddziałem partyzanckim operującym w powiecie bocheńskim, udał się tam wraz z Bolesławem Walą. Bolesław Wala ps. „Dżim Alaska”, syn miejscowego posterunku policji polskiej, urodzony 25 lutego 1922 r. mieszkał od przed wojny w Mogile. Przyjaźnili się z Marsem. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Mogile był również uczniem gimnazjum św. Jacka w Krakowie. W czasie okupacji podobnie jak Mars pracował Monopolu Tytoniowym w Czyżykach, obsługując windę. Należał do miejscowego plutonu B.Ch. , uniknął aresztowania dzięki ostrzeżeniu przez polską policję granatową. Przez kilka miesięcy ukrywał się w okolicy, a jesienią 1944 r. wraz z Marsem znaleźli się w oddziale partyzanckim w powiecie bocheńskim. Obaj zginęli w jednym dniu.  Oddział partyzancki do którego należeli kwaterował w Rajbrocie, w samotnym domu pod lasem. Krytycznego dnia cały oddział wyruszył ze swej kwatery w teren, a pozostało tylko czterech partyzantów: Mars, Wala, chłopiec z Warszawy i jeniec radziecki zbiegły z niewoli niemieckiej. Tego właśnie dnia Niemcy przeczesywali teren szukając partyzantów. Drogę do kryjówki wskazał im chory umysłowo człowiek z okolicy, którego Niemcy później zastrzelili. Trzech partyzantów odpoczywało w domu, warszawiak zaś pełnił wartę na zewnątrz. Zmęczony zajęciami poprzedniego dnia zasnął. Śpiącego zaskoczyli Niemcy i ujęli żywego. Pozostali zorientowawszy się w sytuacji, wyskoczyli na strych i zaczęli się ostrzeliwać. Niemcy także odpowiedzieli ogniem. Gdy dom zaczął płonąć trzej partyzanci przebywający na strychu próbowali ratować się ucieczką. Udało się to szczęśliwie tylko jednemu – Rosjaninowi, który uszedł do lasu i znikł Niemcom z oczu. Henek i Bolek wybiegając z sieni zostali przeszyci serią z karabinu maszynowego upadli na progu głowami do wnętrza domu. Niemcy ich wyciągnęli. Zginął także młody warszawiak zastrzelony przez Niemców. Wszystkich trzech załadowali Niemcy na dwukołowy wózek, zawieźli pod kościół i tam porzucili ich w rowie, gdzie pozostawali do wieczora. Po odejściu Niemców ciała zastrzelonych nakryto prześcieradłem. Zabici mieli potrzaskane głowy, gdyż w czasie przewożenia ich na wózku ich głowy uderzały o bruk ulicy. Gdy wieczorem powrócili partyzanci, zbito z desek szeroką skrzynię i umieszczono w niej ciała trójki zabitych. Pochowano ich na drugi dzień na miejscowym cmentarzu z wojskowymi honorami. Pamiątki pozostałe po zabitych w postaci książeczki do nabożeństwa, różańca i innych drobiazgów przechowywał miejscowy proboszcz. Ciała poległych partyzantów ekshumowano w styczniu 1946 r. , umieszczono w osobnych trumnach i przewieziono do Mogiły, gdzie w najbliższą niedzielę odbył się uroczysty, manifestacyjny pogrzeb z udziałem tłumnie przybyłej miejscowej ludności oraz byłych partyzantów i członków ruchu oporu. Nad otwartą mogiłą przemawiał komendant powiatowy B.Ch. kpt. Jan Kotyza. W następnym roku na grobie obu partyzantów umieszczono kamienny nagrobek.

Rada Główna Opiekuńcza.

Po napaści i zajęciu Polski były różne próby powołania do życia jakiejś instytucji lub organizacji, która by współpracowała z władzami niemieckimi, jednak Niemcy nie znaleźli chętnych do tego rodzaju współpracy. Metropolita krakowski x. Adam Stefan Sapieha, który cieszył się wielkim autorytetem w społeczeństwie, był do tego rodzaju współpracy ustosunkowany zdecydowanie negatywnie, takie stanowisko reprezentowali zresztą przez cały okres okupacji i inni wybitni ludzie Krakowa, zwłaszcza po haniebnym aresztowaniu w dniu 6 listopada 1939 r. kilkudziesięciu profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pozostali nie kwapili się do jakiejkolwiek współpracy z Niemcami. Takie stanowisko tych wybitnych osób było bardzo uznawane i cenione przez ogół społeczeństwa polskiego i było dla niego budującym przykładem. Powstały zaraz po wkroczeniu Niemców do Krakowa Obywatelski Komitet Pomocy nie miał możności działania, gdyż Niemcy wkrótce aresztowali i osadzili w więzieniu a potem w obozie  prezydenta miasta Dra Stanisława Klimeckiego.( „Dr Klimecki który z odwagą i godnością bronił interesów mieszkańców Krakowa po aresztowaniu 20 września opuścił więzienie przy ul. Montelupich po 10 dniach 30 września 1939. Ponownie aresztowany wraz z profesorami UJ i AGH 6 listopada 1939 w ramach tzw. Sonderaktion Krakau trafił do obozu Sachsenhausen. Zwolniony powrócił do Krakowa w styczniu 1940 i przez dwa lata pracował jako adwokat. Aresztowany ponownie po raz trzeci przez Gestapo w nocy z 28 na 29 listopada 1942, został rozstrzelany 11 grudnia 1942 r. w Puszczy Niepołomickiej.”  Źródło: Wikipedia – dop.red.). Jedyną akcją, jaka znalazła poparcie zarówno Ks. Metropolity jak i wielu liczących się w Krakowie ludzi, była akcja charytatywna na rzecz ludności aresztowanej i wysiedlonej z polskich ziem zachodnich. Działała tu z ramienia Ks. Metropolity pod kierownictwem ks. Edwarda Lubowieckiego kościelna organizacja „Caritas”, a opiekę nad więźniami sprawowała znana z pracy społecznej i charytatywnej z okresu przedwojennego Róża Łubieńska. Przy pomocy całego zespołu osób przygotowywała i dostarczała osadzonym w więzieniu przy ul. Montelupich i św. Michała paczki żywnościowe i bieliznę w ciągu całej okupacji. Działał także Polski Czerwony Krzyż niosąc pomoc ludności polskiej w zakresie lekarstw, poszukiwania zaginionych i opieki nad polskimi żołnierzami przebywającymi w szpitalach.

Za zgodą władz Generalnego Gubernatorstwa działała Rada Główna Opiekuńcza pod kierownictwem Prezesa hr. Adama Ronikiera. (W czasie okupacji w Polsce funkcjonowały trzy ośrodki polskiej aktywności; Armia Krajowa utworzona po konsolidacji różnych ugrupowań wojskowych, Delegatura Rządu Londyńskiego i Rada Główna Opiekuńcza, zwana w skrócie RGO, która odegrała olbrzymią rolę w biologicznym przetrwaniu Narodu. Ta ostania placówka działała oficjalnie i skupiała ok. 10.000 pracowników i woluntariuszy. Jej misją była opieka społeczna nad potrzebującymi, tak aby zmniejszyć polskie cierpienia. Centrala RGO mieściła się w Krakowie. – dop. red.). Niemcy chcieli nadać Radzie charakter polityczny, nie udało im się jednak tego uczynić i organ ten zachował charakter działalności charytatywnej. W Krakowie istniały władze naczelne tej organizacji, w miastach powiatowych działały komitety powiatowe, a po gminach i wsiach czynne były delegatury tej organizacji.

Latem w 1942 r. przyjechał do Bieńczyc przedstawiciel R.G.O., przedwojenny wizytator szkolny p. Ogrodziński, który powołał do zycia delegaturę R,G,O., na czele której stanęli dwaj miejscowi ludzie; prezesem został Józef Celiński, a sekretarzem Jan Kotysa. Ten ostatni wziął na swoje barki całość pracy delegatury. Dzielnie pomagały mu w tej pracy miejscowe zakonnice – SS. Matki Bożej Miłosierdzia.

Główny Zarząd R.G.O. mieścił się w Krakowie przy ul. Krowoderskiej, a wśród pracowników tej instytucji był jeden z mieszkańców Bieńczyc – Zygmunt Starachowicz. Tu został niebawem aresztowany przez Gestapo, podejrzany o przynależność do A.K. został zesłany do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, skąd już nie powrócił.

Zarząd Powiatowy R.G.O. mieścił się przy ul. Św .Jana w Krakowie w dawnym zakładzie biologii U.J. prowadzonym kiedyś przez prof. Emila Godlewskiego. Przewodniczącym Zarządu był znany działacz społeczny, dyrektor gimnazjum im. B. Nowodworskiego – Jakub Zachemski. Pracował tam także Stanisław Sułko i kilka innych osób. Zarząd ten rozdzielał posiadane środki żywnościowe i odzież na delegatury, a te według posiadanych spisów rozdzielały otrzymane środki najbardziej potrzebującym, ubogim mieszkańcom wsi. Część środków żywności delegatura przydzielała miejscowemu przedszkolu prowadzonemu przez zakonnice, które także zajmowały się dożywianiem dzieci uczęszczającym do przedszkola. Placówki R.G.O. znajdujące się na terenie miasta zatrudniały w swych biurach dużo osób czynnych w konspiracji, stąd też nierzadkie były wypadki aresztowania przez Niemców pracowników R.G.O. i zsyłanie ich do obozów koncentracyjnych. Tak znalazł się w obozie koncentracyjnym mieszkaniec Bieńczyc Zygmunt Starachowicz. Stanisław Sułko członek „ROCH” pracował w biurze R.G.O. przy ul Św.Jana, gdzie prowadził skrzynkę konspiracyjną, skąd pobierano prasę konspiracyjną „ROCH-B.CH.” na cały powiat krakowski.

Wysiedleni z Warszawy.

Wybuch Powstania w Warszawie 1 sierpnia 1944 r. zaskoczył nas – mieszkańców podkrakowskich wsi. Z dnia na dzień śledziliśmy przebieg walk powstańczych słuchając radia i czytając niemieckie gadzinówki jak „Goniec Krakowski”, które podawały w komunikatach wojennych wiadomości z walczącej Warszawy. Kilkakrotnie byliśmy świadkami lecących na dużych wysokościach eskadr samolotów alianckich, niosących pomoc walczącej Warszawie. Pierwsze radosne uczucia przemieniły się szybko w niepewność i troskę, co stanie się z powstańcami i ludnością bohaterskiej stolicy, gdyż z żadnej strony nie nadchodziła zdecydowana pomoc. (O wybuchu Powstania Warszawskiego Prezes R.G.O. Adam Ronikier  napisał: „ Dnia 1 sierpnia o godz.. 5-tej po południu, czyli najmniej po temu właściwej, wybuchło ono w Warszawie, ku przerażeniu ludzi jeszcze mających cośkolwiek rozumu w głowie, ku radości zaś Bolszewików i tych Niemców, którzy szukali w nim dowodu na to, że mieli rację Polaków tak traktować, jak ich w ciągu całego panowania traktowali.” Adam Ronikier. Pamiętniki 1939-1945. Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2001. s.353 i 354 – dop.red.). Kiedy zaś okrzepł niemiecki front na Wiśle i zatrzymała się fala uciekających w ostatnich dniach lipca Niemców, było już prawie pewne, że pozostawione samemu sobie Powstanie – musi upaść.

W czasie chłodnych już i deszczowych dni października rozeszła się wieść, że mają nadejść do Krakowa pociągi z wysiedlonymi z Warszawy. Z dworca krakowskiego skierowano jeden pociąg na linię Kraków – Kocmyrzów. Złożony z kilkudziesięciu wagonów pociąg miał w swym składzie wyłącznie wagony towarowe częściowo kryte i częściowo otwarte. Na stacji kolejowej w Bieńczycach „wyładowano” kilkaset osób. Byli to przeważnie starsi mężczyźni, kobiety i dzieci. Wszyscy byli bardzo zmęczeni. Wiele osób było kontuzjowanych i rannych. Zostali oni przyjęci wprost z transportu gdzie zajął się nimi powołany w tym celu komitet, którego trzon stanowili żołnierze Batalionów Chłopskich oraz członkinie Ludowego Związku Kobiet i Zielonego Krzyża. Na stację przyniesiono kotły i garnki z gorącą zupą, by nakarmić przybyłych, którzy od kilku dni nie mieli w ustach gorącej strawy. Nasze dziewczęta rozdzielały zupę i roznosiły ją wśród zziębniętych kobiet i mężczyzn, zaś chłopcy pomagali osłabionym ludziom wysiadanie z pociągu i umieszczanie ich na chłopskich furmankach. Do naszej gromady zostało przydzielonych około setki osób. Po ich pierwszym, doraźnym nakarmieniu na stacji kolejowej zabierano furmankami grupy ludzi i rozwożono a następnie rozmieszczono ich w przygotowanych mieszkaniach u poszczególnych gospodarzy, którzy mieli także obowiązek dostarczyć im pożywienia. Dla osób, które nie mogły we własnym zakresie przygotowywać sobie posiłków, obiady z artykułów dostarczanych przez miejscowych gospodarzy i R.G.O. robiły zakonnice z przedszkola. Wieś Bieńczyce liczyła niespełna dwieście domów i około tysiąca stałych mieszkańców. Była to ludność rolnicza i robotnicza. Osoby samotne przydzielano po jednej do poszczególnych rodzin, zaś rodziny przydzielano razem do wolnych izb, zadeklarowanych wcześniej przez gospodarzy. Osobom chorym i kontuzjowanym udzielał pierwszej pomocy miejscowy lekarz – dr. Kazimierz Łowczowski oraz członkinie Zielonego Krzyża. W pierwszych kilku dniach po rozmieszczeniu przybyłych trzeba było ich zaopatrzyć w jedzenie. W tym celu wyznaczono gospodarzy, którzy mieli dostarczyć jedzenie. Czynili to albo ci, u których wysiedleni zostali umieszczeni na kwaterze lub gdy właściciel nie był w stanie tego czynić, jedzenie dostarczał kto inny. Po pewnym czasie wysiedleńcy zaczęli sami jakoś się urządzać. Ci, którzy mogli sami sobie gotować i mieli po temu warunki, otrzymywali suchy prowiant od gospodarzy. Członkowie komitetu kontrolowali rozmieszczenie i zaopatrzenie w żywność przybyłych.

Udzielała też pomocy miejscowa delegatura R.G.O. przydzielając potrzebującym różne części garderoby oraz prowiant. Z dużą pomocą przychodziła wysiedlonym dzierżawczyni miejscowego dworu p. Helena Cieślewicz. Ta nie tylko przyjęła do dworskich zabudowań większą grupę osób, ale także żywiła ją przez cały prawie okres pobytu we wsi. Także poszczególni gospodarze chętnie nieśli pomoc wysiedlonym. W okresie Bożego Narodzenia celem uprzyjemnienia pobytu i podniesienia na duchu wysiedlonych zorganizowano w przedszkolu prowadzonym przez SS. M.B. Miłosierdzia wspólny opłatek z kolędami. Były tam przemówienia, deklamacje, był skromny poczęstunek i słowa wzajemnej otuchy, że wojna z pewnością wnet się skończy i każdy będzie mógł powrócić do swoich bliskich. Łzy wzruszenia niejednemu popłynęły wówczas z oczu, a kiedy Kraków 18 stycznia 1945 r. został oswobodzony od Niemców i Warszawa też już była od nich wolna, wielu wysiedlonych czym prędzej pakowało swój skromny bagaż i wracało do ukochanej Warszawy, gdzie spodziewali się odszukać swoich krewnych i znajomych oraz mieli nadzieję odzyskać coś ze swego dobytku. Wśród przybyłych do Bieńczyc dużo było inteligentów. Z nazwisk, jakie mi utkwiły w pamięci mogę wymienić kilka. Niedźwiecki, ekonomista mieszkający w Warszawie przy ul. Koszykowej przybył do nas wraz z żoną i dzieckiem. Ci bardzo zaprzyjaźnili się z gospodarzami, u których przebywali a nawet po kilku latach się odwiedzali. Osobiście odwiedziłem pp. Niedźwieckich w kwietniu 1945 r. kiedy zostałem zmobilizowany do Ludowego Wojska Polskiego i przebywałem w Warszawie. Ich syn służył wtedy w wojsku. U mnie w mieszkaniu we wspólnej izbie przebywała przez kilka tygodni p. Lasocka, której dwie córki jako żołnierze A.K. przebywały w tym czasie w niewoli niemieckiej. Ta, jak tylko nadeszła wiadomość w styczniu 1945 r., że Warszawa jest wolna, natychmiast wyjechała do stolicy, by szukać swoich krewnych i znajomych. Nawiasem mówiąc, tośmy się bardzo zaprzyjaźnili. Przychodził do mnie często starszy inżynier, z którym prowadziliśmy długie rozmowy. Ten zbierał chętnych do wyjazdu na Ziemie Zachodnie, i wkrótce po ich oswobodzeniu tam wyjechał. Wiele osób włączało się do pracy w gospodarstwach. Była też starsza już p. Sokołowska, nauczycielka gry na fortepianie i języków obcych. Mimo swego podeszłego wieku włączyła się także do pracy udzielając lekcji gry na fortepianie oraz nauki języków: francuskiego i angielskiego. Ja także korzystałem z tych lekcji. Kiedy 11 kwietnia zostałem zmobilizowany do wojska, p. Sokołowska przygarnęła do naszego mieszkania moja żona. Nawet po moim powrocie we wrześniu 1945 r. pozostawała dalej u nas udzielając lekcji gry na fortepianie i języków różnym osobom, a zwłaszcza młodzieży we wsi. Wyjechała dopiero w 1948 r., kiedy zabrała ją do Warszawy jej siostrzenica. W miesiącach wiosennych, kiedy oswobadzane były coraz to nowe tereny zachodnie, prowadziliśmy długie rozmowy na temat wyjazdu na Ziemie Zachodnie. Wielu warszawiaków nie mając po co wracać do zburzonej stolicy, wyjeżdżało potem na zachód Polski. Wszystkie okoliczne wsie naszej gminy przyjęły do siebie mniejsze lub większe grupy osób wysiedlonych. Szczególną rolę odegrał tu Klasztor OO. Cystersów w Mogile, który w swoich zabudowaniach dał schronienie dużej liczbie osób zapewniając im mieszkania, żywność i opiekę. Wieś polska i jej mieszkańcy w czasie okupacji nie tylko stworzyli silny Ruch Oporu Chłopskiego, ale także nieśli pomoc swemu najbliższemu miastu, ratując go od głodu i okazali wiele serca w nieszczęściu wysiedlonym mieszkańcom stolicy.

Oddali życie za Polskę.

Noty biograficzne osób pochodzących z Bieńczyc.

Franciszek Antkiewicz

Urodził się w Pleszowie w roku 1902. Jego ojciec Wojciech był robotnikiem rolnym i pracował w miejscowym dworze. Oprócz Franciszka miał jeszcze jednego syna i dwie córki. Franciszek ukończył szkołę ludową w Pleszowie. W latach trzydziestych cała rodzina przeniosła się do Bieńczyc, gdzie ojciec pracował również we dworze. Franciszek, już jako małoletni, musiał pracować, by pomagać w utrzymaniu młodszego rodzeństwa. Służbę wojskową odbył w 20 pułku piechoty Ziemi Krakowskiej. Po powrocie z wojska pracował jako robotnik fizyczny w różnych zakładach pracy. Ożenił się z wdową, która miała jednego syna. Z tego małżeństwa urodziła się córka Barbara. Kiedy we wsi powstał Związek Rezerwistów, Franciszek należał do jego zarządu i brał w jego pracy bardzo aktywny udział. W sierpniu 1939 r. został zmobilizowany, brał udział w walkach w obronie Śląska i tam poległ. Wiadomość o jego śmierci przekazał jego szwagier Florkiewicz.

Stanisława Biernacik

Urodziła się w Bieńczycach w roku 1921. Była córką Stanisława i Marii Zyburów. Jej matka wcześnie zmarła, wychowywała się przy ojcu, który był kolejarzem i pracował w Krakowie. Potem ojciec ożenił się po raz drugi z siostrą zmarłej żony i miał z nią jeszcze dwóch synów. Prowadzili w Bieńczycach niewielkie gospodarstwo rolne. Stasia po ukończeniu siedmiu klas szkoły podstawowej w Bieńczycach (uczyła się bardzo dobrze) pozostała w domu przy rodzinie pracując na gospodarstwie. Przed wojną należała do Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej. Była w tę pracę bardzo zaangażowana. W czasie wojny brała udział w pracy miejscowego chóru prowadzonego przez zakonnice. Podczas ofensywy Armii Czerwonej na Kraków 18 stycznia 1945 r. była w domu. Nieszczęście chciało, że  w czasie ostrzału artyleryjskiego wyszła z domu na drogę. Upadający w pobliżu pocisk artyleryjski ciężko ją zranił, zmarła tego samego dnia.

Władysław Broś

Urodził się w Sulechowie w powiecie krakowskim 25 listopada 1913 r. Jego rodzicami byli pochodzący z Bieńczyc Jan i Maria z Biernacików. Jego ojciec wcześnie zmarł i Władysław od najmłodszych lat wychowywał się w Bieńczycach u swego wujka Wojciecha Biernacika. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Bieńczycach odbywał praktykę w warsztatach remontowych na lotnisku wojskowym w Rakowicach, gdzie zdobył zawód mechanika samolotowego. W roku 1934 zawarł związek małżeński z Marią Widomską z Mistrzejowic. W latach 1935-37 odbywał obowiązkową służbę wojskowa w 2 Pułku Lotniczym w Rakowicach. Po odbyciu służby wojskowej wrócił do pracy w warsztatach remontowych na lotnisku. W roku 1939 został zmobilizowany do 2 Pułku Lotniczego, z którym został ewakuowany najpierw na lotnisko polowe w Pobiedniku, a potem dalej na wschód. Po zakończeniu kampanii wrześniowej znalazł się najpierw na Węgrzech, skąd przeniósł się do Francji, a po klęsce Francji został ewakuowany do Anglii. Tam wszedł w skład 304 Dywizjonu Bombowego, jako mechanik samolotowy w stopniu plutonowego. 18 grudnia 1940 r. wraz z kolegą opuszczał bombardowane przez Niemców lotnisko. Przy dużej szybkości ich motocykl wpadł na nadjeżdżający z przeciwnej strony samochód. Zginęli obaj na miejscu. Pochowany został w dniu 21 grudnia 1940 r. na cmentarzu Newark-Notts. Na karcie zgonu podpisany jest Ks. Kapelan Sasinowski, obecny biskup ordynariusz  Łomżyński. Wdowa po nim wyszła za mąż za Franciszka Ciepielę.

Julian Kaczorowski

Urodził się w Bieńczycach w roku 1912. Jego ojciec Stanisław był właścicielem wodnego młyna w Bieńczycach na „ Anielówce”. Był to nieduży drewniany młyn gospodarczy. Po śmierci męża młyn prowadziła żona. W czasie wojny i okupacji młyn służył okolicznym chłopom przemielając zboże poza kontrolą niemiecką i zaopatrując tym sposobem ludność w mąkę. Rodzina Kaczorowskich była wielodzietna. Prócz Julka mieli jeszcze dwóch synów i sześć córek. Wszystkie dzieci się kształciły i ukończyły co najmniej szkołę średnią. Julek uczęszczał  do gimnazjum w Krakowie. Po zdaniu matury ukończył szkołę podchorążych rezerwy piechoty i niebawem uzyskał stopień podporucznika rezerwy. Od 1936 roku pracował jako telegrafista w wojskowej stacji podsłuchowej w forcie w Krzesławicach. Tuż przed wojną został skierowany do pracy w tym samym charakterze na lotnisko wojskowe w Rakowicach. W sierpniu 1939 r. został zmobilizowany do 2 Pułku Lotniczego. Po wybuchu wojny cała obsługa lotniska została ewakuowana na wschód. We wrześniu wraz z wojskiem znalazł się w okolicy Lwowa, gdzie po wkroczeniu w granice Rzeczpospolitej Armii Czerwonej został wzięty do niewoli sowieckiej. Wywieziony do obozu zginął prawdopodobnie w Katyniu lub innym obozie sowieckim.

Kunegunda Kaszowska

Urodziła się w Bieńczycach w roku 1881, była matką czworga dzieci: dwóch córek i dwóch synów. Mieszkała stale w Bieńczycach prowadząc gospodarstwo domowe i wychowując dzieci. Wcześnie owdowiała, poza częścią domu rodzinnego nie posiadała żadnego majątku. By wychować czwórkę dzieci musiała ciężko pracować, również jej małoletnie dzieci musiały zarabiać na kawałek chleba. Jak i inni mieszkańcy Bieńczyc, tak przed wojną jak i w czasie okupacji, wyjeżdżała często do Krakowa pociągiem. W czasie okupacji Niemcy urządzali na stacjach kolejowych łapanki. Ujęte w nich osoby wywożono na roboty do Niemiec, osadzano w więzieniach lub wysyłano wprost do obozów koncentracyjnych, zależnie od winy względnie od „przestępstw” jakie złapanym przypisywano. Kaszowska dostała się w ręce granatowej policji w czasie łapanki na stacji kolejowej Kraków-Grzegórzki w styczniu 1944 r. Umieszczona najpierw w więzieniu w Krakowie, została potem wywieziona do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Miała wtedy ponad 60 lat i nie przetrzymała ciężkich warunków obozowych. Wiosną tego samego roku rodzina otrzymała urzędowe zawiadomienie z komendy obozu o jej śmierci.

 Idzi Kotyza

Urodził się w Bieńczycach w roku 1914, z rodziców Jana i Marii Jędrszczyk. Pochodził z wielodzietnej rodziny, miał trzech braci i siedem sióstr. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Bieńczycach odbył praktykę w fabryce Zieleniewskiego w Krakowie. Pracował tam jako ślusarz do wybuchu wojny w roku 1939. Ożenił się w Bieńczycach z Władysławą Dońcówną. W czasie wojny pracował w wojskowych warsztatach samochodowych mieszczących się w dawnych koszarach 5 Dywizjonu Samochodowego w Dąbiu. Był bardzo poważny, spokojny i zrównoważony. W sierpniu 1942 r. miał miejsce w Bieńczycach wypadek postrzelenia komendanta posterunku polskiej policji granatowej. Jak wykazało późniejsze dochodzenie, policjanci postrzelili się wzajemnie, upozorowano jednak zamach. Do wsi przyjechała policja niemiecka i na posterunku przeprowadzono śledztwo. Posterunek policji mieścił się w domu Julii Możejkowej, siostry Idziego. Sprowadzono prawie całą rodzinę Możejkowej, wśród nich także zabranego wprost z pracy Idziego. W czasie śledztwa na posterunku dokonano ohydnego morderstwa: oprócz Idziego zastrzelono jeszcze dwie inne osoby a mianowicie: Antoniego Waleriana i Filipa Kowalskiego z Krzesławic. Wszystkich trzech rodziny pogrzebały na cmentarzu parafialnym w Mogile.

Józef Kotyza

Urodził się w Bieńczycach w 1901 roku. Był synem Kacpra i Katarzyny Wach. Miał trzech braci i jedną siostrę. Jego ojciec był robotnikiem w młynie w Bieńczycach, a potem dróżnikiem na drodze Kraków-Kocmyrzów. Szkołę ludową ukończył w Bieńczycach. W młodym wieku pracował na stacji kolejowej w Bieńczycach jako zwrotniczy. Po odzyskaniu niepodległości został w 1919 r., mimo braku pełnoletności, zmobilizowany. Wcielony do wojska odbył kurs sanitarny, przydzielony do 6 Pułku Strzelców Konnych brał udział w kampanii w 1920 r. Po kampanii został z wojska zwolniony i znowu pracował na kolei. Po osiągnięciu pełnoletności został ponownie zmobilizowany. Służbę wojskową pełnił tym razem w 1 Pułku Wojsk Kolejowych w Krakowie. Z wojska został zwolniony w listopadzie 1923 r. Nie wrócił jednak do pracy na kolei. Idąc w ślady starszego brata Stanisława wstąpił do służby w Policji Państwowej. Początkowo pełnił służbę w Krakowie w I Komisariacie. W 1927 r. zawarł związek małżeński. Z powodu choroby żony przeniósł się wraz z nią do powiatu nowosądeckiego. Służył na posterunku Policji Państwowej w Łącku, a od 1937 r. w Korzennej, gdzie był komendantem posterunku. Po śmierci pierwszej żony ożenił się ponownie z wdową Józefą Rolną w Łącku. Miała ona trzy córki z pierwszego małżeństwa, on jednego syna. Z tego małżeństwa urodził się im jeszcze jeden syn. We wrześniu ewakuował się wraz z policją na wschód, przekroczył granicę węgierską i tam przebywał do roku 1941. W tym też roku wrócił do kraju, do Korzennej. Rozpoczął pracę w spółdzielni rolniczo-hodowlanej. Potem, do końca okupacji, był wójtem gminy Korzenna. Brał udział w Ruchu Oporu Chłopskiego i z jego ramienia został także wójtem po odzyskaniu wolności. W marcu 1945 r. został wraz z wieloma innymi działaczami konspiracyjnymi aresztowany przez NKWD i wywieziony do Związku Sowieckiego. Zmarł w szpitalu więziennym w czerwcu 1945 r.

Stanisław Kotyza

Urodził się w Bieńczycach w 1900 r., był synem Kaspra i Katarzyny z Wachów, miał trzech braci i jedną siostrę. Ojciec jako robotnik pracował w młynie w Bieńczycach, a potem był dróżnikiem na drodze Kraków-Kocmyrzów. Stanisław szkołę ludową ukończył w Bieńczycach. Gdy w czasie I wojny światowej ojca zmobilizowano, zastępował go w pracy dróżnika. Po odzyskaniu niepodległości, jeszcze niepełnoletni, został zmobilizowany do formującego się Wojska Polskiego. Pełnił służbę w 5 Dywizjonie Żandarmerii Wojskowej. Na przełomie lat 1921-22 po odsłużeniu służby wojskowej został zwolniony z wojska. Nabyte przeszkolenie i zainteresowanie służbą w żandarmerii skierowały jego dalsze kroki do służby w Policji Państwowej, do której został przyjęty w zimie 1922 r. Po odbyciu półrocznego przeszkolenia rozpoczął służbę Krakowie, najpierw w IV Komisariacie dla dzielnicy Kazimierz, potem w I Komisariacie dla dzielnicy Śródmieście. Odkomenderowany do prowadzenia stołówki dał się poznać jako dobry i zapobiegliwy gospodarz. Prowadził stołówkę dla posterunkowych: najpierw w komisariacie przy ul.Starowiślnej, potem przy ul.Grodzkiej, a w końcu przy ul. Siemiradzkiego. W kwietniu 1938 r. zawarł związek małżeński z Franciszką Puzia. Zamieszkali razem przy ul. Kanoniczej 22. W roku 1939 urodził się im syn Marian. Z chwilą wybuchu wojny wraz z całą policją krakowską odszedł na wschód. Znajomi i koledzy widzieli go w Równem i Włodzimierzu Wołyńskim. Nie wiadomo co się z nim stało. Należy przypuszczać, że albo jak wielu innych został zamordowany przez Ukraińców, albo po dostaniu się do niewoli znalazł się w którymś z obozów jenieckich i podzielił los wielu innych polskich żołnierzy i oficerów.

Jan Krawczyk (s. Wincentego)

Urodził się w Bieńczycach w 1908 r. Był synem Wincentego i Marii z Salwińskich, miał dwóch braci i jedną siostrę. Rodzice  prowadzili niewielkie gospodarstwo rolne. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Bieńczycach zdał egzamin do gimnazjum św. Jacka w Krakowie. Maturę uzyskał w roku 1929. Przez rok pracował jako urzędnik na poczcie. W latach 1930-31 odbył służbę wojskową w szkole Podchorążych Rezerwy Piechoty w Cieszynie, z której wyszedł w stopniu plutonowego podchorążego. W 1923 został mianowany podporucznikiem rezerwy. Trzykrotnie brał udział w woskowych ćwiczeniach oficerskich. Od czasu gimnazjum darzył wielka sympatią i miłością córkę kierownika szkoły Jadzię Łowczowską. Po powrocie z wojska okazało się, że ta zakochała się  w młodym nauczycielu i niebawem wyszła za niego za mąż. Przeżył tę osobistą tragedię bardzo dotkliwie, był bliski samobójstwa, przez kilka lat nie mógł przyjść do siebie. Siedział w domu i hodował indyki. Opamiętał się dopiero w 1935 r. i w tym roku zapisał się na Wydział Rolniczy Uniwersytetu Jagiellońskiego, który ukończył w roku 1936. Uzyskał stopień inżyniera rolnika. W sierpniu tego roku został zmobilizowany do wojska. Po kampanii wrześniowej  znalazł się na Wołyniu w okolicy Równego. Przebywał tam ukrywając się prawdopodobnie u jakiejś polskiej rodziny. Napisał do ojca tylko jeden list. Został prawdopodobnie zamordowany przez Ukraińców albo dostał się do jednego z obozów jenieckich i podzielił los wielu polskich oficerów. Był to bardzo wartościowy i inteligentny człowiek, wielki patriota, głęboko wierzący katolik. Miał zamiłowanie do pracy społecznej. Przez szereg lat pracował bardzo czynnie w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Męskiej w Bieńczycach.

Jan Krawczyk (s. Jana)

Urodził się w Bieńczycach w 1903 r. jako syn Jana i Teresy z domu Lenda. Miał sześciu braci i dwie siostry. Ukończył szkołę ludowa w Bieńczycach, pomagał ojcu w gospodarstwie. Zmobilizowany do armii austriackiej brał udział w pierwszej wojnie światowej.  W czasie służby wojskowej poznał swoją późniejszą żonę i po wojnie ożenił się we wsi Strzałkowice koło Sambora w Małopolsce Wschodniej i tam zamieszkał. Podobnie jak wiele miejscowości w tych stronach wieś Strzałkowice była zamieszkana przez Polaków i Ukraińców. Jan był światłym obywatelem, patriotą, wiele czytał, abonował czasopisma. W tamtych czasach i w środowisku narodowo mieszanym miało to wielkie znaczenie. Ożeniony w rodzinie polskiej miał z tego małżeństwa trzy córki i jednego syna. Jedna z córek wyszła za mąż za Ukraińca. W czasie rozpętanej przez nacjonalistów ukraińskich krwawej masakry ludności polskiej została przez własnego męża Ukraińca w okrutny sposób zamordowana. Jan, zdradzony przez Ukraińców, że przechowuje w swoim domu przywiezione przez żonę żydowskie dziecko z Sambora, został aresztowany przez Gestapo i osadzony w obozie koncentracyjnym w Majdanku. Z obozu nie wrócił, został tam przez hitlerowców zamordowany.

Katarzyna Krawczykowa, z d. Domagalska

Urodziła się w Bieńczycach 29 grudnia 1909 r., szkołę ludową ukończyła w Bieńczycach. Wyszła za mąż za miejscowego gospodarza Wojciecha Krawczyka, urodziła troje dzieci: dwie córki i jednego syna. W momencie śmierci była w ciąży z czwartym dzieckiem. W tym stanie wyjechała z mlekiem i innymi towarami do Krakowa sama powożąc koniem, gdyż mąż był wtedy chory. Po odstawieniu do swoich klientek mleka i załatwieniu kilku innych spraw miała już wracać do domu. Zatrzymała się jeszcze, gdyż prosiła ją o zabranie znajoma kobieta z Grębałowa. Było to 28 grudnia 1944 r. Siedząc już na wozie na ul. Grzegórzeckiej czekała na ową kobietę. W tym czasie nadleciały nad miasto radzieckie samoloty, w powietrzu wywiązała się walka między niemieckimi i radzieckimi lotnikami. Na ulicę padły pociski karabinów maszynowych i działek lotniczych. Jeden z pocisków działka lotniczego upadł na kolana siedzącej na wozie Krawczykowej i eksplodował raniąc ja dotkliwie w ręce, nogi i brzuch. Zaczęła krzyczeć, nadbiegli ludzie nie wiedząc co się stało, gdyż Krawczykowa była dość  grubo opatulona (była zima) i nie było widać krwi płynącej z ran. Kiedy ją zdjęto z wozu, broczyła krwią. Odwieziono ją do szpitala. Drobne odłamki pocisku pokaleczyły nie tylko ręce i nogi, ale i wnętrzności oraz kilkumiesięczny płód. Dziecka nie udało się uratować, ratowano matkę. Kilka dni walczyła ze śmiercią. Bezowocne okazały się jednak wszelkie zabiegi lekarzy. Zmarła w szpitalu dnia 2 stycznia 1945 r. Pochowano ją na cmentarzu parafialnym w Raciborowicach.

Jan Nowak

Urodził się w Bieńczycach w roku 1918. Był synem Ludwika i Jadwigi Ślusarczyk. Miał starszego brata Józefa. Ich matka zmarła przedwcześnie. Przebywali w domu wraz z ojcem. Kiedy ojciec ożenił się po raz drugi, nie znaleźli dla siebie miejsca w domu. Starszy brat Józef ukończył praktykę masarską i pracował w rzeźni miejskiej. Janek jako młody chłopiec służył u różnych gospodarzy. W czasie wojny pracował w Czyżynach u rzeźnika Zamojskiego. Na położonej po drugiej stronie drogi stacji kolejowej często przebywali niemieccy strażnicy kolejowi („Bahnschutz”). Kiedy pewnego razu strażnicy na stacji zatrzymywali pasażerów i znajdujących się w pobliżu ludzi, on znalazł się tam przypadkowo i też został aresztowany. Wywieziony do obozu koncentracyjnego więcej do domu nie powrócił.

Józef Rojek

Urodził się w Bieńczycach w 1913 r. Ojciec Norbert był kowalem i wraz ze swoim bratem Piotrem prowadził kuźnię w Bieńczycach. Miał dwóch braci i dwie siostry. Do szkoły podstawowej uczęszczał w Bieńczycach, a potem w Krakowie. Po ukończeniu klasy ósmej zapisał się do Państwowej Szkoły Przemysłowej w Krakowie, na wydział Mechaniczny. Była to bardzo znana i ceniona szkoła. Poziom nauki w szkole był bardzo wysoki, wielu jej wychowanków otrzymało w Polsce Ludowej tytuł inżynierów. Po ukończeniu szkoły jako technik rozpoczął pracę w warsztatach remontowych na lotnisku w Rakowicach. Mając na co dzień do czynienia z samolotami, zaczął interesować się lataniem. Ukończył kurs szybowcowy. Szybowisko znajdowało się w Kostrzu k. Krakowa, tam pracował i pod kierunkiem wytrawnych instruktorów zgłębiał tajniki lotów szybowcowych. To mu jednak nie wystarczało, rozpoczął także naukę pilotażu na samolotach. Doszedł do dużej wprawy i dokładności w lataniu na samolotach sportowych. Przez szereg lat brał udział w różnych zawodach lotniczych. Osiągał bardzo dobre wyniki, zdobywał nagrody i wyróżnienia. Pracował stale na lotnisku w warsztatach remontowych. Z wybuchem wojny wraz z całym personelem technicznym został ewakuowany na lotnisko polowe. Po kampanii wrześniowej znalazł się za granicą. Najpierw przebywał w Rumunii a następnie przedostał się do Francji. Przebywając w Grenoble postanowił czas pobytu w tym mieście wykorzystać na uzupełnienie studiów. Zapisał się na wyższą uczelnię techniczną, którą ukończył w 1944 r. We Francji działała partyzantka. W okolicy miasta został przez partyzantów francuskich wykolejony pociąg. Niemcy zabrali zakładników, znalazł się wśród nich i Józef Rojek. Na kilkanaście dni przed przybyciem oddziałów partyzanckich, które przyniosły miastu wolność, Niemcy rozstrzelali zakładników i wśród nich także Józefa Rojka. Przez Polski Czerwony Krzyż rodzice otrzymali jego dokumenty wraz z dyplomem inżyniera, a koledzy przywieźli jego pas wojskowy i inne drobiazgi wraz z dowodem osobistym. Był to bardzo inteligentny i pracowity człowiek. W Bieńczycach udzielał się społecznie, był bardzo aktywny w Stowarzyszeniu Młodzieży Męskiej. Tuż przed wojną ożenił się z Zofia Salwińską z Bieńczyc.

 

Stanisław Salwiński s. Sebastiana

Urodził się w 1902 r. Szkołę ludową ukończył w Bieńczycach i tu mieszkał do chwili powołania do wojska. W roku 1922 zgłosił się ochotniczo do tworzącej się Polskiej Marynarki Wojennej, tam odbył czynną służbę zdobywając specjalność telegrafisty. Nabyte umiejętności umożliwiły mu uzyskanie stałej pracy w wojskowej radiostacji podsłuchowej na Rozewiu. Tam pełnił służbę do roku 1939. Z chwila wybuchu wojny stacja wraz z pracownikami została ewakuowana wgłąb Polski. Po kampanii wrześniowej znalazł się w Krakowie. Przebywając na Wybrzeżu ożenił się w Starogardzie. Żona wraz z dziećmi, wycofując się także ze swego miejsca zamieszkania, znalazła się po zajęciu wschodnich terenów Polski przez Armię Czerwoną w Brześciu nad Bugiem. Uzyskawszy wiadomość, że jego rodzina znajduje się w tym mieście, Stanisław nielegalnie przekroczył granicę i znalazł się także w Brześciu. Został zatrzymany przez żołnierzy sowieckich, jednak po stwierdzeniu, że celem jego przybycia było rzeczywiście poszukiwanie rodziny, został zwolniony i przebywał  przez pewien czas na tamtym terenie. Próbował także poszukiwać swego siostrzeńca Jana Krawczyka, oficera polskiego, o którym miał wiadomości, że przebywa gdzieś na Wołyniu. Mimo poszukiwań nie udało mu się go odnaleźć. Jeszcze przed wybuchem wojny niemiecko–sowieckiej wrócił wraz z żoną i dziećmi do Krakowa. Próbował różnych prac zarobkowych, między innymi pracował w Czyżynach u swego krewnego Piotra Salwińskiego. Żona wraz z dzieckiem (drugie zmarło w Brześciu) przebywała w Wieliczce, gdzie jej brat (wtedy już volksdeutsch) pełnił służbę w niemieckiej żandarmerii. Załatwił swojemu szwagrowi pracę w urzędzie gminnym w Wieliczce. Stanisław objął funkcję poborcy podatkowego. Zawód telegrafisty, tak potrzebny w pracy podziemnej, skierował go do pracy konspiracyjnej. Przy pomocy swojego siostrzeńca Romana Krawczyka przewiózł z Krakowa do Wieliczki radiostację i rozpoczął regularny nasłuch radiowy. W roku 1942, prawdopodobnie na skutek donosu, został aresztowany. Niemcy zabrali także aparat radiowy. Został osadzony w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Po kilku miesiącach pobytu w obozie żona otrzymała wiadomość o śmierci męża.

Stanisław, urodzony w niewoli, od najmłodszych lat wykazywał wielki patriotyzm. Miłość do odzyskanej wolnej Polski skłoniła go do twardej służby na morzu, a potem do odpowiedzialnej pracy radiotelegrafisty. Ta sama miłość do Ojczyzny nie pozwoliła mu w czasie okupacji niemieckiej stać na uboczu. Oddał życie za Polskę.

Stanisław Salwiński s. Piotra

Urodził się w Bieńczycach w 1912 r. był synem Piotra i Julii z Jędrszczyków. Miał sześciu braci. Ojciec prowadził gospodarstwo rolne. Staszek od lat najmłodszych, jak każde dziecko wiejskie, pomagał rodzicom w gospodarstwie. Szkołę podstawową ukończył w Bieńczycach. Podjął praktykę krawiecką kończąc równocześnie wieczorową szkołę zawodową. Odbył służbę wojskową, przeszedł dobrą szkołę w Korpusie Ochrony Pogranicza, uzyskując stopień starszego strzelca. Po powrocie z wojska pracował w swoim zawodzie. Nie był żonaty. W sierpniu 1939 r. został zmobilizowany, brał udział w kampanii wrześniowej, walczył w obronie Warszawy. Poległ w walce z Niemcami we wrześniu 1939 r.

Wiktoria Salwińska

Urodziła się w Bieńczycach w 1913 r.. Była córką Józefa i Magdaleny Zięba. Rodzice mieli gospodarstwo rolne w Bieńczycach. Miała czterech braci i trzy siostry. Po ukończeniu siedmiu klas szkoły podstawowej w Bieńczycach pracowała w gospodarstwie rodziców. Odbyła praktykę krawiecką w Krakowie. Od młodych lat należała do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej w Bieńczycach i była członkinią zarządu tegoż Stowarzyszenia. Była bardzo czynna w pracy społecznej we wsi. Okupację spędziła u rodziców. Często wyjeżdżała pociągiem do Krakowa. Niemcy urządzali na stacjach łapanki. W jednej z takich łapanek została zatrzymana przez Niemców. Umieszczono ją najpierw w więzieniu w Krakowie, a następnie wywieziono do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Po kilku miesiącach pobytu w obozie, latem 1943 roku, komenda obozu powiadomiła rodzinę o jej śmierci.

Zygmunt Starachowicz

Urodził się w 1914 w Starym Samborze w Małopolsce Wschodniej, gdzie jego ojciec był lekarzem. Siostra Anna była żoną miejscowego lekarza Kazimierza Łowczowskiego. W latach trzydziestych Zygmunt mieszkał w Bieńczycach. Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studia ukończył w 1939 r., ożenił się z lekarką i oboje mieszkali w Bieńczycach. 6 listopada 1939 r. w czasie przeprowadzania przez Niemców słynnej „Sonderakation Krakau”, w której aresztowano zebranych na Uniwersytecie profesorów wszystkich uczelni Krakowa, znalazł się także na terenie Uniwersytetu dla odebrania dyplomu. Został wraz z profesorami aresztowany i wywieziony do obozu koncentracyjnego. Po paru miesiącach został z obozu zwolniony. Rozpoczął wtedy pracę w RGO przy ul.Krowoderskiej. Zaangażował się w pracę konspiracyjną, był żołnierzem Armii Krajowej. Współpracował z komendą  obwodu AK na powiat krakowski. Współredagował „Placówkę”, organ komendy obwodu. W roku 1944 w czasie przeprowadzania przez Niemców rewizji w RGO znaleziono w jego biurku prasę konspiracyjną, został aresztowany i ponownie umieszczony w obozie koncentracyjnym. Przebywał między innymi w obozie w Buchenwaldzie. Powszechnie było wiadome, że kto znalazł się w obozie po raz drugi, już nie wracał. Z obozu nie wrócił. Nie było jednak zawiadomienia o jego śmierci. Wszczęte po wojnie poszukiwania nie dały żadnego rezultatu. Pozostawił  żonę lekarkę-laryngologa i dwoje dzieci.

Jan Świder

Był synem Józefa i Marii z Raźnych. Urodził się w 1926 r., mieszkał w Bieńczycach. Ojciec był  laborantem przy katedrze Chemii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jan miał starszego brata i siostrę. Szkołę podstawową ukończył w Bieńczycach. W czasie okupacji prawie jedynym źródłem zaopatrzenia w węgiel, zwłaszcza biedniejszej ludności, była kolej. Maszyniści kolejowi zrzucali w czasie jazdy węgiel z lokomotywy, a umówieni ludzie go zbierali. Ojciec Janka miał dobre stosunki z  kolejarzami i często tym sposobem zdobywał węgiel i zboże. Niemieccy strażnicy kolejowi (Bahnschutz) często jeździli pociągiem pilnując, by kolejarze nie zrzucali węgla z pociągu. Ktoś doniósł  Niemcom, że jednym z ludzi, którzy korzystają z nielegalnego zdobywania węgla, jest Józef Świder. Strażnicy kolejowi przybyli do Świdra, a nie zastawszy w domu ojca, zabrali nieletniego jeszcze syna. Umieszczono go w piwnicy wartowni kolejowej na dworcu w Krakowie przy ul.Lubicz. Po paru godzinach pobytu w piwnicy wypuścili go rzekomo na wolność i pozornie uciekającego zranili kilkoma pociskami z karabinu. Ciężko rannego Jana przewieziono do szpitala przy ul.Kopernika, gdzie mimo troskliwej opieki lekarzy po kilku dniach zmarł. Ciało jego, wydane rodzinie, pogrzebane zostało na cmentarzu parafialnym w Mogile. Aresztowano jeszcze po tym jego starszego brata, lecz zwolniono jako pracującego w firmie niemieckiej. Ojciec ukrywając się uniknął aresztowania i pewnie też niechybnej śmierci.

Zofia Turbasowa, z d. Biernacik

Urodzona w Bieńczycach w 1897 r., wyszła za mąż za Jana Turbasę, razem prowadzili  gospodarstwo rolne. Dom ich znajdował się w pobliżu stacji kolejowej w Bieńczycach. Mieli trzech synów. Wszyscy trzej synowie żyją: jeden w Kralowie, a dwóch w Bieńczycach. Zginęła od strzałów niemieckich strażników kolejowych „Bahnschutz”. 12 listopada 1943 r., kiedy na stację kolejową w Bieńczycach nadjechał pociąg z Kocmyrzowa, wywiązała się na stacji strzelanina. Strzelali pijani strażnicy. Twierdzili potem, że to oni zostali ostrzelani. Na odgłos strzałów Turbasowa podeszła do jaśniejącego w ciemnościach okna. Padły strzały, które dosięgły stojącą przy nim Zofię, obok której znajdował się sześcioletni syn. Została trafiona dwukrotnie w pierś i upadła na ziemię. Wezwany lekarz dr Kazimierz Łowczowski udzielił jej pierwszej pomocy. Był także u niej ksiądz Franciszek Ciepiela, który udzielił jej ostatniego namaszczenia. Następnego dnia odwieziono ranną do szpitala w Krakowie, gdzie mimo przeprowadzonej operacji nie udało się jej uratować. Została pochowana na cmentarzu parafialnym w Raciborowicach. Następnego dnia Niemcy przeprowadzili śledztwo, rozpytując kto strzelał do strażników. Tego samego dnia przywieziono z więzienia dziesięciu Polaków, których rozstrzelano w Krzesławicach obok toru kolejowego, a ciała pomordowanych zabrano do Krakowa

Emil Włodek

Urodził się w Bieńczycach w 1925 r. Był synem Franciszka i Marii z Szabelskich. Szkołę podstawową ukończył w Bieńczycach w roku 1939. Lata młodzieńcze spędzał w domu rodziców. Zarabiał na życie pracując dorywczo u różnych gospodarzy. Jednym z nieszczęść, jakie spadły na Polaków w czasie niemieckiej okupacji, był wywóz młodych ludzi na roboty do Niemiec. Emil został wyznaczony przez wójta w Mogile na wyjazd do robót w Niemczech. Nie udało się, mimo starań rodziców, przed tym ochronić. Od chwili wyjazdu z domu w 1942 r. wszelki słuch o nim zaginął. Nie napisał też żadnego listu z Niemiec. Po wojnie rodzina wszczęła starania mające na celu odnalezienie zaginionego. Nie dały żadnego rezultatu prowadzone za pośrednictwem Polskiego Czerwone Krzyża poszukiwania.

Jan Zamojski

Urodził się w Bieńczycach w 1913 roku. Był synem miejscowego gospodarza Feliksa, działacza chłopskiego i byłego wójta. Była to zamożna, lecz wielodzietna rodzina. Prócz Janka było w niej siedem córek i czterech synów. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Bieńczycach, Jan pracował w gospodarstwie rolnym ojca. Był członkiem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej. Nie był żonaty. Służbę wojskową odbył w 20 pułku piechoty Ziemi Krakowskiej. W roku 1939 został zmobilizowany. Brał udział w kampanii wrześniowej. Zginął w walce z Niemcami w czasie działań wojennych. Ani miejsce śmierci, ani miejsce pochówku nie są znane.

Jan Kotyza z Bieńczyc

Jan Kotyza urodził się w Bieńczycach 7 stycznia 1909 r. W latach międzywojennych był komendantem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w Bieńczycach. W 1940 r. wstąpił do Związku Walki Zbrojnej organizując pluton, którego został dowódcą. W 1942 roku po nawiązaniu kontaktu z działaczami Ruchu Oporu Chłopskiego przeszedł z całym plutonem do Batalionów Chłopskich. Na terenie gmin Mogiła, Ruszcza i Zielonki zorganizował batalion złożony z czterech kompanii, który po scaleniu z Armią Krajową otrzymał kryptonim “Pająk”. Do końca okupacji był jego dowódcą. W maju 1944 r. został mianowany komendantem Batalionów Chłopskich obwodu krakowskiego. Był równocześnie drugim zastępcą komendanta obwodu krakowskiego AK. Wiosną 1945 r. został powołany do Wojska Polskiego i jako dowódca plutonu oraz adiutant batalionu walczył pod Dreznem i w Bieszczadach. Po zdemobilizowaniu działał w Polskim Stronnictwie Ludowym Stanisława Mikołajczyka, a następnie pracował zawodowo w szkolnictwie, spółdzielczości oraz Kurii Metropolitalnej w Krakowie. Jan Kotyza zakończył swoje życie w okolicznościach symbolicznych. Zasłabł w czasie pogrzebu jednego ze swoich podkomendnych wygłaszając mowę pożegnalną. Zmarł w drodze do szpitala dnia 30 kwietnia 1991 r.

 

 

Fragment wspomnień Stanisława Sudera z Czyżyn

 

Okres okupacji.
Już w pierwszym dniu napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę, 1 września 1939 r. około godz. 6 rano samoloty agresora dokonały nalotu na lotnisko rakowicko-czyżyńskie. Od bomb zginęły 3 mieszkanki Czyżyn: Ozdoba…, Łagowska…, Szczupak… i jeden mężczyzna: Walczyk… kilka zaś zostało rannych. Naloty o charakterze terrorystycznym siały strach i zamęt na drogach zapełnionych uciekinierami w kierunku na wschód. Był to czas popłochu i paniki oraz ogólnego zamieszania. W atmosferze całkowitego zamętu, w dniu 4 IX 1939 r. zginął w nieznanych bliżej okolicznościach obywatel Czyżyn, wójt Gminy Mogiła, Kazimierz Cieślewicz.
W dniu 6 września1939 r. do Czyżyn wkroczyły wojska niemieckie – rozpoczęła się trwająca 5 lat okupacja. Zapanowała złowieszcza noc niewoli narodowej, która rychło w dzieje Czyżyn zapisała się czarnymi zgłoskami. Jak na ironię, w zabudowaniu dworu dzierżawionego od Kurii Metropolitalnej w Krakowie, administrowanego przez żonę wspomnianego wyżej Cieślewicza, założył kwaterę oficer żandarmerii niemieckiej Herzig – zapewne dla utrzymania „niemieckiego porządku”. Mówił dobrze po polsku (prawdopodobnie był Ślązakiem) i wkrótce stał się bywalcem istniejącego tu wyszynku wódek u Piotra Krupy, gdzie spędzał całe dni. Nie interesowały go sprawy polityczne – działalność swą skupiał głownie na problemach gospodarczych, jak dostawy kontyngentów zboża i bydła. Mówiono, że „przy kielichu” można było z nim załatwić wiele spraw. Nie jemu i podległej mu „granatowej policji” przypisuje się osadzenie i śmierć w obozach koncentracyjnych mieszkańców Czyżyn, niezaangażowanych w działalność konspiracyjną. W obozach tych zginęli: Gaweł Bernard, Gaweł Władysław, Gil Julian, Kulka Franciszka, Mazur Mieczysław, Ptak Tadeusz, Rosenblat…, Samiec… i Wlazło Agata. Kaźnię obozów przeżyli i powrócili do domów: Dąbrowski Paweł, Kulka Maria, Mazur Wojciech i Baś Stanisław.
Na stanowisku sołtysa pozostawiono Andrzeja Malinowskiego nakładając na niego nowe niewdzięczne obowiązki jak wystawianie nazwisk ze wsi do kopania rowów, szarwarku i co najgorsze na wysyłkę na przymusowe roboty do Niemiec. Za niedopełnienie tego ostatniego obowiązku został nawet , dla postrachu na jakiś czas aresztowany.
Niemcy szybko zagospodarowali lotnisko, powiększając je kosztem wysiedlenia sąsiednich domów. Za ogrodzeniem widać było umieszczone między dwoma nasypami ziemnymi samoloty i zbiorniki z paliwem (w których w ramach sabotażu wywiercano dziury ). Pomiędzy nasypami była rozpostarta maskująca zielona siatka.
Monopol tytoniowy zupełnie niezniszczony bombardowaniem kontynuował pracę. Syrena o godzinie 7 rano sygnalizowała rozpoczęcie a o 3 popołudniu zakończenie pracy. Ludzie z okolicznych wsi znaleźli tam zatrudnienie. Część pensji wypłacano w alkoholu i papierosach.

Mieszkańcy w sklepach realizowali swoje kartki na ciemny chleb i buraczaną marmoladę. Był to ciężki okres, szczególnie dla mieszkańców małych domków na Błoniu, którzy nie mieli gospodarstw. Ich dzieci po żniwach zbierały kłoski zbóż na polach, a po wykopkach wygrzebywały z ziemi pozostałe ziemniaki. Pomagały im przetrwać kozy „żywicielki”, wypasane po rowach, i hodowane króliki.

Niemcy w 1941r włączyli Czyżyny do Krakowa, stawiając przy drodze za Monopolem po przeciwnej stronie słup z napisem Krakau.

Pociągi do Kocmyrzowa i Mogiły nie woziły już młodzieży do szkół. Jeździli nimi ludzie do pracy, handlarze, a Niemcy wykorzystywali je do przeprowadzania „łapanek”.
Odrębny akapit dotyczy hitlerowskiej akcji wyniszczenia ludności pochodzenia żydowskiego. Według krążących informacji śmierci uniknęła Maria Mendel (córka), Wolffeiler… oraz Leon Goldfinger. Zginęli w obozach prawie wszyscy mieszkający w Czyżynach na stałe Żydzi z całymi rodzinami, o nazwisku: Atteslander, Gutt, Wolffeiler, Goldfinger, Mendel (łącznie kilkanaście osób). Przed założeniem przez okupanta wydzielonej dzielnicy – getta, liczne rodziny żydowskie znalazły schronienie w Czyżynach. Przez pewien czas pracowali oni niewolniczo przy robotach ziemnych na poszerzanym przez Niemców lotnisku. W tutejszej fabryce, Monopolu Tytoniowym, wśród licznej załogi znalazło zatrudnienie kilku Żydów, którzy przeżyli wojnę. Nie udało się to sekretarce dyrektora – Niemca, pracującej pod przybranym nazwiskiem Heleny Fabiańskiej. Mieszkała w jednym z czyżyńskich domów – aresztowana zażyła truciznę i zmarła na oczach konwojujących ją Niemców. Osierociła dwunastoletnią córkę Helenę, którą przechowali do końca wojny dobrzy ludzie, a która obecnie mieszka w Izraelu.
Tragiczną listę śmierci pośród mieszkańców Czyżyn dopełnić trzeba nazwiskiem profesora rolnictwa Edwarda Ralskiego, który zginął z rąk NKWD, zamordowany w obozie polskich oficerów w Starobielsku.
Nie wrócili też z wojny: Wziątek…, Żylski Stanisław. Pod koniec wojny, bohaterską śmiercią „na polu chwały” w lasach Kielecczyzny poległ w akcji partyzanckiej młodociany syn kierownika tutejszej szkoły, Zbigniew Marszałek. W tym samym czasie, a więc w końcowej fazie wojny, od zabłąkanego pocisku lub bomby zgubionej przez samolot niemiecki zginęło małżeństwo, Józef i Wiktoria Miechowiczowie. Zaiste straszliwa to hekatomba ofiar…

Kraków – najpiękniejsze z miast Polski, i jak ktoś napisał miasto „żywych kamieni”, świadectwo tysiącletnich dziejów narodu, skarbnica pamiątek, otwarta księga historii minionych wieków – od 25 X 1939 do 16 I 1945 r. był siedzibą hitlerowskiego satrapy Hansa Franka. Ze wzgórza wawelskiego szły rozkazy terroru i zdławienia polskiego Narodu w tragicznych latach okupacji. Mieszkańcy ujarzmionego miasta nie pozostali jednak bierni wobec morderczej polityki wyniszczenia wszystkiego, co polskie. Rychło dał znać o sobie ruch oporu w rozlicznych organizacjach podziemia, tak w samym Krakowie, jak i okolicy, m.in. w Czyżynach, gdzie powstała kilkunastoosobowa grupa konspiracyjna. Organizację podziemną założył dla sąsiedniego Łęgu Wawrzyniec Hudzicki, dla Czyżyn zaś asesor pocztowy Adam Ziemba. Obaj zostali aresztowani i straceni. Działalność konspiracyjną AK kontynuował na terenie Łęgu Stanisław Mars, w Czyżynach Józef Salwiński. Zachowani w pamięci piszącego te słowa (zarazem łącznika tut. grupy AK) uczestnicy konspiracji to: Bartosik Tomasz, Bochenek Kazimierz, (jun.), Czekaj Franciszek, Czopek (Wilczyński) Aleksander, Fliszkiewicz Stanisław, Górecki Karol (jun.), Gurbiel Stanisław, Kawula Władysław, Malinowski Jan, Malinowski Józef, Płonka Tadeusz, bracia Śliwińscy: Franciszek, Michał i Mieczysław, Tyrka Tadeusz, Walczyk Stanisław, Wlazło (Winnicki) Stanisław (s. Wincentego). W działalność konspiracyjną  włączył się również pracujący na poczcie Karol Górecki, dzięki któremu sprawowano kontrolę listów adresowanych na Gestapo. W obiekcie Monopolu Tytoniowego istniała grupa konspiracyjna o charakterze działalności sabotażowej i obserwacyjnej – tu bowiem Niemcy magazynowali części do samolotów. Po wojnie powtarzana była wiadomość, że dyrektor obiektu Szubert, z pochodzenia Austriak, wspierał potajemnie zgrupowania partyzanckie w okolicach Kazimierzy Wielkiej (rejon uprawy tytoniu), przesyłając tam papierosy i alkohol, w przeciwieństwie do volksdeutscha Lokotscha, który trzymając w ręku pejcz śledził pracowników – był postrachem załogi. W przemyśle tytoniowym pracownicy otrzymywali oprócz wynagrodzenia w pieniądzach, deputat w postaci papierosów i wódki, które na wsi można było zamienić na żywność. Zatrudnienie w Monopolu chroniło przed wywozem na roboty do Niemiec. Pracująca tam pani inż. Magdalena Ralska pomagała w uzyskaniu pracy młodym ludziom z Czyżyn i okolicy.
W okolicznościach tak trudnych i niebezpiecznych, jakie niosła wojna, społeczeństwo Czyżyn zapisało chlubną kartę. Istniała tu Delegatura Rady Głównej Opiekuńczej (RGO), której przewodniczył Józef Salwiński przy uczestnictwie proboszcza mogilskiego ks. Józefa Zastawniaka. Była to organizacja o charakterze charytatywnym, akceptowana przez okupanta. W warunkach miejscowych RGO była pewnego rodzaju parasolem dla organizacji konspiracyjnych. Poza wspieraniem najuboższych z Czyżyn i Łęgu udzielano pomocy jeńcom alianckim pracującym na lotnisku oraz ukrywającym się Żydom. Dzięki wsparciu RGO i mieszkańców Czyżyn uniknęło zagłady małżeństwo żydowskie o nazwisku Goldfarb – będące praktykującymi katolikami. Mieszkali w Czyżynach w domu nr 107 u p. Kucielów. W podeszłym już wieku, schorowani zmarli śmiercią naturalną. Z narażeniem życia w warunkach konspiracyjnych Józef Salwiński zorganizował im pogrzeb a ksiądz Zastawniak dokonał pochówku na cmentarzu w Mogile.
Po upadku Powstania Warszawskiego i karnym wysiedleniu ludności cywilnej z Warszawy miejscowe AK, przy współpracy z kolejarzami, zorganizowało skierowanie jadącego do Kocmyrzowa pociągu, na boczny tor przy Monopolu Tytoniowym w dniu 5 X 1844 r. Korzystając z szyldu RGO otoczono opieką koło 300 rodzin. Ludność Czyżyn i Łęgu stanęła na poziomie obywatelskiego poczucia solidarności przyjmując wysiedlonych do swych domów, zapewniając im do końca wojny wyżywienie i dach nad głową. Duszą tej akcji był znów wspomniany Józef Salwiński z sołtysem Andrzejem Malinowskim. I tak w deszczowy jesienny wieczór, już po ciemku, odjechał z bocznicy pusty pociąg – tylko z maszynistą.
Wspomnieć należy również o tajnym nauczaniu starszej młodzieży w okresie okupacji. Dla dziewcząt prowadziła je prof. Wanda Mirowska w domu swojej siostry pani Ralskiej, a dla chłopców przyjeżdżający z Krakowa prof. Gimnazjum św. Jacka Witold Grzybek oraz piszący te wspomnienia Stanisław Suder.

 

Pierwsze lata powojenne

W dniu 18 stycznia 1945 roku od strony lotniska nadjechały radzieckie czołgi, które strzelały za uciekającymi w kierunku Krakowa Niemcami. Podczas tych działań pociski trafiły w kościół oraz w dom i stajnię sąsiedniego gospodarstwa Katarzyny Czernek-Maskowej, dokonując zniszczeń. Tak razem z oswobodzeniem Krakowa skończyły się w Czyżynach przykre dni okupacji. W następnych dniach po przejściu frontu mieszkańcy wyruszyli do porządkowania lotniska i dróg startowych dla nowej Polski. Przez zimę, aż do wiosny, po domach stacjonowali żołnierze radzieccy, szosą przejeżdżały samochody z wojskiem.
Społecznym wysiłkiem organizowano życie wsi, wyremontowano własnymi siłami szkołę, dom ludowy, z inicjatywy Józefa Salwińskiego powstał Społeczny Komitet Elektryfikacji Wsi, dzięki któremu już w 1945 roku rozbłysło światło elektryczne w domach i zostały oświetlone ulice, zniknęły sprzed stodół kieraty zastąpione energią elektryczną.
Pracownice Monopolu Tytoniowego ufundowały figurę Matki Boskiej Niepokalanej z napisem „Błogosław naszej pracy”, którą w 1945 roku uroczyście poświęcił Arcybiskup Metropolita Krakowski Adam Stefan Sapieha. Figura ta ustawiona na skwerku między drzewami wewnątrz Zakładów Tytoniowych przetrwała trudny okres komunistycznych czasów.
Ożywiło swoją działalność Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Marian Czernek, Franciszek Zembala i inni młodzi ludzie uczęszczający do szkół pod patronatem Benedykta Matejkiewicza z klasztoru Cystersów z Mogiły organizowali spotkania młodzieży, przedstawienia i jasełka. Powstało Kółko Rolnicze, Koło Gospodyń Wiejskich z przewodniczącą Katarzyną Włodarzową. Józef Salwiński założył Polskie Stronnictwo Ludowe (Mikołajczykowskie), którego prezesem w Czyżynach był Stanisław Tynor, w Łęgu Tomasz Radoszek. Wielce patriotycznym akcentem działalności politycznej i społecznej mieszkańców Czyżyn i Łęgu był zorganizowany przez Józefa Salwińskiego udział w pogrzebie Wincentego Witosa. Posiadający prywatne przedsiębiorstwo przewozowe mieszkaniec Czyżyn Jan Czernek z bratem Józefem i obywatelami Łęgu Stanisławem Marsem i Tomaszem Gawędą przygotowali czterokonny zaprzęg karych koni z odpowiednio przystosowanym i ubranym platonem. Rano 5 listopada 1945 roku wyruszył z Czyżyn do Krakowa ten swoisty „karawan”. Powoził nim Józef Czernek, wioząc trumnę z ciałem Wincentego Witosa przez całą trasę z Krakowa aż do Wierzchosławic. Tak miejscowi działacze PSL i chłopi oddali ostatnią posługę swojemu wielkiemu przywódcy.
Wkrótce jednak organizacje, które miały duży wkład w życie wsi, zostały (poza Kółkiem Rolniczym) przez reżimowe władze komunistyczne zawieszone w działalności. Szczególnie brutalnie potraktowano mikołajczykowskie PSL, aresztując Józefa Salwińskiego – członka władz miejskich i wojewódzkich PSL, radnego Miasta Krakowa z ramienia PSL i kandydata na posła w wyborach 1947 roku. Tak smutno kończy się ambitny, pełen inicjatyw społecznych okres, z którym wiązano tyle nadziei na przyszłość. Wkrótce potem – bo od 1949 roku – nastał czas gorzkich doświadczeń, długofalowych w skutkach wydarzeń, wydarcia ziemi pod zakłamaną ideę „socjalistycznego miasta” o nazwie Nowa Huta.

Stanisław Suder z Czyżyn

Wspomnienia Romana Domańskiego z Kocmyrzowa-Luborzycy:

Śmierć alianckich lotników

Po północy z dnia 17 na 18 sierpnia 1944 r., zbudzeni warkotem samolotu i seriami z broni maszynowej, zobaczyliśmy nad polami przysiółka Rosji ognistą smugę płonącego samolotu i usłyszeliśmy jego potężny wybuch.

Bezpośrednio po eksplozji i upadku palącego się samolotu – żołnierze BCh wymontowali i zabrali dwa pokładowe karabiny maszynowe z taśmami amunicji z oderwanego i odrzuconego skrzydła samolotu, przy którym również zostały odrzucone zwłoki lotnika. Wymontowania karabinów dokonali żołnierze plutonu „Ząbczyńskiego”: Antoni Koster ps. „Klin” i Stanisław Koster ps. „Zając”.

Rano przyjechali Niemcy, porobili zdjęcia dopalających szczątków maszyny i polecili zwęglone zwłoki zakopać na sąsiednim polu.

Tego samego dnia miejscowa ludność przewiozła szczątki bohaterskich lotników na cmentarz luborzycki i chrześcijańskim pogrzebem umieścili je we wspólnej mogile. Do tej smutnej uroczystości dołączył pod koniec oddział partyzancki „Sikory” Romana Kułagi, który salwą honorową uczcił pamięć bohaterów. W zestrzelonym samolocie zginęli:

kapitan pilot L.C. Allen – lat 27 z SAAF,

lieutn. pilot AJ. Muaro – lat 20 z SAAF,

lieutn. obserw. W. Klekow – lat 27 z SAAF,

lieutn. obserw. EBM. Imprey – lat 25 z SAAF,

WOI-WOP D. B. Brandsma – lat 24 z SAAF,

WOI-WOP D. J. Palmer – lat 23 z SAAF,

W/O-A/G E. Brandshaw – lat 24 z RAAF,

SGT A/G LR. W. Nickerson – lat 22 z RAAF.

W tym tragicznym dniu z drugiego samolotu strąconego nad Krakowem wyskoczył na spadochronie lotnik Allan Hemet. Zniesiony aż nad pola Kocmyrzowskie został doprowadzony do Stefana Kozubskiego, który zaprowadził go do dworku goszyckiego. Po rozmowie w języku angielskim z członkiem rodziny Kernów, Jerzym Turowiczem byłym naczelnym redaktorem Tygodnika Powszechnego, lotnik Allan Hemet zostaje otoczony opieką, udzielono mu pomocy lekarskiej zranionej dłoni i biodra, w którym tkwił odłamek. Tam też znalazł chwilowe schronienie.

Z uwagi na to, że Niemcy wiedzieli, że jeden z lotników się uratował i poszukiwali miejsca jego schronienia, należało natychmiast przenieść go z Goszyc w bardziej bezpieczne miejsce. Stąd też przeniesiono go do Zielenic do domu Janików, gdzie przebywał Komendant Inspektoratu „Chata” ppor./pułk. mgr Walenty Adamczyk. Po kilku dniach pobytu w Zielenicach, kiedy stan zdrowia poprawił się, przeniesiono rannego na kolejną kryjówkę do majątku Wielowiejskich w Święcicach koło Słaboszowa.

Po zdekonspirowaniu kryjówki, przeniesiono Hemeta na nowe „locum” do Pani Stefanii Krzyżanowskiej w Cudzynowicach koło Kazimierzy Wielkiej. W styczniu 1945 roku został Hemet przejęty przez oddziały Armii Czerwonej i przekazany alianckiej misji wojskowej. Tragiczną śmierć bohaterskich lotników, niosących pomoc walczącej Stolicy, upamiętnia obelisk wzniesiony przez członków Koła Kombatantów Luborzycy w 40 rocznicę Powstania Warszawskiego. W obelisku tym wmurowano oryginalne śmigło „Liberatora” i Krzyż z Ukrzyżowanym Chrystusem. W cokole obelisku na granitowej płycie wyryto nazwiska poległych lotników, którzy zginęli w lotach bojowych nad Polską. Do upamiętnienia miejsca i tragicznej śmierci lotników przyczynił się szczególnie członek Koła Kombatantów, Wacław Maj ps. „Grudzień”, który zaprojektował i zrealizował ten pomnik.

Szczątki spalonych lotników nad Luborzycą 17/18 sierpnia 1944 r. zostały w roku 1945 ekshumowane i przeniesione na cmentarz Rakowicki w Krakowie.

Roman Domański

 

Fragment wspomnień szkolnych Adama Gryczyńskiego

 

Miejsce straceń na Dąbiu w Krakowie

 

1945 r. 15 stycznia Niemcy w bestialski sposób zamordowali 79 obywateli Dąbia.

„[…]Wszystkie grupy zostały rozstrzelane w identyczny sposób. Po doprowadzeniu pod wał wiślany padała krótka komenda w języku polskim: “legnij, kurwa mać!” Do każdego leżącego twarzą do ziemi strzelano z pistoletu maszynowego – oddzielnie do każdej osoby. Rozstrzeliwani głośno wzywali ratunku, krzycząc, pytali za co giną. Zanim przyprowadzono kolejną grupę Niemiec pilnujący zwłok dobijał strzałem w głowę osoby dające znaki życia. W czasie przeprowadzania egzekucji Niemcy zakazali mieszkańcom przebywania na ulicy. Jednak wiele osób obserwowało przebieg akcji z domu, z ukrycia. Widzieli swoich ojców, matki, siostry, kolegów, sąsiadów, prowadzonych na miejsce egzekucji. Najbliżej miejsca egzekucji była Adelajda Trynkowa, której dwaj synowie byli aresztowani i znaleźli się w grupie przywiezionej z więzienia. Z odległości 20-30 metrów, z domu przy ul. Wyszogrodzkiej obserwowała egzekucję. Pierwsze grupy szły spokojnie – osoby nie były w pełni świadome losu, jaki miał ich spotkać, prawdopodobnie przypuszczały, że zostaną wywiezione do obozu. Po pierwszych odgłosach strzałów niektórzy zdali sobie sprawę, jaki los ich czeka. Inni łudzili się, że Niemcy zaprowadzą ich pod wał, gdzie pokażą im ciała rozstrzelanych jako ostrzeżenie. Po przywiezieniu więźniów z Montelupch szybko rozeszła się pogłoska, że przywieziono Żydów, których będą rozstrzeliwać. Jednak, gdy więźniowie wyszli z autobusu, wielu obserwujących rozpoznało wśród nich swoich krewnych lub sąsiadów.[…] Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskiej w Krakowie, Sygn. akt S. 4/76. Protokół przesłuchania świadka Edwarda Marcela 25 sierpnia 1977 r., s. 3. Tekst pochodzi z  opracowania Grzegorza Jeżowskiego „Dlaczego Niemcy rozstrzelali 79 Polaków?”  zamieszczonego w „Dzielnicy II” nr. 40 z marca 2009 r.

 

Co najmniej dwa razy w roku chodziliśmy na grób 79 mieszkańców Dąbia pomordowanych przez hitlerowców dnia 15 stycznia 1945 roku, który zwykle sprzątaliśmy pod opieką Józefa Długosza, a następnie czyściliśmy granitowy nagrobek, malowaliśmy na czarno metalowe pręty ogrodzenia i paliliśmy znicze. Odbywały się tam także apele i zbiórki z fanfarami i dźwiękiem werbli. Były przemówienia, patriotyczne pieśni i deklamacje. Pamięć tamtego traumatycznego wydarzenia była przez ówczesną Szkołę nr 39 dobrze pielęgnowana. Pan Długosz, (ale i inni nauczyciele także) mówili nam, abyśmy potrafili docenić to, że żyjemy w czasie pokoju, że tamte niewinne osoby poniosły najwyższa Ofiarę – zginęli za naszą Ojczyznę, tylko za to, że byli Polakami ale ich zbiorowa egzekucja i śmierć nie będzie daremną, jeżeli pamiętając o ich straszliwej kaźni, my – młodzi, będziemy się pilnie i dobrze uczyć po to, aby w przyszłości móc jak najlepiej służyć Ojczyźnie, zwłaszcza wtedy, kiedy będzie w potrzebie. Żadną miarą nie mogłem pojąć swoim młodzieńczym umysłem, dlaczego to wszystko się wydarzyło, i w dodatku zaledwie na 3 dni przed wkroczeniem Armii Czerwonej i „wyzwoleniem” Krakowa, dlaczego dokonano tak straszliwego mordu na niewinnych, bezbronnych ludziach, w dodatku na oczach ich własnych rodzin? Dzisiaj można zobaczyć tę zbrodnię przeciwko ludzkości w znacznie głębszej perspektywie; w świetle wiedzy o „lobotomii tkanki narodowej”, o setkach i tysiącach takich miejsc rozsianych po całym kraju i poza jego granicami, o rzeziach, czystkach etnicznych, kradzieży ziemi i lekceważeniu międzynarodowego prawa, o nieoszacowanych stratach, wreszcie o przyczynach i mechanizmach lucyferycznego okrucieństwa, którego dokonywano z premedytacją od pierwszych do ostatnich dni wojny, ale także wcześniej i potem. Nie, tego ot tak sobie, zapomnieć nie można, szczególnie dziś, kiedy pisząc na nowo historię (por. „Historiografia neostalinowska” Prof. John Radzilowski, University of Alaska Southeast) usiłuje się zrobić z Polaków gorliwych współpracowników Hitlera. Nie jest to zresztą niczym nowym w podejściu pewnych gremiów do zagadnień historycznych, bowiem już u schyłku XIX w. w wierszu „Historyczna nowa szkoła” (przytaczam tylko 2 zwrotki; pierwszą i ostatnią) Adam Asnyk tak pisał:

Historyczna nowa szkoła
Swą metodę badań ścisłą,
Sprowadzoną hurtem z Niemiec,
Rozpowszechnia ponad Wisłą
I, nabywszy pogląd świeży,
Nowym łokciem dzieje mierzy.

[…]

I tak dalej… i tak dalej…
Coraz śmielsze wnioski przędzie
I, nicując dawne sądy,
Nie powstrzyma się w zapędzie,
Aż dowiedzie, że król Herod
Dobroczyńcą był dla sierot.

/…/ Przygotowując materiały o szkole na terenach dzisiejszej Nowej Huty i jej okolicach, w lutym 2010 r. trafiłem do Zespołu Szkół w Raciborowicach, gdzie Dyrektor mgr Joanna Karyś-Róg udostępniła mi tamtejszą kronikę szkolną w której m. in. można przeczytać:

1876 r. W tym roku Rada Szkolna Okręgowa mianowała Stanisława Szarka zastępcą nauczyciela szkoły pospolitej w Raciborowicach. Ten przybywszy rozpoczął rok szkolny z dniem 1 września. Grunt został zupełnie wyniszczony i wyjałowiony[…]. 1892 r. Reskryptem Rady szkolnej krajowej został przeniesiony z posady w Raciborowicach tutejszy nauczyciel Stanisław Szarek (na marginesie widnieje data 29/6.) na posadę kierującego nauczyciela przy 2 kl. Szkole w Dąbiu pod Krakowem.

Kiedy rok później przeglądałem stronę internetową Aldony Widłak „Dąbie – historia i teraźniejszość”, dotyczącą także miejscowej szkoły, spostrzegłem tam nazwisko jej wieloletniego kierownika – Stanisława Szarka, który pracował wcześniej w Raciborowicach. Dzięki uprzejmości Dyrektora mgr inż. Iwony Janek z Gimnazjum nr. 7 w Krakowie,  mogłem zapoznać się z bogatą kroniką szkolną (dawnej Szkoły Podstawowej Nr 39 na Dąbiu), i wkrótce doszedłem do przekonania, że powinienem tej szkole poświęcić cały rozdział zawierający choćby urywki kroniki, wspomnienia innych, ale i własne, ponieważ będąc absolwentem tej szkoły, miałem niezwykłe wprost szczęście poznać tam wspaniałych Nauczycieli-Wychowawców. Nie ulega wątpliwości, że ich praca, a w kilku przypadkach autentyczne powołanie do służby nauczycielskiej, zwłaszcza kadry przedwojennej, oparte było na solidnych fundamentach: na odpowiedzialności i szacunku do Człowieka, Rodziny i Ojczyzny. Opierało się też na wiedzy i talencie pedagogicznym, na intuicji, cierpliwości i rozwijaniu charakteru i osobowości podopiecznych, które razem wzięte budowały mozolnie podwaliny ich późniejszych postaw, wynikłych z przyjęcia określonych idei i wartości lub odrzucenia innych, tych niepożądanych. Oni uczyli i mnie – młodego człowieka starającego się niezdarnie znaleźć cel swojego życia – zamiast dreptać w kółko zawężając świadomość, szukać odpowiedzi w konstrukcji własnego losu w harmonii ze światem: przyrodą i społeczeństwem, w pracy na rzecz dobra wspólnego i walki z własnymi słabościami. Dziś wiem, że zawdzięczam im wiele, ale muszę to wyznać, że właściwie nigdy wcześniej – zwłaszcza kiedy Oni jeszcze żyli – nie umiałem im tego powiedzieć, ani okazać, może poza średnimi zresztą wynikami w nauce czy sprawowaniem. Wiem też, że nie potrafię im także dorównać na polu edukacji i wychowania, posiadając jednak pewną wiedzę i wewnętrzną busolę, mogę próbować iść o własnych siłach i podążać wskazaną przez nich wąską ścieżką pośród dżungli pseudo-wartości służących odczłowieczeniu przez wprowadzenie do ludzkiego umysłu jadu pychy, kłamstwa i nienawiści. Mogę wreszcie zaświadczyć, że Oni zmuszając nasz młody rozum do wysiłku poznawczego uczyli tego, by samemu odważyć się myśleć! Wpajając, że „człowiek jest kowalem swego losu”, a „prawdziwa radość jest rzeczą poważną”, zasiewali w naszych umysłach ziarno, z którego przy dalszej, odpowiedniej uprawie – kulturze, całości jej wpływów i oddziaływań, wyrastał potem, lub nie – co zależało od pułapu indywidualnych chęci i możliwości – wymóg uznania rzeczywistego dobra człowieka w oparciu o kryteria rozpoznania triady: prawdy, dobra i piękna. Tego rodzaju kształcenie i wychowanie rozpoczyna się już od najmłodszych lat w rodzinie, w szkole zaś tylko pogłębia, ale trwa i doskonali się przez całe życie, co tak klarownie wyraził O. prof. Mieczysław A. Krąpiec słowami: „Musimy się rozwijać, aby dochodzić do możliwej pełni własnego człowieczeństwa, które nam Bóg przeznaczył wraz z naszym istnieniem.” Nic dodać, nic ująć. Może tą książką choć w małej części spłacę zaciągnięty dług? Miarą satysfakcji będzie i to, jeśli zechcą sięgnąć po nią młodsze pokolenia. Niech się dowiedzą, że dawniej żyli Nauczyciele-Wychowawcy, o szczerozłotych sercach, czystych duszach i jasnych umysłach, oraz inni, którzy przynajmniej starali się to dostrzec, utrwalić i przekazać dalej. Niech przeczytają o cichych ludziach wielkiego formatu i honoru, dla których nie liczyły się zaszczyty, sława i zysk materialny, lecz najważniejszą rzeczą pod słońcem była pewna misja – chęć służenia innym i czynienia świata nieco lepszym. Może kiedyś znajdzie się ktoś kto sprawi, że wraz z gasnącą o nich pamięcią, to przesłanie pozostanie wciąż żywe, na przekór relatywistycznym „projektom inżynierii kulturowej samozwańczej elity, obdarzonej mentalnością totalitarną” i temu wszystkiemu, co ukazuje oblicze człowieka w krzywym zwierciadle, sprowadzając je do bóstwa lub do zwierzęcia, pana lub niewolnika, elit lub motłochu…

Kwiecień 2011                                                                       Adam Gryczyński

NaturalNews 27.5.2012

Filed under: Uncategorized — grypa666 @ 02:57

Dear NaturalNews readers,

(Warning: Today’s news is a bit graphic. Reader discretion advised…)

The long-dreaded “zombie apocalypse” has begun in Miami, where police shot a naked, mindless man who was literally feeding off the face of another naked man.

After being shot, the zombie continued to feed, requiring the police to shoot him a second time. CBS Miami reports:

“Miami police shot and killed a man on the MacArthur Causeway Saturday afternoon, and police sources told CBS4 they had no choice: the naked man they shot was trying to chew the face off another naked man, and refused to obey police orders to stop his grisly meal. …Officers found one man gnawing on the face of another, in what one police source called the most gruesome thing he’d ever seen.”

I’ve writte a full account of the “zombification of America” in today’s feature story:

http://www.naturalnews.com/035990_zombie_apocalypse_Miami_police.html

“Zombification” is the result of vaccine damage, aspartame damage, fluoride damage, psychiatric drug damage and street drug damage to the human brain. But how can you protect yourself from all the brain-damaging chemicals in our world?

One solution might be astaxanthin, the world’s most powerful neuroprotective supplement. It’s called “the King of the carotenoids,” and protects fat tissues throughout your body (your brain is mostly fat and water). Today I’ve published an update on astaxanthin and linked to our recommended sources:

http://www.naturalnews.com/035989_astaxanthin_brain_protection.html

Speaking of the brain, did you know that gardening can cure depression? Here’s why:

http://www.naturalnews.com/035985_gardening_depression_health.html

And here are five ways to protect your brain from Alzheimer’s disease using natural foods and nutritional therapies:

http://www.naturalnews.com/035983_Alzheimers_prevention_coconut_oil.html

And on this Memorial Day weekend in the U.S., NaturalNews wishes to honor all the veterans who have protected this nation from all enemies, both foreign and domestic, and yet are being abused and abandoned by the VA hospital system:

http://www.naturalnews.com/035987_veterans_VA_hospitals_benefits.html

Next Page »

Theme: Rubric. Blog at WordPress.com.

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.